Wariacje na temat 6 opowiadania Engina Akyürka “Krótka Historia o Miłości”

Osoby: Eryk /Narrator – Engin?/ , Maciej /Mehmet/ , Bella /Bilge/, Mikołaj
Eryk:
Zapatrzyłem się w maila. Niby nic, to tylko zaproszenie na spotkanie koleżeńskie naszej klasy licealnej z okazji upływu 30 lat od matury, ale ta krótka wiadomość wywołała falę wspomnień. Mail wysłany przez Wiktora był podpisany trzema imionami organizatorów – Wiktor, Bella i Mikołaj. Wiktora lepiej znałem, od czasu do czasu wymienialiśmy kartki świąteczne i maile, Mikołaja pamiętałem słabo – drobny chłopak, rzadko się odzywał, brał mniejszy udział w życiu klasy, a raczej skupiał się na działalności w swoim miejscu zamieszkania. Do szkoły dojeżdżał z innego miasta. Bella – cóż straciłem ją z oczu po ukończeniu szkoły, ale w latach licealnych …
Moim najbliższym przyjacielem był Maciek. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy, nasi rodzice często się spotykali, a my byliśmy dla siebie jak bracia. Wspólnie wymyślaliśmy psikusy, wybryki, spędzaliśmy czas na wspólnym graniu w piłkę, a nawet wypracowaliśmy system wspólnego uczenia się – dzieliliśmy zadania na dwóch i spisywaliśmy jeden od drugiego. Kiedy do klasy przyszła nowa uczennica postanowiliśmy ją ośmielić i zapoznać z życiem klasy. Po lekcjach zaprosiliśmy ją na spacer, by mogła lepiej poznać miasto. Dobrze nam się rozmawiało, była miła, oczytana, ciekawa wszystkiego, co ją otaczało. Od tej chwili wiele czasu zaczęliśmy spędzać w trójkę – chodziliśmy do kina, na różne imprezy, a nawet na mecz piłkarski. Czułem, że jest dla mnie bardzo ważna. Chyba się pierwszy raz zakochałem…. Każdego ranka cieszyła mnie myśl, że znowu ją zobaczę, że ujrzę jej cudne oczy i włosy, że usłyszę jej ciepły głos. Chowałem to uczucie w sobie rozkoszując się nim w samotności, licząc, że nikt, nawet ona, nie pozna mojej tajemnicy. Nie znałem jednak przenikliwości duszy kobiecej.
Pewnego dnia nauczyciel zarządził pracę w grupach. Głosem nie znoszącym sprzeciwu ogłosił:
– Maciek – ty będziesz w parze z Elą, a Eryk… – tu rozejrzał się po klasie – … po drugiej stronie, w parze z Bellą.
– O Boże! – pomyślałem – Człowieku, nie wiesz, jak bardzo mnie uszczęśliwiłeś!
Zabrzmiał dzwonek. Złożyliśmy naszą pracę, Bella zabrała ją, nagle odwróciła się do mnie i powiedziała – Kocham cię, idioto! – Podbiegła do nauczyciela, prawie rzuciła naszą pracę na biurko i wybiegła z klasy. Byłem jeszcze oszołomiony jej słowami, kiedy podszedł do mnie Maciek.
– Muszę ci coś powiedzieć. Zakochałem się w Belli – jego słowa zmroziły mnie. Zdołałem tylko wyjąkać…- Cieszę się… Z ciężkim sercem wracałem do domu. Rozmyślania przytłaczały mnie.
Maciek był mi bliższy niż brat. Kochałem go, byłem gotów poświęcić dla niego życie…czy mógłbym poświęcić coś innego? Poczułem się jak bohater oddający życie za przyjaciela na wojnie.
W poniedziałek powiedziałem Belli, że kocham kogoś innego…
Maciek:
Przyjadę na to spotkanie choćby z drugiego końca kraju, choćby z drugiego końca świata…Może uda mi się w końcu dowiedzieć, co spowodowało, że tak oddaliliśmy się od siebie. Ja, Eryk, Bella…
Belli nie widziałem od trzydziestu lat, z Erykiem spotykamy się od czasu do czasu na uroczystościach rodzinnych, nasi rodzice się przyjaźnią, jesteśmy prawie jak rodzina, choć ciągle brakuje mi tej bliskości, która była w czasach szkolnych. Może czuje się winny, bo gdy mu zdradziłem, że kocham się w Belli ona odsunęła się ode mnie, od nas. Może coś jej powiedział czy zdradził moją tajemnicę? Tak, to chyba wtedy zaczęliśmy odsuwać się od siebie. Postaram się znaleźć sposób, żeby to wyjaśnić.
Bella:
Kiedy Wiktor zwrócił się do nas z prośbą o pomoc w zorganizowaniu spotkania po trzydziestu latach od matury poprosiłam o kilka dni do namysłu. Musiałam porozmawiać z Mikołajem, sprawdzić, co pamięta z czasów licealnych , uspokoić go, gdyby miał jakieś obawy.
Przygotowałam kolację, a przy stole zapytałam: – Czytałeś maila od Wiktora? -Czytałem. Nie odpowiedziałaś jeszcze? – Zanim odpowiem muszę z tobą porozmawiać. Potem decydujesz, co odpowiemy. – Zamieniam się w słuch….
