Post 301 – 340 (stare)

Post nr 340, ostatnio modyfikowany: 25-06-2018

Dobrze być tatą
w sobotę Dnia Ojca ciąg dalszy
tym razem przyjechała najstarsza
kwiaty i niekonwencjonalny, ale trafiony
prezent

Blog Marek

życzenia i kolejny tort.

Fajnie być tatą
D z i ę k u j e.

 


 

Post nr 339, ostatnio modyfikowany: 20-06-2018Fajnie być tatą
i mieć kochające córy.
Bo już dziś z powodu wyjazdu na obóz
otrzymałem przepiękne róże, upominek,
i torcik. Dobry bo wnuczka zmogła dwa kawałki.

Blog Marek

I mnie też smakował.
Dziękuje za pamięć, przyjazd, poświęcony czas,upominek jak że praktyczny,
i kolejny wydruk dyplomu po zawodach KF.
Fajnie być tatą.

 


 

Post nr 338, ostatnio modyfikowany: 30-04-2018Wiosna przemija jabłoń przekwita
a bzy bardzo przyspieszyły i są najpiękniejsze
od wielu lat.

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek

Właśnie się rozpadało, grzmi, błyska się
idzie lato.

 


 

Post nr 337, ostatnio modyfikowany: 26-02-2018Dzisiaj 26 lutego 2018 r. poniedziałek
0 godzinie 9.45 zmarłaIrena Kozioł

Niech aniołowie zaniosą ją do raju

 


 

Post nr 336, ostatnio modyfikowany: 28-01-2018Wieczorem dnia wczorajszego uczestniczyłem

Blog Marek

w katowickim Spodku.
Byłem tam po wielu wielu latach ponownie.
Sam obiekt, zgromadzona do pełna publiczność i techniczne przygotowanie imprezy robiło imponujące wrażenie.

Blog Marek

Bilety i cały wieczór za sponsorowała córa – dziękujemy.

Wielka orkiestra Polskiego Radia jak i połączone chóry uczelni akademickich wypełniły wielką scenę. Za którą ekran dopełnił przekaz dźwięku obrazem. prezentowane były fragmenty filmów z których pochodziła muzyka lub z kilku kamer w tym jedna na wysięgniku z podglądem na muzyków, solistkę, chór lub dyrygenta. Szczególnie zafascynowała mnie zgromadzona aparatura sterowana przez komputery.
Całości dopełniły światła i wzmacniacze audio.
Jest to inny przekaz niż spektakl teatralny, szczególnie gdy przeżywa się to po raz pierwszy.
Ciekawy czy po raz drugi i kolejny będzie podobnie.
Przy nadarzającej się okazji chętnie doświadczę.
Wieczór tylko nasz, rozśpiewany powrót wśród mgieł na długo pozostanie w pamięci.
Dziekuje.

mamaewa napisał(a) komentarz:
Fajnie było!

 


 

Post nr 335, ostatnio modyfikowany: 21-01-2018Borecka
szopka w kościele jak zwykle wypełnia cały ołtarz i rozrasta się na boki. Nowe ustawienie, nowe elementy, ciekawie i ładnie. Cieszy oko, działa na wyobraźnię.
Efekt pracy wielu pokoleń i zaangażowania franciszkanów i parafian.

Blog Marek

W okolicy można zobaczyć i takie perełki.

Blog Marek

Figury do szopki wykonała i dalej wykonuje mieszkanka domu przed, którym eksponowana jest na chwałę Narodzonego.
Postacie figur wycinane są z pni piłą łańcuchową i potem dopracowywane. Mimo sędziwego wieku efekty pracy zachwycają.
Gratuluje pełen podziwu.
Foto wykonane późną nocą we wsi Bodzanowice ulica Piaski a posesja państwa Ogórek.

 


 

Post nr 334, ostatnio modyfikowany: 17-12-2017Po raz wtóry zostałem zaproszony na wyprawę do Wiednia po

Betlejemskie Światło Pokoju

Oto krótka relacja foto filmowa z ceremonii.

Był cały świat skałtowy, ale najwięcej z
białym orzełkiem
na chuście.

 


 

Post nr 333, ostatnio modyfikowany: 10-12-2017W wczorajszą sobotę komin centralnego ogrzewania wzbogacił się o wkład metalowy.

A było to tak:

jeszcze 50 cm i można nałożyć daszek.

tata napisał(a) komentarz:
We wtorek zwieńczono komin daszkiem

 


 

Post nr 332, ostatnio modyfikowany: 10-12-2017Pierwszy Grudnia 2017 r

Przywitał nas śniegiem.
Czyżby zima ?

Blog Marek
Blog Marek

nie to tylko
przypomnienie o zimowych oponach.

 


 

Post nr 331, ostatnio modyfikowany: 01-12-2017

Blog Marek

Dziękuje córkom za kwiaty i obecność w dniu najważniejszej rocznicy w naszej rodzinie.
Dziękuje żonie za serce, które mi okazuje.

Blog Marek

 


 

Post nr 330, ostatnio modyfikowany: 15-05-2017Dzisiejszy dzień znowu mało letni.
Z rana deszczyk, potem smutno wietrzno by w końcu zagrzmiało i lunęło aż krople wpadały do obieralni.
Zimni ogrodnicy czy coś z klimatem.
Pożyjemy zobaczymy!

 


 

Post nr 329, ostatnio modyfikowany: 30-04-2017Urodzinowy prezent mojej żony.
Jego obraz niech zostanie na pamiątkę.

Blog Marek

Pięknie wybrała dh. komendant

 


 

Post nr 328, ostatnio modyfikowany: 13-04-2017Wesołych Świąt i ciepłego dyngusu.

Blog Marek

I kolejnego spotkania.

 


 

Post nr 327, ostatnio modyfikowany: 07-03-2017Miesiąc marzec to fajny miesiąc, wszyscy pamiętają o
mnie
jest tort, życzenia, rodzina, miła atmosfera.
Ptaki rozpoczynają ćwierkać a drzewa zielenić.
Troszkę wcześniej najstarsza córka postanowiła kupić sobie nowy laptop, może dokupić od razu pamięci lub zewnętrzny dysk.
Jako że chwilowo pracuje w delegacji to nie ma jej w Chorzowie by odbierać przesyłki.
Dzwoni mój telefon i dowiaduje się od niej że za chwilę przyjedzie kurier z paczką dla niej, jak za podniesieniem czarodziejskiej różdżki w tejże chwili wjeżdża kurier. Nie dokończona rozmowa, biegnę paczkę odebrać. Trochę rozczarowania bo jak na laptop to za małe. Błyska myśl – pamięć albo mysz. Do tego jeszcze ta taśma oklejająca paczkę z opisem
Drobne.net.
Paczka do pokoju córki na stolik. Tylko taka myśl – co za głupia nazwa drobne dla szanującej się hurtowni – może chwyt reklamowy.
Kolejny telefon i z rozmowy wynika że szkoda że ja to odebrałem bo się wydało. Niestety nie zastanowiłem się co.
Piątek rodzina w komplecie, laurka, kwiaty, upominki i paczka pięknie zapakowana w papier i kokardy. Rozmiar pasuje do tej od kuriera a ja głośno myślę co rodzina wymyśliła. Trochę konsternacji jak to nie wiem,ale paczka odpakowana taśmy przecięte i z gąszcza gąbek pojawia się opakowanie pięknego dla początkujących drona. Kiedyś nawet chciałem taki kupić, ale były pilniejsze potrzeby. Ucieszyłem się bardzo i szczerze.Tort zjedzony, woda w kwiatach wymieniona, kartonik w kotłowni.
Zgasł ogień w piecu CO i trzeba na nowo rozpalić, najlepiej stara gazeta, potem kartonu -ten po dronie – doskonały do potargania i już przy ostatnim targaniu przed samym wrzuceniem do pieca rzut okiem i czytam na taśmie

Blog Marek

oczom nie wierzę, czytam jeszcze raz i uzmysławiam sobie całą sytuacje.
Takiej niespodzianki w życiu jeszcze nie miałem.
A jak by pokazali w filmie takie zdarzenia powiedziałbym przekombinowane, tyle razy i takie wielkie litery przecież czytać każdy potrafi .
Opowiadając rodzinie o moim odkryciu dopiero była niespodzianka.
Tak życie płata figle.

MadaMag napisał(a) komentarz:
I tak oto mimo wszystko niespodzianka się udała 🙂
tata napisał(a) komentarz:
bardzo i długo będę ją pamiętał.

 


 

Post nr 326, ostatnio modyfikowany: 14-02-2017Pozdrawiam i całuje wszystkie drogie memu sercu
WALENTYNKIA najbliższej dziękuję za wspaniałą i jak że smaczną

Walentynkę

Blog Marek

Tak to się mam fajnie.

 


 

Post nr 325, ostatnio modyfikowany: 22-01-2017Po raz pierwszy w tym roku
Dzień Babci i Dziadka
był naszym dnem.
Dziękujemy wnuczce za kwiaty i piękny prezent przypominający nam ten dzień przez cały rok.

Blog Marek

A mrozik dzielnie się trzyma

Blog Marek

Niedawno prezentowałem filmik z kwiatem jako głównym bohaterem.
Dzisiaj taki sam kwiat, rozwinął się z cebuli w domu i jest jeszcze bardziej zachwycający.

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek

Tak nie wiele troski a jaki piękny.

 


 

Post nr 324, ostatnio modyfikowany: 06-12-2016acz więcej na: www.osrodek.qcoby.eu]
W razie problemów ze zgłoszeniem prosimy o kontakt z dh Markiem Niziołkiem:
tel. 34/359-78-25 lub mailowo: gospodarz@qcoby.eu
OID – Zla sciezka katalogu
mPDF error: Unable to create output file: /home/qcoby/public_html/ZglRok/Administracja/pdf/ListaMeldunkowa.pdf

 


 

Post nr 323, ostatnio modyfikowany: 05-12-2016Nasze życie jak kwiat – krótki rozwój, potem długo praca i codzienność niby takie same a jednak coś się zmienia.
Nieuchronna starość z nadzieją i pociechą nowym pokoleniem.

Ku pamięci.

 


 

Post nr 322, ostatnio modyfikowany: 22-11-2016Kolejna ważna data,
w życiu naszej rodziny.Obyśmy zawsze byli szczęśliwi.

Blog Marek

Amen.

 


 

Post nr 321, ostatnio modyfikowany: 13-11-2016Sala kominkowa harcówką grupy kursowej harcerzy z Opola.
Wszystko z sobą przywieźli.
Pozdrawiam.

Blog Marek

 


 

Post nr 320, ostatnio modyfikowany: 18-10-2016W naszym gminnym miasteczku jest ładnie i to od zawsze.
Od jakiegoś czasu po rewitalizacji rynku zdobi go fontanna.
W ciągu dnia wygrywa melodie a nocą świeci tak i nie raz jeszcze wyżej.
i jest miło.

 


 

Post nr 319, ostatnio modyfikowany: 29-06-2016Tak tak Dzień Ojca to fajne święto.
Za sprawą najstarszej córki przeciągło się az do soboty.
Był kolejny tort tak dobry, że szybciej ” się zjadł ” niż sfotografował, były kwiaty

Blog Marek

i prezenty

Blog Marek

i ojcowstwo też nie jest złe a nawet fajne.
A co dopiero bycie dziadkiem !

Dziękuje.

 


 

Post nr 318, ostatnio modyfikowany: 24-06-2016Wczorajsze święto
Dzień ojca
bardzo sympatyczny i oddający sprawiedliwość społeczną, jak mama to i tata.
Była rodzinka, najmłodsza upiekła tort z własnoręcznie zebranymi jagodami

Blog Marek

były kwiaty

Blog Marek

lody, życzenia i upalna pogoda.
Dziękuje.

 


 

Post nr 317, ostatnio modyfikowany: 27-04-2016W naszym ośrodku też przyszła wiosna. Szkoda tylko że nocą jest mróz /wczoraj -3.2oC/ a w ciągu dnia niewiele cieplej i wieje mocny zimny wiatr. Każdy woli siedzieć w domu nawet pszczółki.
KTO ZAPYLI KWIATY.

Blog Marek

Chciałem jeszcze pokazać,że jabłonka czeka na lepszą pogodę, ale serwer nie dodaje zdjęć do bloga.

 


 

Post nr 316, ostatnio modyfikowany: 18-04-2016Symbolem nadejścia wiosny są kwiaty, dla jednych te na stokach gór, czy przy domowym ogródku
dla mnie na krzewach sióstr w Borkach Wielkich

Blog Marek

lub na tym krzewie

Blog Marek

i te wszystkie ptasie trele.

 


 

Post nr 315, ostatnio modyfikowany: 27-03-2016Alleluja Chrystus Zmartwychwstał.
Kolejne święta tylko w gronie rodziny przeżywane.
By oderwać się od stołu dałem się zabrać na spacer.
Wiele się w przyrodzie już dzieje a aparat to zarejestrował tak.

a na stole pyszności wędliny, szynki i wypieki żony i córek, pięknie udekorowane i przygotowane choćby
ten ” mazurek ”

Blog Marek

Fajnie że są święta.

 


 

Post nr 314, ostatnio modyfikowany: 11-03-2016Taki piękny był….
Szkoda
przynajmniej tu zostanie …. po zaś

Blog Marek
Blog Marek

Druga fotka w pancie obrócona o 90 stopni w prawo.

tata napisał(a) komentarz:
i zapisana w nowej lokalizacji z tą samą nazwą. Czemu się nie nadpisała zgodnie z ostrzeżeniem?

 


 

Post nr 313, ostatnio modyfikowany: 10-03-2016Po awarii łuparki do drewna udało się ją naprawić.
Nie udało sie tego w WIN 10 pokazać jako filmik.
Ale udało się to w WIn 8
z takim efektem

HURAAA

 


 

Post nr 312, ostatnio modyfikowany: 08-03-2016Niech się święci
Dzień Kobiet
a życzenia: każdej tego co pragnie i potrzebuje.
Niech się spełni teraz i już.

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek
tata napisał(a) komentarz:
Na foto kwiatek stoi w pionie a tu uparł się by leżeć.
Coś w skalowaniu jest nie tak.
To się poprawi. Na pewno.
MadaMag napisał(a) komentarz:
Skalowanie, jak sama nazwa wskazuje skaluje, czyli zmienia długość boków.
A to że posyłasz zdjęcie zrobione bokiem, i oczekujesz że będzie stać w pionie, to już nie wina funkcji skalującej, tylko tego jak przygotowujesz zdjęcia do wysłania na blog…
tata napisał(a) komentarz:
zapewniam, że wszystkie zdjęcia w moim komputerze stoją w pionie – dłuższy bok jest w pionie.
Dziękuje za pomoc i postawienie jak trzeba.

 


 

Post nr 311, ostatnio modyfikowany: 06-03-2016I stało się, jestem panem po „60”.

Nie szkodzi bo torty były wspaniałe.

Blog Marek
Blog Marek

a kwiat długo jeszcze będzie cieszył oko

Blog Marek

jak i prezenty od starszych córek, żony, bratanka z rodziną.

Najmłodszej dziękuję za pomoc „gastronomiczną”.
A wszystkim za życzenia i odwiedziny.

 


 

Post nr 310, ostatnio modyfikowany: 20-02-2016Dzięki intensywnym działaniom najstarszej córki w dniu dzisiejszym zaczęła się dla mnie era

Windowsa 10

ciekawe jak to będzie działać.

Dziękuje za poświęcony czas i bajty.

tata napisał(a) komentarz:
ciężki kawałek programu

 


 

Post nr 309, ostatnio modyfikowany: 04-02-2016Niech żyje tłusty czwartek.

Blog Marek

 


 

Post nr 308, ostatnio modyfikowany: 01-02-2016Mama ma problem z fotką a ja?
Nie mogę wybrać piku do wysłania.
A szkoda.

 


 

Post nr 307, ostatnio modyfikowany: 01-02-2016Mama próbuje z komórki wstawić foto i nie ma klawiatury a ja mam.

 


 

Post nr 306, ostatnio modyfikowany: 27-01-2016Już wczoraj nie padał deszcz i dzisiaj od rana było pogodnie.
Naostrzyłem łańcuch piły by uporządkować teren za kampingami. Od zeszłego roku leży tam resztka pnia brzozy. Piła, paliwo, transport
– nawet słoneczko zaświeciło –
to do dzieła.
Toporkiem oczyszczenie miejsca cięcia z kory i ewentualnych kamieni by nie stępić piły.
Klocki tnie się o wymiarach 25 do 35 cm czyli miejsc ciecia /pila „bierz” około 0.8 cm / bardzo wiele. Pierwsze przyłożenie wrąb na kilka centymetrów i krótkie szarpnięcie a piła zaczyna ciąć na okrągło bo w klocek był wbity spory
gwoźdź
całkiem nie widoczny z zewnątrz, ale na tyle skuteczny że wyłamał kilka kolejnych zębów tnących tym samym łańcuszek z naszej Husqvarny jest złomem.
Na nic groźby i prośby o nie wbijanie gwoździ
do drzew w lesie.
Zgodnie z Prawami Marfiego.
Bo co najmniej prawdopodobne do zdarzenia trafienie w wielkim lesie w wielkim klocu w wielkiego gwoździa na pewno się zdarzy i nie mnie pierwszemu bo dwa lata temu na harcerskich gwoździach pilarze tnąc zrąb na deski poniszczyli piły traków.Tylko płakać lub kląć ale czy to co zmieni.

Basia napisał(a) komentarz:
Chyba nic…

 


 

Post nr 305, ostatnio modyfikowany: 22-01-2016BABCIU
żyj nam jeszcze 100 lat
w poprawiającym się zdrowiu i szczęściu
kochamy Cię.
Podwieczorek z kwiatami, dedykowanym tortem i wspomnieniami jak to w domu babci było.
Fajnie, że jest takie święto!!

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek

Dziękujemy.

 


 

Post nr 304, ostatnio modyfikowany: 18-01-2016Pozdrawiam rodzinę i wszystkich zaglądających tu.

mamaewa napisał(a) komentarz:
Już zajrzałam!

 


 

Post nr 303, ostatnio modyfikowany: 10-01-2016Od wielu lat nie zostałem zatrzymany do kontroli drogowej i wyjeżdżając w trasę nie biorę jej pod uwagę.

Z rodziną zostaliśmy zaproszeni ” na 18 ” bratanka, któremu
Wszystkiego najlepszego, szczęścia i zdrowia
życzymy i dziękujemy za fajną imprezę z mocną muzyką.
Wyjątkowo przed wyjazdem wiedząc, że zbliża się termin badana technicznego naszego czarnego samochodu sprawdziłem czy już po czy jeszcze – było jeszcze parę dni – + opłacone ubezpieczenie, zima odpuściła to i jazda była bez stresowa.
W powrotnej drodze jeszcze w Chorzowie słyszymy sygnał i migają koguty w cywilnym aucie, ale to policja zatrzymuje nas do kontroli, dokumenty, oględziny przodu pojazdu, bagażnika i dziękują bo wszystko w porządku i można jechać.
Kto podpowiedział : sprawdź dokumenty przed wyjazdem byś dokładnie znał terminem badania?
Zbieg okoliczności czy opatrzność?

 


 

Post nr 302, ostatnio modyfikowany: 25-12-2015Wesołych Świąt
i wszelkiego dobra w zdrowiu i radości.Po nieszporach zrobiłem fotkę szopce i wygląda tak:

Blog Marek

Szacun dla projektanta i ustawiaczy.

 


 

Post nr 301, ostatnio modyfikowany: 20-12-2015To już
301
wpis w tym blogu.
Poświęcam go nowej maszynie w kotłowni.
Jest nią rębarka klocków do pieca C.O.
Narzędzie robocze to stożek z gwintem
prezent od bratanka
plus napęd silnik i podstawa z pompy wodnej.
Po tylu latach rąbania siekierą, rozłupywania klinami
pobijanymi wielkim młotem, morzu potu nachodzą myśli
dlaczego dopiero teraz ta maszyna.
Przyda się na starość, gdy już nie będzie całkiem sił.
A pocić będziemy się w trakcie zabawy z wnukami.Jak to działa
proszę zobaczyć na filmiku.

W trakcie nakręcania użyto klocków
nie „zakwalifikowanych” wcześniej
do ręcznego rąbania ze względu na sęki lub skręt swoi.

Jeszcze tylko udoskonalić wynoszenie popiołu…..
i będzie fajnie

Post 36 – 30 (stare)

Post nr 30, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Uff… Ale się dzisiaj nachodziłam!
Najpierw do szkoły. Tam obiecałam Monice, że przyjdę na przymiarkę do strojów na przedstawienie, oraz zostałam poproszona przez Krewetkę czy nie poszłabym z nią i Patrykiem poszlajać się po mieście. Poszłam więc z nią, ale miała zaraz autobus więc odprowadziliśmy ją na przystanek. Potem spotkaliśmy się a Martyną i poszliśmy coś zjeść do McDonalds. Po jakiejś chwili przypomniałam sobie, że miałam iść na przymiarkę, więc Martyna i Patryk w dobroci swych serc odprowadzili mnie pod szkołę. Zostałam zmierzona i szybko pognałam do domu, przebrałam się, wzięłam mój notesik (zeszyt a4 360 kartek :)) ) i pobiegłam do hufca by z dh. Agatą N. porozmawiać o gromadzie. Gdy przyszłam oglądała internet, a konkretniej „Bliżej Natury” w TPV3 w którym wystąpiliśmy. Zrobiłyśmy potem plany co należy zrobić z gromadą, znalazłyśmy idealną maskotkę dla gromady- Żorka. Wymyśliłyśmy nawet fabułę na biwak- Rajd po Żorka :)). Potem wyszłyśmy z hufca a na przejściu spotkałyśmy Patryka i Martynę poczekałam więc z Martyną na jej tramwaj. Poszłam potem do Carrefour gdyż widziałam, że są tam buty baletki. Kupiłam parę, gdyż nie miałam żadnego obuwia na wiosnę, kupiłam również zeszyt do matematyki. Jest on prawie taki sam jak poprzedni czyli A4, czerwony z wyobrażeniem łosia na okładce, na spirali, jednak jest grubszy 160 kartek i twarda okładka.

Blog Kasia
mama napisał(a) komentarz:
Nie ma to jak dobre pochodzenie… Ale co to za słowo „szlajać”?
Kasia napisał(a) komentarz:
A tam takie potoczne ;))

 


 

Post nr 29, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj był miły dzień. Wstałam, poszłam do szkoły, pouczyłam się trochę, poczytałam. Po powrocie przebrałam się i wyszłam z Martyną i Patrykiem do Silesii i Parku. Pogadaliśmy, powłóczyliśmy się, zjedliśmy sushi i posiedzieliśmy na ławce w parku.
Wczoraj w pociągu udało mi się przeczytać całego Macbeta i jeszcze został czas na Najstarszego. Na brak jedzenia nie narzekam, więc jest dobrze. :))

 


 

Post nr 28, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Życzenia Wszystkiego Najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, i wszystkiego co wymarzone dla mamy z okazji urodzin

Dzisiaj miałam bardzo „zabiegany” dzień.
Rano na szczęście nie było pierwszej lekcji, więc się wyspałam. Za to po dwóch lekcjach i pójściu po zwolnienie do dyrektora( godz. 11.30) udałam się do hufca. Stamtąd poszliśmy do Ośrodka Harcerskiego na terenie WPKiW. Miał się tam odbyć wywiad o ekologii w harcerstwie. Przyszliśmy do ośrodka było koło godziny 12.30. Druhna Anna P. pozwoliła man się rozgościć w szkole instruktorskiej na czas czekania na ekipę telewizyjną. Mieli przyjechać o pierwszej, byli pół godzimy wcześniej. Wyszliśmy w plener aby pokazać jakiś pląs. Wojtek i Nikos zaproponowali i poprowadzili „Jeansy”. Potem usiedliśmy na amfiteatrze, gdzie zaśpiewaliśmy „Lubię podróże”. Później pokazaliśmy działalność ekologiczną i zbieraliśmy śmieci. Niektóre papierki były wyrzucane w sposób wyreżyserowany, a niektóre kilka razy. Po „posprzątaniu” trzy osoby (w tym ja) zostały poproszone o kilka słów do kamery bez patrzenia na nią. Myślałam, że zamiast mnie pójdzie Monika więc nie myślałam co miałabym powiedzieć, więc zaczęłam mówić co mi ślina na język przyniesie. Zostałam przed tym podłączona do sprzętu nagrywającego czyli mikrofonu z taką skrzyneczką. Przy okazji dowiedziałam się, że taka gąbeczka do mikrofonu kosztuje 8$, a każdy dźwiękowiec TVP Katowice jest rozliczany z wypożyczonego sprzętu. Jak to mówią podróże kształcą. :))Na koniec pan kamerzysta zrobił kilka ujęć jak oglądamy prace z konkursu- ekologia-modne słowo. Po zakończeniu kręcenia( godz. 16) poszłam do hufca w którym zostawiłam torbę. W międzyczasie dowiedziałam się, że dzisiaj jest odprawa zuchowa więc o 15 znowu przyszłam do hufca. W międzyczasie skoczyłam do domu zjeść pierogi.
Teraz z racji późnej pory szykuję się do spania. Może moje biedne nogi odpoczną. :))

 


 

Post nr 27, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Jestem i żyję :))
Wczoraj do domu wróciłam już o 12 bo pani z angielskiego się rozchorowała. A dzisiaj zamiast jednego angielskiego mieliśmy wolne i siedzieliśmy w barku, a na drugim na informatyce. Na polskim oglądaliśmy film animowany Tristan i Izolda.
Teraz idę chyba spać, bo żeby się na jutro zebrać muszę wstać o 5.00-5.30…
Ale na pewno będzie fajnie :))

 


 

Post nr 26, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj miałam straszną przygodę… Wracałam z Silesii z Martyną, Patrykiem i jego siostrą tramwajem.Siedzieliśmy na końcu tramwaju. Rozmawialiśmy i ogólnie było wesoło. Wjeżdżamy pomiędzy budynki tuż przed Chopina, a ty ni z tego ni z owego z na początku wagonu na zewnątrz rozbłyska światło. Pierwsza myśl spoko nie raz się to stawało. A potem zobaczyłam iskry i dym. Moje pierwsze słowa „Nie oddychajcie”. Szybko zaczęliśmy wychodzić. Skierowaliśmy się na przystanek. Pantograf płonął. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

tata napisał(a) komentarz:
Tak prąd to wielka siła. Szczególnie, gdy jest wysokiego napięcia.
Kasia napisał(a) komentarz:
Tak, racja
A tak odchodząc od tematy właśnie się dowiedziałam, że uczy mnie żona tego człowieka http://pl.wikipedia.org/wiki/Bogdan_Kalus. Nie ma co, świat jest ciekawy…

Post 201 – 300 (stare)

Post nr 300, ostatnio modyfikowany: 11-12-2015

Mamy nowe plastikowe drzwi na balkon.
Jedno płatowe szklane
i wchodząc do pokoju w podświadomości rodzi się myśl
czemu drzwi otwarte na balkon
a one nie otwarte tylko tak ładnie przez nie widać.
Z czasem przywykniemy.

Blog Marek

 


 

Post nr 299, ostatnio modyfikowany: 06-12-2015I stało się – zostałem dziadkiem z Facebooka.

Przy moim byciu ” starej daty ” najcenniejsza jest wzajemna relacja i to kto jest najbliższy, z kim jestem gotowy podzielić się szczęściem w pierwszej kolejności.
Jak wielka jest nasza rodzina?

Może faktycznie forma nie ważna, ważne byście w zdrowiu byli szczęśliwi
i nic , ale to nic nie poszło nie tak.

I zawsze będę was wspierać, pomagać i kibicować w
waszym szczęściu,
które też będzie moim szczęściem i szczęściem mojej żony i córek.

 


 

Post nr 298, ostatnio modyfikowany: 18-11-2015Badanie okresowe
Niby proste zadanie w mojej przychodni jest gabinet medycyny pracy, ale czynny dwa dni po parę godzin.
Niektórzy już od 9 godziny czekają, a o 15 przychodzi lekarz.
Wywiad, badanie i skierowania do specjalistów a oni urzędują jutro i na dodatek w Kluczborku po rejestracji.
Mamy badania i można wrócić do przychodni.
Doktor ogląda wyniki mówi ” a ” i zaświadcza że można pracować na tym a tym stanowisku.
Opłata za usługę przelewem od pracodawcy.
Plus trzy dni, nie mówiąc o paliwie.

Po trzydziestu latach po raz pierwszy przy badaniu okresowym były badania – chyba nie trafiłem do właściwej przychodni.
Świat się zmienia.
Całe szczęście że na lepsze.

Próbowałem to napisać w trakcie oczekiwań na kolejne badanie – na moim telefonie – zbyt trudne zadanie.

 


 

Post nr 297, ostatnio modyfikowany: 20-10-2015Zbliża się zima,
czego najdoskonalszym znakiem jest
skład opału przygotowany na dostawę węgla.
szkoda że nie do pełna.
Wierzymy, że będą w miarę potrzeb kolejne.
A może zimy
po zbliżających się wyborach
wcale nie będzie
bo gdyby to obiecali to było by to realniejsze niż
obecne obietnice.

 


 

Post nr 296, ostatnio modyfikowany: 02-10-2015Gratuluje i życzę wytrwałości i determinacji w ukończeniu
/brać przykład z mojego zięcia /
wszystkim kontynuującym
NAUKĘ

w rozpoczętym roku akademickim.

Serce me raduje się.

 


 

Post nr 295, ostatnio modyfikowany: 24-09-2015W ostatnich dniach jako samotny opiekun babci staram się nas wyżywić. Pomidorek doskonale nadaje się jako dodatek do śniadania. Niestety troszkę zmarzł w lodówce. Myślę to nic wsadzę do miseczki rozmrozi się i będzie na kolację. Zdziwiłem się wielce widząc ile wody z niego

” wypłynęło”

a on sam stał się pacynką miazgi.

Blog Marek

I przy takim obrocie sprawy z niego zrezygnuje.

 


 

Post nr 294, ostatnio modyfikowany: 14-09-2015Od soboty 12 września 2015 roku mam nową szefową.
Pracodawca ten sam, tylko odbył się w OH w WPK i W
XI Zjazd Zwyczajny Hufca ZHP Chorzów
Dotychczasowy komendant nie kandydował.
I dh. Ola w trosce o przyszłość chorzowskiego hufca podjęła się tej trudnej i niewdzięcznej funkcji.
Bardzo liczę, że w dalszym ciągu będzie nam się dobrze współpracowało, a jej doświadczenie i umiejętności organizatorskie z cementują i poderwią hufiec do lepszego działania i rozkwitu ośrodka przy okazji.

 


 

Post nr 293, ostatnio modyfikowany: 26-08-2015Jeden z ważniejszych w ostatnich latach
tydzień
minął
Wczoraj najmłodsza miała swoją kolejną rocznicę
urodzin
sto lat i więcej w zdrowiu, szczęściu z rodziną i wśród przyjaciół
życzymy ci z serca a tort urodzinowy też będzie.

Do końca życia te minione dni będą wspominane za sprawą
średniej córki.

Dzisiaj wysprzątaliśmy jadalnię ośrodka z – niestety – zwiędłych kwiatów, a było ich dużo jak emocji i rozmyśleń jak to będzie?.
A było wspaniale,pięknie, innowacyjne.
Wszystko doskonale zorganizowane i przygotowane.
Kościół przepięknie ozdobiony, tylu przyjaciół- Wojownika- w swoich strojach, tyle życzeń i serdeczności od tylu gości.
I w fajnym obiekcie przyjęcie na wspaniałej sali, z przepychem posiłków i zabawą do rana.
I wcale nie żal że ubyło jednego
Niziołka
by przybyła jedna
Osuchowska
a młody z planem na życie facet powiedział do mnie
tato
i tym kolejne moje skryte marzenia spełniło się, w wielkim stylu.
Nowo żeńcy żyjcie długo w zdrowiu i tak wspaniale jak wspaniałe było wasze wesele.
A jak było – szczegóły będziemy wspominać oglądając fotografie lub filmiki, które w sieci są.
Tych fotek w sieci nie znajdziecie dlatego poniżej.

Blog Marek
Blog Marek

Mam do spełnienia jeszcze marzenia
córki w was nadzieja.

 


 

Post nr 292, ostatnio modyfikowany: 04-08-2015Tak tak letnia przygoda z obozem w Kucobach za nami.
Specyficzny to rok i nowe doświadczenia, nie koniecznie chciało by się przeżywać je jeszcze raz.
Szkoda tylko że, kwiaty w wazonie też tracą z czasem
blask

Blog Marek

a i tak cieszą oko dłużej niż trwają przekonania co po niektórych.

 


 

Post nr 291, ostatnio modyfikowany: 19-07-2015Pierwszy turnus za nami i wystartował drugi.
A tu grzmi i pada i strasznie wieje.
Kapryśne to lato 2015 roku.

 


 

Post nr 290, ostatnio modyfikowany: 25-06-2015Dzień Ojca
fajnie odprawiony. Świętowałem w przed dzień przy jednym torcie i częścią rodziny. I wczoraj z drugą częścią z drugim tortem. Dobrze być tatą dla wielu dzieci.
Dziękuje za życzenia, kwiaty, torty, poświęcony czas,
i osobiste przybycie.

Blog Marek
Blog Marek

Tort się szybciej zjadł niż fotograf dał się do fotografowania

I taki torcik też był.

Blog Marek

 


 

Post nr 289, ostatnio modyfikowany: 15-06-2015Biwak ” Pod lilii znakiem ” za nami.
Przygotowania, uruchamianie, sprzątanie, zakupy, uzgodnienia.
A mimo to nie tak powinna odbywać się harcerska impreza.
Za dużo o wszystkim decydujących, a w ważnej chwili nie ma komu podjąć najprostszą decyzję.
Na długo pozostaje niesmak i mętlik w głowie.

I stwierdzenie że to ma być zrobione nie rozwiązuje problemu a tym bardziej zmienia stanu rzeczy.

Zobaczymy co wyjdzie z obietnic.

ewa napisał(a) komentarz:
To tylko punkt widzenia od strony gospodarczej. Programowo biwak był świetnie przygotowany, harcerze bawili się z zaangażowaniem i myślę, że wrócili zadowoleni i podobało im się, a także zdobyli nowe wiadomości i umiejętności, bo o to też tu chodzi. A gorzkie słowa to efekt stresu wynikającego z braku komunikacji /lub zbyt ograniczonej wiedzy/ i nadmiaru zadań do wykonania. Dla mnie problemem biwaków /poprzednich również/ był zawsze niedosyt i brak kompetentnego oboźnego – osoby, orientującej się co, kiedy będzie się działo i ogarniającej sprawy techniczne – trudno coś przygotować, gdy nie wie się na kiedy i co i ile. Komendantka dwoiła się i troiła, ale na biwakach program był zawsze ważniejszy – co zrozumiałe – ale punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.
Marek napisał(a) komentarz:
To święta prawda !.
Kasia napisał(a) komentarz:
Ale żeby biwak bez ogniska harcerskiego?
Ale harcerzom się podobało.

 


 

Post nr 288, ostatnio modyfikowany: 25-05-2015KAŻDORAZOWO JAK JADĘ NA WYBORY DO BODZANOWIC TO IDENTYFIKUJE SIĘ Z JÓZEFEM I MARYJĄ UDAJĄCYCH SIĘ DO BETLEJEM BY DAĆ SIĘ:
zapisać
bo i ja i oni spełnialiśmy swoją powinność.

