Smutek

Najczęściej była smutna w grudniu. Czasem Smutek pojawiał się też późnym majem. Czasem w soboty, częściej we wtorki. Nie wiedziała jak się go pozbyć, więc starała się przyjąć go najlepiej jak umiała. Przygotowywała ciepłą herbatę, wielki, puchaty koc. Zamykała oczy, a on ją ogarniał.

Czasem był wielki jak niedźwiedź, łapał ją w objęcia, nie pozwalając się ruszyć nawet na centymetr, czasem był malutki jak kotek, siadał na kolanach, a najmniejszy ruch nie budził go z drzemki.

Teraz zawsze przychodził sam. Kiedyś przychodził w towarzystwie siostry, Złości lub brata Płaczu. Jednak ani Złość, ani Płacz nie zaglądały już do jej małego mieszkanka.

Czasem marzyła, że Złość powróci. Zrzuci ją z krzesła, zacznie potrząsać, każe zrobić cokolwiek. Stłucze talerz, kopnie niczego nie winny fotel, potarga stary ciuch. Jednak ona tego nie robiła.

Płacz również odszedł. Czasem czuła że może przyjdzie. Czasem już prawie czuła słony smak, ten charakterystyczny ucisk w między oczami, zbierający się w nosie katar. Jednak Płacz nie przychodził. Szkoda bo po jego odwiedzinach zawsze było lepiej.

Czasem przychodzili mężczyźni. Prawdziwi ludzie, a przynajmniej tak o sobie myśleli. Pierwszy był miły, mówił, że ją kocha, że jest inna niż wszystkie, jest diamentem wśród otoczaków. Okazało się że nie była jednym diamentem, nie była nawet jednym  diamentów. Gdy odszedł w puste miejsce przyszła Złość, jednak na chwile. Po niej Niedźwiedź – Smutek zamieszkał w małym mieszkanku na wiele tygodni. Płacz zjawiał się aby utulić ją do snu.

Drugi był przystojny. Jednak z nim wprowadziło się Rozdrażnienie. Meble zawsze stały w złym miejscu, podłoga była niedostatecznie czysta, obiad zbyt zimny. Tym razem Złość sama wypędziła go z mieszkania. Smutek nie mieszkał długo, przysiadając na kolanach mruczał cichutko.

Ten ostatni był idealny. Wiedział czego chciała, wiedział jak jej pomóc. Wiedział czego chciał i potrafił o tym rozmawiać. Potrafił przegonić i Smutek i Złość, razem z nim wprowadziła się Radość, a Płacz przychodził tylko razem z nią. Każde Święta były tymi najwspanialszymi. Każda chwila była jak Święto.

Nie wiedzieli jednak że Smutek konspirował z Głupotą.

 

Przejście dla pieszych, wypadek, trumna.

 

Po pogrzebie została sama. Nie przyszła ani Złość, ani Smutek, ani Płacz. Została Pustka.

Pustka była wielka i podążała za nią krok w krok. Otaczała ją ze wszystkich stron. Była z nią w pracy, w sklepie, w odwiedzinach. W mieszkaniu nie pozwalała oddychać, odbierała smak wszystkim najlepszym daniom, zabierała rytm z najpiękniejszych piosenek.

Jednak i ona odeszła. Nie od razu. Powoli pozwalała Smutkowi zająć jej miejsce. Gładził ją gdy spoglądała na jego ulubiony fotel. Podpierał w drodze na cmentarz. Obejmował gdy przychodzili goście.

Po jakimś czasie to Smutek był jej najbliższym kompanem.

Jednak ani Złość, ani Płacz nie wpadli z wizytą.

Pewnego dnia, sprzątając jego rzeczy znalazła kartkę. Zwykłą kartkę pocztową, jaką wysyła się z wakacji. Jednak ta nie dotarła znad morza, lub z gór. Była z miasta w którym mieszkali.

Zamiast adresu jej imię. Zamiast pozdrowień jedno zdanie. “Kocham Cię nad Życie” i podpis.

Wtedy przyszedł Płacz i wiedziała, że teraz będzie dobrze.

2 myśli na temat “Smutek”

  1. Strasznie smutne… ten zimowy smutek niech się rozwieje i wróci radość. Po nocy zawsze wstaje dzień…

  2. Strasznie smutne… Ale po nocy zawsze wstaje dzień i może wróci pani radość…

Możliwość komentowania jest wyłączona.