– Nigdy o tym nie mówiliśmy, ale musisz wiedzieć, że kiedyś kochałam się w Eryku… To było kilka miesięcy po przyjściu do waszej klasy. Jak wiesz, Eryk i Maciek byli najpopularniejszymi chłopakami w klasie. Byłam nowa, nie znałam ich dobrze, a oni zajęli się mną tak, że łatwiej było mi zaaklimatyzować się w nowym środowisku. Zapraszali mnie na imprezy, pokazali miasto. Dobrze mi się z nimi rozmawiało, a szczególnie dobrze czułam się w obecności Eryka. Kiedyś nie było go w szkole, a ja poczułam jak bardzo mi go brakuje. Pomyślałam, że to miłość. Wtedy popełniłam największe szaleństwo w moim życiu. Wydawało mi się, że on też coś czuje do mnie, ale jest zbyt nieśmiały, by mi to powiedzieć. Zaufałam mu i pierwsza wyznałam swoje uczucia. Z początku wydawało mi się, że wyzna mi to samo, ale… Trzeba było wierzyć mamie, że dziewczyna pierwsza nie powinna wypowiadać tego magicznego słowa, że nie wolno się narzucać, bo wtedy staje się bezbronna i gotowa oddać wszystko niewłaściwej osobie.
– Po kilku dniach – podjęła po chwili – powiedział mi, że kocha inną. Czyżbym była aż tak ślepa? Byłam zła na siebie, nie chciałam mieć nic wspólnego z Erykiem. Moja złość objęła też Maćka, bo widując się z nim byłabym skazana na spotkanie z Erykiem, a nawet tylko na pamięć o nim. Maciek zapraszał mnie na imprezy, ale ja kategorycznie mu odmawiałam. Zbliżyłam się do koleżanek i z nimi spędzałam większość czasu. Pewnego razu Elka słysząc jak odmawiam Maćkowi stwierdziła: Dlaczego mu odmawiasz? Jego przyjaciel poświęcił się i odsunął od ciebie by on mógł się zdobyć. Zaskoczona zapytałam – Skąd o tym wiesz? – Chłopcy o tym opowiadają. Podziwiają Eryka, ale tylko szepczą, aby Maciek się nie dowiedział.
– I co ty na to? – zapytał Mikołaj
– Poczułam się jeszcze gorzej. Do dziś czuję tę gorycz. Eryk nie liczył się z moimi uczuciami, przyjaciela kochał bardziej niż mnie. A może bardziej kochał tylko siebie i napawał się swoją wspaniałomyślnością… To chyba było to… bez tego nie osiągnąłby tak wiele w show biznesie.
Długo nie mogłam się pozbierać, nie wierzyłam, że kiedykolwiek jeszcze komuś zaufam. Ty wyleczyłeś mnie ze smutku. Kiedy zaprosiłeś mnie do tańca na balu maturalnym i nie opuściłeś aż do rana nie podejrzewałam, że tak się w tobie zakocham…
Mikołaj:
W liceum trzymałem się na uboczu. Cały wolny czas poświęcałem na pracę w fundacji w naszym mieście. Niezbyt interesowałem się życiem klasy do czasu, aż dołączyła do nas Bella. Była ładna, ale przede wszystkim wesoła, inteligentna i oczytana. Przyglądałem się jej tak jak przyglądałbym się każdemu nowemu, ale od razu zagarnęli ją klasowi liderzy – Eryk i Maciek. Ucieszyłem się, gdy zgłosiła się do naszej fundacji. W poprzednim miejscu też była wolontariuszką
Pewnego dnia coś się zmieniło. W jej oczach ujrzałem smutek i zniechęcenie. Odsunęła się od chłopców, rozmawiała tylko z koleżankami, straciła radość i blask. Nie wiedziałem dlaczego, ale mnie też zrobiło się smutno. Postanowiłem, że postaram się przywrócić jej radość. Trudno było zbliżyć się do niej, właściwie udało mi się dopiero na balu maturalnym. Przed samym balem odbieraliśmy nasze świadectwa, więc obecność była obowiązkowa. Pozwoliła zaprosić się do pierwszego i do wszystkich następnych tańców.
Zbliżyła nas praca w fundacji. Mieszkaliśmy w tej samej stronie miasta. Starałem się wychodzić razem z nią, najpierw rozchodziliśmy się w swoje strony na rogu ulicy, po jakimś czasie zacząłem odprowadzać ją pod sam dom. Rozmawialiśmy o sprawach aktualnych, opowiadałem jej o sobie, ona też się trochę przede mną otworzyła. Nigdy nie zapytałem jej, co zaszło między nią a chłopakami, nie poruszaliśmy tego tematu. Kiedy wspomniałem o przyszłości nie odpowiedziała od razu, ale w jej oczach ujrzałem dawny blask.
Maciek:
Nadszedł dzień spotkania. Eryk przyjechał wcześniej, by odwiedzić rodziców, a potem miałem zabrać go swoim autem. Postanowiłem wykorzystać ten czas.
– Jak myślisz, czy Bella przyjdzie?
– Dlaczego miałaby nie przyjść? Podpisała się jako organizator, więc na pewno będzie.
– Cały czas o niej myślę. Co się stało, że tak oddaliliśmy się od siebie? Potem spotkałem wiele dziewczyn i kobiet, kocham moją żonę, ale nie potrafię zakończyć tamtej sprawy. Coś jakby cierń tkwi w moim sercu i nie umiem go usunąć. Czy ty zdradziłeś Belli co ci wyznałem i wystraszyłeś ją? Czy to był powód, że tak oddaliłeś się ode mnie?
– Nie wiesz tego, – odpowiedział powoli – ale też ją kochałem, a na dodatek tego samego dnia chwilę wcześniej Bella wyznała mi, że mnie kocha… – Byłem zaskoczony.
– To dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?
– Byłeś najbliższym moim przyjacielem, bliższym niż brat. Oddałbym za ciebie życie… Wyobraziłem sobie, że poświęcę swoje uczucie w imię przyjaźni…
Wtedy może odczułbym to inaczej, ale teraz uderzył mnie bezsens takiego postępowania. Idiota! To nie tak! Przecież nie można kogoś zmusić do pokochania innej osoby, szczególnie, jeśli jej serce jest już zajęte. Poza tym to bezsensowne „bohaterstwo” oddaliło nas.
– Czy teraz postąpiłbyś tak samo?
– Nie wiem, chyba nie . Odpowiedział. Weszliśmy na salę.