I mimo że głosowałem to i tak nie przeszedł ten kandydat, który obiecywał po 40 latach pracy
emeryturę.

A szkoda!

 


 

Post nr 287, ostatnio modyfikowany: 19-04-2015Na naszym kajakowisku zamieszkały dwa łabędzie.
Cieszymy się tym, ale czy zamieszkają na stałe?
Co latem?
Na razie są
i tak wyglądają.

Pływających z nimi kaczek nie udało się sfotografować bo odfrunęły.

 


 

Post nr 286, ostatnio modyfikowany: 25-05-2015W niedzielę 12 kwietnia w Ołpinach odbył się ślub
Anny i Henryka
życzymy im wielu lat w zdrowiu, szczęściu i dostatku.

Przy okazji pobytu ułożyliśmy cześć płyt ażurowych przed garażem i ścieżkę w stronę wyjazdu. Oto foto relacja.

Prace trzeba dokończyć przez dołożenie ścieżek aż do bramy i wydłużenie wyjazdu o dwa rzędy.
I ewentualne poprawki po pierwszym okresie eksploatacji.

barbara napisał(a) komentarz:
A ten ślub to był Henryka i Anny jesli dobrze pamiętam…
tata napisał(a) komentarz:
Brawo za spostrzegawczość faktycznie Marii już nie ma z nami.
Poprawiłem.

 


 

Post nr 285, ostatnio modyfikowany: 09-04-2015A dzisiaj od rana świeci słońce
i będzie piękny dzień.

 


 

Post nr 284, ostatnio modyfikowany: 10-04-2015W prezencie urodzinowym dostałem od jednego z bratanków
– dziękuje –
Stożek do rąbania drewna.
Szkoda że nie znałem rozwiązania wcześnie oszczędził bym
wiele sił i potu.
Prototyp nr 2 wygląda i działa tak

GS2iE5E3AFk

Są przejściowe problemy z sękatymi lub za dużymi klockami
mianowicie brak mocy silnika – wcześniej niż klocek jest rozłupany silnik staje i trzeba go wyłączyć by się nie spalił.

CLuvtEOjZ7E

ale i na to jest rozwiązanie jakie? też pokażemy.

Meg napisał(a) komentarz:
W linku http:// nie httpS://
czyli nie https:// youtu.be/ CLuvtEOjZ7E
poprawnie http:// youtu.be/ CLuvtEOjZ7E
tata napisał(a) komentarz:
Ale robiłem kopiuj wklej- ??

 


 

Post nr 283, ostatnio modyfikowany: 20-03-2015Po tygodniu z okładem zakończyłem odnowienie kotłowni.
Oczywistym powodem był nowy piec CO, ale i przepisowe podłączenie zasilania elektrycznego solarów, rozdzielenie na zabezpieczenia i schowanie przyłącza męskiego sanitariatu do skrzyneczki, odnowienie ścian jak i zużycie odzyskanych kafelek w eksperymentalnym położeniu /mało kleju – na starej ścianie / było wyzwaniem już nie do odwleczenia – na zaś-.
Jest to kolejna próba zaprezentowania filmiku w naszym blogu.
Remoncik kotłowni.

Kto pamięta jak było jest mile zaskoczony.
Koszty niewielkie, ale zajęcia było.

Meg napisał(a) komentarz:
Lol, komentarz rzeczywiście dyskretny (cicho szumiący). I ściany „beczkowate”. Ale filmik fajny a kotłownia robi wrażenie.

 


 

Post nr 282, ostatnio modyfikowany: 01-03-2015I możemy już w blogu zamieszczać filmy.
Filmy lokowane są na YouTube, w blogu jest link.
Przy okazji przypomniałem sobie swój adres gmail:rekmaqcoby@gmail.com
adres monitoruje na Poczcie Windows Live komu wygodniej
można korzystać.

Dziękuje za kolejną modyfikacje, ulepszenie naszej stronki i proszę o dalsze i mobilizuje rodzinę do
A K T Y W N O Ś C I
i wielu wpisów.

Meg napisał(a) komentarz:
Proszę.
Postaram się…

 


 

Post nr 281, ostatnio modyfikowany: 28-02-2015Film:

link:
IIZF8OZzWkI

 


 

Post nr 280, ostatnio modyfikowany: 06-02-2015Zrobiłem fotorelację z wymiany pieca CO w ośrodku.
Ciekawe czy nasz blog to przyjmie do prezentacji.

Niestety nie mamy tej opcji

póki co zapraszam na Facebooka/ Harcerski Ośrodek Wypoczynkowy.

 


 

Post nr 279, ostatnio modyfikowany: 02-02-2015I znowu było fajnie.
W domu wszystkie córki
ciasto
i kwiaty od Basi troszkę spóźnione – nie szkodzi pamięć się liczy na dzień

Babci

Blog Marek
Blog Marek

chwilka rozmowy o tym co było i będzie.
Jedna do Kłobucka druga do Chorzowa trzecia do Opola, ktoś na bezrobocie a inny do roboty
i tylko babcia z łóżka spogląda na kwiaty, które
zostały
i pięknie stroją pokój.

Blog Marek

 


 

Post nr 278, ostatnio modyfikowany: 30-01-2015Po raz pierwszy udało się węgiel wsypać zaraz z przodu, całe dwie tony. Jedyna droga transportu starego i nowego pieca to właśnie przez ten zsyp. Po kupie węgla się nie da to i trzeba było go przesunąć o te dwa mery w głąb.
Jak trzeba – to mus.
Co mus to wykonane.
A mówią że z przybytku głowa nie boli. Głowa – to fakt.

 


 

Post nr 277, ostatnio modyfikowany: 30-01-2015I co z tego że dojechał węgiel jak piec się zdziurawił.

Blog Marek

i jak podnieść klapę do czyszczenia to sika z rusztów aż do sufitu. A reszta rusztów cienkia jak żyletki

Niespodziewane koszty i to duże, a puki co
Jest zimno
w izbach i całym budynku.

Usuwanie awarii rozpoczęto od zamówienia u producenta nowego pieca, a jest nietypowy bo szeroki na 73 cm.
Przy swojej mocy 75 kW można o nim powiedzieć że jest szczupły wręcz chudzina.

Oby do wiosny.

 


 

Post nr 276, ostatnio modyfikowany: 22-01-2015Przed przybyciem węgla
przyszła pora na pozbycie się z bunkra popiołu, którego nazbierało się 80 wiaderek, mniej niż połowa do dyspozycji.Było co wyciągać, dziękuje za społeczną pomoc bezrobotnej poszukującej pracy na zasiłku biura pracy.

Blog Marek

Przyjadą 2 tony a miejsca na 20 ton.
Dziękujemy ci zimo że,jesteś taka ciepła.

 


 

Post nr 275, ostatnio modyfikowany: 16-01-2015Jako że zwierzątka pojawiły się poniżej, to i ja zaprezentuje swoją fotkę zrobioną telefonem.

Blog Marek

Jak systematycznie i zmyślnie, bo lampa przez chwilę nie grzała.

 


 

Post nr 274, ostatnio modyfikowany: 13-01-2015Najpiękniejsza dzień zimy w tym roku
i niech się ( zima ) nie kwapi do powrotu.
Kochane słoneczko szkoda, że jeszcze nie sięga solarów

Blog Marek

bo opału jeszcze sporo potrzeba

Blog Marek

a nie za bardzo jest co zbierać.

Patrząc w około serce się raduje i chce się działać

Blog Marek

Tylko martwią muszki, które polatują nad trawnikiem

Blog Marek

może ptaszki z nich się cieszą i tak dotrwają do lata.

I Oby do lata.

 


 

Post nr 273, ostatnio modyfikowany: 26-12-2014Dzieciątko się narodziło

Blog Marek

Dziękuję z pamięć i życzenia świąteczne .
I my życzymy wszelkiego błogosławieństwa a szczególnie: zdrowia, pogody ducha, szczęścia i wielu prawdziwych przyjaciół.

Prosimy przyjąć
równie szczere życzenia na nowy

2 0 1 5

rok

W załączniku fotka stajenki w kościele w Borkach Wielkich.

 


 

Post nr 272, ostatnio modyfikowany: 24-12-2014Wszelkich łask
z Bożym Narodzeniem
szczęścia i ciepła rodzinnego
nie wielu trosk
i by zawsze wystarczyło
a przy wigilijnym stole by nikogo nie brakło.

Do siego roku.

 


 

Post nr 271, ostatnio modyfikowany: 10-12-2014Tegoroczna zima jeszcze nam się podoba, brak śniegu, druga noc niewielkiego mrozu i jakże piękne widoki szczególnie po wschodzie słońca.
Zimo taka pozostań!

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek

Urlop jest fajny – dostrzega się piękno i chce się je dokumentować.

 


 

Post nr 270, ostatnio modyfikowany: 02-12-2014Roraty 2014 r

rozpoczęte. Nowa bo wcześniejsza z rana organizacja dnia. Urlop na start to dobry pomysł.
A za św. Teresą (patronka tego rocznych rorat) wołamy
basta
i oby do świąt.

 


 

Post nr 269, ostatnio modyfikowany: 25-11-2014Dzisiaj rano zmarła
p. Bronislawa Ligendza.
Niedaleka sąsiadka z Borek Wielkich.
Początki znajomości to zakupy od niej mleka i ziemniaków dla naszych obozów. Pochodziły one z jej rodzinnego gospodarstwa, które jako rencistka po wielu latach pracy w banku prowadziła z miłości do Ojczyzny i ojcowizny.
Polska ziemia i oddane jej ” małej ojczyźnie’ miały w Jej długim i ciekawym życiu najwyższy priorytet.

Wspomnijmy ją w modlitwie.

 


 

Post nr 268, ostatnio modyfikowany: 10-11-2014Ocieplanie dachu – kolejny etap zrealizowany.
Ekipa miała Fordem wrócić do domu, nie stety awaria pompy paliwowej uniemożliwiła dalszą jazdę.W środę od rana mechanik uzgodniony.
Udało się uruchomić nowy nabytek ośrodka: telewizor 50″ LCD z nowym kablem i anteną, która mimo że 16dB ma zysku sygnału i zainstalowana na przedłużeniu masztu chwilami „pikseluje” obraz.

Blog Marek

Urok tego miejsca. Na pocieszenie modem PLUSA GSM przy dwóch antenkach na dachu ma transfer 5 do 6 Mb i widać to przy wczytywaniu stron, one po prostu „już są”; chyba z orange Free Dim zrezygnuje. Droższe , wolniejsze i bez perspektyw.

 


 

Post nr 267, ostatnio modyfikowany: 21-10-2014Oj aby można było powrócić do 1992 r.
W związku z zwolnieniem żony poprosiłem o uaktualnienie zakresu obowiązków. Przyszła propozycja na podstawie zakresów ( mojej i zony ) z 1992 r podpisanym przez śp. Maćka Kudzie.

 


 

Post nr 266, ostatnio modyfikowany: 02-10-2014Po długiej przerwie spowodowanej latem, i to nie jego temperaturą, a intensywnością prac
POWRACAM
tu.
Dzisiaj na początek fotka grzyba, znalezionego przypadkiem za kampingami przez żonę.

Blog Marek

A tu miara jego kapelusza.

Blog Marek

a jutro cdn.
P.S.
Jak będzie czas.

 


 

Post nr 265, ostatnio modyfikowany: 13-06-2014Wczoraj w przepięknym zapachu

Blog Marek

wyjątkowa ładnie zakwitłych
odbyło się spotkanie: czynnik „społeczny” + architekt + komendant hufca inicjujące działania nad
REWITALIZACJĄ OŚRODKA
by był na miarę 22 wieku lub przynajmniej miły i przyciągających nowych gości.
Pięknie – to za 5 – 6 lat

A co do tego czasu. ? …….
.

 


 

Post nr 264, ostatnio modyfikowany: 26-05-2014Wczorajszy dzień :
1. Zakończenie Zlotu DINOZAURÓW
– kolejnego sympatycznego spotkania starej gwardii
instruktorskiej.
2. Wyborów do Europarlamentu
– zmarnowanych ton pięknego papieru na listy
wyborcze z powodu beznadziejnie nie życiowej
ordynacji wyborczej.
3. Zgonu moim zdaniem wielkiego i ważnego dla Polski
odpowiedzialnego i uczciwego,honorowego patrioty
Gen Wojciecha Jaruzelskiego

Jego zasługi w bezkrwawych przemianach ustrojowych w naszym kraju udokumentują bezstronnie historycy w trzecim pokoleniu jak wymrą dzisiejsi oszołomi post Solidarnościowi i antykomuniści.
Uszanujmy o nim pamięć.

 


 

Post nr 263, ostatnio modyfikowany: 19-05-2014W tym miejscu muszę odnotować kolejny etap życia naszej rodziny.
Po nie długo trwającej niewydolności organizmu dnia
10 maja 2014 odeszła do Pana

Blog Marek

żona brata.
Wiem, że teraz cieszyłby się częstszymi odwiedzinami lecz koszty pokonania tych 300 km. są jedyną barierą i to niestety dosyć skuteczną. Postaramy się co możemy pomóc, ale zobowiązania w stosunku teściowej też musimy wypełniać.

 


 

Post nr 262, ostatnio modyfikowany: 18-04-2014Jak ciężko zdecydować o działaniu wiemy sami.
I przyroda w tym roku nie wie czy już ta pora.
Bardziej doświadczona jabłonka jeszcze z liścimi i kwiatami czeka.

Blog Marek

Natomiast śliweczka młoda i niedoświadczona kwiatami się obsypała

Blog Marek

a tu -2 stopnie nocą i zimno w ciągu dnia. W tych warunkach żadna pszczółka nie przyleci na nektar, to i owoców nie będzie.
Tylko

Blog Marek

ten żółty liczy że go się nie skosi i pięknym
dmuchawcem wiatr poniesie go w świat.

 


 

Post nr 261, ostatnio modyfikowany: 31-03-2014Na wieść że ośrodkowa mikrofala nie działa grupa przebywająca w ostatni weekend za sponsorowała:

Blog Marek

Miała być tylko mikrofalówka, ale dzięki promocji cenowej na odpowiadający nam model starczyło na blender i zestawy solniczek na jadalnię.
Dziękujemy i w myśl hasła ” daj a tobie też dadzą ” czujemy się wielce zobowiązani.

 


 

Post nr 260, ostatnio modyfikowany: 29-03-2014Teraz gdy ośrodek – ziemia i zabudowa – aktem notarialnym dzięki wytrwałości i poświęcaniu dh. Andrzeja stał się własnością harcerstwa
mogła rosnąć i dawać owoce.

Blog Marek

Czy upadek starego generuje nowe i lepsze.

Nowe zazwyczaj inne ale czy lepsze? wątpie.

 


 

Post nr 259, ostatnio modyfikowany: 06-03-2014Patelnia obozowa za stawem wysprzątana z powalonej bramy i innych po bobrowych gałęzi.

tata napisał(a) komentarz:
Próba 1.
tata napisał(a) komentarz:
Druga próba.

 


 

Post nr 258, ostatnio modyfikowany: 22-02-2014Z okazji Dnia Myśli Braterskiej byłem na spotkaniu w hufcu. Spotkanie sympatyczne acz pobudzające do refleksji.
Czy tylu aktywistów bratersko myślących jest w tym hufcu, czy w jego połowie – tej komendanta – a reszta
?
gdzie.

A i między obecnymi jak by zapytać co mówiła prezentowana na zdjęciu młodzież w trakcie salutu z przed prawie 50 lat, to też nie było by poprawnej odpowiedzi. A przecież to ZHP historia.

Kań i Abel też byli braćmi.

 


 

Post nr 257, ostatnio modyfikowany: 06-02-2014U W A G A
Wielkanoc chyba już blisko skoro na drzewach takie
K O T K I

Blog Marek

i to nie na jednym krzewie, ale na wielu i w około.

Blog Marek

A przecież to luty – ubierz grube buty, na oziminach winna być pierzynka białego puchu. Mi jej nie brakuje, nie narobiłem przy odśnieżaniu i zaoszczędziłem opału,
to plusy tak łagodnej zimy. Oby tak dalej przez wiosnę do ciepłego lata. Telewizyjne 2 metrowe zaspy to chyba jakieś wspomnienia z przed wielu lat.

 


 

Post nr 256, ostatnio modyfikowany: 26-01-2014A jak rozwiąże ten węzeł

Blog Marek

to też będzie mistrzostwo dzięki wprawie z wiekiem nabytej.
I na tym chyba będzie koniec remontu W.C.

A u nas śnieg pada
prawie jak zimą.
Aż dziwne.

 


 

Post nr 255, ostatnio modyfikowany: 19-01-2014A ptaszek też dał się sfotografować

Blog Marek

i chyba wzajemnie poczuli mięte, bo zamiast pofrunąć na meble wolał przyjrzeć się sąsiadowi.

Blog Marek

by potem prowadzić z nim śpiewny dialog.

 


 

Post nr 254, ostatnio modyfikowany: 19-01-2014Trenując informatykę stworzyłem dokument o rozszerzeniu
p d f
i próbowałem go umieścić na Facebooku, ale chwilowo jeszcze nie umie, ciekawe czy tu się wyświetli?
Nie – bo niedozwolony format.
Coś dalej tworzyłem i coś „tam” można znaleźć.

 


 

Post nr 253, ostatnio modyfikowany: 15-01-2014Same niepowodzenia
bratu zabiegu nie będą chwilowo robić bo oko jest chore i nie nadaje się do operacji.
Awast i inne uaktualnienia zjadają cały limit transferu i pieniążki z karty i z serfowania po sieci ” nici ”
i nawet ptaszek w klatce nie chce się dać z fotografować bo albo ostre druty klatki / grube i białe / albo ucieknie nim ustawi się aparat. Może jutro na wolności.
A gazetki jak leżały zamknięte tak leżą !
Pora wraca do domu, tam przynajmniej ciepło na „jeden płaszcz”.

Rafał napisał(a) komentarz:
Proponuję włączyć tryb ostrości manualny, ustawić na ptaszka i czekać aż pojawi się w kadrze.

 


 

Post nr 252, ostatnio modyfikowany: 12-01-2014Kolejny prawdziwie harcerski biwak wyjechał.
Czyli urlop i to cały tydzień. A my mamy ptoka, który ma dojechać do Ołupin a jedzie z targu w Chorzowie.

Blog Marek

taki pomarańczowy kanarek. Chyba mu smutno samemu w klatce? na miejscu czeka drugi, czy się polubią.
Czy dwoje na bezludnej wyspie tez się zawsze polubia?. Współczesne M ileś to też jakieś wyspy a ile w nich tragedii, zła, złości, nienawiści.
Jak tak można żyć.

 


 

Post nr 251, ostatnio modyfikowany: 08-01-2014W wc CHŁOPCÓW
Sufit opanowany,
ale bez kolejnej warstwy w późniejszym czasie się nie obędzie.
Jeszcze tylko lampy,kolejne mycie i pucowanie
i prawie koniec.

A prawie czyni wielką…………………

a potem foto.

 


 

Post nr 250, ostatnio modyfikowany: 29-12-2013I tegoroczna choinka mimo ze bez „szkła” jest piękna.

Blog Marek

i w tak fantazyjnym ujęciu jednej z córek

Blog Marek

a nowy rok tuż tuż.

 


 

Post nr 249, ostatnio modyfikowany: 06-12-2013A w Kucobach Mikołaj
zamiast prezentów przewraca drzewa

Blog Marek

tylko czemu na płot i wjazd.

Ewa mama napisał(a) komentarz:
To nie Mikołaj, to Ksawery!

 


 

Post nr 248, ostatnio modyfikowany: 23-11-2013Kochanym córkom dziękujemy za:

Blog Marek

a kochanej żonie dziękuje za wspólne 33 lata i okolicznościowy bardzo dobry

Blog Marek

 


 

Post nr 247, ostatnio modyfikowany: 17-11-2013Nie klikaj w nieznane linki

szczególnie otrzymane pocztą email.
Bo oj źle się to kończy!

 


 

Post nr 246, ostatnio modyfikowany: 04-11-2013Uwaga
rodzino
nadaje
z Ołpin
bo
już
działa
żono
dziękuje.

mamaewa napisał(a) komentarz:
To super! Komputer domaga się dłuższego komentarza

 


 

Post nr 245, ostatnio modyfikowany: 01-11-2013Mamo, Tato, Teściu, ciocie i wujkowie, kuzynki i kuzyni pamiętamy i wspominamy.

Blog Marek
Blog Marek

i wy ” Tam ” wspomnijcie nas.

 


 

Post nr 244, ostatnio modyfikowany: 20-10-2013Panie po obiedzie poszły do lasu na spacer i proszę popatrzeć co przyniosły

Blog Marek

aż szkoda, że się z nimi nie wybrałem a było by to po raz pierwszy w tym roku. Chwila drzemki też była fajna, a może chciały być same?.

Ewa mama napisał(a) komentarz:
Nie chciały być same, ale nie miały umienia wymagać..
Ewa mama napisał(a) komentarz:
… a grzyby wszystkie stare i tylko takie dobrze pochowane w trawie…

 


 

Post nr 243, ostatnio modyfikowany: 15-10-2013Nowy szef – cały dzień minął-
a jakby po staremu.

 


 

Post nr 242, ostatnio modyfikowany: 08-10-2013efekty działań

Blog Marek

cdn nastąpi

 


 

Post nr 241, ostatnio modyfikowany: 29-09-2013Jesień już w kalendarzu,
ale dzisiaj rano pełne zaskoczenie
trzeba było skrobać z „zimy” szyby auta
by pojechać do kościoła. Fakt grzybów już trochę zbieracze zebrali, a po wielu deszczowych i chmurnych dniach i nocach, po słonecznym dniu i bezchmurnej nocy przymrozki się zdarzają. Ale czemu już.
Idzie zima i tylko piec CO da ciepełko.

 


 

Post nr 240, ostatnio modyfikowany: 20-09-2013Zaocznie wybrany skarbnikiem kl 3d. Straszne!.

 


 

Post nr 239, ostatnio modyfikowany: 15-09-2013I tu muszę odnotować
to że pierwszy etap remontu łazienki damskiej zakończony.
Wczoraj oficjalne oddanie do użytkowania. Prace przy kaloryferach wykonamy wspólnie z pracami w WC męskim, coś podmalować coś dopucować i koniec.
A póki co tak to wygląda.

Blog Marek

Wiecej fot na FB- Harcerski Ośrodek Wypoczynkowy.

 


 

Post nr 238, ostatnio modyfikowany: 08-09-2013Zlot Chorągwi i logistyka sprzętowa za nami.
I tu refleksja.
Jak to jest: gdy nie ma roboty to tylu jest ” zawsze chętnych” do pomocy a gdy sytuacja prosi o pomoc to tych chęci i pomocy nie ma.
Ile prac i działań zdecydowanie dłużej trwa bo liczyło się przed ich rozpoczęciem na deklarowaną pomoc.
Przyjedziemy i będziemy szarpać robotę.

 


 

Post nr 237, ostatnio modyfikowany: 15-08-2013Robiąc zakupy dla obozu prawie dzienni gdzieś się jedzie. Po drodze spotyka się wiele samochodów, ale zauważa głównie czerwone Mazdy i niebieskie Atosy a teraz granatowe Audi z błyszczącą ramką przy oknach. Oczywistym jest że Jej tam za kierownicą niema a jednak zawsze jest rozczarowanie. Czyżby objaw tęsknoty? lub ich braku w codziennym bytowaniu?

 


 

Post nr 236, ostatnio modyfikowany: 04-08-2013A tu już koniec 2 turnusu, w którym wiele się działo.
Nie do opisania
by być zadowalająco obiektywnym.

 


 

Post nr 235, ostatnio modyfikowany: 08-07-2013Harcerska Akcja Letnia 2013

rozpoczęta

uroczystym apelem.

 


 

Post nr 234, ostatnio modyfikowany: 01-07-2013Kwaterka się rozpoczęła

co należy przeczytać tak:
Jest chętna, ale mało techniczna młodzież z swoimi problemami np. sercowymi i brak majstrów lub nawet brygadzistów do prowadzenia robót.

A jest co robić.

Basen prawie gotowy bo brakło trochę farby.

Blog Marek

 


 

Post nr 233, ostatnio modyfikowany: 23-06-2013Tak trudnego okresu jak ostatnie dnie i dla ośrodka i żyjących w nim i dla niego ludzi jeszcze nie było.
Z jednej strony brak środków finansowych, brak ludzi do pokonywania narastających kłopotów. Zniewalająca bezsilność brakiem pomysłu na rozwiązanie problemów.
Brak dialogu i cierpliwości w wysłuchaniu drugiego.Slogany a nie systemowe działanie zgodnie z harcerską metodą:W protokole zadania zespołowego
Co jest do zrobienia, termin, kto kieruje, kto wykonuje.
Potem podsumowanie i zaliczenie zadania.
Gdy jestem przełożonym trudne zadania podwójnie omawiam i nadzoruje. A gdy jest coś nie tak to przejmuję inicjatywę i ratuje sytuację.
Najbardziej doświadczony instruktor czy współpracownik nie może być rozliczany z braku myślenia za innych.
A gdy już coś i to ważnego nie wyszło dyskutujmy jak po raz kolejny ustrzec się błędu a nie podnośmy na siebie głos.
Szczególnie w tak fajną niedzielę z obchodami
D N I A O J C A
święta jeszcze młodego, ale fajnego nie tylko z powodu tortu, kwiatów, życzeń,
ale przede wszystkim kompletu rodziny przy podwieczorku.

Blog Marek

Bardzo, bardzo, bardzo dziękuje.

 


 

Post nr 232, ostatnio modyfikowany: 30-05-2013Po procesji skróconej z powodu deszczu i zimna o jeden ołtarz Bożego Ciała proboszcz podsumował: tych, których Bóg kocha mocno tych też mocno doświadcza – ale czemu aż do podkoszulka.
Jak się to ma do jego nieskończonej dobroci?


Współczuje – przy tej pogodzie – biwakowiczom

 


 

Post nr 231, ostatnio modyfikowany: 28-05-2013Im bliżej biwaku Pod Lilii Znakiem z MTO tym gorsza pogoda. Taka jak dzisiaj była by okropna i krzyżująca plany organizatorom. Nie życzymy im tego.
I w tym roku zakwitła roślina na jadalni a kwiat piękniejszy niż w zeszłym roku.

Blog Marek

 


 

Post nr 230, ostatnio modyfikowany: 19-05-2013W sobotni wieczór możemy zameldować :
Instalacje wody, prądu, CO, wymienione .
Można kafelkować.

Blog Marek

a pięknie wysprzątany plac remontu to zasługa dh. komendanta.
W sobotę również młodzież pracowała.
W tanecznym kroku wykosiła krąg ogniskowy

Blog Marek

jak i rozebrała uszkodzoną część basenu

Blog Marek

dziękujemy.
Skoszona trawa i bzy pachniały przepięknie.

Blog Marek

 


 

Post nr 229, ostatnio modyfikowany: 16-05-2013Praca wre i są efekty.
By zrobić remont elektryczny w/g obowiązujących obecnie zasad czyli R_S_T_N_PE i nie mieszaniem odbiorów nazbierało się przewodów.

Blog Marek
Zduniol napisał(a) komentarz:
i tak mało, jak pracowałem (chwilowo) jako elektryk w kilkusetmetrowym pawilonie handlowym to tam przewody mozna było liczyć na kilometry.

 


 

Post nr 228, ostatnio modyfikowany: 13-05-2013I stała się demolka – precyzyjna i celowa

Blog Marek

chwilowo w zakresie instalacji wodnej i lokalnie kafelek.

Natomiast kajakowisko już prawie pełne czaruje urokiem.

Blog Marek
Blog Marek

Po ostatnich smutnych dniach troszkę słoneczka to balsam dla duszy,
nie prawdarz.

 


 

Post nr 227, ostatnio modyfikowany: 12-05-2013A na dodatek od poniedziałku byłem u brata całkiem bez netu i co gorsza i bez telefonu, tabletek, kropli – wręcz pojechałem bez głowy. A głowa zaraz to wykorzystała i zatruła życie.
Ale już wróciłem i jestem i nadganiam to co było zaplanowane czyli dokończyć instalację elektryczną w warsztacie. W piątek Chorzów po kolejną partię materiału do remontu łazienek tak z marszu wcale nie planowany. Sobota to grupa robocza naszego kwatermistrzostwa i mimo paskudnego deszczu czyszczenie kajakowiska – całego stawu, rowu dopływowego i odpływowego. Plewienie z roślin na potęgę go zarastającego i wszelakich śmieci.
Późnym wieczorem pocięcie stali i pospawanie w nowy podest kei. W niedzielę stanął u brzegu.
Ford obrażony że po naprawie stał dwa tygodnie też się buntował i koło robiło znowu kłopoty a to wszystko wymaga tyle czasu.
Od poniedziałku zaczynamy demolkę w łazienkach pań.
Zobaczymy jak nam to pójdzie. I czy znajdę siły by dzielić się z postępu na bieżąco?

Zduniol napisał(a) komentarz:
trzymam kciuki i jezeli tylko znajde trochę czasu to wspomogę prace swoimi rękoma

 


 

Post nr 226, ostatnio modyfikowany: 21-04-2013Tyle się dzieje, że brak czasu i sił na refleksję i kolejne wpisy.
Mamy drogę
od ścieżki betonowej na podwórku do asfaltu drogi do Borek. Porządnie usypanej i uwałowanej. Jedzie się jak po autostradzie. Sąsiedzi jadą by pooglądać jak to zrobili. A my dziękujemy inwestorowi i wykonawcy.

Blog Marek

We wtorek Ford sprawił kłopot zakleszczając dociski hamulca w przednim kole, naprawy na trasie i z krótkiej sprawy w Chorzowie zrobił się cały dzień wyjazdowy a tu imprezy jedna z środy na czwartek druga z piątku do niedzieli.
Zakupy, porządki, przygotowanie sali po tapetowaniu

Blog Marek

i obsługa sporego programy kulinarno rozrywkowego.
I mimo że, grupy sympatyczne i bez konfliktowe to jednak zmęczenie daje znać.
Dlaczego trzeba bawić się i biesiadować nocą?
Dni już takie ładne i śnieg któremu wróżyłem że poleży do maja znikł. A maj się zbliża i długi weekend z nim. Są chętni, ale jakby miał być remont łazienek na dole, to trochę mogło to by być kłopotliwe. A wszystko wskazuje że będą materiały i prace będą mogły ruszyć. Termin wyznaczony przez sanepid zbliża się nie ubłagalnie. A tygodnia nie starczy na to dzieło. A jak spojrzę przez okno to basen woła głośno: a co ze mną?. A z dna stawu kamienie i butelki ponad wodę wystają. Prawie rok a druty instalacji elektrycznej w warsztacie dalej luzem wiszą i straszą. Zimowe opony najwyższy czas zrzucić i pod płotem pograbić by wiosna mogła całość pięknie zazielenić.
Zastanawiam się nie raz czy te ptaszki, które wiosną szczególnie ładnie śpiewają też mają tyle swoich kłopotów. Może głód i koty to ich jedyne zmartwienie. Trzeźwo na powyższe popatrzeć to też jest tylko jeden problem:
BRAK KASY

ale to poważny problem.

 


 

Post nr 225, ostatnio modyfikowany: 30-03-2013Rodzino
i wszyscy znajomi

Radosnych, zdrowych, ciepłych,
Świąt Wielkiej Nocy

z całego serca wam żczę.

 


 

Post nr 224, ostatnio modyfikowany: 27-03-2013Dzisiaj rano na jadalni było poniżej ZERA stopni Celsjusza.
To już nie przelewki, a są tam do wykonania jeszcze konkretne prace.
OGNIA.

 


 

Post nr 223, ostatnio modyfikowany: 22-03-2013Tak jak
WIOSNA
zaskoczyła drogowców tak i niestety zaskoczyła
mnie,
i ciesząc się datą w kalendarzu odpuściłem gromadzenie opału w chwilach przebłysków słoneczka. Pierwotni ludzie jak zdobyli pożywienie i zgromadzili opał, którym ogrzali i oświecili swoją jaskinię to na nic na pewno nie mieli już czasu i sił.
I ja teraz funkcjonuje podobnie. Jak już tako jest w izbie ciepło, to jest noc i prace wszystkie stoją.
I to wynalezienie
W Ę G L A
jako źródła opału a nie koła czy stali było, moim zdaniem
największym przyczynkiem do postępu.
Węgla lub koksu proszę.

 


 

Post nr 222, ostatnio modyfikowany: 17-03-2013Dziękuje
za kolejne prace przy ośrodku niezawodnym przyjaciołom.
Modernizacja garażu zakończona i jadalnia nabiera nowego blasku.

 


 

Post nr 221, ostatnio modyfikowany: 14-03-2013Jutro Chorzów

a już dzisiaj głowa

boli.

 


 

Post nr 220, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Mimo że znowu śniegu napadało to chyba wiosna się czyni bo na naszym jakże pustym kajakowisku

Blog Marek

w niedziele przed południem żerowało 5 par kaczek. Próba podejścia z aparatem przestraszyła stado. Nim zostało uchwycone obiektywem i autofokus ustawił ostrość pozostały tylko 4

Blog Marek

a i te odleciały za nimi. A szkoda bo były naprawdę piękne.

Ratujmy kajakowisko.

 


 

Post nr 219, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013W Dniu Kobiet

wszystkim obecnym i przyszłym kobietom

życzę

szczęścia, zdrowia, i bycia w właściwym czasie w właściwym miejscu.

MadaMag napisał(a) komentarz:
Dziękuję w imieniu wszystkich kobiet,
obecnych i przyszłych 😀

 


 

Post nr 218, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Blog Marek

Zawsze myślałem że,takie opony są tak gruboskórne ze nic im nie zaszkodzi.
Myliłem się. Ekipa która przyjechała zdjąć takie koło przywiozła z sobą trójfazowy agregat prądotwórczy i specjalistyczne – na siłę zasilany (czytaj 3*400V) narzędzie – klucz udarowo wirujący. Całość na wózku z regulowaną wysokością stosowną do wysokości kolejnych śrub. Bardzo zmyśne urządzenie. W efekcie jego pracy ta wielgaśna koparka stała się inwalidą na drewnianej nodze.

Blog Marek

Teraz kapciaż ma sporą robotę.

 


 

Post nr 217, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Bardzo serdecznie dziękuje za wszystkie życzenia, poświęcenie niedzieli, przyjazd do Kucob, upominki, tort, ciasta.
Miłe popołudnie i wieczór.

Oby wszystkie życzenia się spełniły. W takiej chwili czujesz że nie jesteś sam.

 


 

Post nr 216, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013W światowym
Dniu Myśli Braterskiej
pozdrawiam wszystkich braci w harcerstwie
i życzę by nigdy, ale przenigdy brat nie był bratu wilkiem.

A przecież wilki mają swoje zasady, których nigdy nie łamią
a my ?
Dlaczego postępujemy tak często inaczej?

 


 

Post nr 215, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Projekt to podstawa.

Blog Marek

To już końcowe zajęcia zimowiska AD 2013 w Kucobach.
W gromadce pojedyncze osoby już coś piłowały lub zbijały dwie deseczki. Znajomość nazw narzędzi prawie zerowa. Tylko chęci są.
Fajnie być wtedy instruktorem.

Dziękujemy Klubowi Sportowemu „WOJOWNIK” za materiał do zajęć majsterki.