To dziwne uczucie – spotkać dorosłych, a nawet można powiedzieć, że w poważnym wieku ludzi i szukać w nich tych, z którymi kiedyś widywało się dzień w dzień. Czas zmienił sylwetki, włosy niektórym posiwiały, pokazały się zmarszczki… a jednak byli to ci sami nasi koledzy – charaktery niewiele się zmieniły. Było już kilka osób rozmawiających w grupkach. Kiedy nas zauważono wszyscy podeszli do nas, chcieli się przywitać . Oczywiście wiedziałem, że to Eryk budził większe zainteresowanie, był znany z telewizji, wszyscy chwalili się, że chodzili razem z nim do klasy. Eryk witając się z kolegami szukał wzrokiem Belli. W końcu zapytał o nią Wiktora.
– Podobno się spóźni, bo coś jej wypadło. Coś więcej może wiedzieć Mikołaj. Wiktor podniósł głos:
– Jest już większość, kwadrans akademicki minął, więc zapraszam do stołu.
Eryk
Usiedliśmy do podwieczorku przy dużym stole. Podano kawę, herbatę, napoje i ciasteczka. Wiktor zabrał głos.
– Jako organizator dzisiejszego spotkania serdecznie was witam. Cieszę się, że większości z nas udało się dojechać nawet z bardzo daleka. Przy bocznych stolikach przygotowaliśmy albumy ze zdjęciami jakie udało nam się zebrać, a także księgę pamiątkową tego spotkania. W wolnej chwili proszę o wpisanie informacji o sobie, na tyle ile chcecie. Mile widziane będą wpisy o tym, co pamiętacie najlepiej z życia klasy. Wspomnijmy naszych nauczycieli, szczególnie panią wychowawczynię, która pewnie przygląda się nam z góry. – Po chwili milczenia dodał
– Teraz, póki siedzimy wspólnie przy stole, proszę, by każdy z nas opowiedział coś o sobie. Najlepiej według listy w dzienniku. Sprawdzam obecność – dodał z uśmiechem – Pierwszy w alfabecie jest Eryk. Co prawda nie musi dużo o sobie opowiadać, bo znamy jego osiągnięcia z gazet i innych mediów, ale jeśli chcesz coś dodać – zwrócił się do mnie – to słuchamy.
– Nie wierzcie we wszystko, co piszą w gazetach, ale jakieś 80 procent jest prawdą. Chyba wiecie nad czym pracuję, że nie mam żony ani dzieci i to byłoby na tyle. Niech mówi następny.
Po kolei każdy opowiadał o sobie. Wiktor został profesorem matematyki na uczelni w odległym mieście, ożenił się , miał dwoje dzieci, ktoś inny został lekarzem, inny nauczycielem, ktoś założył własną firmę. Mikołaj z żoną prowadził mały pensjonat w niewielkiej, niezbyt znanej miejscowości, miał trzy córki. Koleżanki, a było ich tylko kilka opowiadały o pracy, ale więcej też o swoich rodzinach. Gdy już wszyscy opowiedzieli o sobie ktoś włączył cichutko muzykę z tamtych lat, w mniejszych grupach rozmawialiśmy i oglądali zdjęcia. Wspomnieniom nie było końca. Ja jednak nie mogłem się na niczym skupić. Czekałem na nią.
Uświadomiłem sobie, że nigdy nie byłem pewny, czy dziewczyny, kobiety które bywały przy mnie chcą być ze mną, czy z romantycznym bohaterem, którego odgrywałem w filmach i na scenie. Czy ważny byłem ja, czy moja sława i zazdrość innych kobiet? Nigdy nie byłem tego pewny i dlatego nie potrafiłem zaangażować się w pełni w żaden związek. To pewnie było przyczyną, że tak szybko odchodziły…Jedynie Bella kochała mnie dla mnie samego – tego byłem pewien.
Zauważyłem ruch przy wejściu. Usłyszałem – O, przyszła Bella. Spojrzałem w tamtą stronę . Zobaczyłem kobietę w średnim wieku, z widoczną nadwagą i zmarszczkami wokół oczu. W jednej chwili moje wyobrażenie o niej, najserdeczniejsze wspomnienie runęło grzebiąc moje mrzonki i fantazje. Czułem się jak komunista po obaleniu muru berlińskiego.
– To niemożliwe, że to ona, czyżby tak się zmieniła? – nie zauważyłem, że myśl tę wypowiedziałem na głos. Stojący obok mnie Mikołaj odparł – W moich oczach nie zmieniła się zupełnie. Może to dzięki temu, że często ją widuję.- dodał po chwili przerwy.
Stałem w oddali zbierając się na odwagę. Wokół niej było pełno ludzi, każdy ją o coś pytał, chciał coś powiedzieć. Przy mnie pozostał tylko Marcin. W końcu, gdy zrobiło się wokół niej trochę luźniej podszedłem i ja. – Witaj! Nic a nic się nie zmieniłaś… – Zaśmiała się – Nie kłam. Czas zmienił wszystkich nas. Tylko ty tak musisz dbać o siebie, że nie poznać po tobie mijającego czasu. Jesteś nadal tym chłopczykiem, który kończył liceum… Czy to była ironia?
– Nie było cię na początku, nie opowiedziałaś o sobie.
– Nie musiałam, wszystko zostało powiedziane.
Przez chwilę staliśmy sami. – Wtedy odsunęłaś się od nas, nie pozwoliłaś wyjaśnić, przeprosić. Czy jeszcze mnie wspominasz?
– Owszem, jestem ci wdzięczna. Gdybyś mnie wtedy nie odrzucił, być może nie spotkałabym najwspanialszego w świecie mężczyzny, który jest teraz moim mężem. Kątem oka zobaczyłem, że zbliża się do nas Mikołaj. W tej chwili nie chciałem przy nas widzieć nikogo.
– Chciałbym go poznać… Uśmiechnęła się i w jej oczach ujrzałem dawny blask . Wzięła Mikołaja pod rękę, lekko się do niego przytuliła
– Ależ znasz go. To właśnie mój ukochany. W przyszłym roku będziemy obchodzić srebrne wesele.

Opowiadanie Galatea

Galatea

– Wyjdziesz dziś z nami? – Jacek zwrócił się do Maksymiliana. Ten przecząco potrząsł głową.
– Nie mogę. Przecież dziś przywożą mój marmur…
Jacek przypomniał sobie. Tak, to było szaleńcze marzenie Maksymiliana. Maks był artystą. Zatrudnił się w warsztacie kamieniarskim, by zdobyć jak najwięcej wiedzy o marmurze. Poszukiwał najczystszego marmuru, by wyrzeźbić idealną postać. Od najmłodszych lat studiował prace najlepszych rzeźbiarzy świata i za cel życia postawił sobie stworzenie posągu idealnego, bez wad i skaz. W garażu urządził sobie pracownię, gdzie wolny czas spędzał na doskonaleniu swego projektu. Na ścianach wisiały niezliczone szkice poszczególnych części ciała, w kątach leżały kawałki kamienia, niektóre z tylko lekko zaznaczonymi, inne z całkowicie wyrzeźbionymi fragmentami rąk, twarzy, włosów, fałd ubrań. Na środku szczytowej ściany Jacek umieścił gotowy projekt – rysunek kobiety w długiej sukni, kroczącej z podniesioną głową jak modelka na wybiegu.
W warsztacie kamieniarskim tylko Maks i Jacek byli artystami. Obaj skończyli liceum plastyczne, później ich drogi się rozeszły. Jacek podjął pracę w warsztacie kamieniarskim swego wuja, gdzie zajmował się projektowaniem i wykonywaniem nietypowych elementów małej architektury, oryginalnych nagrobków, czasem małego rzeźbionego detalu. Maks słusznie nosił swoje imię. Ukończył Akademię Sztuk Plastycznych. Stale niezadowolony ze swoich prac dążył do osiągnięcia mistrzostwa. Stale ćwiczył elementy, poprawiał wykonane już prace, ale żyć przecież z czegoś trzeba, więc przyjął propozycję kolegi.
Samotny i zamknięty w sobie dopuszczał do siebie tylko Jacka. Z nim dzielił się marzeniami i zamierzeniami. Czasem Jackowi udawało się wyciągnąć go do pubu, ale rozmowy stale krążyły wokół jednego tematu. Dotyczyły ideału.
– Dla mnie ideałem piękna jest ciało kobiece. Idealny kamień to biały marmur karraryjski.
– A przestudiowałeś piękno kobiety praktycznie?
– Wystarczy mi teoria. Obejrzałem wszystkie najbardziej znane rzeźby świata, klasyczne greckie, hinduskie, egipskie i te współczesne. Po roku Maks narysował projekt z którego był zadowolony. Jacek potwierdził jego wizję, podobała mu się.
Teraz pozostało jeszcze znaleźć odpowiednią bryłę kamienia.
Po długich poszukiwaniach i licznych wyjazdach Maks znalazł odpowiedni kamień – bryła białego, bez skazy i przebarwień marmuru. Na zakup i transport poszły wszystkie oszczędności, ale Maks nie żałował. Jego marzenie stawało się coraz bardziej rzeczywistością.
Przez następne tygodnie Maks utonął w swej pracowni. Jacek przynosił mu pizzę lub coś innego do zjedzenia, ale Maks nie wpuszczał go do środka. W końcu nadeszła wiekopomna chwila.
– Czy pamiętasz, że za trzy dni kończy ci się urlop i trzeba wracać do pracy?
– Pamiętam, przyjdź jutro po pracy na dłużej…
Nazajutrz po pracy zaintrygowany Jacek zabrał butelkę szampana by oblać wydarzenie i powędrował do pracowni.
W środku na niewielkim postumencie stała Ona. Postać kobiety z projektu wyrzeźbiona i wykończona z całkowitym pietyzmem. Jacek obejrzał dzieło z wszystkich stron. Coś mu tu nie pasowało, ale nie wiedział co. Zbyt idealna by wzbudzić głębsze uczucia? Starał się znaleźć jakąś niedoskonałość – Czy nie uważasz, że ten pukiel włosów leży w niewłaściwym kierunku? I czy policzki nie są zbyt wydatne?
Maks przyjrzał się dziełu krytycznie. – Masz chyba rację, trzeba to poprawić… Wziął do ręki dłuto i lekko uderzył w marmur. Nagle rozległ się trzask i na ziemię upadł duży kawałek rzeźby odsłaniając różowawe i niebieskie smugi wewnątrz kamienia. Zrozpaczony Maks ze złością uderzył jeszcze raz niszcząc głowę postaci i część sylwetki.
– Co robisz? Jacek powstrzymał go przed całkowitym rozbiciem bryły. – Możesz odsprzedać resztę kamienia jeśli nie wykorzystasz go sam… – Nie mam już co z niego zrobić. Chyba nie dotknę już tego kamienia. Może i innych kamieni. Problemem kamieniarzy jest, że jedno uderzenie może zniszczyć pracę wielu miesięcy. Spróbuję zrobić posąg z gliny. Tu można dokładać materiał do woli.
Przez następne tygodnie Maks po pracy znowu znikał w pracowni. Sprowadził glinę i stal na konstrukcję. Dokładał glinę, wygładzał, znowu dokładał ale coś mu nie wychodziło. Nie miał potrzebnej wprawy ani wyczucia materiału. Zniechęcony pomyślał – chyba zacznę rzeźbić w piasku… Teraz po pracy chętnie wybierał się z kolegami do pubu, byle jak najdłużej być z dala od domu i pracowni. Do domu wracał na rauszu i tylko by się przespać.