Zduniol napisał(a) komentarz:
Bardzo fajne zdjęcie. Tego typu zdjęć i zajęć praktycznie nie ma. Wszędzie komputery, FB, NK, smartfony, androidy i inne cuda nowoczesnej techniki. A tu budowa karmnika dla ptaków… Dla dzieci z pewnością atrakcja, coś nowego, czego z pewnością nigdy nie robiły (o czym wiemy chociażby po braku znajomości nazw narzędzi) i czego napewno długo jeszcze nie zrobią. Dlatego wiem że mój syn napewno będzie harcerzem, napewno będzie jeździł do Kucob i napewno nauczę go tego wszystkiego co dla innych dzieci jest obecnie egzotyką. Słowa uznania dla Druha za to że nie tylko jest gospodarzem osrodka który wydaje klucze i kasuje kasę ale również instruktorem-przyjacielem, dobrym wujkiem, który pomoże wytłumaczy, jest autorytetem dla dzieci. Takie zachowania procentują i to co się tym dzieciom przekazało, kiedyś zostanie zwrócone z nawiązką 😉 Pozdrawiam 🙂

 


 

Post nr 214, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Pozdrawiam wszystkie bliskie sercu
W A L E N T Y N K I

mama ewa napisał(a) komentarz:
dziękuję mój Walenty!!!

 


 

Post nr 213, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Po pobycie na mszy z okazji święta Matki Boskiej z Lurd
chodzi mi po głowie kawałek z szczerej modlitwy:

” Matko Boska jak nie możesz uzdrowić
naszego ośrodka to przynajmniej
zachowaj w dzisiejszej kondycji i zdrowiu
Babcie przynajmniej do stu lat”

do bólu szczere, ale to rodzice na starość mieli mieć pociechę z dzieci
a nie by byt dzieci był zależny od staruszków.
Czy Matka z Lurd pomoże?
bo na ludzką pomoc nie ma widoków !

 


 

Post nr 212, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj z kolei byliśmy na mszy z okazji 50 lat posługi miejscowej pielęgniarki.
Bez agitacji przybyła rano 6.30 większość wsi. Chciałbym kiedyś przeżyć choćby w cząstce taką chwilę. Lecz cóż nie mam tyle uśmiechu i charyzmy w niesieniu pomocy.
Dziekujemy pani.
i my ćwierć wieczni Kucobiane.

 


 

Post nr 211, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Niech żyje DZIEŃ BABCI
wołają wnuczki i kochają swoją babcie.

Blog Marek

Tylko problem z życzeniami, prócz zdrowia i miłości rodziny co jeszcze ma sens.
Wycieczki, wielka miłość, wygrana w toto lub bogate prezenty – w stanie gdy samodzielnie się śpi i je a całą resztę trzeba podpowiedzieć.

 


 

Post nr 210, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Ostatni weekend był bardzo ciekawy, pracowity, ale miły i przyjemny.
Najpierw wysyp grzybów

Blog Marek

wszystkie super zdrowe i smaczne.
W sobotni wieczór zaroiło się od postaci z bajek i powieści

Blog Marek
Blog Marek
Blog Marek

W serdecznej atmosferze taneczna zabawa trwała prawie do rana.
Dziękuje za pomoc w porządkowaniu sali. Dziękuję za wszystkie życzliwe słowa.

Dziękuję za przywracanie wiary w CZŁOWIEKA.

A przed wieczorem pięknymi różami w przededniu Dnia Babci wnuczka ucieszyła babcię a nas swoim przyjazdem. Kwiaty bardzo podobają się babci bo faktycznie są piękne.

Blog Marek

Teraz jeszcze powalczyć z zimnem przykładając do pieca C.O. bo zima trzyma i zasłużyliśmy na sen. Od jutra nowe wyzwania.

 


 

Post nr 209, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Jak to zimą bywa pada śnieg. I niedawno nawiedził też Kucoby w kilku porcjach. Na nasze potrzeby wyjazdowe z garaży odgarnęliśmy na bieżąco a reszta miała spłynąć z najbliższą odwilżą. Niestety odwilży i spłukującego deszczu nie ma a grupa wieloma samochodami na najbliższy weekend przyjeżdża.Lopatą straszna była by mordęga. To i naprawiłem moją elektryczną odśnieżarkę i do dzieła. Trochę grubo i uleżałe to i ciężko było też maszynce. Najbardziej zniesmaczone całym tym odśnieżaniem były
k o t y
bo łazi człowiek pół dnia tam i z powrotem, coś mu warczy prawie jak pies, niby coś leci a do zjedzenia nie ma nic. Każda szyszka czy kamień wyrzucony to może jednak coś i trzeba było szybciutko biec sprawdzić. A tam znowu nic i powrót z rozczarowaniem w oczkach, które miały pecha urodzić się w tak nieprzyjaznym miejscu. Z letniego licznego przychówku większość poszła na wieś na służbę i zostały już tylko trzy, wierne Kucobom mimo wszystko jak gospodarze.

 


 

Post nr 208, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Marek to jestem ja a nastała ostatnio era marków
N O C N Y C H .
Media donoszą a to o nocy botaników, noc fizyków, noc muzeum. Noce są i teatralne i festiwalowe noce kabaretowe. Kinowy seans nocny i internetowe cafejki też zapraszają na noc. Zapatrzeni w świat jego dziwaczne pomysły, też organizujemy nocne śpiewogranie, czy nocne zajęcia kursowe. Nocki hufcowe. Kucoby bez nocnego spaceru są nie ważne. Nocne Polaków rozmowy i nie tylko dorosłych Polaków, ale malutkie dzieci kręcą się, chyba nawet bawią do późnej po północy nocy. Czas elektryczności to drobina czasu w procesie kształtowania człowieczeństwa, które jest dzienno aktywne. I bez słońca nie może żyć. Stojąc z boku doskonale widać jak ktoś, kto przebalował noc w następnych
d n i a c h
jest mało efektywny i nie swój.
Co najciekawsze ten idący np i tak do zawsze ciemnego kina, płacąc więcej za nocny seans, za to że ma pracować w nocy chce extra dodatek do wynagrodzenia.
Nie pojęta jest mentalność ludzka.

Basia napisał(a) komentarz:
A mnie rozbawił ostatnio klub nocny (Night Club) czynny całą dobę…

 


 

Post nr 207, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Operator przywrócił transfer do szybkości roboczej to dokończę poprzedni blog.

Góra jest i zapewne będzie tak długo jak długo na dworze jest zima taka jak dzisiaj z temperaturą -11,6 stopnia Celsjusza. Potem ją zamienią na nawierzchnię drogi.
Nie będzie asfaltu,
ale też wystających korzeni czy dołów z kałużami.
Tłuczeń ułożony maszyną i dobrze zawałowany to i tak luksus w porównaniu do stanu dzisiejszego.
Tylko jesienne fotki nie będą już tak urokliwe.
Jeszcze raz foto góry. Jeszcze większa jet też na parkingu przy drodze do Częstochowy.

Blog Marek

Kamień wożony jest z Kamienia Śląskiego, a pyły z Elektrowni Opole.

 


 

Post nr 206, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013W góry do Kucob

Blog Marek

może to jeszcze nie trasa zjazdowa dla wyczynowców, ale dla nowicjuszy jak znalazł.

 


 

Post nr 205, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Wieczór drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia AD 2012 udaje się otworzyć komputer by właściwie co? podzielić się refleksjami, zdać raport działań ostatniego tygodnia, poskarżyć się (na co , na kogo ).
Chyba tylko czas jest wszystkiemu winny. Myślałem sobie że, jak naprawię stary wahadłowy zegar to czas popłynie jak dawniej gdy zaplanowane działania udało się zrealizować. Ten czas w tym świecie nowym, po końcu świata – też nie zdążył się dokonać – pędzi jeszcze szybciej. I to chyba nie tylko u mnie. Budowniczy drogi mimo takiej ilości sprzętu

Blog Marek

a i pogodzie nic nie można zarzucić nie zdążyli i na pasterkę po staremu po wykrotach i ich koleinach jechać trzeba było.
A Dzieciątko przyszło ” o czasie” pięknie przedstawione w Boreckiej stajence

Blog Marek

i mimo odwołania prezentów od niego już w listopadzie, to pod choinką było pełno, że aż się nie mieściło. Spełniło kilka marzeń: córki o nowej gitarze, moje o dużych klawiszach i porządnym swetrze na zamek błyskawiczny i byśmy w wigilijny wieczór – noc byli w domu znowu w komplecie. A byliśmy w nad komplecie. To naprawdę dziecina w stajence sprawiła. I tyle mojej radości.
Chciało by się wszystko ogarnąć między innymi wstawić drugie drzwi w wejściu do kuchni ośrodkowej, zorganizować drzewa na opał, przygotować salę na sylwestra, uprzątnąć garaż i stodołę, wywieść złom i rtv na recycling, naprawić magnetofon brata, odwiedzić go i bratową po operacji, reperować samochody, popatrzeć na TV czy poćwiczyć na swoim nowym instrumencie. Czas jutra przyniesie zupełnie inne wyzwania i żadne plany i obietnice nic na to nie pomogą. Tylko uczucie bezsilności i upływającego czasu wzmaga się za krzątając umysł.

Zduniol napisał(a) komentarz:
Jak to w Polsce. U nas rzadko cokolwiek jest zrobione na czas, niestety… A jeszcze biorąc pod uwage fakt że chodzi o drogę… To juz sprawa jest jasna 😉 Ale i tak cud się zdarzył że droga WOGÓLE powstaje. Nigdy bym sie nie spodziewał że do Ośrodka pod samą bramę dojadę asfaltem 😀

 


 

Post nr 204, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Nasze podwórze zamieniło się w bazę maszyn do budowy
d r o g i
tej obiecanej w zeszłym roku w trakcie spotkania wigilijnego.
Maszyny robią wrażenie – popatrzcie sami

Blog Marek

rano tj po 8.oo spora ekipa przyjeżdża, przywozi paliwo,dodatkowy akumulator, kable rozruchowe i po kolei maszyny w ściśle ustalonym porządku: wał, układarka kruszywa, auto, ładowarka ruszają by od Bodzanowic układać drogę.
Ciesząc się że mróz koło zera i kruszywo nie marznie w bryły.
Jak robi się ciemno to na podwórku znowu robi się ciasno, ale „ordunk” jest.

Blog Marek

To i może na świąteczne nabożeństwa pojedziemy gładko bez korzeni.

 


 

Post nr 203, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Spadnięty śnieg i na termometrze -11 stopni mrozu to chyba zima.
Czas wymiany opon
Do rodzinnego pojazdu zimówki mamy z felgami,to wystarczy tylko przerzucić. Dzięki pomocy córek naj i naj (starszej i młodszej) w niecałą godzinkę opanowaliśmy to zadanie. Jeszcze balast do bagażnika (np 20 kanadyjek ) i może jakoś to będzie.
Ośrodkowy Partner dopuszczony do ruchu z numerem
OOL3C39.
Czeka na swoje zimówki po Renówce, tylko felgi nie te.
Kotek jest zadowolony z swojego „cokołu”

Blog Marek

 


 

Post nr 202, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013A za oknem

Blog Marek

smutna jesień.

Partner tyłem już stoi ” jak się patrzy .”

tata napisał(a) komentarz:
to jest nauka wstawiania foto na bloga
tata napisał(a) komentarz:
Komentarz jest komentarzem

 


 

Post nr 201, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Wielce rozczarowany niepowodzeniem przy montażu tylnych wahaczy w Partnerze, bo po założeniu kół, odpowietrzeniu hamulców i wyjęciu podnośników – tył tak opadł że rura wydechowa prawie dotyka ziemi. A nadzieje były na jazdę do przeglądu.
By mieć czas na pomyślunek i zrobienie czegoś pożytecznego a pilnego do ogarnięcia – postanowiłem wywieść śmieci. Kubeł z przed domu, sklepiku, pergoli i kilka koszy. Sporo tego i kontener się zapełnił lecz wystarczy do niego wejść, udeptać i znowu jest miejsce.
W trakcie deptania i przekładania tylko w jednym pojemniku zauważyłem: i odzyskałem dla ośrodka:
Kilka par rękawic całych i dobrych używanych niedawno przy grabieniu liści
Pudełko szpilek pełne i całe
Trzy markery czarne piszące
Nożyczki wyjątkowo dobrze tnące
Świeczki niektóre nawet nie zapalone
Kolorowe kartki trochę poodcinane podczas ostatnich zajęć szkoleniowych
Łyżeczkę i nóż z bardzo dobrej stali
Wiadereczko w niebieskim kolorze
Trzy czwarte worka węgla drzewnego zabezpieczone przed rozsypaniem.

Jestem dawnej daty i straszne mnie ” ruszają ” takie „porządki” moich znajomych a czołowej kadry hufca. To że jest tam tez pół czekolady, ledwo otwarta paczka ciasteczek czy niewiele zużyty szampon to twoje prywatne za twoje pieniądze, ale daje wiele do myślenia.
W ostateczności można wyrzucić koc pobrudzony przez koty, ale ten koc jest na stanie inwentarza /podobnie jak grzejnik, meble czy lampy biurowe/ hufca i by były do ” wywalenia” powinny być zgodnie z obowiązująca procedurą skasowane.
I nie ma co się obrażać.Może trochę pomyśleć
A może ja nie powinienem zajmować się śmieciami.

mamaEwa napisał(a) komentarz:
No cóż, żyjemy w epoce produktów jednorazowych – tylko nikt nie liczy się z kosztami wytworzenia i pozyskania. A niby walczymy o ekologiczny styl życia…

Post 31 – 81 (stare)

Post nr 81, ostatnio modyfikowany: 18-01-2017

Życie w Akademiku jest ciekawe. Na przykład wczoraj musiałam przerwać oglądanie Batmana, bo Aga urządziła karaoke. Dla nas dwóch, chłopcy nie chcieli się przyłączyć…

tata napisał(a) komentarz:
początki zawsze są trudne, tylko wytrwałość daje efekty.!.

 


 

Post nr 80, ostatnio modyfikowany: 15-12-2016Święte za pasem, włóczka na gwiazdki się skończyła, będzie można ubierać choinkę.
Byłam na miłym spotkaniu mikołajkowym z okazji Zwierzowego Secret Santa. Wylosowana przeze mnie osoba dostała szydełkowe podstawki z logo Welcome to NightVale, zaparzaczkę do herbaty i czekoladę J natomist dostałam cukierki, kolczyki, herbatę z płatkami róży zapakowane w pudełko z cytatem z Doctora Who.
Z wydziału mam niedaleko na Rynek, a tam stoi sobie jarmark. Zapachy kuszą, rzeczy są piękne, dzieci śpiewają na scenie, świąteczny klimat panuje.

tata napisał(a) komentarz:
klimat to i owszem, ale kasy cieńko ?

 


 

Post nr 79, ostatnio modyfikowany: 06-11-2016Wczoraj razem z koleżanką z pokoju udałyśmy się do Ojcowskiego Parku Narodowego.
Po pół godzinnej jeździe akademika dojechałyśmy do końca drogi. Tam opuściłyśmy samochód i poszłyśmy pieszo w las. Po chwili ujrzałyśmy to:

Blog Kasia

Więc wiedziałyśmy, że dobrze trafiłyśmy. Droga dalej była stroma, pokryta kamieniami i liśćmi, ale udało nam się zejść do małej wioski, która okazała się być Ojcowem. Mimo, że mały to bardzo ładny, z domkami jak z Pana Tadeusza – „Z drewna, lecz podmurowany”, które pośród skał wapiennych i lasu przypominały scenę jakiegoś niemieckiego serialu. Trochę jak „Doctor z Gór”.

Blog Kasia
Blog Kasia

Skierowałyśmy się w stronę ruin Zamku. Po uiszczeniu opłaty trzech złotych mogłyśmy wejść na wieżę strażniczą, podejść pod wysoką wieżę i obejrzeć studnię. Oczywiście były też pozostałości murów, a widok z góry zapierał dech, zwłaszcza z wszystkimi kolorami liści i wioską poniżej.

Blog Kasia
Blog Kasia

Po odwiedzeniu zamku ruszyłyśmy w stronę Złotej Góry, gdzie znalazłyśmy kolegę i grzybka

Blog Kasia
Blog Kasia

oraz „niefotogeniczny” Dom Wczasowy Zosia.

Blog Kasia

Wróciłyśmy do Ojcowa, przeszłyśmy się jeszcze jego główną uliczką, przekraczając rzeczkę,

Blog Kasia

i wróciłyśmy do samochodu. Jeszcze w lesie rosły srebrniki judasza, które troszeczkę przypominały duszki lasu

Blog Kasia

Co prawda nie widziałyśmy żadnego nietoperza, ani nie weszłyśmy do jaskini, ale i tak widoki były piękne i miło było oderwać się od zgiełku miasta.

A w czwartek oglądałam transmisję na żywo Goplany – opery w trzech aktach – z Teatru Wielkiego w Warszawie. Jeszcze na stronie http://vod.teatrwielki.pl/ można obejrzeć m. in. Straszny Dwór, Burzę i inne, a kolekcja ciągle rośnie.

tata napisał(a) komentarz:
Widok z gòry napewno zapiera dech, ale co zobaczysz to twoje.
Jura jest ciekawa.
tata napisał(a) komentarz:
Pozdrowienia dla koleżanki
mamaewa napisał(a) komentarz:
Jura jest piękna o każdej porze roku.

 


 

Post nr 78, ostatnio modyfikowany: 26-10-2016Mam Internet z Akademika!!! Internet o zatrważającej prędkości 4.5 Mbps. Jest moc 😉
Troszkę się z nim pomęczyłam, ale nie ma problemy w informatyce, którego nie załatwi włączenie ponownie ;)Była dzisiaj w kinie, na filmie Doctor Strange, czyli kolejnego filmu z serii Marvel Cinematic Universe. W głównej roli Benedict Cumberbatch. Film strasznie mi się podobał, był zabawny ale nie rubaszny, łączący film superbohaterski i fantazy.A Kraków jest piękny, zajęcia ciekawe i jest dobrze 🙂

tata napisał(a) komentarz:
i oby tak dalej. Czekamy na kolejne relacje.

 


 

Post nr 77, ostatnio modyfikowany: 11-07-2016:D Jestem ciocią!!!!!!!!

Byłąm w Krakowie, a relację można znaleźć na moim blogu http://taki-sobie-blogg.blogspot.com/2016/07/krakow-na-ulicy.html

Zaczęłam szkolenie w Orange Customer Service, linia Soho fix.

Spotykam się z Martyną, dzisiaj byłyśmy w WPKiW.

Upiekłam chleb, a w sumie ciasto drożdżowe.

Jest git.

Mamaewa napisał(a) komentarz:
Chyba nie git , a ukul (lele);)
tata napisał(a) komentarz:
a może Ok’

 


 

Post nr 76, ostatnio modyfikowany: 25-04-2016Uwielbiam gotować. W sumie głównie wrzucam składniki do garnka lub patelnie i potrze co z tego wyjdzie. Czasem mam jakąś ogólną wizję co chcę zrobić ale głównie liczę na efekt zaskoczenia. Wiadomo,że z pieczeniem tak nie można. Precyzja jest ważna. Ale tu też można zaszaleć. Do podstawowego przepisu 1:2:3 na ciasteczka kruche można dodać czekolady, orzechów,przypraw i już mamy całkiem inne ciastka. Można pobawić się z proporcjami wody do mąki w cieście ma pizzę.
Kukurydza nie jest tradycyjnie dodawana do zupy, ale dobrze w niej smakuje, więc czemu nie dodać jej?
Jednocześnie jest tyle przepisów których nie spróbowałam. Ale dążę do tego.
Ostatnio zaczęłam wrzucać moje przepisy na stronę https://sortedfood.com/profile/217424. Są po angielsku, ale dzięki temu ćwiczę też język.
A nic nie pobije satysfakcji jaką daje upieczenie nadziewanego pizzą chleba, czy ukręcenia własnego majonezu.

tata napisał(a) komentarz:
doskonalimy się całe życie jedni świadomie inni nie

 


 

Post nr 75, ostatnio modyfikowany: 22-01-2016Oglądając internety zastanawiałam się czemu amerykanie tak zachwycają się jedzeniem surowego ciasta na ciasteczka. Zastanawiałam się też jak zrobić ciastka z Subway, sieci restauracji sprzedających kanapki, które są pyszne . I dzięki temu znalazłam przepis który odpowiada na oba pytania.
100 g masła
1 pełna szklanka (155 g) mąki pszennej
1/3 łyżeczki soli
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
80 g brązowego cukru
40 g białego cukru
40 g cukru pudru
1 jajko
2 łyżki cukru wanilinowego i 5 kropel aromatu waniliowego
300 g czekolady (albo 200g czekolady i 100 g orzechów)
PRZYGOTOWANIEPiekarnik nagrzać do 160 stopni C. Przygotować dużą blachę (lub najlepiej 2 jeśli mamy), wyłożyć papierem do pieczenia.
Mąkę przesiać do miski, dodać sól, sodę, wanilię i wymieszać. W drugiej misce ubijać masło z dodatkiem brązowego i białego cukru przez około 5 minut. Dodać jajko i ubijać jeszcze przez około 5 minut. Dodać sypkie składniki i zmiksować, dodać posiekaną czekoladę (każdą kosteczkę pokroić na 4 kawałeczki) i wymieszać dłonią lub łyżką. (starać się nie wyjeść całego ciasta na surowo)
Nabierać po około 2 łyżki masy, formować kulki wielkości małej gałki lodów i układać na blaszce zachowując kilkucentymetrowe odstępy. Delikatnie – odrobinę, ok. pół centymetra – „uklepać”, spłaszczyć palcami wierzch każdej kulki.
Pierwszą blaszkę z ciastkami wstawić do piekarnika na półkę wyżej niż połowa piekarnika. Piec przez 14 – 15 minut, aż brzegi ciastek zaczną się rumienić. Ciastka wyjmujemy z piekarnika gdy są jeszcze miękkie, zastygają podczas studzenia. Na zewnątrz mają być chrupiące, w środku ciągnące. Upiec drugą partię ciastek.I naprawdę ważne jest żeby miksować to te 10 minut. I nie czekać aż całe będą brązowe, tylko wyciągnąć je kiedy brzegi są zezłocone.

A poza pieczeniem to uczę się, odkurzyłam podłogę, uczę się, narzekam że muszę się uczyć i wczoraj byłam w dziekanacie.

tata napisał(a) komentarz:
to dobrze że się uczysz nawet geniusze się uczą by doskonalić geniusz.
mamaewa napisał(a) komentarz:
A nam mama mówiła /wmawiała?/ że od surowego ciasta zakleja się żołądek i nie pozwalała go jeść!
Basia napisał(a) komentarz:
Nam też tak mówiła… 😉

 


 

Post nr 74, ostatnio modyfikowany: 18-11-2015Żyję.
Prezent na Sherlockowe Secret Santa mam prawie gotowy. Wystarczy zapakować i wysłać.
Patryk pożyczył mi komiks Cywil War, i jestem zachwycona.
Kasetę z Doctorem już oddałam.
I żeby zachować chodź trochę spójności zmieniłam adres mojego bloga popkulturowego
teraz znajdziecie go na www.taki-sobie-blogg.blogger.com
i na Facebooku facebook.com/taki-sobie-blogg

 


 

Post nr 73, ostatnio modyfikowany: 05-11-2015Przed,przedostatnio kiedy byłam u dentysty pani doktor wstawiała mi zęba. Ostatnio kiedy byłam u dentysty studentka wyrywała mi zęba. Na szczęście nie tego samego.
A było to tak. Moja dentystka stwierdziła, że woli nie wyrywać mojej złamanej siódemki, gdyż może to otworzyć połączenie z zatoką. Skierowała mnie na chirurgię szczękową do Bytomia. Tam w ramach praktyk studenci pod nadzorem lekarzy dokonują takich zabiegów.
Rano trzeba było wcześnie wstać, żeby zdążyć o 7.30 ustawić się w kolejce do rejestracji. Ale mimo kilku osób przede mną nie czekałam długo, gdyż były otwarte trzy okienka.
Potem przyszło czekać przed gabinetem. To potrwało trochę dłużej, bo go gabinetu weszłam koło 8.30
Pani studentka przepytała mnie ze wszystkich chorób jakich nie mam, zobaczyła wszystkie zęby, obejrzała zdjęcie rendgenowskie.
Potem to samo zrobiła pani doktor. Pokierowała studentką jak zrobić znieczulenie. Potem studentka wzięła narzędzie podobne do dłuta obstukała wszystkie strony zęba. (niektóre z pomocą pani doktor), uchwyciła ząb w kleszcze i ruszała nim w lewo i w prawo.
Pani doktor powiedziała jej żeby pociągnęła jednym ruchem i pokazała jej jak to zrobić. Potem zadaniem studentki było tylko wyciągnięcie zęba.
Dostałam do zagryzienia gazik i mogłam iść.
Czyli nie mam zęba i nic za to nie płaciłam.

tata napisał(a) komentarz:
pieniążkami, ale nic za darmo….

 


 

Post nr 72, ostatnio modyfikowany: 29-10-2015Wczoraj razem z Madzią poszłyśmy na groby sprzątać. Potem byłyśmy w Tesco na zakupach. I Meg kupiła wykrawaczki do ciasteczek

O takie

Blog Kasia

i takie

Blog Kasia

Więc (prawie) zaraz zaczęłam robić ciasteczka

Blog Kasia
Blog Kasia

Wyszły fajnie.

tata napisał(a) komentarz:
Ciekawe czy się choć na jedno załapię bo wyglądają bardzo apetycznie.

 


 

Post nr 71, ostatnio modyfikowany: 19-07-2015Kraków dzień pierwszy piątek
Do Krakowa przyjechałam Interbusem po pracy. Na miejscu byłam kolo godziny 19. Po przyjeździe musiałam poczekać na Agę i jej brata Kamila z jego narzeczoną Anastazją, którzy mieli odebrać mnie z dworca. Po drodze na Rynek Główny spotkaliśmy kolegę Kamila, Tomka. Zaproponował on grę w zgadywanie ile ludzie mają pieniędzy przy sobie. Kamil kupił nam (mi i Adze) po egzemplarzu książki Tomka. Potem poszliśmy na mały rynek gdzie kończyło się jedno przedstawienie, a następnie na duży rynek, gdzie zdobyliśmy programy festiwalu i gdzie grała orkiestra międzynarodowa Du Vertex. Było bardzo przyjemnie, orkiestra zachęcała do tańca, więc razem a Aga tańczyliśmy po jednej stronie widowni a po drugiej tańczyło więcej osób. Na końcu wzięłam trąbkę która była zepsuta i leżała jako rekwizyt/wystrój I dołączyłam do orkiestry 🙂 potem jakieś azjatyckie dziewczyny pytały mnie po ile płyta zespołu na co musiałam odpowiedzieć że nie gram w tym zespole i razem z Agą próbowaliśmy przetłumaczyć pana z orkiestry, który mówił po francusku po ile płyta. Później stwierdziliśmy że jesteśmy zmęczeni to udaliśmy się spaćKraków dzień drugi sobota
Rano po obudzeniu i zjedzeniu śniadania razem z Agą wyszłyśmy pozwiedzać okolice Krakowa. Wyszłyśmy do kamieniołomów Zakrzówek, doszłyśmy nad Wisłę i na Wawel gdzie na lewo od Smoka były odciski sławnych ludzi w tym Benedicta Cumberbatcha i Stellana Skarsgårda, aktora który grał m.in. w Thorze, Avengersach i Mamma Mia!. Koło Wzgórza Wawelskiego na którym się rozsiadłyśmy był zlot garbusów, więc poszłyśmy i obfotograłowałyśmy i pofangirlowałyśmy każde auto. Spotkałyśmy też harcerzy pod pomnikiem, w tym komendę Chorągwi Śląskiej i druhnę Grażkę. Po krótkim spacerku usiadłyśmy na Plantach za Placem Szczepańskim. Potem zaczął się spektakl Teatru Pinezka. Bardzo fajne ale przerwali na teatr KTO co było dziwne. Agnieszka została wyciągnięta przez córkę Clowna Pinezki, żeby “pokazać” mu jak jeździ się na monocyklu. Po Pinezce chciałyśmy obejrzeć komika z Włoch, ale przyszli Kamil z Anastazją i Martyną (siostrą Agi i Kamila) i makaronem. Zjedliśmy i poszliśmy na wodewil warszawski spektakl teatru Pijana Sypialnia. Poszliśmy do sklepu i na paradę. Oglądaliśmy ją trzy razy z trzech punktów, a potem jak na wieży ratuszowej tańczyli tancerze na linach. Potem poszliśmy do domu i oglądaliśmy film Kieślowskiego Gadające Głowy. I poszliśmy spaćKraków dzień trzeci niedziela
Rano po śniadaniu i rozmowach nad płatkami kukurydzianymi stwierdziliśmy że fajnie byłoby pójść na skałki. Ale Kamil stwierdził że może najpierw zrobimy obiad a potem dopiero pójdziemy. Więc wszyscy razem zaczęliśmy przyrządzać smażony panierowaną cukinię a Nastka i Kamil robili kurczaka i kartofle z kalafiorem. Po obiedzie akurat był czas na wyjście bo o 16 zaczynały się spektakle a było jakoś za 15. Poszłyśmy na rynek gdzie obejrzałyśmy z Agą Don Quichote w wykonaniu teatru Klonz a Nastka Martyna i Kamil oglądali Peregrinus teatru KTO. Później przyszedł czas na kościół, w kościele Św Krzyża. Msza była po łacinie ale miałam mszał i śpiewnik. Msza była inna niż zawsze :). Po mszy obejrzałyśmy końcówkę Eksperymentu w którym komik pokazywał jak działa praca klowna. Jak działa charyzma jak cienka jest linia między okrucieństwem a śmiesznością i jak łatwo manipulować ludźmi. Ale nawet to nie przebiło ostatniego występu. Był to Funambus zespołu Cie Undercloud. Ich przedstawienie to taniec na linie rozciągniętej na dachu autobusu. Wyglądało to pięknie ale i niebezpiecznie. Po spektaklu podeszłyśmy do artystów żeby spytać oto jaką historię przedstawiali, żeby się upewnić, czy dobrze zrozumiałyśmy. Pan który grał głównego bohatera wysłuchał mojej wersji i powiedział że to bardzo podobne do tego co oni myśleli ale też chcą aby każdy mógł stworzyć swoją wersję. Porozmawialiśmy o tym i aktor opowiedział nam o ich zamyśle, ale stwierdził że moja interpretacja jest jedną z lepszych 🙂 I że powinnam pisać książki. 🙂 . Teatr był z Francji, więc rozmawialiśmy po angielsku 🙂 Później było już późno więc udaliśmy się do domu. Ale jako że był kolega Kamila z autem to podwiózł nas dziewczyny na Nastka i Kamil poszli na tramwaj i do sklepu. I tak przejechałam się kremowym Mini Cooperem Po przyjeździe poczekaliśmy na parkę i poszliśmy spać.

Kraków dzień czwarty poniedziałek.
Wstałam bardzo wcześnie rano i skończyłam się pakować po czym pożegnałam się z Agą i poszłam na autobus. Aga zostaje żeby poszukać pracy

Filmik z przedstawienia Fumanbus

tata napisał(a) komentarz:
do ciekawych świat należy

 


 

Post nr 70, ostatnio modyfikowany: 19-06-2015Pomalowałyśmy pokój

Próbowałam zrobić zdjęcie
Ale nie chce się wczytać

Wrzucę na fejsbooka

Blog Kasia

Tadam! 5h i zmiana rozszerzenia później udało się!

mamaewa napisał(a) komentarz:
Pokój jest, ale żółtego nie bardzo widać, imponująca panorama = ten pokój nie jest aż tak wielki…

 


 

Post nr 69, ostatnio modyfikowany: 24-05-2015Piątek 15.05
Dzień wcześniej Patryk Arczyński rzucił informacją, że będą do rozpakowania jabłka w Ośrodku Harcerskim w Parku Śląskim, a każdy kto pomoże będzie mógł zabrać tyle jabłek ile chce. Tak więc udałam się na 14.00 do Skauta. Tam dowiedzieliśmy się, że ciężarówka stoi na bramkach w Krakowie (jechała z Zakopanego). Czekając obejrzeliśmy film i przeszliśmy się po parku. Dostaliśmy też obiad 🙂
W końcu przyjechała ciężarówka, z przyczepą. 20 ton jabłek. Zaczęliśmy rozpakowywanie. Z racji małej powierzchni magazynku (garażu) musieliśmy każda 30 kilową skrzynkę znosić ręcznie. Trochę to zajęło, ale dzięki podnośnikowi widłowemu i paleciakowi uporaliśmy się. Po czym przyszło rozpakować jeszcze przyczepę. Ale dzięki temu, że miejscem składowania była przestrzeń za strzelnicą mogliśmy jeździć z całymi paletami paleciakiem. Ale nawet mimo tego o 21 kiedy jako ostatnie z Agnieszką Dzenslą opuszczałyśmy plac było jeszcze 1/3 przyczepy, które rozpakowywali pracownicy ośrodka. Ale dzięki temu miałam cały mój czarny plecaczek wypełniony jabłkami. :)Sobota 16.05.2015
Rano zajęłam się połową jabłek i przerobiłam je na dwie szarlotki na kruchym cieście. Dzięki temu gdy poszłam do Patryka później na urodziny miałam co zanieść :). U Patryka pograliśmy w gry, po czym razem z Gnieszką udałyśmy się na rynek, gdzie dołączyła do nas MEG i pognałyśmy autobusem linii Muzeum do Bytomia na Noc Muzeów „Nocne Marki”. Zwiedziłyśmy Muzeum Górnośląskie gdzie tropiłyśmy Zmorę oraz udawałyśmy że znamy się na obrazach i porcelanie. Później pognałyśmy do drugiego budynku gdzie była wystawa o karykaturach w czasach wojny i o historii kartki pocztowej i Bytomia. Odwiedziłyśmy również wystawę o pracy archeologów. Poszłyśmy również do wozowni zobaczyć jak malują graffiti na ścianie pokoju. Następnym punktem na naszej trasie były Katowice i Nowe Muzeum Śląskie. Tam była wystawa o scenografii czeskiej ale była dla nas zbyt abstrakcyjna (telewizory na których były różne dziwne filmiki i mówili po czesku). Nie tego się spodziewałyśmy… Ale gdy wyszłyśmy poczułyśmy zapach mięty, która rośnie przy alejkach i było lepiej. Odwiedziłyśmy kuźnię w której były dawne maszyny hutnicze i ruchomy model silnika parowego.. rozmiaru kieszonkowego. Przed kuźnią były rozstawione grupy wojska. Można było podotykać broni, sprawdzić jak ciężki jest spadochron w plecaku (bardzo) i jak wygląda świat przez noktowizor. Gnieszka i MEG zadawały mnóóóóstwo pytań wszędzie. Chciałyśmy również wejść na szyb, ale kolejka wiła się i ciągnęła. Mimo że została godzina pzeszłyśmy jeszcze koło ładnego, nowego budynku NOSPRu do Ronda obejrzeć wystawę ciekawych rzeczy zrobionych przez artystów z Berlina i odwiedzić ostatni punkt na naszej drodze czyli Muzeum Śląskie- stary budynek. Tam obejrzałyśmy jak wyglądali ludzie na przestrzeni wieków, w 3D, w 100-letnim fotoplastykonie. Odebrałyśmy również bezpłatne wejściówki do muzeum obowiązujące w lipcu i sierpniu, w zamian za 4 pieczątki, które zebrałyśmy we wszystkich muzeach. Obejrzałyśmy wystawy „Owoce rajskiego drzewa- czyli co widzieli finowie”i „Malowanie progór w 100. rocznicę urodzi T. Katora”(obrazy) oraz „Boże igrzysko”(zdjęcia). Zobaczyłyśmy jak wygląda warsztat konserwatora obrazów. Odwiedziłyśmy również „piwnicę” gdzie były wystawione produkty przemysłu śląskiego w produkcji zbrojeniowej XIX i XX wieku. Tam też zabawiłyśmy trochę oglądając eksponaty i pytając, pytając, pytając. Później wybiła północ i niczym kopciuszek musiałyśmy udać się do domów. Ale zamiast karocy z dyni pojechałyśmy tramwajem i autem odwożąc Agę na Batory.Niedziela 17.05
W niedzielę wstałyśmy rano (o 9) żeby być gotowym do wyjścia i spotkania ze Sławkami przed Carrefourem. Stamtąd poszliśmy wszyscy pozwiedzać Skansen. Odwiedziliśmy dużo drewnianych chat, Szkołę, Kościół i inne. Ewa zakolegowała się z czarną kozą/kozłem (?) który chciał za nami iść, jednak stwierdził że jest za daleko od stada i nie poszedł z nami. W jednej z chat była pani, która powiedziała nam jak się robi miód, pokazała ramkę z plastrem, wytłumaczyła co to jest propolis i sprzedała miód z mniszka lekarskiego (bardzo słodki). Przez tym domkiem certyfikowany artysta ludowy rzeźbił figurki. Pokazał am jak to się robi i razem z Monią i Ewką wyrzeźbiłyśmy proste twarze w korze. Basia odkryła w sobie talent podpisując je ryjąc imiona z tylnej strony. Mniej więcej w połowie zjedliśmy obiad (żeberka, rosół i bigos, parami każda co innego). Odwiedziliśmy do zielarki i powąchaliśmy melisę cytrynową rosnącą w ogródku. Po wyjściu ze skansenu udaliśmy się na Elkę. Basia bardzo się denerwowała gdy jechaliśmy w obie strony, mi stres przeszedł w połowie drogi powrotnej. Co ciekawe i gondoli Sławek stał się bardzo rozmowny 🙂 W jedną stronę wszyscy jechaliśmy w gondoli nr 10 (Ernst-Bruno Motzko) a z powrotem MEG i Monia wzięły kanapę a mu gondolę 13 (Rysiek Riedel). Po przejażdżce wróciliśmy do punktu startu i pożegnaliśmy się. Razem z MEG poszłyśmy do domu i na mszę do Jadwigi.

Poniedziałek 18.05.2015
W poniedziałek byłam na zbiórce. Na niej przygotowywaliśmy plakaty, które według Capiego były zadaniem prze Liliją. Okazały się zadaniem przed dzisiejszą (niedzielną) grą. 🙁 Ale i tak pokażemy nasze plakaty! Poza tym Patryk W mówił o szarych szeregach.

Wtorek 19.05.2015
Po południu spotkałam się z Nieszką w hufcu żeby zgłosić udział naszej drużyny (w sile czworga ) w Harcerskiej Grze Miejskiej.

Czwartek 21.05.2015
Rano pojechałam na rowerze do Silesii, zobaczyć, czy nie mają posad. Złożyłam CV i czekam. Po południu razem z Kanibalem i Sztą odwiedziłyśmy sklep w celu zaopatrzenia się na biwak. Wspierałyśmy też Weronikę w zakupie ubezpieczenia na grę.

Piątek 22.05.2015
Po spakowaniu się i ogarnięciu mieszkania poszłam pod hufiec gdzie czekała Kanibal i gdzie przyszła Weronika vel Szatan. Razem pojechałyśmy autobusem do Tarnowskich Gór, gdzie dołączył do nas Marek z TG i skąd pojechaliśmy do Potępy. Tam czekał nas jeszcze 3 kilometrowy spacer i już czekał na nas ośrodek Hufca Ziemi Tarnogórskiej Borowiany. Po umundurowaniu się wzięłyśmy udział w zajęciach integracyjnych i zajęciach z planowania czasu. Po kolacji wyszliśmy na grę nocną w ratowanie więźnia. Zostałyśmy też oprowadzone po najbliższej okolicy, przez co położyłyśmy się spać dopiero o 4 rano a moje buty przemokły CAŁKOWICIE!

Sobota 23.05.2015
Mimo to z chęcią wstałyśmy na zajęcia o 10, czyli INO. Otrzymaliśmy kursik prowadzenia i przygotowania Biegu na Orientację oraz przebiegliśmy 3 trasy dokoła ośrodka. Mój wspaniały czas (łączny) to 30min 8s, dzięki czemu „najdłużej się bawiłam jak to określił druh prowadzący :). Po południu odbyło się „Spotkanie pokoleń” na które byli zaproszeni dawni instruktorzy ich hufca. Dzięki temu poznałyśmy bardzo dużo nowych piosenek i pląsów. Pobawiłyśmy się cyrkowym sprzętem (pojki, maczugi żonglerskie, dziwne „coś” do przemieszczania się) i porozmawiałyśmy z druhem który prowadził polsko-czeską drużynę puszczańską. Dziewczyny poszły oglądać Krainę Lodu ale ja byłam wyczerpana po całym dniu i przemoknięta, więc udałam się do domku na spanie.

Niedziela 24.05.2015 (jeszcze dzisiaj)
Żeby zdążyć do Chorzowa na grę musiałyśmy wstać o 5.30. Ubrałyśmy się, uporządkowałyśmy pokój i wyszłyśmy w drogę. Na pierwszy autobus zdążyłyśmy, na drugi też, a w międzyczasie, na dworcu w TG, zjadłyśmy śniadanie (płatki z mlekiem). Po przyjeździe do Cho odłożyłyśmy rzeczy w hufcu i spotkałyśmy naszych harcerzy. O 10.15 wyruszyliśmy na grę. Odbywała się głównie w Parku Śląskim. Jej tematem przewodnim były Szare Szeregi i Akcja pod Celestynowem. Zadania były różne. Od wypisania pozdrowienia skautowego w różnych językach, poprzez zrobienie Selfie pod szybem Prezydent aż do wyrecytowania roty przysięgi SzSz i wykonanie doświadczenia chemicznego (soda+kwasek+płyn Fairy). Chyba dobrze nam poszło, bo zdobyliśmy 2 miejsce. Wśród wędrowników. Były dwa patrole wędrownicze. 😀 o 15.45 gdy trochę spóźnieni doszliśmy do Ośrodka Harcerskiego (z Planetarium!) dostaliśmy zupę pomidorową z makaronem. Podobną zupę, ale z mniejszy makaronem (ten sam kształt) dostaliśmy poprzedniego dnia w Borowianach. Po pląsach i piosenkach oraz ogłoszeniu wyników udałyśmy się do hufca po rzeczy i do domów. Po wykąpaniu się i przebraniu poszłam na późną msze w Jadwidze. Z okazji Metropolitarnego Święta Rodziny po kazaniu było odnowienie przysięgi małżeńskiej dla chętnych par, a po mszy błogosławieństwo dla rodzin. Przyjęłam błogosławieństwo dla naszej rodziny i dostałam karteczkę z cytatem Mt 25,34-35.40 oraz plakietką Rodzina- gościnny dom, którą zamierzam przyszyć do munduru. A jutro prowadzę zbiórkę więc muszę iść spać.

Podsumowanie
Ponad tydzień był bardzo ruchomy i aktywny, poznałam dużo nowych pląsów, piosenek, spotkałam się ze znajomymi, poznałam nowych, przeżyłam nowe przeżycia i było fajnie 🙂 Ale teraz nogi mnie bolą i muszę iść spać, a zamiast tego piszę bloga 🙂 Ale jest ciągle niedziela więc nie jest źle. 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Faktycznie dużo się działo.
Miód jednak „robią” pszczoły a ludzie go pozyskują, podbierają, wirują z ramek itd

 


 

Post nr 68, ostatnio modyfikowany: 14-05-2015I Basia pojechała, ale już jestem zameldowana w Cho. Do 2016 roku. I Basia kupiła sobie 3 pary spodni. Za 3 zł.
A ja napisała taki sobie tekst na blogu
www.jestem-fandomem.blogspot.com

tata napisał(a) komentarz:
Strasznie skomplikowany ten blogspot.

 


 

Post nr 67, ostatnio modyfikowany: 14-04-2015Coraz więcej płytek ażyrkowych przed garażem.
Tata uczy ciocię Internetów.
Pies szczeka na rzeczy.
Ptaki siedzą na jajkach.
Jest fajnie.Naprzód Olszynka Ołpiny!

Tata napisał(a) komentarz:
Prawie jak Odra Opole – brzmi dumnie.
mamaewa napisał(a) komentarz:
A co robi Kasia?
Ani nie siedzi na jajkach, ani nie szczeka, ani nie uczy, ani nie leży przed garażem, więc co???

 


 

Post nr 66, ostatnio modyfikowany: 23-03-2015Kurczak!
Kurczaka myjemy i suszymy. Wkładamy do naczynia żaroodpornego
Nacieramy oliwa z oliwek z ziołami: tymiankiem bazylią i oregano i czosnku. Do tego jeszcze odrobina soku z cytryny i soli.
W puste miejsca wkładamy ziemniaczki pokrojone na ćwiartki.

Blog Kasia

Kurczaka w zamkniętym naczyniu wkładamy do nagrzanego piekarnika na około 2h.
Po tym czasie odkrywamy kurczaka i smarujemy mieszanka miodu octu balsamicznego i ziół (te same co wcześniej). Zostawiamy jeszcze kurczaka w piekarniku na około pół godziny, co jakiś czas smarując. Gdy a kurczaka można bez problemu wbić widelec jest gotowy.

Blog Kasia

Smacznego!!!

A na deser przekładaniec z hosiery, konfitury o smaku różanym i pokruszonych herbatników

Blog Kasia
Meg napisał(a) komentarz:
Co to hosiera?
tata napisał(a) komentarz:
Kurczak był wspaniały, ale na deser się nie załapałem – był jednoosobowy.

 


 

Post nr 65, ostatnio modyfikowany: 02-03-2015Wychodzę z bursy na zajecia z czeskiego a tak taki wicher, taki deszcz! Ale tylko do wejścia na wiadukt tam ładne słoneczko, ładne chmurki delikatny wietrzyk. Ale nad Bursa wyglądało jakby zbierała się komórka burzowa…

tata napisał(a) komentarz:
w marcu jak w garcu i zawsze gdzieś zła pogoda sie kończy.

 


 

Post nr 64, ostatnio modyfikowany: 20-01-2015Bardzo podobał mi się dzisiejszy dzień. Mimo iż z niedospania zgubiłabym autobus i tego, że były zajęcia to był dobry dzień. A to dzięki temu, że dzisiaj był dzień na kino. A w kinie, jak to w kinie są filmy. Już tydzień temu zarezerwowałam bilet, więc miałam dobre miejsce i mogłam oglądać Benedicta w najlepszej jakości i dźwięku. Wybrałam się na Grę Tajemnic. Film opowiada historię Alana Turinga, genialnego matematyka, dzieki któremu mamy komputery, a przynajmniej tak było napisane na końcu filmu. Obsada wspaniała. Bardzo miło się ogląda Bena, Charlesa Dance’a, Marka Strona i Kierę Knighlty razem na ekranie. Film był ciekawy, dobre zrobiony i atrakcyjny wizualnie. Nie dziwię się, że tyle akademii chciało dać mu nagrody. I zapowiedzi filmow przed rozpoczęciem filmu sprawiły, że chętnie wybrałbym się na kolejne. Zwłaszcza chętnie obejrzalabum Carte Blanche, Birdmana i Teorię Wszystkiego, ale mój portfel raczej nie byłby chętny do współpracy…

ojciec napisał(a) komentarz:
A może szukać trzeba płatnego zajęcia lub starać o stypendium o ile nie naukowe to na pewno socjalne.
Bądź aktywna i czytaj ” mały druczek „

 


 

Post nr 63, ostatnio modyfikowany: 14-01-2015Na zajęciach z biologii komórki ukladalismy kariotyp. Czyli chromosomy tak żeby były w parach i po kolei. Wygląda to mniej więcej tak:

Blog Kasia

I jako że zbliża się pramiera Gry Tajemnic z Benedictem Cumberbachem postanowilam, że wybiorę się do kina. Żeby nie stać w kolejce zarezerwowałam bilet przez Internet i między zajęciami poszłam go odebrać. Pani przy kasie również jest fanką Bena i też wybiera się na film, ale już w dzień premiery (16 sty). Jako że jest to piątek, czyli dzień w którym jadę do domu mój bilet jest na dzień wtorek po zajęciach. Idealnie 🙂
A jeszcze z ciekawych rzeczy, chomik mojej koleżanki z pokoju jest jak taternik klatkowy- klaternik.

Blog Kasia
Blog Kasia
ojciec napisał(a) komentarz:
To jednak studenci się uczą?.
A czego nie robi się z nudów i chomika to dotyczy.

 


 

Post nr 62, ostatnio modyfikowany: 27-11-2014Zgodnie z obietnicą wstawiam moje opowiadanie. Jest to pierwsze opowiadanie w 30 dniowym wyzwaniu. Wyzwanie polega na tym, że codziennie będę pisała jedno opowiadanie. Każde opowiadanie musi zawierać dwa wcześniej wylosowane elementy jak np. czas akcji, musi pojawić się jakaś rzecz, albo działanie.
Wczorajsze opowiadanie miało dziać się w przyszłości i miała się pojawić walka.Gdy przy Baker Street pojawiła
się niebieska budka, John
wiedział, gdzie pragnie się udać.
Doctor zawsze chciał poznać
słynnego detektywa –
konsultanta, jednak gdy
pierwszy raz go spotkał,
Sherlock Holmes znał już
Doctora
– Zabierz mnie do lepszych
czasów… – powiedział John
Watson biorąc do ręki laskę –
To już się zdarzyło…
W Tardis Doctor ustawił datę.
Datę, którą doktor Watson
wspominał tak często. 15 marca
2016 roku.
Para mężczyzn walczył na ulicy.
Podszedł do nich starszy
mężczyzna, uderzył ich laską,
rozdzielił i powiedział kilka słów
i wszedł do starej budki
policyjnej.
To rzeczywiście były lepsze dni.
Wtedy Sherlock Holmes jeszcze
żył…Mam nadzieję, że się podobało.
Opowiadania wrzucam też na bloga i-am-not-a-hero-i-am-an-idiot.blogspot.com

ojciec napisał(a) komentarz:
Coś obietnice nie idą w parze z czynami.

 


 

Post nr 61, ostatnio modyfikowany: 26-11-2014Dzisiejszy dzień, mimo smutnych wieści, był dobrym dniem.
Na matematyce niestety kolokwium. Potem czekając na chemię oglądałam jak Irek grał w sapera. Następnie była biologia komórki, ale doc D nie pytała na punkciki. Laboratorium z fizyki minęło szybko, ale musiałam zrobić je sama, bo Rysia nie było. W międzyczasie napisałam opowiadanie, które wstawię tu jutro.
W bursie zjadłam obiad, oglądając Thora, przepisałam opowiadanie do komputera, umyłam się i teraz zaraz idę spać.
Ale jeszcze żarcik astronaucik:
Jak nazywa się najwspanialszy pierwiastek?
.
.
.
ChromOsom.
PS. Wczoraj na naszym piętrze nie było prądu jakiś czas.
PS2. Wczoraj rano przechodząc koło salonu ślubnego widziałam ładną sukienkę, pomyślałam, że wracając zrobię jej zdjęcie. Ale złe kierownictwo sklepu zmieniło ją na inną, nie aż tak ładną.

ojciec napisał(a) komentarz:
Tak się niestety zdarza.
ojciec napisał(a) komentarz:
Niech cdn nastąpi.
A jak pierwszy komentarz się tu dostał naprawę nie wiem.

 


 

Post nr 60, ostatnio modyfikowany: 15-10-2014Mam internet z Bursy!!!
Ale pana kuriera nie było.

marek napisał(a) komentarz:
a ja nie mam internetu +
marek napisał(a) komentarz:
a dzisiaj już mam +.

 


 

Post nr 59, ostatnio modyfikowany: 30-09-2014No i jestem w Opolu. Odwiedziłam Solarisa, znalazłam Empik i aleję gwiazd, znalazłam jedno podwórko na którym stały dwa Volkswageny NewBeetle, dowiedziałam się jak iść z Solarisa do uczelni, posłuchałam o biotechnologii, zostałam przydzielona do 2 grupy,poszłam na Oleską 48 po legitymację, poczekałam w kolejce po legitymację znalazłam drogę (okrężną) do bursy, rozpakowałam się, zjadłam bułkę, poszłam do pana który spisał mój adres M.A.C, podpisałam umowę o internet, dowiedziałam się, że internet będzie dopiero jutro, odkryłam jak podłączyć telefon, żeby dawał internet do komputera, poczułam, że ktoś piecze ciasto w kuchni na przeciw mojego pokoju, ubrałam pościel w bieliznę pościelową, bardzo dużo razy słyszałam pociągi które robią stuk-tuk i puf!, odkryłam, że jak spojrzy się na zapaloną lampę to wygląda jakby nie miała konturów bo zlewają się z sufitem, pisałam z Agnieszką, Agatą i Patrykiem, chyba zrozumiałam plan zajęć (poniedziałki wolne!, w piątek tylko jeden wykład!), ogólnie dużo się działo.
Ale nie poznałam jeszcze mojej współlokatorki, bo jej nie ma. Ale wiem, że ma na imię Monika.

mamaewa napisał(a) komentarz:
Tyle zajęć na jeden dzień! i jeszcze zdążyłaś wejść na bloga… Oby tak dalej.
ojciec napisał(a) komentarz:
tak to początek ciekawego i ważnego etapu życia, nie zmarnuj go!
ojciec napisał(a) komentarz:
Ciekawe tata ma mniej niż 3 znaki a ojciec spełnia wymogi formatu : więcej niż3 znaki

 


 

Post nr 58, ostatnio modyfikowany: 17-07-2014Dzisiaj byłam w Opolu złożyć dokumenty na studia.
Jestem studentką I roku biotechnologii (inżynierskie) na Uniwersytecie Opolskim 🙂

 


 

Post nr 57, ostatnio modyfikowany: 10-07-2014Rzecz sprzed chwili. Siedzę sobie przy komputerze, oglądam internety. Mama kąpie babcie, tata na górze robi coś. W pewnym momencie tata woła „Kasia, twój kot zjechał po dachu”. Wychodzę na balkon, a Maniuś siedzi na drabince przeciwśniegowej i miauczy żałośnie. Po prostu wyszedł przez okno w pokoju rodziców.Tata pobiegł po drabinę i ściągnął kotka ale opłacił to pięknymi szramami Mańka próbującego wybić się na niepodległość…

 


 

Post nr 56, ostatnio modyfikowany: 27-06-2014JUPI!
Zdałam!
Teorię na prawo jazdy!
Matury!
🙂

Blog Kasia
tata napisał(a) komentarz:
Gratulacje!!! Dalszego powodzenia…
mamaewa napisał(a) komentarz:
Gratulacje!!! Dalszego powodzenia..
/ten głupi komputer nie strawił nas razem/

 


 

Post nr 55, ostatnio modyfikowany: 30-05-2014Wczoraj moja najstarsza siostra zabrała mnie do Katowic do WORDu dać się zapisać na egzamin (6.06.2014). Po załatwieniu spraw chciałyśmy wrócić do domu, ale Mazda miała inne zdanie. Stwierdziła, że jesteśmy złe, bo zostawiłyśmy ją samą z włączonymi światłami. Nie chciała odpalić. Poszłyśmy do stacji paliw obok, i spytałyśmy się pana sprzedawcę, co możemy w tej sytuacji zrobić. Ten skierował nas do technicznych z WORDu. Jeden z panów technicznych wziął Yariskę podjechał do nas, podpiął akumulator do akumulatora i zapaliło! Mogłyśmy pojechać do domu. Ale jeszcze po drodze wpakowałyśmy się na DTŚ w stronę Krakowa, ale poprowadziłam MEG przez 3Stawy gdzie często jeździłam na jazdach i wróciłyśmy do domu.

tata napisał(a) komentarz:
tak to się w życiu różnie składa, ważne by trafić do domu.

 


 

Post nr 54, ostatnio modyfikowany: 30-03-2014Dzisiaj moja najstarsza siostra, zabrała mnie do parku w Świerklańcu.
Rano wstałyśmy wcześnie (o 10 🙂 ) i poszłyśmy do kościoła. Potem zaczęłyśmy przygotowywać nasz piknik/bento

Blog Kasia

Była to smażona cukinia, „surimi -pałeczki krabowe”, grzanki z chleba z jajkiem, banan i ciasteczka. Do picia była herbata w termosie i sok z wodą, którego w końcu nie wypiłyśmy. Kiedy wszystko już było gotowe i spakowane, do małego, ale pojemnego plecaczka, wyruszyłyśmy.

Blog Kasia

Plecaczek

Gdy dojechałyśmy nie było jakiś wielkich tłumów, ale pan, który przyjmował opłaty za wjazd (6 zł) kazał nam stanąć „za ostatnim autem na trawce”.

Pochodziłyśmy trochę po parku.
Był tam wodospadek na rzeczce,

Blog Kasia

Mini zoo z kozami, llamami, końmi, ptakami i Pumbą 😉

Blog Kasia
Blog Kasia

LLama bez nóg

Blog Kasia

EMU!

Blog Kasia

Znalazłyśmy wodę, ale nie „Wielką Wodę”, którą pamiętała Magda z dzieciństwa.
Nad tą „małą wodą” stał słup. Na początku nie wiedziałam, po co on jest. A był to po prostu maszt!!

Blog Kasia

Poszłyśmy wiec dalej. Były (o dziwo) drzewa!

Blog Kasia

MEG chciała pobawić się na placu zabaw, ale był od 3 do 9 lat…

Blog Kasia

Aż wreszcie, WODA!!

Blog Kasia

I to ta właściwa!! 🙂
Posiedziałyśmy troszkę nad nią, poobserwowałyśmy przyrodę i inne takie. Jeden chłopak miał pomysł, żeby wskoczyć sobie na pomost pontonowy, który był przy brzegu. Dobre miejsce sobie znalazł 😉

Blog Kasia

Potem poszłyśmy dalej a jako, że byłyśmy głodne na górce na półwyspie zjadłyśmy obiad/piknik/bento

Blog Kasia
Blog Kasia

A jako żeśmy podjadły, to mogłyśmy iść spać 😉

Blog Kasia

W sumie to ja obserwowałam sikorki na brzozie
Naszą drzemkę przerwał telefon od mamy, po którym postanowiłyśmy iść dalej.
Mijając ludzi na gokartach, rowerach, wrotkach, z dziećmi, bez dzieci, singli i pary doszłyśmy do Pałacu Kawalera.

Blog Kasia

Ludzi wszędzie było więcej niż tłum, mniej niż horda.

Blog Kasia

To zdjęcie nie oddaje ilości ludzi w parku

Po lodach z Zielonej Budki, zakupionych w barze/kawiarence w pałacu poszłyśmy do auta, zostawiłyśmy plecaczek i kocyk, przeszłyśmy się do bramy i z powrotem i pojechałyśmy do domu.
Ogółem i podsumowując, było bardzo przyjemnie i cieplutko (ale nie gdy siedziało się w cieniu) Ale park strasznie zaludniony. A Marianek musiał się stęsknić, bo strasznie piszczał już od kiedy weszłyśmy do domu, i był bardzo głośno.

tata napisał(a) komentarz:
i dobrze tak w niedziele ruszyć w ckliwe miejsca pamiętne w rodzinie
Ładne foto reportaże – prosimy o kolejne.

 


 

Post nr 53, ostatnio modyfikowany: 28-03-2014Skończyłam jazdy!!! Jeszcze tylko egzamin wewnętrzny z teorii ( 3 kwietnia ^^ ), z praktyki i… mogę się zapisać na egzamin państwowy… Ale strona z testami nie działa dobrze,a mój komputer się wiesza :/
I nawracałam dzisiaj koło takiego ładnego VW New Beetle ;). Jechałam też koło Michała, i po Katowicach, i po Chorzowie.Dzisiaj też pisaliśmy standaryzację matury z matematyki. W sumie całkiem proste to było.Wczoraj byłam na wycieczce rowerowej po WPKiW. Wyszłam z domu trochę koło trzeciej, ale właściwą jazdę zaczęłam o czwartej. A dlaczego? Bo jestem llamą i pompując przednie koło, zapomniałam o tylnym i musiałam się zawrócić na stację do kompresora. Pojeździłam trochę po parku, a potem stwierdziłam, że pora wracać do domu. Nie chciało mi się podjeżdżać pod górę na alei Harcerskiej, więc zjechałam z pętli rowerowej wcześniej, i wyjechałam… gdzieś. A konkretnie na ulicy Słowian, koło hałdy w Chorzowie II. Troszkę nie wiedziałam gdzie jestem, ale po chwili zobaczyłam szyb Prezydent i wiedziałam jak wrócić do domu. Wracałam zahaczając o Magdy Kombinatory i zauważyłam jej autko stojące na parkingu. Zostawiłam więc MEG wiadomość za wycieraczką, której to wiadomości ona nie zauważyła. Wróciłam do domu i upiekłam ciasteczka. Kilka (ostatnia blacha) było spalonych, gdyż w międzyczasie wróciła Magda i powiedziała mi, żebym wyczesała kota, co zrobiłam zapominając o ciasteczkach.
I mamy wyczesanego kota, który linieje jak kot na wiosnę 😉

tata napisał(a) komentarz:
No i proszę zaczęły się ważne i ważące na całym życiu egzaminy.
Życzę wiele szczęścia i powodzenia, a szczęściu najlepiej pomódz gruntowną wiedzą i umiejętnościami.
Sukcesu !!!!

 


 

Post nr 52, ostatnio modyfikowany: 19-03-2014A u nas wiosna! Przed niedzielą takie kwiatki kwitły przed pomnikiem żydowskim

Blog Kasia

A dzisiaj wracając ze szkoły takie pączki na drzewach!

Blog Kasia

Jestem już umówiona na ostatnie trzy jazdy!

I mamy napisany z Agą scenariusz naszego filmu.
A jutro idę na kapitułę stopni instruktorskich zmieniać punkty… Oj będzie się działo.

Meg napisał(a) komentarz:
I tylko narzeka, że katar łapie.
Bo wieje, a bez czapki chodzi…
tata napisał(a) komentarz:
Piękne zdjęcia. Czym zrobione?.

 


 

Post nr 51, ostatnio modyfikowany: 28-02-2014Dzisiaj byłam w Strefie Wolontariatu. Napisałam wiersz, pan M. uczyła grać na fletni, usmażyliśmy frytki, pobawiłam się z psem, pograłam w karty. Ogólnie to urocze miejsce, z ciekawymi ludźmi. I też niezłe projekty mają w planach. Ale co z tego wyjdzie?

tata napisał(a) komentarz:
atmosferę danego miejsca tworzą sprzęty i ludzie

 


 

Post nr 50, ostatnio modyfikowany: 27-02-2014W tym tygodniu byłam na zbiórce, dwóch odprawach i oczywiście w szkole. Kot nasikał mi na łóżko. Ale już sytuacja opanowana.

A dzisiaj z racji tłustego czwartku zrobiłam faworki. Troszkę za grube ale jak na pierwszy raz dobre.

MEG napisał(a) komentarz:
Potwierdzam, że dobre 😀
tata napisał(a) komentarz:
a ja musiałem się zadowolić pączkami z biedronki a’0.49zł.

 


 

Post nr 49, ostatnio modyfikowany: 21-01-2014Dzisiaj na jazdach zaatakowałam miasta. Konkretnie Chorzów, Rudę Śląską, Świętochłowice i Katowice. Najpierw pan instruktor zawiózł mnie na mały parking koło DTŚ, gdzie wykonałam parę hamowań i startów, parę skrętów, a później wyjechałam na miasto. Fajnie było, tylko kilka razy mi zgasło gdy startowałam, kilka razy chciałam ruszyć z trójki i zbyt mocno hamowałam. Przejeżdżałam koło byłego TESCO najśredniej, jechałam Trzeciego maja, w Batorym na Długiej i Batorego byłam, nawet Katowicką/Chorzowską jechałam! Fajnie było. A już w czwartek następne jazdy 😀

tata napisał(a) komentarz:
tylko trening czyni mistrza- w życiu nic samo ……

 


 

Post nr 48, ostatnio modyfikowany: 07-01-2014W niedziele spokojnie przeglądam sobie Facebooka, gdy natykam się na informację że o 8.30 czasu Greenwich na kanale BBC One będzie leciał Sherlock. Tak więc szukam gdzie w internecie można by to zobaczyć. Gdy odcinek już się rozpoczął MEG też znalazła BBC One. A jako, że mój komputer nie lubi szybkości razem oglądałyśmy serial na komputerze najstarszej. oglądamy, komentujemy, śmiejemy się. Czasem nie rozumiem co mówią (no bo ciężko jest zrozumieć jak nawija taki Benedict Cumberbatch po angielsku i to nie byle jaką angielszczyzną i w dodatku szybko) i ciągle się zastanawiamy, kiedy wytłumaczą jak Sherlock przeżył skok z dachu. Odcinek się skończył, a nadal ten (i wiele innych) wątków nie wyjaśnionych. Po czym wchodzę na Wikipedię w temacie Sherlocka a tam co stoi? Że to był drugi odcinek, a nie pierwszy!
Więc gdy tylko powiedziałam o tym MEG, ona zaraz znalazła pierwszy odcinek, który obejrzałyśmy.
A za tydzień w niedzielę jest trzeci i ostatni odcinek trzeciej serii Sherlocka… I kolejne trzy lata czekać na trzy kolejne odcinki…A dzisiaj byłam na kursie prawa jazdy. Poza mną był jeszcze pan instruktor. Opowiedział mi m.in. o tym jak wymieniać koło i sprawdzać poziom oleju w samochodzie 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Szkoda że nie pokazał.

 


 

Post nr 47, ostatnio modyfikowany: 05-01-2014Miałam jechać do Warszawy. Nie udało się, ale za to wyciągnęłam moja najstarszą siostrę do kina. Na film, którego oryginalny tytuł brzmi Frozen czyli po polsku Kraina lodu

Film opowiada o siostrach Annie i Elsie. Są, jak się można spodziewać po filmie Disneya, księżniczkami. Starsza z nich- Elsa -dodatkowo posiada moc panowania nad śniegiem, lodem i chłodem. Jako małe dziewczynki siostry bawiły się razem, jednak gdy przypadkowo Elsa uderza swoją mocą w głowę Anki o mały włos nie dochodzi do tragedii. Jednakże szaman troli (Akcja dzieje się w królestwie leżącym gdzieś na ziemiach Norwegii) wyciąga lód i przestrzega, że gdyby Anna został uderzona w serce nie byłoby tak łatwo…
Aby zapobiec dalszym tragediom wspomnienia Anki zostają zmodyfikowane, przez co nie wie, że jej siostra ma moc. Dziewczynki zostają również rozdzielone, a pałac zamkięty. Trol mówi również, że moc Elsy będzie rosnąć, a największym jej zagrożeniem jest strach. Aby
Po kilku latach Król i Królowa giną w podróży morskiej. Gdy Elsa dorasta musi objąć tron. Z tej okazji pałac zostaje otwarty i Anka po raz pierwszy od wielu lat może swobodnie poruszać się po mieście. Tam poznaje Hansa, przystojnego księcia. Po całym dniu (żeby nawet! raz spotkali się rano, drugi raz na balu!)spędzonym razem Hans oświadcza się Annie. Gdy oznajmiają o tym Eslie i proszą o błogosławieństwo oraz możliwość zamieszkania w pałacu. Elsa boi się większej ilości ludzi w pałacu. Czuje się zagrożona, a grozę sytuacji dopełnia zabranie Elsie rękawiczki, która pomagała opanować kobiecie moc. Gdy ludzie dowiadują się, że królowa ma moc boją się. Ta jednak ucieka w góry wywołując potężną zimę w środku lata.
Anna wyrusza za nią.
Po drodze poznaje Kristoffa- dostarczyciela lodu, jego renifera Svena oraz bałwana Olafa stworzonego przez Elsę na wzór bałwana, którego razem z Anną ulepiły w dniu wypadku.
Postacie są bardzo dobrze wykreowane i zanimowane. Niebieska suknia Elsy jest GENIALNA, ale MEG bardziej zafascynowała peleryna z jej stroju koronacyjnego.
Muzyka również jest bardzo ładna. Już pierwsza piosenka Serca lód, która ewidentnie jest wzorowana na szantach, widać jak bardzo Christophe Beck przyłożył się do swojej pracy. Również polskie tłumaczenie piosenek jest dobre. Można by się przyczepić do tego, że czasem nie da się zrozumieć słów (np. piosenka troli).
Ważnym elementem filmu jest również obsada. Najbardziej wybija się przezabawny Olaf, któremu głosu użycza Czesław Mozil. Wychodzi z tego bardzo fajna mieszanka i nadaje bohaterowi życia i charakteru.
Podsumowując. Film mi się bardzo podobał i z chęcią zobaczyłabym go jeszcze przynajmniej 3 razy 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Jaki ładny wpis i opis-recenzja, prosimy o inne

 


 

Post nr 46, ostatnio modyfikowany: 30-12-2013Święta się skończyły, zaczynają się Sylwestry, a po Sylwestrze Nowy Rok. Oby był lepszy niż poprzedni.

Wesołego Indyka i Mokrego Jajka.

A poza tym oglądam piąty sezon Merlina. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej…

tata napisał(a) komentarz:
proszę bardziej optymistycznie

 


 

Post nr 45, ostatnio modyfikowany: 26-08-2013Młahahaha. Jestem już w pełni legalna!!

Mogę zawierać umowy, głosować, oddawać krew, jak zdam prawo jazdy jeździć autem, kupować wszystko co chcę a jest prawnie dozwolone. Kurczę!

A moje urodziny nie były jakoś szczególne, ale były BAAARDZO fajne.

Pierwsza część urodzin jeszcze w Chorzowie to była po prostu mini impreza z ludźmi z zastępu, Krewetką i Martyną. I było super! (Nareszcie dostałam Natsu od Krewetki.)

A moje właściwe urodziny obchodziłam w Kucobach z rodziną. Rano odpust (BUDY!!) Potem był tort (sama robiłam 🙂 ) A potem pojechaliśmy na DOŻYNKI do Panek. Ale nie te dożynki były tam najważniejsze, tylko pokaz Taekwon-do ITF, który zorganizowali wojownicy z najlepszego (według mnie 😉 ) klubu Taekwon-do K.S. Wojownik Kłobuck. Przewodniczył im oczywiście trener Suchy, a moja siostra robiła za menedżera (znaczy mówiła co jest po czym). Potem moja siostra MEG kupiła ni watę cukrową, która była OGROMNA!! Po pokazie wróciliśmy do domu (z Basią i Suchym) na kolejny kawałek tortu.

A od rodziców na urodziny dostałam miśka zapachowego do samochodu >:-D i bona na kurs prawa jazdy. Kasia będzie się rozbijać po mieście 😉

A dzisiaj po za zwijaniem namiotów pozostałych po akcji letniej siedziałam i szyłam bezpalcowe rękawiczki. Ale jeszcze długa droga przede mną jako adeptką szycia.

A w sobotę na „kawę i torta” przyjeżdża rodzina. Oj, będzie się działo. A jak działo to armata. Oj się będzie armaciło 😉

tata napisał(a) komentarz:
dużo możesz a jako pełno letnia powinnaś …….