Po kilku tygodniach wszedł do pracowni. Na środku w dalszym ciągu stał kawał marmuru, czyli pozostałości ze zniszczonego posągu. Zrobił sobie herbatę i usiadł przy stoliku zarzuconym rysunkami i szkicami do swojego idealnego dzieła. Machinalnie odsunął je robiąc miejsce na szklankę. Sącząc powoli napój bezmyślnie spoglądał na kamień. Nagle blade smugi zaczęły układać się w rysunek… Spojrzał dokładniej. W głębi kamienia ujrzał dziewczynę. Stała trzymając w ręku jakiś przedmiot i prosiła – wyciągnij mnie stąd…. Naprawdę usłyszał to. Chwycił młotek i dłuto i powoli a dokładnie odbijał odłamki uwalniając zaklętą w kamień. Pracował bez wytchnienia całe popołudnie i całą noc. Rano zastukał do niego Jacek.
– Co się stało? Nie zjawiłeś się w pracy. Nie spałeś w domu?
– Coś odkryłem – Maks z niechęcią oderwał się od pracy, ale nie wpuścił Jacka do środka. Razem poszli do warsztatu. Po pracy Maks szybko pożegnał się z kolegami i wrócił do swojej pracowni. To powtarzało się przez kilka tygodni. Jacek domyślał się, że Maks intensywnie pracuje, ale na wszelkie pytania odpowiadał – później ci pokażę.
Pewnego dnia Maks pojawił się w pracy uśmiechnięty i pełen wigoru.
– Zapraszam cię do siebie. Wreszcie mam ją.
Zaciekawiony Jacek z niecierpliwością czekał na koniec dniówki. Po drodze Maks wstąpił do cukierni i kupił mały torcik. – Butelkę wina mam już u siebie, więc możemy należycie uczcić narodziny gwiazdy.
Na środku pracowni stała rzeźba zakryta płótnem. Maks posadził Jacka przy stoliku, przyniósł kieliszki i talerzyki, rozkroił ciasto i rozlał wino. W końcu podszedł do kamienia i delikatnie ściągnął materiał. Jacek ujrzał rzeźbę dziewczyny niosącej w ręku jakieś pudełko. Coś sprawiało, że przykuwała uwagę, choć w szczegółach można było dopatrzeć się odstępstw od uznanych kanonów piękna. Spojrzał jeszcze raz z bliska. – Czy nie uważasz, że ten palec jest za szeroki? Jest wyraźnie szerszy niż inne. – Maks spojrzał i odpowiedział – Czy nie widzisz, że to pudełko jest ciężkie i przygniata opuszek palca​​? To dlatego palec wydaje się szerszy. Jacek znowu usiłował znaleźć jakieś niedoskonałości. – A co z tymi smugami przebarwień?
– To przecież żyłki pod skórą, podkreślające delikatność jej ciała. No i sprawiają, że jest jedyna, niepodobna do innych…
– Powiedz mi jeszcze, co jest w tym pudełku w jej dłoniach?
Maks lekko się uśmiechnął. – To jej tajemnica. Może kiedyś ją odkryję, a może nigdy…
Jacek spojrzał na Maksa. W jego oczach był dawno nie widziany blask, w jego głosie brzmiały nowe, nieznane, radosne tony. Z nieukrywaną zazdrością stwierdził.
– W końcu znalazłeś ideał. Twój własny ideał…

Opowiadanie Kot

Kot

 

Opowiadanie  zainspirowane opowiadaniami Engina Akyurek.
Jest w nim trochę analogii do jego opowiadań, niego samego i jego życia.
————————————————————————–
Nie znałam tego miasta. Wzięłam tydzień urlopu, by rozejrzeć się w nowym miejscu i znaleźć mieszkanie na ten czas, na który zostałam oddelegowana z pracy. Podpisałam umowę i wracałam do hotelu okrężną drogą, by poznać miejscowość i zapełnić czas do wieczora. Nigdzie mi się nie spieszyło więc gdy zobaczyłam plakat „Wystawa kotów rasowych” postanowiłam wstąpić.
Nigdy nie przepadałam za kotami, po prostu były gdzieś tam, obok. We wspomnieniach zachowałam jedynie Mruczka, kota mej babci, zwykłego dachowca, akrobatę, który potrafił zerwać kiełbasę suszącą się na sznurze do bielizny i z którym bawiliśmy się ciągając papierek po cukierku na nitce. W wielkim, przemysłowym mieście kotów nie było zbyt dużo.
Teraz ze zdumieniem podziwiałam zwierzęta, o jakich mi się nie śniło – całkiem gołe wymoczki ze zbyt dużymi oczami i uszami, puchate kulki siedzące spokojnie na poduszkach na podobieństwo posążków Buddy, pręgowane tygrysy w różnych odcieniach brązów, beżów i szarości, krótkowłose stworzenia w łatkach wszelkich kolorów. Jedne z ciekawością obserwowały przechodzących ludzi, inne niespokojnie krążyły w klatkach, jeszcze inne obojętnie wylegiwały się mrużąc oczy lub wręcz śpiąc. W pewnym momencie poczułam się niespokojna – tak jakbym wyczuła, że ktoś uważnie mi się przygląda.
To był on. Biały duży kocur spoglądał na mnie jednym bursztynowym okiem. Wyglądało to tak, jakby mrugał do mnie i zachęcał do bliższej znajomości. Kiedy podchodziłam zamruczał i przeciągnął się tak, bym mogła obejrzeć go z najlepszej strony. Już miałam wyciągnąć rękę, gdy powstrzymał mnie stanowczy głos – Proszę nie głaskać!- Wysoka, ciemnowłosa kobieta dodała – Olbrzym tego nie lubi. – Ach, więc ma na imię Olbrzym? To piękny kot. – Kobieta nie wykazywała ochoty na dalszą rozmowę. Odeszłam i z daleka spojrzałam na kota. Teraz zauważyłam, że między uszami miał dwie brązowe plamki i takiego samego koloru pręgi na ogonie. Odwrócił łeb i spojrzał na mnie. Dopiero teraz zauważyłam jego dziwne oczy – jedno było bursztynowe a drugie niebieskie. Ten wzrok mnie zaczarował. Poczułam, że muszę zajrzeć w te oczy z bliska. Kręciłam się po wystawie udając, że interesują mnie inne okazy, ale stale spoglądałam w kierunku tego jednego. On zaś leżał spokojnie w wystudiowanej pozie, pięknie się prezentując, jakby był świadomy, że jest tu po to, by wzbudzać zachwyt. Przyciągał wzrok, ale zachowywał dystans i okazywał zainteresowanie otoczeniem tylko na tyle, by nie wydawać się niedostępnym.