 


 

Post nr 44, ostatnio modyfikowany: 05-06-2013Poniedziałek był dniem kebaba. Idąc na zbiórkę zrobiłam się strasznie głodna, więc wstąpiłam do Kebab-baru na Powstańców. Dobry był ten kebab. Mięsko fajnie przyprawione, sałata dobra, ale to co mnie najbardziej zaskoczyło to ser feta w tej sałatce. Pycha!Na specu z chemii pół grupy stało przy oknach podziwiając burzę. Ciemną burzę z piorunami i grzmotami.

Wtorek był dniem wyspania się- nie było pierwszej lekcji. Obejrzałam również najnowszy odcinek Gry o Tron. I stwierdzam, że zabicie głównych bohaterów jest bez sensu!

Dzisiaj jest dzień z pod znaku szóstki z religii i kota na kolankach. Szóstka była za krzyżówkę, a kotek bardzo fajnie grzeje w kolanka 🙂

tata napisał(a) komentarz:
a jeszcze tak niedawno w czasie burzy nikt by nie stał przy oknie
a może bohaterowie z martwych wstaną w następnym odcinku.
Kasia napisał(a) komentarz:
No właśnie nie wstali ;( ale podobno mają

 


 

Post nr 43, ostatnio modyfikowany: 22-04-2013Dzisiaj Maniek przeżył kolejną z dzikich przygód. Konkretnie jazdę tramwajem i siedzenie na działce. A to wszystko na zbiórce.

Dzisiejsza zbiórka Cichociemnych odbyła się na działce Patryka. Jako że ładna pogoda itp. postanowiłam zabrać Mariana ze sobą. A żeby tam dojechać trzeba było pojechać tramwajem, więc plecak na plecy, gitara na ramię, kot do ręki. I jedziemy! Ale najpierw trzeba było dojść na przystanek. Jako że kotek jest strasznie ciekawski, za każdym razem jak przejeżdżało auto on chciał je zobaczyć. Więc wywijał się, drapał, ale dzielnie dotarliśmy ma przystanek. Później grzecznie przejechał całą trasę. Na działce było mu fajnie, kilka razy prawie wszedł do ogniska, ale wiedział, że nie wolno i nie wchodził. Gdy szliśmy z powrotem usadowił mi się na plecaku, skąd mógł oglądać okolicę.


A teraz siedzę i kończę przygotowania do środowej obietnicy 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Jakie dzielne kocisko – jaka odpowiedzialna opiekunka.

 


 

Post nr 42, ostatnio modyfikowany: 21-04-2013

Blog Kasia

próba

tata napisał(a) komentarz:
Czego – bo chyba nie chemii.

 


 

Post nr 41, ostatnio modyfikowany: 28-03-2013Dzisiaj po raz pierwszy jechałam z kotem autem. Przez dwie godziny. Kot oczywiście był przypięty pasem. Ma szelki przez które przeplotłam pas. Nie wiedział biedny co ma zrobić. Nagle odebrano mu tyle wolności. A na zewnątrz tak ciekawie! Ale trzymał się Marian dzielnie, tylko od czasu do czasu trochę pomiaukiwał. Ale drewniany żwirek to chyba nie jest jego ulubiony. ( Kot właśnie wszedł do szafki z koszem… Co za kot!)
A potem razem z rodzinką woziliśmy drewno. Drewno na opał. Wózkiem z metalowej siatki. Do bunkra do którego prowadzi właz i który jest połączony z domem. Pierwszy raz gdy jechałyśmy z Magdą troszkę za bardzo przechyliłyśmy wózek aby wyrzucić drewno. I wózek wpadł… Ale Magda szybko wskoczyła do bunkra i go udało nam się wyciągnąć. Potem jeszcze kilka kursów i już wszystko wywiezione. Ale za to byłam cała mokra. Nie od potu, a od topniejącego śniegu… ( Marian wyszedł z szafki 🙂 ) Ale dzień ogólnie fajny 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Dziękuje załodze za pomoc – nieocenioną.

 


 

Post nr 40, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj krótkie przedstawienie naszego prezentu gwiazdkowego- LAMP!!!

Blog Kasia
Blog Kasia
Blog Kasia
Ewamama napisał(a) komentarz:
Pół godziny i już mogę podziwiać lampy /odnowienie transferu w niedzielę 6-go/ A byłam święcie przekonana, że ta długa jest do pokoju a okrągła do kuchni… ale i tak fajnie.
tylko do ostatniego zdjęcia musiałam się położyć…
tata napisał(a) komentarz:
To ci oświetlenie punktowe.
Jest taka opcja – edytuj blog, w której foto stawia się z brzuszka na nogi, bo wszystko ” musi mieć ręce i ….”.

 


 

Post nr 39, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013wiałam bardzo zabiegany weekend. w piątek po południu poszłam na andrzejki klasowe, z których biegłam na grę nocną w Zespole Szkół Integracyjnych nr 2, która skończył się około 3 w nocy. W sobotę rano byłam na imprezie z moimi zuchami, która zazębiał się z przesłuchaniem do przedstawienia, lecz nie udało mi się dostać do obsady 🙁

mamaEwa napisał(a) komentarz:
To może mniej a dobrze? / z pisaniem na szybko też problem…/

 


 

Post nr 38, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Moja szkoła po prostu jest genialna.
Na lekcji wychowawczej obchodziliśmy urodziny osób urodzonych w sierpniu, wrześniu, październiku i listopadzie. Więc zaczęło się od odśpiewania każdemu „miesiącowi” Sto Lat, a potem „wielka wyżerka”( czipsy, ciastka, mandarynki itp.)Na następnej lekcji odbył się konkurs z historii USA, w którym wygrali Krewetka i Walker. A nagrodą główną był indyk oczywiście upieczony :). Dlatego też na lekcji historii po gratulacjach ze strony prof. organizującej konkurs, pani prof. M. i Prof. K. zabraliśmy się do jedzenia. Profesor puścił muzykę (kawiarenki, Motylem jestem itp.) i nawet w pewnym momencie wziął do krótkiego tańca koleżankę. A gdy indyk był już zjedzony poopowiadał nam o monarchach absolutystycznych w Europie.

tata napisał(a) komentarz:
Czyli zasługuje na to by się uczyć – dla niej lub dla siebie.
tata napisał(a) komentarz:
A co z kuchenką na Andrzejki?

 


 

Post nr 37, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Na dzisiejszej zbiórce zuchy zastanawiały się, co to znaczy być pozytywnym. Stwierdziły, że osoba pozytywna to osoba grzeczna, uprzejma i przestrzegająca reguł i zasad. Grając w różnorakie gry, zuchy udowodniły, że są godne miana „osoby pozytywnej”

 


 

Post nr 36, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Zgodnie z sugestią mojej starszej starszej siostry piszę, co robiły zuchy na zbiórce. Na dzisiejszej zbiórce zuchy nauczyły się śpiewać Hymn Zuchowy, zrobiły czapeczki w których ich lęki mają się schować i bawiły się w dużo ciekawych zabaw.

 


 

Post nr 35, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Jako że kończyło się jedzenie postanowiłam iść do sklepu. Po za podstawowymi produktami kupiłam również takie dziwne warzywo jak bakłażan i owoc- awokado. Bakłażana zostawiłam sobie na jutro, a dzisiaj wykorzystałam awokado.
Zrobiłam maziaję awokadowo-czekoladową do chleba. Czyli zbenderowałam awokado dodałam cukier trzcinowy i czekoladę do robienia czekolady na gorąco. W efekcie wyszło mi bardzo dobre „coś” zwłaszcza w połączeniu z bułką z pestkami dyni. Tylko nie mam pomysłu na bakłażana…


Dzisiaj dokończyłam załatwianie formalności i od poniedziałku nie będę chodziła na specjalizację z matematyki i informatyki, lecz na speca z chemii i fizyki. W związku z tym muszę się dużo na te przedmioty uczyć…


A jutro idę na helloween zastępu !!
A na biwak z zuchami pojedziemy do Rycerki Kolonii.

tata napisał(a) komentarz:
Życze, ale i oczekuje szczególnie z fizyki samych 6 pamiętaj to twój samodzielny wybór!

 


 

Post nr 34, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj był bardzo zazuchowiony dzień.
Rano Akcja Agitacyjna- czyli witanie się w każdej klasie 1-3, odczytywanie listu od dr Pai Chi Wo, przyklejanie piegów z papieru samoprzylepnego, i rozdawanie ulotek. Dobrze, że mam drużynowego i koleżanki drużyny.


Po południu półtoragodzinna zbiórka.
Przedstawienie się dzieci (aż 14!!!!), pląsy i pląsy, zasymulowanie telefonu od doktora P, przejście na plac, teatrzyk samorodny o przygodach Pana Kleksa, szukanie skarbu, podsumowanie i jakieś dziesięciominutowe gadanie z Patrykiem o przyszłości gromady.


A jutro Komisja Stopni Instruktorskich.

tata napisał(a) komentarz:
No i trochę nauki szkolnej by się przydało do pełni ojcowskiej raości.

 


 

Post nr 33, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Jak to fajnie jest iść z rodziną na basen, nawet jeżeli woda jest zimna :))

tata napisał(a) komentarz:
a jeszcze lepiej dwa razy iść na basen

 


 

Post nr 32, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiaj korzystając z pięknej pogody i 27 stopni w cieniu poszłam do Zoo.
Chodziła taka chęć po mnie już od dawna, lecz teraz wcieliłam plan w życie.
Poszłam „z buta” do parku. Doszłam do placu przez Zoo i tam widzę coś takiego:

Blog Kasia

To tylko rozgrzewka przed Industriadą, czyli świętem Szlaku Zabytków Techniki. Przyglądnęłam się trochę jak pan robi takie wielkie bańki

Blog Kasia

I poszłam dalej. Kupiłam bilet i ilustrowany przewodnik i weszłam. Od razu zaczęłam podziwiać zwierzęta i robić im zdjęcia (pełny album zdjęć na facebooku- http://www.facebook.com/media/set/?set=a.447454918611985.108047.100000424420243&type=3 )
Podeszłam, żeby zrobić zdjęcie lamie, a ta zaczęła biegać przy kracie i chyba szykowała się do ataku śliną, oddaliłam się od niej w pośpiechu. 🙂
Ona biegała tak http://www.youtube.com/watch?v=ShpPRsDhv5Q&. Potem widziałam słonia, i hipopotama

Blog Kasia
Blog Kasia

Lwów, mimo iż były na wybiegu, nie było widać, za to miały auto.

Blog Kasia
Blog Kasia

Mam w domu takie zdjęcie, na którym stoję z Basią w Zoo, a za nami są Zebry i odwracam się rączką, żeby tylko je zobaczyć. Teraz też były Zebry

Blog Kasia

Był nawet król Julian!

Blog Kasia
Blog Kasia

Były też ptaki, gady, płazy i ssaki, oraz oczywiście, dinożarły( je było najłatwiej sfotografować ;)) )

Blog Kasia

Po dwóch godzinach i czterdziestu minutach opuściłam zoo i poszłam na tramwaj. Przyjechał taki starutki 19. I co? A no, że przejechałam cztery przystanki. Na dwóch konduktor musiał osobiście, ręcznie zamykać drzwi, gdyż barierki przy schodach blokowały je. W końcu tramwajarz(?)zamknął je permanentnie- przez wyciągnięcie korków za nie odpowiadających. Ot KZK Gop 😉

A wieczorkiem poszłam do kościoła Jadwigi. I mszył mój ksiądz katecheta, którego wczoraj spotkałam na obchodach 90-lecia przyłączenia Huty Królewskiej do Polski. Jakieś fatum, czy co? 😉
A teraz idę spać, żeby nabrać sił przed próbami i występem. Ojej, może nawet to wygramy?? http://www.chck.pl/?show=sz&id=11170&showp=akt ;))
A i jeszcze jakie ładne chmurki dziś nad stadionem były :))

Blog Kasia

 


 

Post nr 31, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Nie ma to jak iść gdzieś tylko na moment i wrócić po sześciu godzinach. A było to tak… Kilka dni temu dowiedziałam się, że w piątek (czyli dzisiaj) jest Wieczór Marzeń w Zoo, które nasi harcerze zobowiązali się „obstawiać”. Nie wiedziałam, że będę w Chorzowie, więc się nie zgłosiłam na tę imprezę. Dzisiaj poszłam do parku dosłownie na chwilę by spotkać się z Patrykiem i porobić zdjęcia. Na miejscu, doszłam do wniosku, że nie mam co robić w domu, więc zostanę i po udzielam się społecznie. Po przyjściu Nikosa i naszej drużyny, Wojtka i jego drużyny oraz Magdy i jej drużyny weszliśmy do Zoo i czekaliśmy na dalsze „rozkazy”. Wtedy spotkałam dużą Basię, Sławka, Moniczkę i Ewkę, którzy również przybyli na Dream Night.
Moim pierwszym zadaniem było wydawanie musztardy na tackę z kiełbaską. Po dwóch- trzech godzinach zaczęłam rozdawać pączki i drożdżówki. Po rozdaniu wszystkich drożdżówek- między innymi dzięki Pastorowi i jego kolegom z Paktora- sprzątałam papierki.
Wszystko co można było zjeść, lub wypić było za darmo. Były to kiełbaski, lizaki, batony pączki, drożdżówki, woda, sok Cappy, wata cukrowa, sałatki i ogromna ilość lodów. Mimo iż ludzie mieli specjalne kupony raczej poza kiełbaskami nikt nie sprawdzał ile razy kto co brał. Firma Algida była partnerem imprezy więc przyjechały trzy lodówki z lodami.
Po za jedzeniem na imprezie była policja konna, strażacy, którzy za pomocą wozu pokazywali panoramę parku i Katowic. Dziewczyna z zoo pokazywała malutkiego węża a w zagrodzie kicały króliczki i chodziły żółwie. Muzykę grał zespół Tolerancja. Były dwa mini stoły do cymbergaja, rzutki, malowanie twarzy, kolorowanki, mini piłka nożna ognisko i ratownicy medyczni z Paktora. Między ludźmi chodziły maskotki- lew, małpa z Rainbow tours, Sznupek- maskotka policji, Usiołek- maskotka UŚ-u, Orzeł ruchu i jakiś pies.
Cała impreza zaczęła kończyć się mniej więcej koło dziewiątej, a my wyszliśmy stamtąd około pół do dziesiątej. Jak by było mi mało dzisiejszej imprezy zgodziłam się pomóc przy obstawieniu trasy dla jakiegoś biegu. Na szczęście nie będzie to trwało tak długo jak dzisiejsza impreza (mam nadzieję).
Teraz wróciłam do domu, zgrałam zdjęcia które zrobiłam, wykąpałam się i już zaraz idę spać.

mama napisał(a) komentarz:
No i nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się impreza. A węże są lepsze od psów?
Kasia napisał(a) komentarz:
Nie wiem, kiedy chodziła pani z wężem (w kieszeni) nalewałam keczup i musztardę. :))
tata napisał(a) komentarz:
Dziecko w domu zawsze jest co robić – oprócz sprzątania należy się uczyć i to duuuuuuużżżżżżo. Nawet fizyki też.

Post 16 – 91 (stare)

Post nr 91, ostatnio modyfikowany: 27-05-2018

Moje córki są wspaniałe! A najbardziej cieszą mnie nie tyle kwiaty, torty i prezenty, (to również), ale to, że robią to razem. Wspierajcie się we wszystkim! Buziaki!

Blog Ewa
Marek napisał(a) komentarz:
kochamy was

 


 

Post nr 90, ostatnio modyfikowany: 21-04-2018Nie wiem, czy się nie powtórzę, ale znalazłam w „Perswazjach” J Austen cytat:” Tusza i duchowe cierpienie człowieka niekoniecznie do siebie przystają. Osoba o dużej, masywnej figurze ma całkowite prawo do głębokiej żałości, tak samo jak właścicielka najwdzięczniejszych kształtów na świecie. Ale słusznie czy niesłusznie bywają nieodpowiednie połączenia, którym rozsądek na próżno będzie patronował, których dobry smak nie zniesie i które dosięgnie śmieszność.”
Niektórym wydaję się, że dotyczy to wszelkich uczuć, a „kochać i tracić, pragnąć i żałować, padać boleśnie i znów się podnosić…” dozwolone jest tylko młodym i pięknym…

 


 

Post nr 89, ostatnio modyfikowany: 24-03-2018Dzięki „Dzieciątku/om” mieliśmy okazję spędzić fantastyczny wieczór z moją ulubioną Grupą MoCarta. Udało się też zdobyć płytę z autografami wszystkich członków Grupy i takie foto – prawdziwe!

Blog Ewa
Blog Ewa

A po spektaklu zdążyliśmy zjeść w gospodzie „U Wrochema” to:

Blog Ewa

 


 

Post nr 88, ostatnio modyfikowany: 13-03-2018Ponad rok temu na rocznicę ślubu otrzymałam piękny kwiat, jego zdjęcie jest na blogu męża. Trochę spóźniony, ale udało mi się wyhodować go jeszcze większego.

Blog Ewa
tata napisał(a) komentarz:
miłością podlewany

 


 

Post nr 87, ostatnio modyfikowany: 10-02-2018Muszę zapisać zanim nauczę się na pamięć…

Czasem wiatr zdmuchnie
smutek przelotny,
Ciepłym tchnieniem znów dłonie ogrzeje,
I przegoni wszystkie kłopoty,
Więc dziękuję wiatrowi, że wieje.

Czasem deszcz o szyby zadzwoni
Mokra trawa kroplami lśni
Łzami łatwiej tęsknotę zasłonić,
Więc dziękuję deszczowi za łzy.

Czasem słońce w gonitwie do lata
Znowu ogród barwami roznieci
Pozapala iskry na kwiatach,
Więc dziękuję słońcu, że świeci.

No, a czasem się do mnie uśmiechniesz
Znikną smutki szaro – niebieskie
Stoisz w progu i słońce masz w oczach,
Więc dziękuję Ci za to, że jesteś…

– Czesław Miłosz

Dziękuję Wioletcie Sidoruk z grupy „Znajomi którzy lubią EA”

tata napisał(a) komentarz:
…. słońce masz w oczach
Więc dziękuje Ci za to, że jesteś……..!

 


 

Post nr 86, ostatnio modyfikowany: 07-01-2018Pomoc w ćwiczeniach?

Blog Ewa

 


 

Post nr 85, ostatnio modyfikowany: 01-01-2018Napisałam taką sobie powiastkę, więc tu
wstawiam, może się komuś spodoba…

Galatea

– Wyjdziesz dziś z nami? – Jacek zwrócił się do Maksymiliana. Ten przecząco potrząsł głową.
– Nie mogę. Przecież dziś przywożą mój marmur…
Jacek przypomniał sobie. Tak, to było szaleńcze marzenie Maksymiliana. Maks był artystą. Zatrudnił się w warsztacie kamieniarskim, by zdobyć jak najwięcej wiedzy o marmurze. Poszukiwał najczystszego marmuru, by wyrzeźbić idealną postać. Od najmłodszych lat studiował prace najlepszych rzeźbiarzy świata i za cel życia postawił sobie stworzenie posągu idealnego, bez wad i skaz. W garażu urządził sobie pracownię, gdzie wolny czas spędzał na doskonaleniu swego projektu. Na ścianach wisiały niezliczone szkice poszczególnych części ciała, w kątach leżały kawałki kamienia, niektóre z tylko lekko zaznaczonymi, inne z całkowicie wyrzeźbionymi fragmentami rąk, twarzy, włosów, fałd ubrań. Na środku szczytowej ściany Jacek umieścił gotowy projekt – rysunek kobiety w długiej sukni, kroczącej z podniesioną głową jak modelka na wybiegu.
W warsztacie kamieniarskim tylko Maks i Jacek byli artystami. Obaj skończyli liceum plastyczne, później ich drogi się rozeszły. Jacek podjął pracę w warsztacie kamieniarskim swego wuja, gdzie zajmował się projektowaniem i wykonywaniem nietypowych elementów małej architektury, oryginalnych nagrobków, czasem małego rzeźbionego detalu. Maks słusznie nosił swoje imię. Ukończył Akademię Sztuk Plastycznych. Stale niezadowolony ze swoich prac dążył do osiągnięcia mistrzostwa. Stale ćwiczył elementy, poprawiał wykonane już prace, ale żyć przecież z czegoś trzeba, więc przyjął propozycję kolegi.
Samotny i zamknięty w sobie dopuszczał do siebie tylko Jacka. Z nim dzielił się marzeniami i zamierzeniami. Czasem Jackowi udawało się wyciągnąć go do pubu, ale rozmowy stale krążyły wokół jednego tematu. Dotyczyły ideału.
– Dla mnie ideałem piękna jest ciało kobiece. Idealny kamień to biały marmur karraryjski.
– A przestudiowałeś piękno kobiety praktycznie?
– Wystarczy mi teoria. Obejrzałem wszystkie najbardziej znane rzeźby świata, klasyczne greckie, hinduskie, egipskie i te współczesne. Po roku Maks narysował projekt z którego był zadowolony. Jacek potwierdził jego wizję, podobała mu się.
Teraz pozostało jeszcze znaleźć odpowiednią bryłę kamienia.
Po długich poszukiwaniach i licznych wyjazdach Maks znalazł odpowiedni kamień – bryła białego, bez skazy i przebarwień marmuru. Na zakup i transport poszły wszystkie oszczędności, ale Maks nie żałował. Jego marzenie stawało się coraz bardziej rzeczywistością.
Przez następne tygodnie Maks utonął w swej pracowni. Jacek przynosił mu pizzę lub coś innego do zjedzenia, ale Maks nie wpuszczał go do środka. W końcu nadeszła wiekopomna chwila.
– Czy pamiętasz, że za trzy dni kończy ci się urlop i trzeba wracać do pracy?
– Pamiętam, przyjdź jutro po pracy na dłużej…
Nazajutrz po pracy zaintrygowany Jacek zabrał butelkę szampana by oblać wydarzenie i powędrował do pracowni.
W środku na niewielkim postumencie stała Ona. Postać kobiety z projektu wyrzeźbiona i wykończona z całkowitym pietyzmem. Jacek obejrzał dzieło z wszystkich stron. Coś mu tu nie pasowało, ale nie wiedział co. Zbyt idealna by wzbudzić głębsze uczucia? Starał się znaleźć jakąś niedoskonałość – Czy nie uważasz, że ten pukiel włosów leży w niewłaściwym kierunku? I czy policzki nie są zbyt wydatne?
Maks przyjrzał się dziełu krytycznie. – Masz chyba rację, trzeba to poprawić… Wziął do ręki dłuto i lekko uderzył w marmur. Nagle rozległ się trzask i na ziemię upadł duży kawałek rzeźby odsłaniając różowawe i niebieskie smugi wewnątrz kamienia. Zrozpaczony Maks ze złością uderzył jeszcze raz niszcząc głowę postaci i część sylwetki.
– Co robisz? Jacek powstrzymał go przed całkowitym rozbiciem bryły. – Możesz odsprzedać resztę kamienia jeśli nie wykorzystasz go sam… – Nie mam już co z niego zrobić. Chyba nie dotknę już tego kamienia. Może i innych kamieni. Problemem kamieniarzy jest, że jedno uderzenie może zniszczyć pracę wielu miesięcy. Spróbuję zrobić posąg z gliny. Tu można dokładać materiał do woli.
Przez następne tygodnie Maks po pracy znowu znikał w pracowni. Sprowadził glinę i stal na konstrukcję. Dokładał glinę, wygładzał, znowu dokładał ale coś mu nie wychodziło. Nie miał potrzebnej wprawy ani wyczucia materiału. Zniechęcony pomyślał – chyba zacznę rzeźbić w piasku… Teraz po pracy chętnie wybierał się z kolegami do pubu, byle jak najdłużej być z dala od domu i pracowni. Do domu wracał na rauszu i tylko by się przespać.
Po kilku tygodniach wszedł do pracowni. Na środku w dalszym ciągu stał kawał marmuru, czyli pozostałości ze zniszczonego posągu. Zrobił sobie herbatę i usiadł przy stoliku zarzuconym rysunkami i szkicami do swojego idealnego dzieła. Machinalnie odsunął je robiąc miejsce na szklankę. Sącząc powoli napój bezmyślnie spoglądał na kamień. Nagle blade smugi zaczęły układać się w rysunek… Spojrzał dokładniej. W głębi kamienia ujrzał dziewczynę. Stała trzymając w ręku jakiś przedmiot i prosiła – wyciągnij mnie stąd…. Naprawdę usłyszał to. Chwycił młotek i dłuto i powoli a dokładnie odbijał odłamki uwalniając zaklętą w kamień. Pracował bez wytchnienia całe popołudnie i całą noc. Rano zastukał do niego Jacek.
– Co się stało? Nie zjawiłeś się w pracy. Nie spałeś w domu?
– Coś odkryłem – Maks z niechęcią oderwał się od pracy, ale nie wpuścił Jacka do środka. Razem poszli do warsztatu. Po pracy Maks szybko pożegnał się z kolegami i wrócił do swojej pracowni. To powtarzało się przez kilka tygodni. Jacek domyślał się, że Maks intensywnie pracuje, ale na wszelkie pytania odpowiadał – później ci pokażę.
Pewnego dnia Maks pojawił się w pracy uśmiechnięty i pełen wigoru.
– Zapraszam cię do siebie. Wreszcie mam ją.
Zaciekawiony Jacek z niecierpliwością czekał na koniec dniówki. Po drodze Maks wstąpił do cukierni i kupił mały torcik. – Butelkę wina mam już u siebie, więc możemy należycie uczcić narodziny gwiazdy.
Na środku pracowni stała rzeźba zakryta płótnem. Maks posadził Jacka przy stoliku, przyniósł kieliszki i talerzyki, rozkroił ciasto i rozlał wino. W końcu podszedł do kamienia i delikatnie ściągnął materiał. Jacek ujrzał rzeźbę dziewczyny niosącej w ręku jakieś pudełko. Coś sprawiało, że przykuwała uwagę, choć w szczegółach można było dopatrzeć się odstępstw od uznanych kanonów piękna. Spojrzał jeszcze raz z bliska. – Czy nie uważasz, że ten palec jest za szeroki? Jest wyraźnie szerszy niż inne. – Maks spojrzał i odpowiedział – Czy nie widzisz, że to pudełko jest ciężkie i przygniata opuszek palca​​? To dlatego palec wydaje się szerszy. Jacek znowu usiłował znaleźć jakieś niedoskonałości. – A co z tymi smugami przebarwień?
– To przecież żyłki pod skórą, podkreślające delikatność jej ciała. No i sprawiają, że jest jedyna, niepodobna do innych…
– Powiedz mi jeszcze, co jest w tym pudełku w jej dłoniach?
Maks lekko się uśmiechnął. – To jej tajemnica. Może kiedyś ją odkryję, a może nigdy…
Jacek spojrzał na Maksa. W jego oczach był dawno nie widziany blask, w jego głosie brzmiały nowe, nieznane, radosne tony. Z nieukrywaną zazdrością stwierdził.
– W końcu znalazłeś ideał. Twój własny ideał….

tata napisał(a) komentarz:
Pieknie

 


 

Post nr 84, ostatnio modyfikowany: 23-11-2017

Blog Ewa

Dzięki Marku, dzięki Meg, dzięki Aniu!

 


 

Post nr 83, ostatnio modyfikowany: 22-11-2017Dziękuję ci mężu za 37 lat i piękne kwiaty!

Blog Ewa
tata napisał(a) komentarz:
To ja dziękuje – kocham cię!.
tata napisał(a) komentarz:
Jeszcze wykończenia. A gdzie pochować pozostałe sprzęty.

 


 

Post nr 82, ostatnio modyfikowany: 21-11-2017Tyle dzisiaj

Blog Ewa
Blog Ewa

Czy jutro będą wszystkie płytki ?
Zobaczymy

 


 

Post nr 81, ostatnio modyfikowany: 20-11-2017Ciąg dalszy prac… Jeszcze dość dużo zostało.

Blog Ewa
tata napisał(a) komentarz:
A miało być gotowe na jutro – ach ci budowlańcy i ich nie dotrzymane terminy.

 


 

Post nr 80, ostatnio modyfikowany: 18-11-2017Gruntownie zagruntowane…

Blog Ewa

 


 

Post nr 79, ostatnio modyfikowany: 17-11-2017Półmetek. Fuga na połowie jest, teraz ciąg dalszy.

Blog Ewa
Blog Ewa

 


 

Post nr 78, ostatnio modyfikowany: 16-11-2017I znowu kawałek… to dopiero połowa 🙁

Blog Ewa
Blog Ewa

 


 

Post nr 77, ostatnio modyfikowany: 15-11-2017Oto efekty dzisiejszej pracy.

Blog Ewa

 


 

Post nr 76, ostatnio modyfikowany: 14-11-2017Wtorkowa praca. Na dziś fajrant!

Blog Ewa

 


 

Post nr 75, ostatnio modyfikowany: 14-11-2017Pół pokoju zagruntowane.

Blog Ewa

 


 

Post nr 74, ostatnio modyfikowany: 13-11-2017Rozpoczynamy remont podłogi!

Blog Ewa
Blog Ewa

 


 

Post nr 73, ostatnio modyfikowany: 13-11-2017W końcu się udało!!! Wczoraj MEG zakończyła tłumaczenie mojego opowiadania – po długim czasie, wielu dyskusjach i pewnych zmianach w stosunku do oryginału. Dzięki ci córeczko! Już umieściłam na A3O – co prawda jako chapter 2, ale co tam, są obie wersje razem.

 


 

Post nr 72, ostatnio modyfikowany: 26-08-2017Piątek:
Po śniadaniu i odpoczynku pośniadannym wybrałyśmy się do Possidi na zakupy pamiątek. Oczywiście do naszego jedynego super marketu. Po drodze brodziłyśmy w morzu i robiły zdjęcia. Przy wyjściu z plaży posiedziałyśmy na ławeczce i powędrowały do marketu. W drodze powrotnej wstąpiłyśmy na kawę i lody do lokalu najbliżej od podejścia do nas i dalej od plaży. Po powrocie przebrałyśmy się, wzięły kluczyk do leżaków i pomaszerowały nad morze.Popływałyśmy, pooglądały rybki, poleżały aż się trochę ochłodziło, wiec powspinałyśmy się z powrotem do hotelu. Po kolacji usiadłyśmy na balkonie i zapisałam brakujące dni do końca czwartku. Zrobiło się późno, więc w pokoju dokończyłam i zapisałam na blogu. Udało się.
Sobota:
Po śniadaniu wzięłyśmy się za pakowanie i uznałyśmy, że trzeba dokupić przypraw z Gecji / Meg wyczytała, że to trzeba przywieźć na pamiątkę, bo nie jesteśmy miłośniczkami oliwek/ . Zostawiłyśmy bagaże przy recepcji i powędrowałyśmy najpierw w lewo, drogą, którą jeszcze nie szłyśmy, a według google maps kończy się ślepo przy jakimś domu. Droga ta trawersuje wzniesienie na którym stoi nasz hotel /Thea znaczy widok/,a między nią i nabrzeżem stoją prywatne wille na zboczu górki. Po zrobieniu zdjęć zawróciłyśmy i powędrowały znowu do naszego marketu. Teraz siedzimy na tarasie hotelowym w cieniu, wdychmy greckie powietrze, w planie mamy jeszcze lody i drinka zamiast posiłku południowego. W tym upale nie czuje się zbytnio głodu. Zbiórkę do wylotu mamy o 17.30 – lecimy jako ostatni – Wrocław już odjechał, a my wylatujemy o 21.30. Dwie godziny dojazdu na lotnisko i dwie na odprawę. Wyloty z Katowic są najkorzystniejsze – przyleciałyśmy pierwsze, a odlatujemy ostatnie.

Blog Ewa
Blog Ewa

 


 

Post nr 71, ostatnio modyfikowany: 25-08-2017Środa:
Po całodziennej wycieczce postanowiłyśmy zrobić sobie „lazy day”, czyli po naszemu leżenie bykiem. Po śniadaniu Meg pobrała kluczyk do leżaków na plaży i poszłyśmy nad morze. Tu na zmianę pływałyśmy z maską obserwując rybki i leżałyśmy na leżakach wystawiając nogi do słońca. Rybki były różne, przeważnie przejrzyste z paseczkami wzdłuż albo w poprzek, tylko z jedną plamką przy ogonie lub z dwoma plamkami, a trafiały się również zabarwione na zielono i różowo. Spotkałam też jedną bardzo cienką, ok 25 cm długości, jak wężyk, ale prostą. Bardzo żałuję, że nie ma tu taty, bo to na pewno coś dla niego – dużo wody słonej i słodkiej i dużo możliwości pływania, no i ciepło. Teraz nie jest aż tak gorąco, ale w południe pali słońce, a po południu jest naprawdę gorąco. Całe szczęście, że często wieje przyjemny wietrzyk / w poniedziałek i wtorek wiało całkiem mocno, a we wtorek było dosyć chłodno, że trzeba było ubrać długi rękaw/. Po 14.00 wróciłyśmy do hotelu oddać kluczyk i siadłyśmy na naszym ziemnym balkonie. Przez całe popołudnie opisywałam wydarzenia z poniedziałku i wtorku, co na klawiaturze tabletowej jest pewną sztuką, po czym jednym kliknięciem na stronie blogu straciłam wszystko. Wzięłam więc krzyżówki by się odstresować i po kolacji poszłam spać.
Czwartek:
Dzień wycieczki „Saloniki o zmierzchu”. Wycieczka rozpoczynała się o 14.30, więc przedpołudnie poświęciłyśmy na zajęcia balkonowe tzn. Meg coś czytała, a ja uzupełniałam opisy korzystając z programu Jota tekst editor i potem przenosząc na Qcoby. W cieniu leczyłyśmy przegrzane części ciała. Przed pierwszą wyskoczyłam na pół godziny na basen, by nie siedzieć cały dzień, popływałam trochę i wróciłam spakować się na wycieczkę. Autobus przyjechał punktualnie i znowu zabieraliśmy wycieczkowiczów z kilku hoteli. Droga zajęła nam dwie godziny, w Salonikach, a właściwie w Thessalonikach dosiadła się przewodniczka, która po polsku acz z greckim akcentem wyjaśniła nam, skąd pochodzi nazwa miasta i dlaczego nie poinniśmy mówić „Saloniki” / tę nazwę nadali Turcy, bo nie umieli wymawiać litery theta/. Autobusem wjechaliśmy na punkt widokowy przy akropolu skąd zrobiliśmy zdjęcia miasta i uliczkami w dół doszliśmy do cerkwi św Dymitriosa, patrona miasta. Zwiedziliśmy cerkiew i kapliczkę w środku z relikwiami świętego, po czym przeszliśmy na plac Arystotelesa gdzie przewodniczka pokazała nam drogę dojścia do punktu wyjazdu pod Białą wieżą i co gdzie kupić i zjeść. Przeszłyśmy się na bazarki, ale było albo za wcześnie, albo za późno, bo większość stoisk była zamknięta. Uwagę Meg zwróciły na stoisku z przyprawami laski cynamonu dł 55 cm, ale nie dałoby się ich spakować, no i co zrobić z taką ilością cynamonu. Za to kupiłyśmy w piekarni jakieś lokalne ciasteczka i baklawę, bo o baklawie słyszałam, ale nie próbowałam. Zachęcone przez kelnera sidłyśmy przy stoliku przed lokalem o nazwie Zorba. Ja zamówiłam paprykę faszerowaną serem z rusztu i sałatkę grecką /co polecają przewodniki/, a Meg bakłażana z rusztu nadziewanego pomidorm i serem oraz sałatkę marchewkową. Do tego wino /ja/ i frape /kawa z pianką/ . Wodę w litrowej butelce przynieśli na dzień dobry. Najpierw przyszła sałatka grecka – ogromna micha pełna pomidorów, ogórków, papryki w różnych kolorach, oliwek, czerwonej cebuli i czterech trójkątów sera feta z przyprawami i oliwą. Po chwili podali resztę – trzy papryki z serem i sosem i bakłażana rozłożonego a w nim pomidor, papryka i ser zapieczone i surówkę z marchwi z oliwą. Jedzenie zajęło nam dobrą godzinę, zrobiło się późno, a trzeba było jeszcze dojść do Białej Wieży. Z tego miejsca wypływały stateczki na przejażdżkę wzdłuż wybrzeża, ale byłyśmy za późno by wypłynąć. Na szerokim nabrzeżu życie rozpoczyna się o zmierzchu, pełno kafejek , barów, występy muzyków i ludzi na szczudłach , ruch i życie w całej pełni. Wszyscy uczestnicy wycieczki pojawili się punktualnie, przewodniczka też, odpowiedziała na pytania uczestników i ok 21.35 wyruszyliśmy w drogę powrotną. W hotelu byliśmy 20 min przed północą.

 


 

Post nr 70, ostatnio modyfikowany: 24-08-2017Poniedziałek :
Siedzę, piszę ponad dwie godziny i jednym kliknięciem tablet zżera moją pracę.
W poniedziałek rano poszłyśmy na spacer do Posidi i dalej, na koniec świata. Po drodze wstąpiłyśmy do sklepu reklmować okulary. Ponieważ Meg miała reklamówkę z tego sklepu nie musiała nawet okazywać paragonu i pani okulary wymieniła, sprawdzając na miejscu czy są dobre. Poszłyśmy dalej wzdłuż brzegu do samego końca południowej części, tam, gdzie na mapie jest ostroga Kassandry. Po drodze zboczyłyśmy, by obejrzeć ruiny świątyni Posejdona, najstarszej świątyni w Grecji / Macedonii/. Ruiny ogrodzone siatką, za którą można wejść, przy ogrodzeniu opis i plan. Nie wchodziłyśmy za ogrodzenie by nie deptać zabytku obejmującego tylko przyziemie – fundamenty i trochę muru. Dalej plażą piaszczysto-żwirową doszłyśmy do miejsca, gdzie spotykają się dwie zatoki – na południu morze łagodnie pofałdowane, na zachodzie fale około metra. Piaszczysta łacha rozdzielająca je ma kształt sierpa lub kosy. Zrobiłyśmy zdjęcia i pomaszerowały dalej na północ podziwiając i zbierając po drodze różnorodne kamyki.Przy latarni morskiej skręciłyśmy na drogę powrotną – znowu na nabrzeże. Wstąpiłyśmy do tawerny na suvalaki, czyli szaszłyki i sok/wino. W tym samym markecie uzupełniłyśmy zapasy napojów i herbatników, a Meg kupiła też sobie maskę z rurką do snurkowania. Po powocie i krótkim odpoczynku zeszłyśmy po schodkach na plażę, by wypróbować nasze nabytki. To był strzał w dziesiątkę. Wielokrotnie zwiększyła się przyjemność pływania w morzu – możliwość obserwowania kamieni dna porośniętych czymś tam i uwijających się między nimi rybek. Po powocie kolacja, trochę posiedzenia na balkonie i spać.
Wtorek:
Pobudka o 5.45 aby zdążyć wybrać się na wycieczkę.Trzeba dojść na dół do szosy kilka minut przed 6.45, bo o tej godzinie podjeżdża autobus. Po drodze spotykamy innych uczestników wycieczki z naszego hotelu – razem z nami 7 osób. Jesteśmy pierwsi w autobusie, po drodze dołączają uczestnicy z innych hoteli. Jedziemy dosyć długo objeżdżając przylądek Kassandra i część przylądka Sithonia w poprzek podziwiając krajobrazy. Po drodze rezydentka opowiada o republice mnichów na górz Athos i co będziemy oglądać tylko z morza, bo do republiki nie ma wstępu żadna kobieta od 1040 roku, co więcej żadna samica spośród zwierząt, które dają się kontrolować, a mężczyźni muszą pisać specjalne podanie o wizę i mogą przebywać tam tylko określony czas. W końcu dojechaliśmy do portu Ormos Panagias /ogród Matki Boskiej/. Zaokrętowaliśmy na statku o wystroju statku pirackiego – trzy pokłady, maszty /bez żagli/, dużo miejsc do podziwiania widoków, wewnątrz bar i sklepik z pamiątkami. Dosyć długo płyniemy przez całą zatokę, by dotrzeć do krańca przylądka pod świętą górę Athos. Rano było chłodno i trochę chmur, potem przejaśniało, ale nad górą znowu ciężkie chmury. Meg stwierdza, że prognozy pogody wskazywały iż na17 % powierzchni Chalkidiki będzie padać. Zbliżamy się do góry, statek zawraca, wszyscy tłoczą się by robić zdjęcia… i nagle w tyl zwrot, wszyscy uciekają pod pokład, tylko Meg mocuje się ze składaną peleryną. Leje jak z cebra, tak, że nawet płócienne osłony przeciwsłoneczne przeciekają, trzeba przejść pod te z tworzywa – ceraty. Leje przez dobrą chwilę, spod osłon robimy zdjęcia, przepływamy wzdłuż przylądka mijając kolejne monastyry i domki pustelników. Przez głośniki podają infomacje w języku greckim, angielskim, rosyjskim, polskim i niemieckim, ale przez deszcz mało słychać. Klasztorów mijamy 8 z 20 jakie sąWszyscy mnisi muszą przyjąć obywatelstwo greckie, choć republika mnichów jest niezależna, autonomiczna i oddzielona granicą. Lądem podobno nie da się przejść, do republiki dopływa się łodziami. Sa tam trzy klasztory dla mnichów z innych krajów – serbski, rosyjski i bułgarski. Powoli się
przejaśnia i dopływamy do miasteczka granicznego Ouranopolis ‚ tu półtorej godziny przerwy, rezydentka poleca najlepszą tawernę, gdzie pracuje polska kelnerka, a na hasło Liliana otrzymamy 10% zniżki :). Pokazuje tez sklep z pamiątkami. Zwiedzamy z Meg ulicę handlową i wracamy równoległą, by poczuć klimat bez tłumów. Jest jezcze czas by wstąpić do tawerny, gdzie spotykamy znajomych z Polski. Meg chce spróbować owoców morza, ja zamawiam smażony ser feta. Po krótkim stwierdzeniu Meg – przecież nie będziemy jeść z jednego talerza zamawiam też zestaw owoców morza. Do tego chleb, sok i wino. Na talerzach odróżniam szprotki, małże, jakieś pierścienie, Meg twierdzi że to kalmar i coś, co ponoć jest ośmiorniczką, do tego jedno ramionko 20 cm ośmiornicy, wszystko panierowane i smażone. Najlepsze są małże, szprotki jak szprotki z kręgosłupem, pierścionki dosyć gumiaste, ale da się zjeść. Jednogłośnie stwierdzamy, że nie zostajemy fankami owoców morza. Ale dużo tego było, więc objedzone wracamy na statek. W drodze powrotnej na statku prowadzone są animacje – pokaz tańców z różnych regionów Grecji. Ponieważ pani prowadząca mówi bardzo szybko i z mikrofonem przy ustach po grecku i chyba po angielsku – rozróżniam „ladies and gentelmen” niezbyt wiem, o które regiony chodzi. Poza tym miała być pani i pan, a tańczy dwóch panów, więc większość w pozycji zorba – obok siebie z rękami na ramionach. Zmieniają się rytmy i kroki, przy wolniejszym panowie zachęcają do dołączenia i wielu ludzi tańczy z nimi. Potem znowu tańczą, muzycy grają przebój z lat 60-tych , rozróżniam „Dzieci Pireusu”, panowie zmieniają strój i nowe tańce w tym samym stylu i zabawa ogólna. Na koniec pokazują taniec z wypiciem kieliszka w pozycji pompki, wybierają kilku panów spośród tańczących i przynoszą nowe kieliszki dla nich. Z ostatnim tańczą tyłem do kieliszka, a gdy ten się odwraca widzi przed sobą wysoki kubek. Dał radę. Animacje dobiegają końca i dopływamy do portu. Przejście do autokaru i wracamy do hotelu akurat na kolację.

 


 

Post nr 69, ostatnio modyfikowany: 23-08-2017znowu zginiony wpis, gdyż strona zgubiła u kogo zapisać

 


 

Post nr 68, ostatnio modyfikowany: 23-08-2017Dziś już wtorek wieczorem, a ja kończę o sobocie. Possidi to typowa wioska nadmorska, turystyczna. Morze, plaża, nad plażą nabrzeże, a na nim placyki i stoliki knajpek po drugiej stronie ulicy. Uliczka asfaltowa z ruchem samochodów i kelnerzy biegają między autami. Znalazłyśmy mini market, chleb, pamiątki, kapelusze i akcesoria plażowe. Kupiłyśmy czteropak tonika i ice tea, a Meg koniecznie chciała okulary do wody, więc kupiła też. Po powrocie do hotelu okazało się, źe okulary są złamane. Było już późno to poszłyśmy na obiadokolację. Tak jak śniadanie była w formie bufetu, tylko inny zestaw. Jedna zupa w podgrzewanym kociołku takim jak w Kucobach, podgrzewane mięsa i potrawy półmięsne, ryż, makaron spaghetti, ziemniaki, warzywa na gorąco a na następnej części warzywa na zimno kapusta biała, cebula, ogórek zielony, pomidor, jakaś sałata nie nasza /może rukola/ i do tego dwa rodzaje sosów jogurtowych. Osobny stół na desery _ szafka chłodnicza z budyniami lub galaretkami, jogurt naturalny i jogurt z słodkim dodatkiem, brzoskwinie z puszki lub mieszanka owoców z puszki ciasto nasączone syropem, i owoce świeże arbuz, śliwki, winogrona, brzoskwinie. Owoce nie odbiegają jakością od tych u nas, najlepszy i najczęściej jest arbuz. Kolacja bardzo nas zmęczyła, więc poszłyśmy spać.
Niedziela:
Zerwałyśmy się już o ósmej, po porannych zajęciach o 9.00 poszłyśmy na śniadanie.O 9.30 mieliśmy spotkanie z rezydentką w hallu hotelu. Przekazała informacje organizacyjne, które znaliśmy z koperty i ogłoszeń na tablicy.Potem opowiedziała o wycieczkach fakultatywnych. Zdecydowałyśmy się na dwie, we wtorek rejs w kierunku przylądka Atos i w czwartek Saloniki nocą. Po spotkaniu udałyśmy się nad morze z kostiumami kąpielowymi i butami,popływałyßmy i poszły dość daleko w drugą stronę. Były tam zatoczki i małe plaże dosyć prywatne użytkowane przez mieszkańców domów położonych wyżej. Po powrocie i odpoczynku przed trzecią godziną wybrałyßmy się pieszo do następnej wsi w głębi lądu Kalandry, gdzie wg mapy były miejsca kultu i kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Spacerek był jak do Borek, tylko większość dość ruchliwą szosą, a potem polną drogą. Wcentrum był kościół, a raczej z zewnątrz kościół a wewnątrz cerkiew z ikonostasem i pani sprzątająca. Pewnie dlatego był otwarty. Wieśbyła jak wymarła, poza ruszającymi dwoma samochodami ani dźwięku. Okrążyłyśmy wieś budząc trzy psy, a była już siedemnasta i prawie żywego ducha. Wróciłyśmy do hotelu na kolację o 19.30, poczytałyśmy jeszc,e na balkoniku i do łóżka.

 


 

Post nr 67, ostatnio modyfikowany: 21-08-2017Miał być wpis. Ale znikł…
Próbuję jeszcze raz.
Sobota; A więc jesteśmy w Grecji.
Po emocjach związanych z prawie nieprzespaną nocą i pierwszą w życiu podróżą samolotem wylądowaliśmy w Salonikach.Przy wyjściu z lotniska oczekiwali nas przedstawiciele biura Grecos, wręczyli koperty powitalne z odpowiednimi informacjami i skierowali do autobusów rozwożących do hoteli. Nasz hotel był ostatni na trasie. Kierowca autobusu poinformował nas,że przesiadamy się do busiku. Busikiem pojechaliśmy ok 250m po górkę i już byliśmy w hotelu. Przy meldunku okazało się, że zostawiłam torebkę w autobusie. Pani z recepcji zadzwoniła do kierowcy, a nas skierowała na śniadanie. W trakcie śniadania pracownik hotelu przyniósł moją torebkę. Po śniadaniu i zameldowaniu pokazano nam pokój i wręczono kartę otwierającą drzwi i załączającą klimatyzację. Było już około jedenastej tutejszego czasu, więc postanowiłyśmy się rozejrzeć. Najpierw zeszłyśmy stromą ścieżką i schodami na plażę. Nie zabrałyśmy kostiumów ani obuwia do wody, więc tylko trochę pobrodziłyśmy po brzegu i skałkach. Buty są nieodzowne, bo plaża jest piaszczysto-żwirowa i dużo skałek wyrasta z wody przy brzegu. Skałki te dzielą brzeg na zatoczki – jedna jest hotelowa z dziesięcioma parasolami i dwudziestu leżakami. Poszłyśmy najdalej jak się dało brzegiem, ale musiałyśmy zawrócić, bo grupa skałek była zbyt wysoka, a obejście wodą zbyt głębokie. Znowu po schodkach w górę i do hotelu. Tm emocje przeszły i zachciało się spać.Padłyśmy na łóżka i pospałyśmy. Obudziłam się ok 16.00 po dwu godzinch. Meg spała,więc poszłam popływać do basenu hotelowego. Basen stosunkowo mały, ale głęboki – od 1.3 do 3 metrów. Po godzinie pływania dołączyła Meg. Jeszcze chwilę popływałyśmy i postanowiłyśmy poszukać sklepu z napojami.Zeszłyśmy z górki hotelowej i nabrzeżem poszłyśmy w stronę Possidi.

 


 

Post nr 66, ostatnio modyfikowany: 19-06-2017Serwis AO3 nie odpowiada, więc na razie wklejam tu opowiadanie, by nie zaginęło – może się uda.

Kolacja z Enginem

Minął miesiąc od czasu gdy zabrzmiał ostatni klaps serialu. Niespodziewanie producent podjął decyzję o zakończeniu produkcji. Zaskoczyło to wszystkich łącznie z największymi gwiazdami serialu. Engin A. , który grał główną rolę, wybrał się na zasłużony odpoczynek. Po bardzo intensywnej pracy, nieraz po 14 godzin na dobę, zrobiło się bardzo spokojnie. Odwiedził rodzinę, tydzień spędził w kurorcie i poczuł, że brak mu pracy, rwetesu na planie, prób i wszystkiego, co się z tym wiąże. Poza tym zbyt długa przerwa dla aktora nie jest dobra. Trzeba dbać o widzów, a szczególnie o fanki, które z całego świata przyjeżdżały do Stambułu tylko po to, by zobaczyć miejsca w których nakręcano ich ulubione seriale i w nadziei spotkania gdzieś na planie swojego idola.
Menedżerka robiła co mogła, fankluby organizowały akcję popierania dalszego ciągu serialu, ale producenci czekali. Wreszcie odezwał się telefon menedżerki. – Mam dla ciebie ciekawą propozycję od jednej z mniejszych telewizji. Spotkajmy się jutro, omówimy szczegóły.
Nazajutrz menedżerka przedstawiła mu propozycję udziału w ciekawym talk show.
– To propozycja programu cotygodniowego pod tytułem „Kolacja z Enginem”. Zaprosimy na spotkanie z tobą uczestniczki wycieczek fan klubów do Stambułu. Co tydzień wylosujemy jedną z nich, z którą zjesz kolację i porozmawiacie. Kolacja będzie trwała trzy godziny, z rozmowy zmontujemy godzinny program. Kontrakt obejmuje dziesięć spotkań, postaramy się wybrać fanki z różnych krajów i różnych regionów świata. Jeżeli będziesz miał jakieś uwagi lub propozycje to uwzględnimy je.
– Wolałbym, aby z rozmowy wyłączone były moje sprawy osobiste, a także polityka. To powinno znaleźć się w kontrakcie.
– Może zaproponujmy, by uczestniczki napisały po jednym pytaniu do ciebie, wtedy zorientujemy się jak może przebiegać rozmowa i wybrać osobę, która zada najciekawsze pytanie.
– To może być ciekawe i odmienne doświadczenie. Wchodzę w to. Resztę dopracuj z producentem.
Przygotowanie produkcji, znalezienie sponsorów, opracowanie formuły i wynajęcie hotelu zajęło trochę czasu i produkcja ruszyła tuż po nowym roku. Nie był to szczyt sezonu, ale zawsze zdarzały się wycieczki fanek i informacje o możliwości udziału w nagraniach pojawiały się nie tylko w drogich hotelach centrum ale i w tańszych hostelach, gdzie przybywały grupy młodszych fanek.
Do pierwszego odcinka wybrano fanki z Turcji, następnie miały być dziewczyny z różnych krajów świata. W nagraniu brały udział fanki z osobami towarzyszącymi. Przed wejściem każda uczestniczka oddawała karteczkę z pytaniem i otrzymywała numerek. Wręczający numerki oceniali wygląd i osobom, które odpowiadały wymogom telewizji przydzielały numerki poniżej trzydziestki. Pozostałe otrzymywały wyższe numery, ale o tym wiedzieli tylko organizatorzy. Spośród pytań zadanych przez wybraną trzydziestkę wybierano dziesięć najciekawszych i spośród nich losowano rozmówczynię Engina na ten wieczór. Chodziło o to, by zgłaszało się jak najwięcej fanek i każda myślała, że szanse są równe. Wybrana osoba wchodziła na scenę, na której ustawiony był stolik nakryty do kolacji. Aby zachować klimat i nie peszyć zbytnio rozmówców oświetlony pozostawał tylko stolik, widownia przy stolikach, galeria i kamery pozostawały w cieniu. Punktowy reflektor prowadził rozmówczynię od jej stolika do stolika na scenie, prowadzący zadawał pytania o imię, miejscowość lub państwo z którego pochodziła i oto, co chciałaby o sobie powiedzieć. Potem zapowiadał: – A teraz powitajmy Engina. – Otwierały się drzwi z boku sceny i wchodził idol.
Pięknie się uśmiechał, witał z gościem i zasiadali do stołu. Podchodził kelner, nalewał napoje, podawał danie i znikał. Przeważnie Engin chciał wiedzieć jakie pytanie zadała osoba z którą się spotykał i od tego rozpoczynała się rozmowa.
Pierwsze pytanie brzmiało: – Którego bohatera granego przez siebie Engin najbardziej lubi?
– Pewnie tego, którego dopiero zagram…
– A z tych, których grałeś? –
– Może Mustafę Buluta?
– A czy mogłabym być twoją Narin?
– To już było dawno, a Narin była tylko jedna. – Engin starał się zmienić kierunek rozmowy .
– Czym się najbardziej interesujesz, co lubisz robić w wolnym czasię?
– Interesuję się filmem, nauczyłam się też wstawiać zdjęcia w internecie. Lubię też gotować narodowe potrawy… Mam w telefonie ponad trzysta twoich fotek. Czy mogę zrobić sobie z tobą selfie?
– Oczywiście, ale po kolacji…
– Opowiedz mi o swojej miejscowości…

Rozmowy miały zazwyczaj podobny przebieg, większość rozmówczyń wyrażała uwielbienie dla idola, podziwiała jego urodę, pamiętała wszystkie sceny z seriali, a niektóre zapraszały go bądź na przedłużenie kolacji do śniadania, bądź do swojego kraju na spotkanie.
Zbliżało się nagranie dziewiątego spotkania i Engin był już trochę zmęczony monotonią spotkań. Spojrzał na datę emisji „dziewiątki” – to przecież pierwszy kwietnia, dzień w którym w Europie płata się figle i psoty. Można by coś zrobić dla żartu i ożywić program. Kto mógłby mu w tym pomóc? Pomyślał o młodszym koledze, Enginie O – kolacja jest z Enginem, ale nie piszą z którym, więc żart może się udać. Zadzwonił i umówił się na spotkanie. Na szczęście Engin O był wolny tego dnia i skłonny do psoty. – Obawiam się tylko, czy dziewczyna mnie nie zabije, jeśli nie będę tym wielkim aktorem, z którym miała nadzieję się spotkać.
– Nie martw się, będę stał za kamerą i w razie problemów wkroczę i powiemy, że to żart. Myślę, że nawet największa Enginistka mi wybaczy. W razie czego obiecam jej ekstra spotkanie….
To może być dziewczyna z Holandii, bo słyszałem w produkcji, że poszukują tłumaczy „from Holland”. / Przy produkcji przeważnie pracowało dwoje tłumaczy, kobieta i mężczyzna, aby rozmowy brzmiały realistycznie/.
Nadszedł dzień nagrania. Jak zwykle hol przed salą napełnił się ludźmi, rozpoczęto rejestrację uczestniczek. Gdy sala się zapełniła, ściemniono światła, na środek wyszedł prowadzący. Za chwilę odczytam numer uczestniczki programu, która wylosowała udział w kolacji z Enginem. Dramatycznym ruchem rozdarł kopertę, wyjął karteczkę i odczytał:
– Kolację z najlepszym aktorem roku 2015, laureatem wielu nagród filmowych Enginem A… wylosowała osoba z numerem 52! Wyjął karteczkę z numerem i pokazał do kamery. Za kamerami wśród obsługi planu rozległ się szmer – to niemożliwe, prezenter pokazał numer „do góry nogami”, miało być 25! Co teraz? Nim ktokolwiek zareagował kamerzysta jupitera odszukał na sali zgłaszającą się osobę. Rozległ się szmer zdziwienia i niedowierzania. Karteczkę z numerem 52 trzymała w ręku starsza, dosyć tęga pani, ubrana bardzo zwyczajnie, z prawie niewidocznym makijażem. Spokojnie wstała z krzesła i przeszła na scenę.
Stojący w cieniu za kamerami Engin A pomyślał: – No to wpadłem. Jeżeli nie ona jego, to z pewnością on zabije mnie… . Ale może być ciekawie.
Kobieta stała przy stoliku oczekując na wejście aktora. Jedna kamera pokazywała zbliżenie jej twarzy, druga drzwi, którymi miał wejść bohater wieczoru.
Drzwi otworzyły się i po sali drugi raz przeszedł szmer niedowierzania. Przez twarz kobiety krótko przemknął wyraz zdziwienia i lekkiego zawodu, ale opanowała się i jakby rozbawiona powiedziała do siebie: – Niejednemu psu Burek na imię. Zorientowała się i krzyknęła Nie tłumacz tego! Engin O. był równie zaskoczony i niepewnie podszedł do stolika. Kobieta wyciągnęła rękę i powiedziała: – Witaj! Mam na imię Ela. Przepraszam, że nie jestem młodą i piękną osobą jakiej się spodziewałeś, ale mam nadzieję, że mimo to miło spędzimy czas i nie będziesz żałował tych paru godzin Enginie O. No i kolacja okaże się smaczna – dodała z łobuzerskim uśmiechem.
Zaskoczony Engin odpowiedział tylko – Witam! Czy pani mnie zna, czy też uprzedzono panią wcześniej? – Znam cię z dwóch seriali wyświetlanych w naszym kraju. Prawdę mówiąc, spodziewałam się twego bardziej znanego kolegi. Też mnie zaskoczyłeś . Czy mogę nazywać cię Enginio, żeby nam się nie myliło z tym drugim? A może Selim​? Tylko,że wtedy nie będzie to kolację z Enginem.
– No to trzeba będzie mojego kolegę nazywać Enginia i wszystko będzie jasne.
– Niestety, w moim kraju wyrazy zakończone na „a” sugerują rodzaj żeński. A nie chcielibyśmy chyba, by ktoś pomyślał, że mówimy o kobiecie…
Mówiąc to zerkała w cień, poza kamery. Enginio był przekonany, że ona wie, że gdzieś tam kryje się ten, o którym mowa. Postanowił to wykorzystać.
– A czy nie jest ci przykro, że spotykasz się ze mną, a nie z najprzystojniejszym aktorem roku 2015​?
– Prawdę mówiąc, to różnica trzech centymetrów Engina, a przecież rozmiar nie ma znaczenia – uderzyła się w usta. – Powyżej 180 cm jest się naprawdę wielkim aktorem…
Poczekała chwilę, by tłumacz wyjaśnił, że w jej ojczystym języku ten sam wyraz oznacza znakomitość jak i wzrost. -W Turcji jest wielu wielkich aktorów… Ale jeśli o urodzie mowa, to Engin nie jest w moim typie …. ty chyba też nie, choć obaj jesteście bardzo przystojni.
-To jaki jest twój typ? – odważył się wtrącić.
– Spośród tureckich aktorów, których znam, najbardziej odpowiada mi uroda Alpera , tego, który grał adwokata Omera w Grzechu Fatmagul. Ale wśród wszystkich mężczyzn na świecie jest tylko jeden, który odpowiada mi pod każdym względem i tak to się dobrze składa, że jest nim mój mąż.
Jej spojrzenie powędrowało w kierunku, z którego przyszła.
Zapadła chwila milczenia. Ocknęła się z zamyślenia i stwierdziła: – W kontrakcie napisano, że nie wolno poruszać tematów osobistych rozmówcy. Ale można chyba poplotkować trochę o nieobecnych? Engino znów wyczuł w tonie głosu lekką kpinę. Zmienił temat.
– Powiedz mi więc, jakie pytanie chciałaś zadać​. Czego chciałaś się dowiedzieć, może ja będę mógł odpowiedzieć.
– Tak naprawdę chciałam tak całkowicie zanudzić Engina aby zasnął, bo wtedy dowiedziałabym się, jakie imię wypowiada przez sen. A może trzeba by go lekko stuknąć, by dowiedzieć się, czy to Narin, Fatmagul, Elif, Selvi, czy może Ozlem albo kto inny.
W oczach Engino pojawił się złośliwy chochlik. – Najpewniej woła „mama” albo… . Stop! przerwała mu. Nie chciałabym go zranić, powiedzieć coś przykrego, bo nie zasługuje na to. Zresztą – jak wy to mówicie „szaka, szaka”, żartowałam. Naprawdę moje pytanie brzmiało tak: Już ponad piętnaście lat jesteś aktorem. Czy zastanawiasz się co zostało z tamtego chłopaka, który przystępował do konkursu, jak zmieniłeś się od tego czasu. Czy podjąłbyś te same decyzje mając wiedzę o zawodzie taką jak dziś? Właściwie mogę ciebie spytać o to samo, choć twoja droga w zawodzie jest inna i nie tak długa.
– Naprawdę zmuszasz mnie do zastanowienia. To poważne pytanie, trzeba dużo czasu by dobrze odpowiedzieć.
Rozmowa zeszła na poważne tory. Engino opowiedział trochę o swojej pracy w filmie i na planie seriali. Potrafił ciekawie opowiadać i następna godzina przypominała wywiad jakich często udzielają aktorzy. Wreszcie przerwał i zwrócił się do rozmówczyni: – Powiedziałem wiele o sobie, a teraz chciałbym dowiedzieć się czegoś o tobie.
Słyszałem, że pochodzisz z kraju w większości położonego w depresji, a jednak ludzie tam są weseli.
– Przecież nie mieliśmy rozmawiać o polityce… Zaskoczona, po chwili zrozumiała jego intencje i przeszła na angielski recytując z naciskiem: I am not from Holland. I’m from Poland. We have little depression near the sea, but we have beautiful lakes, green fields, varied mountains and forests. Our capital is Warsaw, and one of great king was Jan III Sobieski, the winner from Vienna 1683 who repress Kara Mustafa’s army.
Widząc jego zmieszanie dodała – Nie przejmuj się, często takie pomyłki się zdarzają, podobnie jak ludzie mylą Słowację ze Słowenią, a ostatnio Google translator przekonywał mnie, że krajem twojego pochodzenia jest indyk. A o polsko-tureckich kontaktach mogłabym porozmawiać z Enginem A, jako znawcą historii.
– Wobec tego porozmawiajmy na inny temat. Mówiłaś o mężu. Ja dopiero rozważam małżeństwo. Powiedz, czy jest możliwa miłość do końca życia.? Jesteś doświadczoną osobą, więc pomóż mi podjąć dobrą decyzję.
– Owszem, mam wiele przemyśleń, obserwacji, ale trudno mówić o doświadczeniu. Powiedziałabym, że jest raczej jednostkowe – jeden mężczyzna przez całe życie. Kiedy miałam trochę mniej lat niż teraz stworzyłam sobie własną teorię na temat miłości i małżeństwa, chyba się sprawdziła. Decyzja o połączeniu z kimś życia nie może wynikać tylko z chwilowej, nawet największej fascynacji. Trzeba poznać tę drugą połówkę na tyle, by być pewnym, że macie podobne poglądy na życie, tego samego oczekujecie od siebie. To jak zaprzęgnięcie się do jednego wózka – trzeba ciągnąć w tę samą stronę by osiągnąć sukces. Moja definicja miłości i małżeństwa: Miłość to pragnienie dobra dla drugiej osoby, postawienie jej potrzeb przed swoimi, a małżeństwo to przyjęcie odpowiedzialności za szczęście współmałżonka i dzieci. Jeśli tylko będziecie myśleć jedno o drugim, starać się dowiedzieć, co czuje druga strona, to reszta będzie łatwa. A wierz mi, że można zakochiwać się wiele razy w tej samej osobie. Takim przykładem jest małżeństwo Kerima i Fatmagul – zrozumienie, wybaczenie i lojalność. Oczywiście mówię to na własnym przykładzie i zdaję sobie sprawę, że w takim zawodzie jak twój jest to o wiele trudniejsze – szczególnie dla mężczyzny. To kwestia bliskości potrzebnej do dobrego zagrania scen miłosnych, otoczenia przez wiele pięknych kobiet, narażenia na różne pokusy. Jeśli jednak jest się jak Mały Książę – pamięta, że jego róża jest tylko jedna – szczęście jest możliwe. Każdy pisze swoją odrębną historię życia i jeśli pamięta co chce osiągnąć i stara się o to, zdobędzie to. Z całego serca życzę wam obu, byście znaleźli prawdziwe i trwałe szczęście w życiu i w miłości.
W słuchawkach rozległ się głos reżysera – Ostatnie pięć minut, czas na podsumowanie. Pani pierwsza. Starsza pani zwróciła się do rozmówcy:
– Bardzo dziękuję ci za spotkanie, za ciekawą rozmowę i czas mi poświęcony. Nie jesteś tym, którego się spodziewałam, jesteś inny. Ale nie myśl, że inny znaczy gorszy. Odmienność sprawia, że ten świat jest ciekawszy. Życzę ci wielu ciekawych ról, radości w pracy i szczęścia w życiu.
Engino nie mógł się powstrzymać by zadać jej pytanie: – A czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć Enginowi A i tylko jemu? Nawet, gdyby to nie było zbyt miłe dla mnie?
Spojrzała obok niego w ciemność, jakby kogoś tam widziała
– Drogi panie Enginie. Powiedziałam na początku, że twoja uroda nie jest w moim typie. Masz jednak najpiękniejsze w świecie oczy i uśmiech, które sprawiają, że chce się ciebie kochać. Myślę i pragnę wierzyć, że to dlatego, iż przeziera przez nie twoja jasna, słoneczna i piękna dusza. Chciałam cię spotkać, aby zajrzeć w twoje oczy i sprawdzić, czy ta dusza rzeczywiście tam jest, czy troski i problemy albo nadmierne powodzenie jej nie zagłuszyły. Trudno, nie udało się, pozostaje nadal wierzyć, chociaż nie wiem, czy ta wiara na długo wystarczy.
– A co by było, gdybyś tej duszy nie znalazła?
– Powiedziałabym, że Engin A jest lepszym aktorem nawet od najlepszego aktora na świecie, czyli sir Lawrence Oliwiera.
– Dlaczego właśnie od niego?
– Krąży gdzieś anegdota, historyjka o tym, dlaczego sir Lawrence Oliwier był największym aktorem świata. Pozwól jednak, że odpowiem jak Szeherezada – to opowiadanie na zupełnie inną kolację …albo i śniadanie… roześmiała się mrużąc oko.
Stojący w cieniu Engin A bezwiednie zrobił krok do przodu. Zwróciło to uwagę operatora reflektora oświetlającego stolik. Przeniósł światło na aktora. Przez salę przebiegł szmer, brawa, stukot odsuwanych krzeseł jakby wszyscy wstawali. Reflektor prowadził Engina do stolika. Eli już tam nie było. Zmieszała się z tłumem i zniknęła.

tata napisał(a) komentarz:
Piękne i do myślenia.

 


 

Post nr 65, ostatnio modyfikowany: 12-05-2017Troszkę zaniedbałam historie rodzinne, a pozostała jeszcze nieopisana babcia Julia, czyli mama mojego taty.
Babcia Julia z domu Ćwielong pochodziła z miasteczka Woźniki lub z okolic- dokładnie nie wiem. Jak i kiedy rodzina dostała się do Chorzowa nie wiem, pamiętam jednak , że prababcia Ćwielong mieszkała w Chorzowie na naszej ulicy ze swoją niezamężną córką, siostrą babci. prababcia – jak nazywał ją ojciec – starka była przez pewien czas najstarszą mieszkanką Chorzowa – zmarła w wieku 98 lat w roku 1968. Babcia Julia miała jeszcze jedną siostrę, po mężu nazywała się Grabowska – niestety nie pamiętam imienia, ale też mieszkała niedaleko w Chorzowie. Miały też brata, ale zmarł chyba przed moim urodzeniem.
W młodości babcia Julia pracowała jako służąca, a zarobione pieniądze przeznaczała na zakup posagu – bieliznę pościelową, ręczniki itp. Rodzina odwodziła ją od tego, mówiąc, że ma oszczędzać pieniądze. Aż przyszedł wielki kryzys, pieniądze topniały na wartości, tak że babcia miała rację. Babcia opowiadała, że miała kapelusz za cztery miliardy marek.
Najlepszą pracą i rozrywką były dla niej robótki ręczne – robiła dużo na drutach i szydełkiem. Wtedy modne były firany do okien robione szydełkiem, babcia miała ich dużo. Do dziś mam okrągły obrus robiony na drutach, dzieło babci. Robiła również swetry, skarpetki, rękawiczki dla swoich dzieci. Mówili, że nosiła w torebce notesik i gdy gdzieś na wystawie widziała nowy wzór stała i kopiowała go.
Po ślubie dałą mojej mamie jedną radę : Gdyby mąż chciał cię bić lub uderzyć łap co masz pod ręką i oddaj mocniej. – Mama się zaśmiała i mówi – Rozumiem, gdyby to moja mama tak mi radziła, ale teściowa? – Widocznie babcia miała jakieś doświadczenie w wyrobieniu sobie szacunku i wyrozumiałości męża. Oczywiście rada była niepotrzebna, bo moi rodzice bardzo się kochali i szanowali.
Po śmierci dziadka babcia mieszkała dalej w tym samym miejscu z córką i jej rodziną. Dom ten stoi do dziś. Babcia była też kibicem piłki nożnej, kiedy pojawił się telewizor oglądała wszystkie mecze. Zmarła w 1977 roku.

tata napisał(a) komentarz:
czekamy c.d.

 


 

Post nr 64, ostatnio modyfikowany: 09-05-2017W rękach dwa kije, przede mną droga…
W jesieni życia usiłuję dogonić wiosnę….