Wróciłam do domu. Mieszkanie mieściło się w starej kamienicy, blisko centrum i mojej pracy. Było częścią dużego mieszkania, podzielonego na dwa ze wspólnym przedpokojem. Przed sąsiednim mieszkaniem stała maleńka garderoba z wieszakiem i półeczką z jedną parą kapci. Chyba nie miałam zbyt wielu sąsiadów. Właśnie rozpakowywałam rzeczy gdy usłyszałam trzask drzwi, szuranie i damski głos
– Nareszcie w domu. Podobało ci się? Ja jestem wykończona. – Jeszcze trzask drugich drzwi i przedpokój był pusty.
-A więc mieszka tam więcej niż jedna osoba – pomyślałam. – Ciekawe, kto to?
Nazajutrz wracając z pracy kupiłam kawałek ciasta. Za drzwiami sąsiadów usłyszałam radio. Byli w domu.
– Dzień dobry. Jestem nową sąsiadką. Chciałam się przedstawić. –
Z zaskoczeniem odkryłam, że osobą, która otworzyła drzwi była właścicielka białego kota. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem niezbyt przyjaźnie .
– Może dałaby się pani zaprosić na kawę…
W tej chwili biały kot otarł się o moje nogi. Uśmiechnęłam się do niego, ale nie poruszyłam ręką.
– Przecież on nie lubi głaskania.
Kobieta spojrzała uważniej. – Aha, była pani wczoraj na wystawie?
– Tak, zafascynował mnie ten kot, ale nigdy nie przypuszczałam, że możemy zostać sąsiadami.
– Och, on lubi być podziwiany, ale raczej z daleka. Rzadko zbliża się do kogoś. Widocznie trochę panią polubił. Mam chwileczkę, może pani wstąpi do mnie, bo chyba się jeszcze pani nie urządziła.
Weszłam do dużego pokoju. Było to skrzyżowanie salonu i holu, bo oprócz drzwi wejściowych były jeszcze uchylone drzwi po jednej stronie prowadzące chyba do sypialni, drzwi do łazienki i rama bez drzwi, za którą urządzono maleńką kuchenkę. Przy ścianach stały regały różnej wysokości, wśród nich mebel dla kota – z półeczkami, drapakami i legowiskiem na samej górze. Na niektórych regałach też były rozłożone poduszki. Prawie cały pokój, poza biurkiem z komputerem, był przeznaczony dla kota. Nawet kanapa i dwa fotele pokryte były narzutami trudnymi do podrapania, ale łatwymi do prania. Z legowiska spoglądał na mnie ON. Przybrał piękną pozę i wpatrywał się we mnie jakby mrużąc niebieskie oko, tak, by oko bursztynowe wysyłało do mnie ciepło i przyjaźń.
– Rodzice dali mi bardzo staroświeckie imię, Melania. Nie przepadam za nim, ale możesz mówić mi Mel. – Faktycznie, Mel bardzo do niej pasowało. – Skoro mamy mieszkać tak blisko powinnyśmy się lepiej poznać. Skąd się tu wzięłaś? – spytała.
– Przyjechałam tu tylko na kilka miesięcy. Firma oddelegowała mnie do tutejszego oddziału. – opowiedziałam skąd pochodzę, trochę o pracy, ale ciągle spoglądałam w stronę Olbrzyma. Mel zauważyła moje zainteresowanie.
– Podoba ci się mój kot? Pewnie, potrafi się podobać. I czasem potrafi być całkiem miły dla obcych, choć woli trzymać dystans. Mamy tylko siebie nawzajem.
– Wczoraj słyszałam głosy, myślałam, że mieszka tu ktoś jeszcze.
– Mam zwyczaj mówić do kota, czasem wydaje mi się, że mnie rozumie, zresztą tyle lat jesteśmy razem…
Olbrzym, jakby rozumiejąc, że o nim mowa, zeskoczył z półki i podszedł do nas, Spoglądając na swoją panią podszedł do mnie i trącił łebkiem moją rękę, jakby chciał by go pogłaskać.
– O przymila się do ciebie. Możesz go pogłaskać po łebku i podrapać za uszami. Bardzo to lubi. – Poczułam się dumna z wyróżnienia, szczęśliwa tak, jak dawno już mi się nie zdarzyło.
Od tamtej chwili ogarnęła mnie obsesja. Nie, nie chciałam odebrać go Mel, ale chciałam patrzeć na niego, czuć się choć trochę ważna dla niego, zaprzyjaźnić się z nim. Posunęłam się do tego, że wybrałam się do sklepu dla zwierząt i kupiłam kocie przysmaki. Nie chciałam zawieść zaufania Mel, więc pokazałam jej torebkę i zapytałam, czy można to dać Olbrzymowi.
– Możesz mu dawać, ale nie więcej niż osiem sztuk dziennie. I nie daj się naciągnąć na więcej, Olbrzym świetnie potrafi manipulować ludźmi…
Od tej pory częściej się spotykałyśmy, rozmawiając na różne tematy. Otwierałyśmy wtedy drzwi , tak aby kot mógł wędrować między mieszkaniami. Początkowo obchodził moje mieszkanie przeprowadzając swoiste „rozpoznanie”, oswajając się z nowym miejscem, potem przychodził i kładł się na krześle od komputera lub kanapie albo fotelu i zasypiał. Budził się czasem, podchodził do mnie domagając się pieszczot, wiedział chyba, że nagrodzę go przysmakiem. Mel przyglądała się temu z zaciekawieniem i uwagą.