Blog Ewa
mamaewa napisał(a) komentarz:
Zdjęcie zrobiła Meg
tata napisał(a) komentarz:
łatwiej odnaleźć drugą niż dogonić pierwszą…….

 


 

Post nr 63, ostatnio modyfikowany: 24-03-2017Dziś 24 marca babcia Maria Helena ukończyła by 102 lata. Dziadek Jan Vogel o którym pisałam niżej dziś również skończyłby 120 lat. Została pamięć i dzieci, wnuki. Wszystkim, którzy to czytają dedykuję mój ulubiony wiersz L.Staffa
„Odys”
Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy
O to chodzi jedynie
By naprzód wciąż iść śmiało
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej niż się chciało
Zostanie kamień z napisem
„Tu leży taki a taki”
Każdy z nas jest Odysem
Co wraca do swojej Itaki…

 


 

Post nr 62, ostatnio modyfikowany: 20-03-2017Już kiedyś napisałam o drugim dziadku, ale nie weszło i nie umiem znaleźć pliku zapisanego ” na boku”, wiec od nowa…
Drugiego mego dziadka, ojca mojego taty pamiętam tylko trochę, jako ze zmarł, gdy miałam dziewięć lat. Przez całe swoje życie był górnikiem i jak pamiętam, całe życie zawodowe spędził na jednej kopalni – „Prezydent” w Chorzowie. Nie wiem, jak to było przed II wojną światową, bo wiem, że rodzina dziadka przeprowadzała się ok roku 1937 z Chorzowa II /chyba z ulicy Chałupki/ do Chorzowa Starego, na pl. Piastowski, do budynku kopalnianego. Mój tata był w drugiej klasie i w szkole przezywali go „hutniol” /od Królewskiej Huty/, ale nie był ułomkiem i umiał się bić, więc długo adaptacja w nowej szkole nie trwała.
Z okien domu na u Piastowskiej – mieszkanie było na poddaszu – widać było dwa szyby wyciągowe kopalni. Mówiliśmy, że jeden był babci a drugi dziadka. Po szychcie dziadek przynosił kawałek drewna z pociętych stempli owinięty drutem i porąbany na szczapy do rozpałki w piecu. To chyba było tradycją górniczą, bo mówiło się „szychta i klocek” jak coś było do końca zrobione. Dziadek miał jeden kciuk bez paznokcia, bo mu go przytrzasnęła bryła węgla. Brał udział w obronie kopalni przed zalaniem w czasie przejścia frontu – Niemcy mieli plany, by pozalewac kopalnie, ale górnicy na to nie pozwolili.Kiedy odchodził na emeryturę to miał przepracowanych lat tyle ile sam liczył, bo część lat pracował w ratownictwie górniczym, gdzie liczono lata podwójnie, a zaczął jako 14 letni chłopak. Często odwiedzaliśmy dziadków, a szczególnie na urodziny dziadka i babci, kiermasz kościoła parafialnego, Dzień Górnika i bez specjalnych okazji. Święta i uroczystości obchodzono przy kawie i kołoczu drożdżowym, Szałocie /sałatce ziemniaczano-jarzynowej/ i oczywiście dla mężczyzn wódce. Wtedy dziadek wyciągał akordeon, grał i wszyscy śpiewali różne piosenki, szczególnie ludowe, te które śpiewał zespół „Śląsk”, ale i wiele innych, które teraz znam nie wiadomo skąd. Pod koniec poważnym punktem programu było odśpiewanie hymnu górniczego „Górniczy stan niech nam żyje”. Pamiętam dwóch kolegów dziadka, pana Surmę i pana Jambora, którzy przychodzili na imprezy. Szczególnie pan Jambor pięknie śpiewał, grał na różnych instrumentach i jodłował./Później dowiedziałam się, że jego wnuk to Mirek Breguła z zespołu Uniwerse/. Dziadek zmarł w 1964r, prawdopodobnie przyczyniła sie do tego pylica – choroba górników.

 


 

Post nr 61, ostatnio modyfikowany: 12-03-2017Dziadzię zapamiętałam jak stoi przed domem z nieodłączną fajeczką w zębach – wracając ze szkoły często oglądałam go tak z okna tramwaju…
A teraz trochę o babci, żonie dziadzi Annie Vogel.
Trochę, bo babci nie miałam okazji poznać.Zmarła przed moim narodzeniem. Zachowały się zdjęcia i informacja mojej mamy na odwrocie portretu babci.

Blog Ewa
Blog Ewa

Zdjęcie poniżej zostało wykonane ok roku1930 przed domem rodzinnym mojej mamy i moim. W środku stoi moja babcia, a przed nią dwie rozczochrane dziewczynki to jej córki – starsza Bronisława i młodsza Irena – moja mama. Obok stoją dwie sąsiadki z synami, ale nie znam ich nazwisk.

Blog Ewa

Dom był typową budową na wynajem robotnikom – zaledwie piętrowy mieścił 13 mieszkań składających się z kuchni i izby /pokoju/. Jedno mieszkanie mieściło się w suterenie – dom stał na skarpie, wejście od ulicy było na wysokości parteru, od podwórza na parter prowadziły murowane schody, a obok było wejście do suteren i piwnic. Na parterze były cztery mieszkania, jedno z nich zajmował brat babci Anny z rodziną, z dwu następnych zrobiono jedno mieszkanie w którym mieszkała siostra babci Eufemia z rodziną, a czwarte wynajmowano.
Piętro to też cztery mieszkania – gdy byłam mała zajmowaliśmy dwa połączone ze sobą. Obok mieszkała kuzynka mamy, a czwarte też wynajmowano. Na poddaszu znajdowały się cztery mieszkania – kuchnie były normalnej wysokości, ale pokoje miały skośne sufity.
O babci wiem tylko tyle, że była bardzo uczciwa. Świadczy o tym opowiadanie mamy jak to przy przejściu frontu piekarz z tej samej ulicy w obawie przed rabunkiem porozdawał zapasy mąki sąsiadom. Po uspokojeniu sytuacji Babcia poszła zapłacić za mąkę i piekarz się zdziwił, bo była jedyną osobą która o tym pomyślała.
Przez jakiś czas dziadzia i babcia mieli problemy małżeńskie, ale się nie rozeszli tylko ze sobą nie rozmawiali. Mama wspominała, jak jej mama mówiła „powiedz ojcu…”, a tato „powiedz mamie…”. Obie córki bardzo nad tym bolały. Kiedy po ślubie moich rodziców urodził się brat Adaś a tata był w wojsku, babcia nie chciała zajmować się niemowlakiem i mama musiała zanosić go do żłobka. Babcia chyba czuła się bardzo źle, bo po roku miała wylew i zmarła./16.05.1953r/

 


 

Post nr 60, ostatnio modyfikowany: 12-03-2017

Blog Ewa

To jest mój dziadek Jan Vogel w mundurze powstańczym

tata napisał(a) komentarz:
prosimy o c.d.

 


 

Post nr 59, ostatnio modyfikowany: 02-03-2017Teraz mogę opisać, co sama pamiętam. Pierwsze wspomnienia związane są ze zdjęciami z aparatu Start zakupionego przez rodzinę ok 1957r. Jestem z dziadzią w ogródku działkowym, dziadzia i tato rozpoczęli budowę altanki. Wtedy poznałam tak trudne słowo jak fundament. Dużo czasu spędzaliśmy na działce położonej niedaleko domu, zajadaliśmy truskawki, młodą kalarepkę, różne owoce nie przejmując się, że wyrosły w Chorzowie, na terenie po wysypisku czy hałdzie. Dziadzia przez jakiś czas był wybrany do Miejskiej Rady Narodowej /podobno „z klucza” jako robotnik/. Pamiętam, że kiedyś szłam z dziadzią, a on na ulicy rozmawiał z kimś o problemach miasta i decyzjach Rady. Byłam zbyt mała, aby zrozumieć o co chodzi, ale ten fakt wrył mi się w pamięć. Czasem dziadzia bawił się z nami, biegał wokół stołu goniąc się z Adasiem. Pewnego razu mama przyniosła nam z pielgrzymki do Piekar pukawki- pompki z korkami na sznurku, i dziadzia strzelał z mojej a Adaś ze swojej i tak się gonili po pokoju. W połowie lat sześćdziesiątych dziadzio przeszedł na emeryturę i poza ogródkiem częściej poświęcał czas na spotkania i zebrania w ZBoWiD – organizacji kombatanckiej, jako powstaniec. Brał udział w różnych akademiach, pamiętam też, że uczestniczył w odsłonięciu pomnika Powstańców Śląskich w Katowicach. Często i coraz częściej chodził też w poczcie sztandarowym na pogrzeby kolegów ze Związku. Z zebrań przychodził czasem pod dobrą datą, ale ponieważ chodził w mundurze nie miał problemów z milicją, a raz nawet młodzi funkcjonariusze odstawili go pod drzwi. Bywał wtedy bardzo rozmowny, ale trzeba było się namęczyć, by coś zrozumieć, a młodość nie ma cierpliwości. Pod koniec zachorował na cukrzycę, a ponieważ wtedy choroba ta nie była jeszcze tak dobrze znana jak teraz. Dostawał insulinę i dwukrotnie zapadał w śpiączkę. Zmarł jesienią 1976 roku.

tata napisał(a) komentarz:
to nasze dziedzictwo ocalmy od zapomnienia niech cdn i wcześniejsze wspomnienia tu się pojawią.

 


 

Post nr 58, ostatnio modyfikowany: 17-02-2017CD…Najgorzej sytuacja rodziny przedstawiała się tuż po przejściu frontu. Nie tylko naszej rodziny, ale wszystkich mieszkańców Śląska. Brak zaopatrzenia, wywózki do ZSRR, chaos. Raz udało się dziadzi zamienić stary zegarek ręczny na pół worka pszenicy. Mielono pszenicę młynkiem do kawy i używano do wypieków. Dziadzia dalej pracował na tym samym stanowisku, w ZA podjęła też pracę starsza córka. Moja mama uczyła się, odrabiając stracony czas wojny, po ukończeniu gimnazjum i liceum też podjęła pracę. W 1950 roku mama wyszła za mąż i zamieszkali razem z dziadkami. W 1952 roku urodził się mój brat Adam, a rok póżniej zmarła moja babcia Anna. Po pewnym czasie Dziadzia stwierdził, że przydałaby się Ewa a czułby się jak Pan Bóg w raju. I jak na zamówienie pojawiłam się w 1955 roku. Teraz mogę opisać, co sama zapamiętałam. Cdn…

 


 

Post nr 57, ostatnio modyfikowany: 11-02-2017No, udało się, więc ciąg dalszy o Dziadzi. W 1923 ożenił się z Anną Piecha, moją babcią. Należał do lepiej zarabiających robotników – mama pamiętała, że przed II wojną światową zarabiał ok 300zł, a 150 wystarczało na utrzymanie 4 osobowej rodziny robotniczej. Stać było rodzinę na wynajęcie na całe wakacje izby u chłopa w Milówce, gdzie babcia z córkami /Bronisława ur 1924r i Irena 1927 – moja Mama/ spędzały całe wakacje. Po mamie mieli jeszcze jedną córkę – Reginę, która zmarła w niemowlęctwie. W domu mówiło się po polsku /śląsku/, ale dziadkowie znali niemiecki – choćby tylko ze szkoły i sąsiedztwa i przed wojną oprócz polskich prenumerowali jedną gazetę po niemiecku Kurier Górnośląski. Ten to pomógł dziadkowi we wrześniu 1939r. Wezwany na Gestapo został zapytany, czy brał udział w powstaniu. Odpowiedział, że tak – co uchroniło go przed pobiciem. Zapytany, dlaczego poszedł do powstania stwierdził, że późno zaciągnęli go do wojska, dość się nie nawojował, więc dał się namówić kolegom. Do tego rodzina i znajomi zwrócili się o pomoc do dyrektora Zakładów Azotowych i ten zainterweniował, że potrzebuje dobrego fachowca. Tak okres wojny rodzina spędziła w miarę spokojnie, choć gdyby wydało się, że w domu przechowuje się Dzieła wszystkie Mickiewicza i mundur powstańczy, to mogłoby skończyć się bardzo źle.

 


 

Post nr 56, ostatnio modyfikowany: 11-02-2017Do trzech razy sztuka. Znowu cała stronka o dziadzi wyskoczyła, więc najpierw spróbuję czy coś się zapisze!

 


 

Post nr 55, ostatnio modyfikowany: 08-02-2017Zapisałam całą stronę, w pewnym momencie klik i wszystko znikło. Nie wiem, czy za dużo napisałam i chciało nową stronę, ale jednej literki nie przyjęło – napisało że błąd w blogu i nie zapisze. A to mnie zniechęciło i dziś już nic więcej nie napiszę ;(.

tata napisał(a) komentarz:
a szkoda, to może jutro.

 


 

Post nr 54, ostatnio modyfikowany: 08-02-2017Ciąg dalszy o dziadzi…
Przed II wojną światową dziadek działał w Związku Powstańców

 


 

Post nr 53, ostatnio modyfikowany: 05-02-2017Tak niedawno był Dzień Babci i Dzień Dziadka i pomyślałam, żeby opisać moich dziadków. Może mi starczy zapału, aby opisać wszystkich, ale w odcinkach. A więc pierwszy mój dziadek ze strony mamy, Jan Vogel. Przez nas zwany dziadzią w odróżnieniu od dziadka Romana Kozioła.
Jan Vogel urodził się 24 marca 1897r we wsi Niezdrowice ww parafii Ujazd Sląski, a stacją kolejową najbliższą był Rudziniec Gliwicki. Był jedynym żyjącym synem, miał chyba cztery siostry starsze /Franciszkę, Annę, Wiktorię, Zofię/ i jedną młodszą / Martę/- gdy był mały zmarła ich matka i Marta była córką macochy i ojca. Wszyscy mówili, że macocha była bardzo dobra dla nich. Dziadek był rozrabiaką i żartownisiem. Pamiętam opowiadanie jak na lekcji religii podpowiedział koledze zapytanemu – co to jest łaska? że to białe pod spodem i brązowe na górze – czyli łasica – a kolega bezmyślnie to powtórzył. W tych czasach Niezdrowice należały do państwa pruskiego, ale mieszkańcy w większości mowili w domu po śląsku, ale w szkole musieli uczyć się po niemiecku. Kiedy i jakie wykształcenie dziadek zdobywał nie wiem – uczył się na ślusarza. W czasie pierwszej wojny światowej został powołany do wojska pruskiego i ponoć był aż na Kaukazie. Widziałam zdjęcie dziadka przy koniu w charakterystycznym hełmie pruskim, tzw pikelhaubie. Potem brał udział w III powstaniu śląskim, a po jego upadku musiał uciekać do Polski i tak trafił do Chorzowa. Tu podjął pracę w żakładach Azotowych jako ślusarz w lokomotywowni – to były naprawdę duże zakłady skoro posiadały własną lokomotywownię. Mówili o nim, że gdy posłuchał przejeżdżającego parowozu wiedział, co się zepsuło. Mieliśmy w domu podręcznik o parowozach po niemiecku z pięknymi ilustracjami, gdy odchylało się częśc rysunku można było zobaczyć wnętrze parowozu. Niestety nie wiem, co się z nim stało.
W zakładach przepracował całe życie dojeżdżając na rowerze o każdej pogodzie. cdn…

 


 

Post nr 52, ostatnio modyfikowany: 30-01-2017Po tygodniu włóczęgi Maniuś wrócił w piątek, pożarł, pospał, pomarudził, to samo w sobotę, w niedzielę wyszedł i w poniedziałek znowu go nie ma… Przecież do marca jeszcze trochę czasu…

tata napisał(a) komentarz:
ale teren rozeznać trzeba!

 


 

Post nr 51, ostatnio modyfikowany: 11-01-2017Pół roczku ma nasza wnusia. Jak ten czas leci… a dzieci rosną …a nawet się starzeją 😉

tata napisał(a) komentarz:
i z kwiatami do dziadków przychodzą

 


 

Post nr 50, ostatnio modyfikowany: 10-01-2017Urodziłam się i trzydzieści lat spędziłam w Chorzowie, a o smogu „londyńskim” tylko się czytało w gazetach.😃 Nareszcie mamy kapitalizm!!! 😥

tata napisał(a) komentarz:
pamiętamy jak ” Kościuszko” w martenach stal uszlachetniała.

 


 

Post nr 49, ostatnio modyfikowany: 01-02-2016

Blog Ewa
Mamaewa napisał(a) komentarz:
Dziękujemy córce za modernizację ,,czytelni,,

 


 

Post nr 48, ostatnio modyfikowany: 01-02-2016Dziękuję córeczkom za pamięć, Basi za torcik i kwiaty!
Pracowity Dzień Matki, szkoda, że nie dało się bardziej poświętować i obawiam się, że także Dzień Dziecka będzie podobny…

 


 

Post nr 47, ostatnio modyfikowany: 13-04-2015Kiedyś L.J.Kern napisał wierszyk o tym, co to ludzie wymyślili – koło, maszyny, samochody i samoloty i wiele innych rzeczy aby zaoszczędzić czas – a potem wymyślili telewizję, by ten zaoszczędzony czas zużyć …. Wtedy jeszcze nie było internetu… Teraz bierzemy czas na kredyt …bez znajomości RSSO,,,

Tata napisał(a) komentarz:
Ale się postarałaś- a przemyślenie trafne.

 


 

Post nr 46, ostatnio modyfikowany: 25-03-2015Obejrzałam ostatnio fragment programu „Mali Giganci”
Dzieci faktycznie utalentowane, ale zachowania pokazywane /i promowane/ przez autorów są poniżej krytyki. Przeszkadzanie prowadzącemu, traktowanie dorosłych gorzej od kolegów wzbudzało zachwyt jurorów i aplauz widowni. Ten program powinien mieć klauzulę „tylko dla dorosłych” i pokazywany być głęboką nocą, aby normalne dzieci nie pomyślały, że takie zachowania są normalne i pochwalane. Tak dzieci wychowują media – wystarczy sobie wyobrazić świat, w którym większość ludzi to „Kuby Wojewódzkie” -czysty horror.

tata napisał(a) komentarz:
Fakt święta prawda.

 


 

Post nr 45, ostatnio modyfikowany: 14-12-2014Kiedyś chyba w XIX wieku filozofowie sklasyfikowali potrzeby ludzkie dzieląc na te podstawowe i te wyższego rzędu. Te pierwsza to potrzeba pożywienia,rozmnażania się i bezpieczeństwa, te wyższe to kultura i sztuka, potrzeba poznania itp. Po zaspokojeniu potrzeb podstawowych rozwija się te wyższe. Patrząc na ilość programów kulinarnych w tv, kącików i blogów kulinarnych w prasie i internecie, myślę, że rozwijamy się w kierunku horyzontalnym. Media zachęcają i stymulują do rozwijania potrzeb podstawowych i nie znajdują czasu na potrzeby wyższe…

marek napisał(a) komentarz:
oj tak!
marek napisał(a) komentarz:
Wszystkiego najlepszego i zdrowia i krótkiego bezrobocia.

 


 

Post nr 44, ostatnio modyfikowany: 28-10-2014Otrzymaliśmy z Plusa SMS_a o treści: „Od Tarocisty – dałbym wiele by moc ci powróżyć osobiście. Nie widziałem jeszcze tak CUDOWNEJ przyszłości. Wyślij SENS na nr ….zdradzę ci sens i cel twojego życia. Pierwsza wiadomość 0 zł, następne 2,46.”
Taki niby mądry, a nie przewidział, ze nie wyślę tego SMS-a, poza tym nie nauczył się czytać /a raczej pisać/ ze zrozumieniem i słowo „dać” pomyliło mu się z „brać”.
Chyba zresztą nie jemu jednemu…

 


 

Post nr 43, ostatnio modyfikowany: 20-10-2014No i robię społecznie to co jeszcze miesiąc temu za pieniądze, ale na luzie i bezstresowo. Następna z myśli:

Dawniej robiło się tak, jak nakazywał obyczaj, jak robili rodzice i poprzednicy. A teraz robi się tak jak pokazują w telewizji…/ewentualnie napiszą w internecie/

marek napisał(a) komentarz:
dziękuje ci żono

 


 

Post nr 42, ostatnio modyfikowany: 13-06-2014Myśli nierozważne…
Kanibale zjadali swych przeciwników, by przejąć ich męstwo i odwagę…
Hasło z telewizji „Jestem tym, co jem…”
A my jemy wieprzowinę i kurczaki…
/Dawniej górnicy jedli słoninę – pewnie by mieć mądrość i siłę słonia;) /
Więcej słoniny proszę…

tata napisał(a) komentarz:
a to się już nie wróci

 


 

Post nr 41, ostatnio modyfikowany: 28-02-2014Dziś wiosennie śpiewały ptaszki. A na ganku stoi sobie bałwanek z napisem „Witamy”. Boję się zamienić go na bukiet bazi lub czegoś wiosennego – bo może zima wrócić jak to zobaczy…

tata napisał(a) komentarz:
nie lubimy zimy

 

Post nr 40, ostatnio modyfikowany: 21-02-2014Dwa dni temu zwoziliśmy z tatą drewno. Gdy wracałam do domu ok 17.00 usłyszałam i zobaczyłam przelatujący nad nami klucz dzikich gęsi. Za późno zaczęłam liczyć, ale było ich nie mniej niż 70 w jednym kluczu. Leciały na północny zachód. A dziś w TV podawali, że ogromne stado gęsi przyleciało na zakole Warty. Myślę, że te nasze też tam są. Mam tylko nadzieję, że nie będą musiały wracać na południe jeszcze tej zimy…


 

Post nr 39, ostatnio modyfikowany: 09-01-2014No i tato wykrakał. Zawołał mnie do pomocy w malowaniu, a konkretnie do sprzątania na bieżąco tego co nachlapie. Kiedyś kupiliśmy w netto za 15 zet zestaw do malowania: dwa wałki do napełniania farbą i uchwyt na wysięgniku do dużego wałka. Wałek nie kosmaty lecz raczej gładki, więc do olejnej dobry. Nalał trochę farby i rozpoczął pracę. Malowało się super, nic nie kapało, tak koło metra pomalował i nabrał farby więcej. Trochę zaczęło kapać, ale po obróceniu i w trakcie pracy było nieźle. Tylko wałek stawał się bardziej włochaty i zaczął przesuwać się w jedną stronę. I tam kapało. Ale spoko, tu i tam się starło i jakoś szło. Prawie cały sufit już był pomalowany, około metra zostało i tato zaczął się zastanawiać jak to się wyczyści po pracy. Wtem rozległ się trzask, wałek na ziemi, reszta farby też /całe szczęście, że tato rozłożył kartony/. Okazało się, że pękła plastikowa wkrętka łącząca wałek z przedłużką, uchwyt wałka też się złamał i po urządzeniu… Resztę tato dokończył małym wałeczkiem /ale co zahaczył o kafelka to wyskakiwała zatyczka od farby i czasem coś się wylało/ i pędzlem. Ważne, że sufit pomalowany.
Tylko pomimo, że nie ja malowałam i zmyłam się rozpuszczalnikiem jeszcze dziś mam francuski makijaż. Jednak mam nadzieję, że gdy już pomyję to co pozostało do mycia i sprzątania to i on się zmyje.

 


 

Post nr 38, ostatnio modyfikowany: 06-01-2014Zakończyły się najbardziej pracowite dni końca starego i początku nowego roku. Bardzo mili goście, ale po 12 dniach pracy ciurkiem należy się chwila oddechu. No i trzeba odprasować i wyprać fartuchy i koszulki, obrusy i inne szmatki. Ale na brak zajęć nie będę narzekać, bo do następnej grupy tylko kilka dni a do zimowiska dwa tygodnie niecałe. Ale byle tak dalej. Zapraszamy i każdego ugościmy najlepiej jak umiemy.

tata napisał(a) komentarz:
A jeszcze sufit w WC olejną. Makabra!.

 

Post nr 37, ostatnio modyfikowany: 07-12-2013Siedzę sobie w łazience męskiej i fuguję w kabince, Marek skuwa stare kafelki w drugiej, i myślę sobie „tak wieje, że może natrząśnie gałązek z daglezji na stroik świąteczny..” Marek wynosi wiaderka gruzu, wraca i mówi: Trochę gałęzi nałamało, będzie na stroik /pomyśleliśmy o tym samym, taka zgodność w małżeństwie…/ Po kilku minutach wychodzi z następnym wiaderkiem, wraca i mówi: przerwij na chwilę i wyjdź na ganek. A tam na trawce za studnią leży cała daglezja… Zdjęcia na stronie ośrodka w fb i na blogu Marka. I wcale nie nie było słychać, pewnie wtedy gruz sypał się do wiadra, a dwa płoty i gałęzie zamortyzowały upadek pnia. Dobrze, że to nie ta przy domu…

Marek napisał(a) komentarz:
i trzeba dodać że to już trzecia, którą wiatr wywrócił

 

Post nr 36, ostatnio modyfikowany: 19-10-2013Kiedyś ktoś /chyba Marks i Engels/ wierzyli, że po zaspokojeniu podstawowych potrzeb życiowych ludzkość zwróci się w stronę sztuki, będzie rozwijać się kultura… A cóż taraz mamy? Coraz bardziej wymyślne potrawy i rozkwit programów kulinarnych w telewizji, coraz bardzie wymyślne porady seksualne – i brak zainteresowania sprawami ambitniejszymi i trudniejszymi. Guma do żucia dla mózgu.


 

Post nr 35, ostatnio modyfikowany: 30-05-2013Dziękuję za ciasto, kwiaty i za pomoc w codziennych pracach. Fajnie być mamą takich trzech córek. Sorry, że tak późno, ale dopiero dorwałam się do bloga.


 

Post nr 34, ostatnio modyfikowany: 07-05-2013Wczoraj jaskółki upierały się, że zrobią sobie gniazdko na żyrandolu w naszym pokoju. Korzystając z pięknej pogody otwarłam drzwi balkonowe i wkrótce parka jaskółek wylądowała na trójkącie żyrandola. Po wygonieniu ich zasłoniłam firanką otwór drzwiowy. Niestety firanka okazała się za krótka i ptaszki powróciły wlatując pod nią. Niestety powrócić już nie umiały i musiałam odsłonić firankę, wypłoszyć gości i firankę zaciągnąć. Po piątym razie zamiast firanki zaciągnęłam długą ciemną zasłonę. Kilkanaście razy ptaszki podfruwały i z oburzonym ćwierkaniem zawracały. Gdy słońce zaszło odsunęłam zasłonę i zamknęłam drzwi. Jeszcze raz uparciuch próbował i odbił się od szyby. Dziś było pochmurnie i drzwi nie otwierałam. Może znajdą inne miejsce i odpuszczą.

tata napisał(a) komentarz:
W warsztacie na lampie też by im się podobało.
To że są jaskółki to ekologiczny sukces ośrodka.

 

Post nr 33, ostatnio modyfikowany: 29-04-2013W polityce awantura o wypowiedź min. Gowina w sprawie zarodków. Podobno Niemcy kupują polskie zarodki, bo prawo zakazuje im prowadzić badania na zarodkach niemieckich. Jeśli u nas też obowiązuje takie prawo, to opłaca się wymieniać zarodki? Albo tak jak z węglem i innymi towarami wystarczy wymienić tylko faktury- na zarodku nie pisze jakiej jest on nacji. I tylko jeśli narodzi się GENiusz – to nie dowiemy się z jakiego GENu pochodzi…

tata napisał(a) komentarz:
Z geniusza ucieszą się wszyscy, a gdy będzie to łobuz to kto się przyzna do genu.

 

Post nr 32, ostatnio modyfikowany: 20-03-2013Co tu pisać, jak zima w ostatni dzień nadrobiła zaległości /ponad 25 cm śniegu/ i spodobało jej się tak, że chce zostać na dłużej. A Wielkanoc za dwa tygodnie…

tata napisał(a) komentarz:
Nie kochamy zimy i zimna.
Słoneczko świeć.

 


 

Post nr 31, ostatnio modyfikowany: 17-03-2013No i w następnych dniach ptaszki przestały się odzywać, pewnie przeszkodził im mróz i śnieg, który powrócił wbrew nadziejom. Owszem, ptaszki jakieś latają – sójki, kowaliki, a ostatnio cyle i kokoszki – ale nie śpiewały, za to jadalnia wytapetowana w kwiatki – to może jednak coś z wiosny będzie…

tata napisał(a) komentarz:
może nie do końca

 

Post nr 30, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Dziś i szóstej rano usłyszałam pierwszy wiosenny głos ptaka – jeszcze taki cichy i bez wprawy, ale to już zwiastun oczekiwanej wiosny…

tata napisał(a) komentarz:
fajnie tak z rana słyszeć ptaki
Zduniol napisał(a) komentarz:
Oby jak najszybciej. Dość mam juz chorowania! WIOSNO PRZYBĄDŹ!

 


 

Post nr 29, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Wczoraj rano byłam na mszy sw w intencji ojca Oskara, który należy do naszego boreckiego klasztoru, ale też studiuje na KUL-u. Wróciłam pamięcią do lat studenckich i organizatora Duszpasterstwa Akademickiego przy parafii św Barbary w Chorzowie. Ksiądz Oskar Thomas był naprawdę charyzmatycznym kapłanem i myślę, że nie jedna zatrzymałam Go w pamięci. Spotkania w piwnicy probostwa, gdzie studenci urządzili salki i kaplicę, msze i dyskusje, to wszystko gdzieś tam się wspomina.

Marek napisał(a) komentarz:
Dla mnie jego zdanie „że Bogu należy dziękować bo On wie co jest dla nas najlepsze ” jest kultowym do dziś

 


 

Post nr 28, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Właśnie wróciłam z odśnieżania placu, by jutro można było wyjechać do kościoła. I pomyśleć, że rano zastanawiałam się nad spacerem, by choć trochę wykorzystać dwa dni urlopu…
Mam nadzieję, że do jutra nie dosypie zbyt dużo…

 


 

Post nr 27, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Święta coraz bliżej, urlop na razie teoretyczny, bo jeszcze coś się dzieje… Czekam tylko na ocieplenie, by umyć resztę okien, szczególnie na ganku i w mieszkaniu. Jednak dobrze siedzieć w domu gdy tak sypie śnieg i nie musieć dojeżdżać kolejami śląskimi – właśnie słucham wiadomości o bałaganie na kolei. No, gdzie kucharek sześć … Ale śniegu i zimy nie lubię i tak.

tata napisał(a) komentarz:
Ja też, trzy razy przed domem odgarnąłem do czysta i
znowu biało.
ten drugi napisał(a) komentarz:
Święta już przeszły di historii i mamy nowy rok.
Prosimy o wpisy.

 


 

Post nr 26, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Poprzedni wpis był efektem nauki wprowadzania zdjęć do bloga. Tam i z powrotem do Kucob było 72 czy 76 kilometrów, więc bliżej niż do Chorzowa.
Mieszkanko małe, ale ustawne, ładna kuchnia i łazienka, wykafelkowane i umeblowane, tylko pokoik mały, bo tylko wnęka, a większa część to sala ćwiczeń…. Trzeba będzie bardzo uważać by nie zagracić mieszkania, bo miejsce tylko na niezbędne rzeczy. Ale dobre na początek.
Babcia smutna, że nie przyjechały Meg i „Boadusiciel” bo wieczorem rozgląda się, kto ją przytuli.
Dziś było tylko 6 osób na późny obiad, ale i tak cała niedziela przy kuchni. Jutro pobudka barrrdzo wczesna, bo zaczynają się roratywięc trzeba kończyć.

Dusiceil napisał(a) komentarz:
Mi też smutno, że nie przyjechałyśmy, a na wstawanie na roraty jest straszne… Ale u nas roraty są o 18.

 


 

Post nr 25, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Pierwsza wizyta…Ciasteczka były dobre, dziecko przejęte aż strach no i…
Marian.

Blog Ewa

Pamiątka za cienkich spodni.

mamaEwa napisał(a) komentarz:
Marian to nie /próbny/ zięć…
tata marek napisał(a) komentarz:
Matka nie zna granic poświęcenia dla dziecka.
MEG napisał(a) komentarz:
Tylko mamoEwo, dlaczego komentujesz swój własny blog?
Może coś więcej z wrażeń wizytatorskich?

 


 

Post nr 24, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Kolejna rocznica minęła, dziękuję Bogu i mężowi za te wspólnie przebyte lata, dziękuję córkom za pamięć i pomoc, kwiaty i prezenty. Byle tak dalej, cieszę się, że rodzina jest rodziną. No i dziękuję pamiętającym sąsiadkom…

ten drugi napisał(a) komentarz:
Ddzziięękkuujjee
ten drugi napisał(a) komentarz:
bo min 10 znaków

 


 

Post nr 23, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Tyle się napisałam i klikłam w niewłaściwe miejsce i gdzieś to uciekło – chyba lepszy byłby papierowy pamiętnik. Nie chce mi się odtwarzać to i nic więcej nie będzie. Głupi komputer!

mąż napisał(a) komentarz:
Tak on jest głupi a my?

 


 

Post nr 22, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Kwiatki posadzone, trochę ładniej wygląda, szczególnie odmalowana kuchnia polowa, ale na balkonach tylko aksamitki, bo chyba najbardziej odporne na niekorzystne warunki. I tak powoli cos się dzieje, choć pusto, bo tydzień temu odmówiła się duża grupa z tego dużego weekendu – szkoda.

 


 

Post nr 21, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Wycieczki 33 osoby i my dwoje… w nocy przebudziłam się, chciałam się napić wody a tu pustka w kranie…Szkoda mi było taty, więc go nie budziłam, dopiero o 6.00 jak budzik zadzwonił powitałam go złą nowiną. Jak wstałam to tata już wypróbował pompę rezerwową, ale nie działała, zdążył odsłonić studnię i przygotować drabinę. Potem znanym trybem i po godzinie woda poooszła. Dobrze, że śniadanie było planowane na dziewiątą, to zdążyliśmy. Ufff… Ale gdyby nie było taty, to kto właziłby do studni?

mąż napisał(a) komentarz:
Wtedy większość kobiet ma sąsiada.

 


 

Post nr 20, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Wycieczka pojechała, następna wkrótce, a tu sprzątania tyle -choć porządek zostawili, nie można narzekać, ale zawsze trzeba wszystko przejrzeć i przetrzeć, do domków zajść, a tam więcej roboty. Na razie oglądam tv i usiłuję zrozumieć coś z tego świata, ale wnioski raczej pesymistyczne – żyjemy w okresie schyłkowym – coś jak początki średniowiecza lub koniec cesarstwa rzymskiego – rozpasanie, rozpusta, skrajny indywidualizm a za granicami czekają inni ze swoją cywilizacją, tylko jeszcze nie wiadomo jaka to będzie – albo nas wykupią chińczycy, albo zdobędą islamiści i narzucą swoje reguły, albo sobie tak po prostu wymrzemy…Medycyna ratuje i przedłuża życie, ale nie potrafi zapewnić pełnej sprawności. Lepiej dalej nie rozważać…

mąż napisał(a) komentarz:
Może nie tak od razu – więcej pogody i optymizmu.