Mel pracowała o różnych porach dnia, a nawet nocy. Często po telefonie wychodziła w pośpiechu. Ciekawa byłam czym się zajmuje, ale nie wypadało mi wypytywać.
Pewnego dnia wracając z pracy ze zdziwieniem zobaczyłam Olbrzyma stojącego przed drzwiami naszej kamienicy. Okno mieszkania Mel było otwarte. Był to wysoki parter, więc nikt z ulicy nie mógł tam wejść, ale widocznie kot wyskoczył lub wypadł. Otworzyłam drzwi do wspólnego przedpokoju i zadzwoniłam do Mel. Nikt nie odpowiadał, widocznie nie było jej w domu. Zostawiłam uchylone drzwi do mojego mieszkania, by Mel po przyjściu nie martwiła się nie znalazłszy kota w mieszkaniu. Olbrzym jak zwykle zaczął się przymilać, ocierać łebkiem i trącać mnie domagając się przysmaków. Dostał kilka, ale nie ustawał. Był tego dnia wyjątkowo uparty. Przymilał się, mruczał wymownie, spoglądał na mnie z oczekiwaniem i prośbą. Starałam się być nieustępliwa i tłumaczyłam mu: – Przecież dostałeś już dość, twoja pani twierdzi, że więcej może ci zaszkodzić, a ja jej wierzę. Nie proś już.- Kot spojrzała na mnie ze złością. Posunął się do tego, że wysunął pazury, czego nigdy nie robił w obecności Mel. Odwrócił się obrażony i powędrował na krzesło od komputera. Stuknęły drzwi i weszła Mel. – Słyszałam, co mówiłaś do Olbrzyma. Widzę, że jest obrażony. Pokazał pazurki? – Spojrzałam porozumiewawczo na kota. – Nie, po prostu odszedł…
Od tego czasu Mel obdarzyła mnie większym zaufaniem. Pokazała mi nawet, jak trzeba dbać o kota, obcinać mu pazurki, wyczesywać sierść, co było ważne, bo nadchodziła wiosna i kot zmieniał futro. Zaprosiła mnie również na następną wystawę kotów. Okazało się, że Mel jest sędzią konkursowym, a Olbrzym już nie startuje w konkurencji, jest tylko kotem wystawowym. Miałam zająć się Olbrzymem podczas nieobecności Mel, czyli chronić go przed nadmiernymi pieszczotami ze strony widzów. Było to trudne zadanie, bo kot zdawał sobie sprawę, że jest przedmiotem podziwu i zachwytu. Przeciągał się w najwdzięczniejszych pozach, czarował cichym pomrukiwaniem, mrużył oczy przyciągając uwagę zwiedzających. Czasem pozwalałam ludziom na pogłaskać podopiecznego, szczególnie jeśli widziałam, że kot jest na to gotowy. No i pilnie uważałam, by nic nie dawano mu do jedzenia. Chyba dobrze wywiązałam się z zadania. Od tego czasu gdy tylko byłam w domu, a Mel miała inne zajęcia Olbrzym przebywał u mnie.
Po jakimś czasie zauważyłam, że mój stosunek do Olbrzyma ulega zmianie. Pierwsza fascynacja i bezkrytyczny zachwyt mijały, poznawałam go coraz lepiej i coś zaczynało mnie niepokoić. Nie wiedziałam co. Było w nim coś znajomego, ale i coś dalekiego, niezrozumiałego.
Zrobiło się ciepło, słońce wysyłało wiosenne promienie, nadszedł czas wiosennych porządków. Nie najłatwiejszym zdaniem było umycie wysokich okien, typowych dla starej kamienicy. Przygotowałam duża miednice z wodą, odwróciłam się, by otworzyć okno i kątem oka zauważyłam jak Olbrzym daje pięknego susa do wody. Zdziwienie, że kot wskakuje do wody ustąpiło przed nagłym olśnieniem… Już wiedziałam, kogo przypomina mi Olbrzym. Ujrzałam mojego Prawie Byłego wskakującego do basenu. Porównanie było tak natrętne, że nie mogłam się otrząsnąć z szoku. Od tej pory bardzo podejrzliwie analizowałam zachowanie Olbrzyma. Poczułam się jakby mną sterował. To on decydował, kiedy chce pieszczot i pozwalał się dotykać tylko wtedy, gdy sam miał na to ochotę. Kiedy miałam pracować przy komputerze rozciągał się na stojącym przy nim krześle. Pozwalał się adorować, ale na mnie zwracał uwagę tylko wtedy, gdy czegoś chciał. Kiedy coś było nie po jego myśli mrużył bursztynowe oko, a niebieskie przeszywało człowieka na wylot.
Myśli kłębiły się tak mocno w mojej głowie, że musiałam o tym komuś opowiedzieć. Właśnie wróciła Mel. Od razu zauważyła moje wzburzenie. Opowiedziałam, że kot wskoczył do wody i nie wiem, co się stanie z jego futerkiem. Roześmiała się tylko – Te typy tak mają, to chyba jedyne koty, które uwielbiają wodę. Ale – dodała – to chyba tak cię nie wyprowadziło z równowagi. Musi być coś więcej…
Dotychczas nie zwierzałyśmy się sobie, nie opowiadałyśmy o swojej przeszłości czy sprawach osobistych. Wtedy musiałam…Mel była na tyle i bliska, że mogła mnie zrozumieć i na tyle daleka, że nie przejęłaby się aż tak bardzo, by musieć zrobić coś więcej poza wysłuchaniem mnie. Opowiedziałam jej o moim Prawie Byłym.-
– Olbrzym uświadomił mi, dlaczego tak łatwo zdecydowałam się na kilkumiesięczny wyjazd. Musiałam przemyśleć, czy zostać, czy odejść. Z początku, jak we wszystkich związkach było wspaniale. Czułam się tak, jakbym nie chodziła po ziemi, ale unosiła się w powietrzu. Mój chłopak był czuły, uważający, mówił, że kocha. Kiedy wprowadziłam się do niego było cudownie. Chodziliśmy do kina i teatru, czasem kiedy zostawaliśmy w domu gotowałam jego ulubione potrawy, urządzaliśmy się. Z biegiem czasu jego zainteresowanie wspólnymi sprawami malało, oddalaliśmy się. Był miły kiedy czegoś potrzebował, czegoś chciał ode mnie . Coraz mniej czasu spędzaliśmy wspólnie. Nawet prezenty nas oddalały. Kiedyś wspólnie zmywaliśmy po posiłkach … do czasu, aż kupił zmywarkę. Potem mówił – tam nie ma pracy dla dwojga.
Czułam się wspaniale, gdy zdobył dla mnie najnowszą powieść mojej ulubionej autorki, a on powiedział – Muszę wyjść, więc nie będziesz się nudzić beze mnie. Przy posiłkach na stole lądował smartfon, a on znikał duchem w wirtualnej przestrzeni. Wtedy tego nie zauważałam, ale czułam, że coś się zmieniło. Starałam się być jak najlepszą gospodynią, by miał wszystko na czas, dobrą kochanką, a on łaskawie wszystko przyjmował w zamian za drobną monetę czułości.
Dopiero teraz widzę to w całej rozciągłości. Najbardziej wkurza mnie to, że podziwiałam go jaki jest mądry, a on nigdy nie chciał zrozumieć nic więcej niż to, co wiedział, albo raczej, co wydawało mu się , że wie. Nigdy nie zapytał – Dlaczego?
Mówiłam: Jestem smutna, – a on: Nie masz powodu, jestem tutaj:
Mówiłam: Źle się czuję – a on: To zażyj tabletkę.
Zapytałam: Dlaczego odeszła twoja była? A on: Nie doceniała mnie, chciała, to odeszła
A dla mnie „dlaczego?” jest jednym z najważniejszych słów. Kto pyta „dlaczego?”usiłuje zrozumieć drugiego, może nawet postawić się na jego miejscu. I teraz pytam –
– Dlaczego on taki jest?
Mel uśmiechnęła się, w jej odpowiedzi zabrzmiała nutka goryczy.
– Bo taka jest jego kocia natura. To człowiek -kot. Jeżeli pokochasz go jako kota, to musisz się pogodzić z jego naturą… To twoja decyzja, on ci jej nie ułatwi.
Zastanowiłam się. -Dlaczego wobec tego tak mnie to denerwuje u mojego Prawie Byłego, a nie denerwuje mnie u Olbrzyma. Lubię go i świadomie pozwalam się mu wykorzystywać-
– Bo jest kotem, poznałaś go jako kota i nie oczekujesz od niego, że będzie kimś innym. Ja też nie łudzę się, że będę czymś więcej dla Olbrzyma. Łączy nas wspólnota interesów. Mówią, że człowiek nie ma kota, ale kot ma człowieka. My mamy siebie nawzajem. Ja dbam o niego, a on poniekąd pomaga mi w pracy. Jestem behawiorystką zwierząt i często muszę rozwiązywać konflikty właścicieli i ich pupili. Czasem zdarza się też, że muszę uspokoić tygrysa w zoo…
Ta rozmowa pozwoliła mi podjąć decyzję. Byłam gotowa do powrotu, a był już najwyższy czas, bo kończył się okres mojej delegacji.
Przy najbliższym spotkaniu przy herbatce powiedziałam o tym Mel.
– Zlikwidowałam słówko „Prawie”. Jest już tylko „Były”. Jeśli mam być z kotem, to wolę prawdziwego kota, futrzastego, takiego, o którym będę wiedziała że jest kotem i nikim innym. A do wspólnego życia potrzebuję człowieka o człowieczym charakterze, nie kocim, ani nie psim, ani żadnym innym. – Mel znowu dziwnie się uśmiechnęła – Czeka cię trudne zadanie…
Olbrzym wskoczył na kanapę i podstawił łebek do pieszczot. Może zrozumiał, że niedługo wyjadę?
Spojrzałam na niego uważnie
– A właściwie jakiej on jest rasy? Zawsze zapomnę o to spytać.
– To rzadka u nas rasa – turecki van. Olbrzym ma swoje tureckie imię – Engin. Te koty znane są z zamiłowania do wody.
– Zapraszam cię jeszcze jutro na pożegnalną kawę. – powiedziała Mel. – Pewnie będziesz już spakowana, więc spotkajmy się u mnie.
Kiedyś udało mi się zrobić całkiem udane zdjęcie Olbrzyma z Mel. Zamówiłam dwie odbitki kazałam je oprawić w ładne ramki. Kupiłam też torebkę kocich przysmaków i z prezentami zadzwoniłam do drzwi Mel. Wręczyłam jej je i zasiadłyśmy do stolika. Olbrzym z obrażoną miną spał na najwyższej półce. Rozmawiałyśmy o wszystkim, wspominając wspólne wydarzenia, śmiejąc się i żartując. Kot nie poruszył się ani przez moment. W końcu Mel wręczyła mi torebkę ze słowami: – Mam dla ciebie też mały prezent. Życzę powodzenia. W torebce znajdowała się dosyć gruba świeca z nałożonym na nią napisem „Hominem quaero”…
Żegnając się podeszłam bliżej do kota za słowami: – Żegnaj Olbrzymie! Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy, ale nigdy cię nie zapomnę…Jestem ci bardzo wdzięczna…
W tym momencie kot podniósł się i coś mruknął. Nie wierzę… W jego oczach, pozie i głosie zobaczyłam i usłyszałam pytanie – Dlaczego???