 


 

Post nr 19, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013No i nikt nic nie pisze poza tatą, który bawi się podsumowując ciężką pracę. A ja to tylko sprzątanie i gotowanie – nic ciekawego. Tylko tyle, że oprócz róż wymarzły /lub wyschły/ zimą wszystkie dąbki i nie wiem jakimi roślinami je zastąpić. Wsadziłam już fasole, ale nic nie mam do dalszego wysadzania. To musi być coś wieloletniego i odpornego na suszę. Wszyscy mówią, że dobra pogoda, a u nas przydałoby się trochę deszczu /nawet dużo deszczu/, bo ziemia lekka i wszędzie sucho. Tylko ciepły deszcz i won z przymrozkami / a w radiu ostrzegali…/ no to byle do lata.

toja napisał(a) komentarz:
Tak kwiaty zdobią i mają wielka „wymowe”.
MadaMag napisał(a) komentarz:
Kwiaty odpornie na suszę?
Może agawy 😀

 


 

Post nr 18, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013Dzisiejsze czytania mszalne – „nie możesz przeto w tym dniu wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec który mieszka pośród twych bram,,, „/Wj 20, 1-17/ Czyli jedyną osobą pracującą w szabat może i powinna być żona?
Coś tu chyba nie tak…

Marek napisał(a) komentarz:
Żony w owym czasie z zasady nie pracowały – były radością pana- to i nie trzeba ich wymieniać.
mamaewa napisał(a) komentarz:
Wtedy niepracujące żony? To raczej niemożliwe /poczytaj Księgę Przysłów 31, 10-31
mąż napisał(a) komentarz:
A dzisiaj ci życzę byś była zdrowa i nie dotyczyły cię zasady z powyższych czytań z pisma.

 


 

Post nr 17, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013I następna impreza za nami. Dla miłych gości chciałoby się jak najwięcej i jak najlepiej – tato miał więcej pracy przy strojeniu sali, ale wszystko się udało.
Trochę Kasia z Martyną pomagały troszeczkę, chyba miło spędziły czas, choć bez specjalnego nadzoru.

MadaMag napisał(a) komentarz:
Pozdrowienia!

 


 

Post nr 16, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013No i zimowisko się skończyło, teraz tylko dosprzątać i dalej przygotowywać imprezę na sobotę. Tylko mam obawy jak wycierać podłogi i używać wody w pomieszczeniach o obniżonej temperaturze, bo zagrzybia się pomieszczenia. Ale byle do wiosny. Może przyjdzie wcześniej niż w ubiegłych latach.
Następny przyczynek do tropienia nielogiczności dzisiejszych czasów: Propaguje się ogrzewanie ekologiczne – kominki na drewno, biomasę ale nadal kaloryfery umieszcza się pod oknami i ogrzewa atmosferę, nie docenia tych, którzy starają się nie marnotrawić energii.

marek napisał(a) komentarz:
Jest wiele alternatyw np: ogrzewanie podłogowe, nawiewy, listwy przyścienne. Zimno wpada do izby przez okna /nieszczelne zazwyczaj/ grawitacyjna cyrkulacja najskuteczniejsza. Za grzejnik należy dziś w standardzie wstawić mate promiennikową.
Basia napisał(a) komentarz:
o… to ja sobie wsadziłam w kuchni pod oknem

 


Post 16 – 92 (stare)

Post nr 92, ostatnio modyfikowany: 18-04-2018

Kwiecień na działce

Wizytacja wstępna 04.04:)

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Wizyta robocza 06.04 – wycinam samosiejki i odcinam suche gałęzie w lasku

Blog MEG

Wizytacja 2 07.04 – Mama ogląda efekty mojej pracy

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Wizyta robocza 14.04 – z Najmłodszą i Mamą oczyszczamy lasek z gałęzi. Już widać, że drzewa liściaste mają więcej słoneczka i mogą wypuszczać listki.

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Ciąg dalszy (miejmy nadzieję) nastąpi 🙂

 


 

Post nr 91, ostatnio modyfikowany: 04-12-2017Byłśmy wczoraj na Dniu Bardzo Szeroko Otwartych Drzwi i Radiu Katowice:

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
mamaewa napisał(a) komentarz:
Super! Też bym chciała.
tata napisał(a) komentarz:
ja też

 


 

Post nr 90, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Czerwiec

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

 


 

Post nr 89, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Maj

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

 


 

Post nr 88, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Kwiecień

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

 


 

Post nr 87, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Marzec

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

 


 

Post nr 86, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Luty

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
tata napisał(a) komentarz:
piękna retrospektywa

 


 

Post nr 85, ostatnio modyfikowany: 28-06-2017Styczeń:

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

 


 

Post nr 84, ostatnio modyfikowany: 21-02-2016Ponieważ Chmurka ma znowu kłopoty z sercem (czyt. silnikiem) wracałam dziś z Najmłodszą pociągami.

Peron w Oleśnie jest ładnie odnowiony. Jeszcze gdyby tak dworzec przeszedł taką przemianę…

Weszliśmy do pociągu opóźnionego o 5 minut. Intercity.
Okazało się że to pociąg z rezerwacją miejsc. Ale kierownik nic na ten temat nie wspomniał, jako że jechałyśmy tylko do Lublinca po prostu sprzedał nam bilet.
Pociąg był ładny, nowoczesny ale pełny. Stałyśmy więc w tłoku na korytarzu.

Odległość 31 km. Czas podróży – 20 minut. Koszt: 18 zł

W Lublińcu poszłyśmy do kasy, gdzie po 20 min stania w kolejce (byłyśmy 4 grupą kupującą) samotna pani sprzedająca na prośbę o bilet z miejsca odpowiedziała, że bilety w pociągu.

Pociąg Kolei Śląskich stał już od 15 min na peronie, o czym informował nosowy głos z megafonów. Najmłodsza, bardziej doświadczona z jazdą PKP poprowadziła nas na właściwy peron i weszłyśmy do pociągu. Udałam się na przód celem nabycia biletów.
Byłam może 7 w kolejce, więc już po 3 minutach wracałam z biletami na miejsce (kupującymi byli studenci wracający po przerwie semestralnej lub/i weekendowej na uczelnię)

Pociąg był ze starego składu ale czysty i zadbany. W przedziałach było góra po 6 – 8 osób a więc miejsca pod dostatkiem.

Odległość 54 km. Czas podróży – 1 godz 12 minut. Koszt: 19 zł
(Odległości podane za PKP Cargo)

Podsumowując, odległość pokonana wraz z dojazdem na staję: ok 100 km. Czas ok 2 godz. Koszt ok 40 zł.

Dla porównania, samochodem odległość 80 km. Czas ok 1 godz 20 min. Koszt ok 21 zł (licząc 1l benzyny = 4,29 zł, średnia z moich ostatnich 10 tankowań, Chmurka spala obecnie 6,1l/100km).

tata napisał(a) komentarz:
A chmurka już nie stoi pod chmurką i silnik dobrze rokuje.
No cóż trochę przepłaciliście w Intercity – podróże kształcą,
a nauka kosztuje.
Basia napisał(a) komentarz:
Takie podsumowanie finansowe to aż miło przeczytać. Zwłaszcza, że zgodnie z moimi analizami mój samochód na przejechanie 80 km potrzebuje zużyć niecałe 18 zł (średnia z tankowań od początku 2015 roku, a w 2016 ceny dużo korzystniejsze).

 


 

Post nr 83, ostatnio modyfikowany: 21-01-2016Kochanej Babci dużo zdrowia!
chociaż sama nie przeczyta, to może jej przekażą 😀

W drodze powrotnej dzień przed Sylwestrem taki oto spotkał tatę i mnie widok na podjeździe do Ośrodka:

Blog MEG

Obserwowaliśmy je przez dłuższą chwilę (nic nie bały się auta) gdy zjawił się Maniek i bażanty uciekły..

A ja działam z moją lampką nocno/dzienną (bo pokój mamy bardzo ciemny w zimie i ciemniejszy w lecie..)
Z zwykłej żarówki zrezygnowałam na rzecz LEDów w postaci pasków.
Miałam połączone je szeregowo, zasilane zasilaczem 100mA. Co dawało słabe światło. Tata dał mi zasilacz, który można nastawiać. Podłączyłam dwa mierniki:

Blog MEG

Prąd pobierany przez układ był bardzo zmienny i wrażliwy, lekka zmiana napięcia już miała wpływ na różnicę w natężeniu.
Na zdjęciu wygląda, jakby pierwszy rząd się nie świecił, ale w czasie robienia zdjęć świeciły się wszystkie (lampa błyskowa?)

Wyposażona w naprawioną przez tatę lutownicę w połowie stycznia przebudowałam „żarówkę” lampki równolegle, 6 pasków po 2x 3 diody:

Blog MEG

i ponownie podłączyłam urządzenie taty.

Blog MEG

Tym razem zmiana napięcia w zakresie od ok 11,90 V do 12,08 V nie powodowała skoku w natężeniu, dając stale 250mV.
Subiektywnie biorąc i światło wydaje się bardziej „jasne”.

Pracuję teraz po ok 9 godzin, więc czasu i sił troszkę brakuje, tym niemniej wkrótce gotowy będzie nowy formularz Zgłoszenia pobytu dla Ośrodka (jest już w fazie ostatnich testów), a nasza strona dostanie nowy sposób dla logowania się (bardziej bezpieczny)…

tata napisał(a) komentarz:
Oczywiście, że przekażemy, dziękujemy za foto reportaże.
I z zainteresowaniem oczekujemy nowości technicznych naszej strony.
Nie prościej było by tam wkręcić żarówkę ledową np 4 waty?
Każdy eksperyment to nauka i tak trzymać a czas trzeba optymalnie organizować. Takie życie.
MadaMag napisał(a) komentarz:
Może i prościej. Ale żarówki w tej lampce świecą w górę. A ja chcę w dół. Po za tym mamy paski led w kuchni, nad biurkiem, to kolejnym krokiem krokiem – nad stoliczkiem 😀
tata napisał(a) komentarz:
i bardzo dobrze!

 


 

Post nr 82, ostatnio modyfikowany: 17-01-2016Po chwilowych kłopotach znów można dodawać wpisy.
Wielkie dzięki Michałowi za pomoc.

tata napisał(a) komentarz:
i u mnie też działa

 


 

Post nr 81, ostatnio modyfikowany: 09-01-2016Mama w telewizji:
http://opole.tvp.pl/23345324/27-grudnia-2015
minuta 12:02

 


 

Post nr 80, ostatnio modyfikowany: 23-12-2015Grudzień…
czyli 11 stopni w Katowicach. Widok z okna mojej firmy: ptaki powoli szykują się do odlotu, słoneczko ładnie świeci

Blog MEG

A dojeżdżają do pracy wspominam stare czasy:

Blog MEG

I porównuje z nowymi

Blog MEG

Prawdę mówiąc te stare są wygodniejsze…
KONIEC PRZERWY

tata napisał(a) komentarz:
Prawda grudzień zeszłego roku był piękny.

 


 

Post nr 79, ostatnio modyfikowany: 19-07-2015Nauka kosztuje, czyli historia pewnej choroby…

W tym tygodniu moim zadaniem było przywożenie dzieci z Rudy do nas. W tym celu otrzymałam służbowy samochód. Drogo mnie to wyszło…

W czwartek Pan samochód zaczął domagać się jedzenia. Jako jego opiekunka zawiadomiłam właściciela i dostałam odpowiednią kwotę.
Zapakowałam dzieci i podjechałam do samochodowej restauracji. Zaaferowana jak Pan Samochoda się karmi oraz siedzącymi dziećmi odruchowo podałam mu do picia ten sam płyn, który pije moja prywatna Chmurka.
Pan Samochód nie zaprotestował, otwór grzecznie otworzył, płyn przyjął. Bez najmniejszych protestów ruszył w dalszą drogę. Dotarł do Rudy, wrócił…
Następnego dnia rano odpalił bez problemu. W drodze do Rudy nie narzekał, tylko czasem jak gdyby dostawał czkawki…
Tknięta złym przypuszczeniem zapytałam Naczelnego Opiekuna, cóż ten stwór pije… i okazało się, że on z tych drugich, od benzyny woli ropę.

Chociaż benzyna nie zaszkodziła mu jak dotąd, o udaniu się na własnych kołach do punktu ratowniczego nie było już mowy, trzeba było wzywać erkę pojazdową.
Pan ratownik (znajomy nam już z ratowania zelówek u Chmurki) musiał przeprowadzić mu płukanie żołądka i wymienić filtr. A ja moją Chmurką odwieźć dzieci do Rudy…

Ponieważ błąd był mój, mnie przyszło za niego zapłacić. Jak na razie 400zł (w cenie wliczono 30 litrów ropy)…

W sobotę o 6.18 dostaję od Najmłodszej smsa „W całym budynku odcięli gaz.”

Pobudka zaplanowana była na 7.00 (budzik na 6.45, w tygodniu na 5.55).
Po przyjściu do zagrzania wody do umycia się został mi dzbanek elektryczny…

[Jestem BARDZO szczęśliwa z tego prezentu urodzinowego, mimo iż zdawałoby się, że 1,7L na dwie osoby to dzbanek zbyt duży]
Kiedy gaz się pojawi informacji brak..

I jeszcze,
Kombinatory dziękują HOW Qcoby za wypożyczenie namiotu. Dzieciom się bardzo podobało.

tata napisał(a) komentarz:
Przyzwyczajenie to druga natura, pan mechanik za ropę dostał paragon lub fakturę zawsze można zrobić notę korekcyjną na kombinatory.

 


 

Post nr 78, ostatnio modyfikowany: 18-06-2015Pokój odmalowany. Kolor… hmm… kogiel-mogel.

W końcu tata przy każdej wizycie nie będzie się rozglądał z hasłem: „No, ale pomalować to tu by trzeba. Trochę farby i…” 😀

Zaczęliśmy ok 9.15, o 14.30 skończyliśmy pierwsze malowanie, ok 18.15 drugie malowanie, do ok 22.00 sprzątanie.

Zużyliśmy ok 7 litrów farby (Śnieżka) i dwa pigmenty „cytrynowe”.

Przy okazji zrobiliśmy też trochę porządków. Pomalowaliśmy wszędzie tylko nie za biurkiem i zespołem szaf stojących (za sugestią taty). Pozostałe ściany w całości.

Najmłodsza robiła swoją komórką dokumentację, więc po zdjęcia do niej 🙂

tata napisał(a) komentarz:
Gratulacje i dziękuje.

 


 

Post nr 77, ostatnio modyfikowany: 18-04-2015O godzinie 00:17 zatrząsł się mój budynek. Szyby zadrżały, przewrócił się składany fotel stojący za drzwiami pokoju. Trwało to kilkanaście sekund, na tyle by się zorientować, że coś się dzieje.
Adrenalina trochę wzrosła.

Już raz tutaj taki wstrząs odczułam, ale był słabszy i krótszy. Zastanawiam się, co się stało, bo na linii tektonicznej przecież nie mieszkamy.

Upieram się, że jest sens ubezpieczenia szyb (szczególnie w naszych oknach)…

Z innej beczki, wymiana opon, szczęk i tarczy hamulcowej.
Autko toczy się raźnie, hamulce mocno hamują, kierownica chodzi jakby lżej…

—Edit—
Niemiecki ośrodek badań Deutsches Geoforschungzentrum podał, że wstrząs miał siłę 4.2 stopni Richtera.
Był wyczuwalny na terenie całego śląska.

tata napisał(a) komentarz:
Dziecko mieszkasz na śląsku chyba że znowu gaz wybuch.
A naprawa auta to kolejna rata którą wpłaciłaś za ( sprawne )
auto. Oby na długo starczyła.

 


 

Post nr 76, ostatnio modyfikowany: 13-04-2015Zmiany w dodawaniu filmików

By dodać film wystarczy w znacznik wpisać jego ID np.:
CLuvtEOjZ7E

By pokazać link nie dodawać protokołu http://
www.youtube.com/watch?v=CLuvtEOjZ7E

 


 

Post nr 75, ostatnio modyfikowany: 22-03-2015Gdy w piątek wstałam w radiu usłyszałam że za około pół godziny rozpocznie się częściowe zaćmienie słońca. Postanowiłam nie przegapić widowiska. Umyłam się, zjadłam śniadanie, zerknęłam do internetu po bliższe informacje i uzbrojona w dwie pary okularów przeciwsłonecznych znalezionych w barku i aparat już kilkanaście minut po 9tej była w parku pod domem.

Troszkę musiałam poczekać, gdyż cokolwiek było widać dopiero kilka minut przed 10tą. I lepiej widoczne było w aparacie (którego obiektyw przesłaniałam soczewkami okularów), niż bezpośrednio przez szkła.

Troszkę zmarzłam i po ponad dwóch godzinach postanowiłam pójść do domu.

Jako że mamy nowy trend (?) wstawiania filmów i ja takowy utworzyłam:

tata napisał(a) komentarz:
Tak dla poznania i nauki trzeba się poświęcić.
I wpis OK”.

 


 

Post nr 74, ostatnio modyfikowany: 06-03-2015W radiu Katowice mówili, że dziś, tj. 6 marca z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet Śląski Uniwersytet Medyczny organizuje akcję Dzień Kobiet ze Zdrowiem.
Ponieważ nic nie miałam na dziś zaplanowane (oprócz oddania kluczy z Bytomia w Centrum HD w Chorzowie) wsiadłam w auto, włożyłam mojego smartfonika w mój trzymacz w aucie :D, załączyłam GPSa i pojechałam na Medyków 12 (Panewniki). Droga wąska, z ostrymi zakrętami i przez lasy…

Na miejscu dotarłam i moim małym autkiem w poprzek zaparkowałam na dostępnym miejscu.

Już na wstępie pan z mamografu powiedział mi, że badają od 45 roku życia. Sala masaży i baniek chińskich też była zarezerwowana (przez studentki i pracowników UM) już przed rozpoczęciem imprezy 🙁

Na dzień dobry, przy oddawaniu kurtki do szatni wylosowałam na loterii smycz (do wylosowania były też kosmetyki, ponoć całkiem porządne) i zarejestrowałam się do DSK.

Za to pozwiedzałam inne sale. Do sali z poradami dla młodych matek oraz około ciążowych nie dotarłam (ponoć była gdzieś na samym końcu), ale zdążyłam na skrócony do pół godziny (z powodu wcześniejszych warsztatów jogi) warsztat-wykład z wizerunku (niestety, nic nowego ani konkretnego. Tyle, że 7 do 30 sekund i rozmówca już ma o nas wrażenie, a 90 pierwszych sekund i pracodawca wie, czy cię przyjmie).

Z innych stanowisk, bo były wolne a dziewczyny sympatyczne zrobiłam sobie test na depresję i otępiałość (nie mam :D), posłuchałam o zespole ciśnieni nadgarstka.

W innej sali pan pokazał mi ćwiczenia rozluźniające na ból w czasie miesiączki, wysłuchałam poćwiczyłam i zostałam zbadana w temacie samokontroli piersi. Dowiedziałam się też co to jest mikcja :P.
Chciałam iść też do brafiterki, ale gdzieś się zgubiła, pozostawiając na stanowisku tylko męża…

Za to sprawdziłam mój BMI i to dwa razy, drugi raz do dietetyczki. w kolejce do dietetyczki nie ustałam (pani z siwymi włosami zajęła ją na ponad godzinę :/) choć byłam trzecia, stwierdziłam że szkoda czasu czekać na porady pani z „Cambridge. Program odchudzania.”

Za to zmierzono mi ciśnienie i puls – dobre i w normie (120/80/65), cukier – dobry (73).
Odczekawszy w kolejce dostałam się też na badania postawy ciała, gdzie dowiedziałam się, że mój środek ciężkości jest przesunięty zbyt do tyłu i zbyt mocno na pięty (waga!) ale nie mam płaskostopia ani też zachwiania w balansie ciała (nie przechylam się na jedną stronę, jak pani dwie osoby przede mną). Pani za pomocą maty sensorycznej pokazała mi też jak powinnam stać, by stać we właściwy sposób.

Jako że spędziłam tam już prawie 4 godziny i chyba prawie wszystko zwiedziłam zaczęłam zbierać się do domu.
Na do widzenia dostałam jeszcze małą wodę niegazowaną i różową kokardkę, oraz pędzelek cytologiczny „do oswojenia”. (Teoretycznie było to 1sze stanowisko…)

Spotkałam kilka dziewczyn-studentek, które chyba rzeczywiście wybrały studia z powołania…

Impreza ponoć odbyła się po raz drugi. Zorganizowana całkiem nieźle, dla chętnych na korytarzu był wrzątek i kawa, a samych kobiet przybył tłum…

Koniec raportu 😀

tata napisał(a) komentarz:
I fajnie, że skorzytałaś

 


 

Post nr 73, ostatnio modyfikowany: 03-01-2015Jako świąteczny prezent dostałam pastę tahini. Stwierdziliśmy że jest płynno oleista i gorzkawa. Innymi słowy nie jest to krem sezamowy. Przeszukiwanie netu zdradziło, że taka właśnie powinna być.
Jak wiadomo jestem słodką dziewczyną, więc w celach konsumpcji muszę jakoś tę pastę zmodyfikować.

Wzięłam więc 3 łyżki pasty, dodałam do niej 1 łyżkę sztucznego miodu, który został po pieczeniu pierników. Do tego łyżeczkę soku-cytrynki i na wszelki wypadek łyżeczkę cukru pudru. Po kilkunastu minutach miałam… nie, wciąż nie krem sezamowy. Zrobiła się z tego chałwa. Trochę krucha i bez cukrowych igiełek, ale w smaku najprawdziwsza.

Ps. Rano w mieszkaniu było 19 stopni. Pion wewnętrzny dalej nie grzeje.

Ps2. Jeszcze nie znudziłam się tabletem, z którego właśnie piszę. 🙂

ojciec napisał(a) komentarz:
tak w życiu jest wiele ciekawych i pasjonujących rzeczy do zrobienia.

 


 

Post nr 72, ostatnio modyfikowany: 18-12-2014Roraty u nas są o 18:00. Jako że w poniedziałek, wtorek i środę o tej porze miałam zajęcia dziś w czwartek nastawiłam sobie zegarek i dziesięć minut przed czasem weszłam do kościoła.
W środku już było trochę ludzi, ksiądz siedział z boku ołtarza, śpiewano pieśń. Hmm… może było jakieś nabożeństwo?
Kiedy po chwili na wyświetlaczu pokazał się „Święty Michale” domyśliłam się, że oto roraty odbyły się godzinę wcześniej. Akurat zdążyłam na błogosławieństwo…
Wychodząc z kościoła widzę, a tu dzieci z zapalonymi lampionami dzielnie do niego wędrują… Okazało się, że nie byłam jedyną, która o tym nie wiedziała (na niedzielnej-sobotniej mszy nic o tym nie mówiono!)

Z innej beczki:
Przy zmywaniu uszkodziłam sobie mój ulubiony dzbanek,

Blog MEG

który miałam jeszcze z czasów studiów (nota bene, kupiony po tym, jak zbiłam poprzedni, podarowany mi przez Średnią).
Po długich poszukiwaniach i przeglądaniach dzbanków w różnych hipermarketach w końcu kupiłam sobie nowy

Blog MEG

Mam wrażenie, że jest to taki sam jak mamy w Kucobach… Mam nadzieję, że posłuży przynajmniej tak samo długo, jak poprzedni.

Acha, i wciąż poszukuję mojej zimowej czapki z daszkiem. Nie lubię, jak mi słońce świeci w oczy.

marek napisał(a) komentarz:
troszkę inny, ale niech służy

 


 

Post nr 71, ostatnio modyfikowany: 13-12-2014Trochę spóźnione, ale takie oto Mikołaje przyszły do nas na Mikołajki.

Blog MEG

Uważam, że są super i bardzo radosne. Dziękujemy!

mamaewa napisał(a) komentarz:
No, Mikołajki były o czasie, tylko wpis się spóźnił…
MadaMag napisał(a) komentarz:
Oczywiście, miałam na myśli wpis. Mikołajki przyszły w Mikołajki, czyli 6 grudnia w sobotę.

 


 

Post nr 70, ostatnio modyfikowany: 10-11-2014URGH! Jak ja nie cierpię rozpuszczalnych lekarstw…
No, ale mama mi kupiła… trzeba brać.
Wasza pozbawiona głosu M.

mamaewa napisał(a) komentarz:
Może jak niedobre to będą skuteczne !!!Do łóżka i wypocić się!! No i zdrowiej.
ojciec napisał(a) komentarz:
Lek ma być skuteczny a nie dobry. Każde lekarstwo się rozpuszcza tylko że różnych miejscach, to rozpuszczalne w szklance niech ci szybko pomoże.

 


 

Post nr 69, ostatnio modyfikowany: 10-11-2014EDIT:
Ups, jakoś zniknął plik.
Ale chociaż 1 stycznia 1970 (czyli pierwszy dzień ery uniksowej – „zerowa” data linuxa) nie było nam znanych PCtów, na komputerze już pisać się dało.
Sama wiesz 😀
LOL

mamaewa napisał(a) komentarz:
Zdolniacha! dwadzieścia kilka lat przed urodzeniem już pisać̣
I to przed skonstruowaniem PC-tów

 


 

Post nr 68, ostatnio modyfikowany: 07-10-2014Ostatnio znów są problemy na stronie z złośliwym oprogramowaniem. Mogę tylko przeprosić, i powiedzieć, że wciąż szukamy skąd się bierze problem, na bieżąco ją naprawiając…

ojciec napisał(a) komentarz:
Nic w życiu nie jest łatwe, a głupota nie zna granic
ojciec napisał(a) komentarz:
Faktycznie są kłopoty, i data i miejsce wpisania komentarza.

 


 

Post nr 67, ostatnio modyfikowany: 21-08-2014No i można powiedzieć że wykrakałam.
W Chorzowie śpi nas dziś czworo 😀

Mare napisał(a) komentarz:
Chyba w Chorzowie śpi więcej niż 4 osoby.

 


 

Post nr 66, ostatnio modyfikowany: 23-07-2014Pozdrowienia z kolonii w Mszanie.
Przez dwa pierwsze dni paliło słońce i spiekło mnie na prawdziwego raka. Jak tylko kupiłam olejek z silnym filtrem zaraz zaczął padać deszcz…
Dzieci mamy 43 na trzy opiekunki, ale nie jest źle. Codziennie idziemy gdzieś na spacer, np. na górę Grunwald, albo nad rzekę Mszankę.
Na śniadanie i kolację jest szwedzki stół i duży wybór, jedyne utrudnienie to fakt, że mam pod opieką trzecie piętro (gdzie też jest mój pokój), co oznacza że kilkadziesiąt razy dziennie biegam na parter i z powrotem.
Kilka zdjęć…

Mój pokój:

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Ośrodek pod Arkadami:

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

i okolica

Blog MEG

(widok z Grunwaldu)

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Więcej zdjęć na
https://www.facebook.com/pages/Pod-Arkadami-Mszana-Dolna/748610405198061?sk=photos_stream&tab=photos_albums

Basia napisał(a) komentarz:
Super!! A będzie niedziela odwiedzin?
mamaewa napisał(a) komentarz:
Prawie tak ładnie jak w Kucobach, tylko trochę wyżej i więcej górek. A zaprawa fizyczna się przyda ;}

 


 

Post nr 65, ostatnio modyfikowany: 08-07-2014Nie ma ostatnio wiele czasu.
Czym się zajmuję można pooglądać tu:

http://kombinatory.pl/Zdjecia.aspx

Upały i burze w jednym… no cóż, polskie lato!

 


 

Post nr 64, ostatnio modyfikowany: 11-06-2014Po pierwsze i najważniejsze Wszystkiego Najlepszego Babciu!
Chociaż wiem że sama tego nie przeczytasz, myślę że rodzice przekażą.
Stoję właśnie w autobusie 830 w drodze na spotkanie i piszę tego posta.
A z innych rzeczy, to Maniek dzisiaj podebrał mi kiełbasę z śniadaniowej kanapki.
Zaraz wysiadam więc na razie pa.

tata napisał(a) komentarz:
Dziękujemy i przekażemy.

 


 

Post nr 63, ostatnio modyfikowany: 24-05-2014Nasza strona zdobywa popularność!
Skąd to wiem? Bo w tym miesiącu już dwa razy mieliśmy tzw. code injection, przez co nasza strona przestała na jakiś czas działać ;(
Za drugim razem nawet trzeba było pisać do Googla o odblokowanie strony!

No nic, z M. jesteśmy czujni i badamy sprawę.

tata napisał(a) komentarz:
nie dajmy się złamać

 


 

Post nr 62, ostatnio modyfikowany: 11-05-2014Firefox zrobiło kolejny krok w ‚upodobnianiu się’ do innych przeglądarek i nie bacząc na upodobania użytkownika, bez informacji zmieniła wygląd przeglądarki jak i możliwość ustawienia paska adresu nad zakładkami. Która to opcja wciąż jest w about:config, ale nie działa ;/
Na skargi użytkowników support zamiast „aktywować” tą opcję proponuje zainstalować dodatek:
https://addons.mozilla.org/pl/firefox/addon/classicthemerestorer/
Całe szczęście, że on działa poprawnie.
Ale ileż można mieć tych dodatków?

ojciec napisał(a) komentarz:
też mam to instalować?
Ile znaków ma słowo tata więcej czy mniej niż trzy

 


 

Post nr 61, ostatnio modyfikowany: 10-05-2014Gdy w sobotę zaczęłam się przygotowywać na Kombinatory stwierdziłam, że jest bardzo ładna pogoda. I tak sobie pomyślałam, że warto byłoby się gdzieś wybrać i pozwiedzać, mimo naszego skromnego budżetu.
Poguglowałam więc i wybrałam cztery możliwe kierunki: zamek Będzin, Świerklaniec, Muzeum PRL’u i Egzotarium w Sosnowcu.

Po przemyśleniu chwilowo odłożyłam Egzotarium. Muzeum otwiera się dopiero w sezonie, tj. w maju. Został się więc zamek Będzin i Świerklaniec.

Jako że rodzice i dziadkowie zabierali Średnią i mnie jako małe dzieci do Świerklańca, a Najmłodsza tam nie była w ostateczności wybór padł na niego.
Ostatni raz w Świerklańcu byłam, jeśli się nie mylę na komunii najmłodszego kuzyna, tj. z górą piętnaście lat temu. Ponieważ strona jedynie informuje, że park jest własnością gminy, była nadzieja, że można do niego wciąż się udać.

Tak więc po kościele przygotowałyśmy bento (czyli pudełka z lunchem) i picie, wsiadłyśmy w auto i 25 km później dotarłyśmy krótko przed godz. 14 na miejsce.

Po opłacie parkingowej (w niedzielę, 6zł na cały dzień „proszę jechać wzdłuż alei i zaparkować na trawce w pierwszym wolnym miejscu”) rozpoczęłyśmy zwiedzanie.

Blog MEG

Idąc w lewo dotarłyśmy do mini zoo o nazwie Rogate Ranczo, gdzie pooglądałyśmy trochę rogatych (i mniej) zwierząt, jak kozy, owce, wołu, lamy, bażanty, emu, kuce i inne.

Blog MEG

Poszłyśmy zwiedzać dalej i dotarłyśmy do punktu zbiorczego głównej alei (tworzy ona ósemkę, dolna część od bramy biegnie z prawej i lewej strony wielkiego trawnika, górna część otacza staw). Gdzie był bardzo ładnie zdobiony maszt, ale bez flagi.

Blog MEG

W momencie gdy zaczęłam robić Najmłodszej zdjęcie potknęła się, ale myślę, że zdjęcie mimo to wyszło ładne.

Poszłyśmy dalej wzdłuż prawej krawędzi stawu, gdyż pamiętałam z dzieciństwa, że na końcu jest przejście na widok na Jezioro Świerklaniec. Pamiętałam, że był tam plac zabaw z metalowymi huśtawkami. Do dziś tam jest, ale zmodernizowany na nowoczesny, drewniany, z atestem na dzieci 3-9 lat.

Po drodze minęliśmy wypożyczalnię kajaków (chwilowo nieczynną) oraz wypożyczalnie rowerów gokartów, których dużo jeździło w około. Fajny z nimi pomysł, gdyż mają postać albo samochodziku dla dwóch dorosłych [pedałujących i kierujących] z miejscem z przodu dla dwójki dzieci, albo motoru z przyczepą z boku – dla dwóch osób.

Blog MEG

Rzeczywiście, u szczytu ósemki alei, po przejściu mostka i w wdrapaniu się po niewygodnych schodach naszym oczom ujawniło się jezioro. Do dziś jego wielkość robi wrażenie.

Blog MEG

Jako że było już wpół do trzeciej postanowiłyśmy spożyć obiad. Wróciłyśmy nad staw i wybrały drugi półwysep. Na ławeczce rozłożyłyśmy kocyk, wyciągnęły bento i rozlały herbatę z termosu i rozpoczęły konsumpcję.

Blog MEG
Blog MEG

Dla zainteresowanych i potomnych, w bento były: surimi, grzanki z chleba tostowego w jajku, cukinia w panierce, paluszki rybne; na deser kawałki banana oraz rolki rolady biszkoptowej z truskawkami wpolewie czekoladowej (kupna)

Zgodnie z hasłem „pojedliśmy, teraz możemy pospać” rozłożyliśmy się na ławie. Ciszę (względną, ze względu na gwar ludzkich głosów dobiegający z alei) przerwał telefon od mamy 😀

Blog MEG

Ruszyliśmy dalej. Jako że chciałam pooglądać Dom (Pałac) Kawalera, wróciliśmy do punktu łączącego aleje i idąc lewą stroną doszliśmy do budowli. Wewnątrz robi dwa razy większe wrażenie, niż na zewnątrz, a i zewnątrz jest niczego sobie.

Blog MEG

W piwnicy jest kawiarenka, gdzie wstąpiłyśmy na lody i zajadając je powoli skierowałyśmy się do wyjścia.
Kwadrans po 17 byłyśmy już do domu.

To, co rzucało się w oczy i uszy, to tłum ludu, jakby co najmniej odbywał się festyn. Ale nie, była to tylko zwykła ciepła niedziela. Z drugiej strony nie było krzyków, wrzasków ani głośnej muzyki, i po odejściu trochę w bok (np. na półwysep lub boczne alejki) było całkiem spokojne. Po prostu, tłum grzecznych spacerowiczów. (Najgłośniejszy był szum łańcuchów nadjeżdżających gokartów, co miało swój pozytywny aspekt, gdyż było wiadomo kiedy należy uważać i je przepuścić.)

Blog MEG

Kiedy my parkowałyśmy, byłyśmy ostatnim autkiem w rzędzie. Kiedy wracałyśmy, ciąg aut ciągnął się aż na sąsiednią aleję.

Blog MEG

Na zdjęciu zaznaczyłam, gdzie mniej więcej stało nasze autko.

Mam nadzieję, że gdy znów zostaniemy na niedzielę w mieście uda nam się (czyt. będzie chciało 😛 ) znów gdzieś wybrać.

Jeszcze raz
Pozdrowienia z Świerklańca!

tata napisał(a) komentarz:
a o 16.oo pod kościół na msze na świeżym powietrzu dziewczynki bawiły się dzibłem trawy lub patyczkiem będąc bardzo grzeczne a po powrót autobusem a potem SYRENĄ
– jakże urokliwe wspomnienia.
tata napisał(a) komentarz:
a o 16.oo pod kościół na msze na świeżym powietrzu dziewczynki bawiły się dzibłem trawy lub patyczkiem będąc bardzo grzeczne a po powrót autobusem a potem SYRENĄ
– jakże urokliwe wspomnienia.

 


 

Post nr 60, ostatnio modyfikowany: 20-03-2014Jako że kleił mi się klawisz f i y na klawiaturze, w poniedziałek postanowiłam ją przeczyścić, a przy okazji i laptop…

W skutek czego, we wtorek nie działały mi shifty. Po ponownym przeczyszczeniu, w środę rano było lepiej.
Nie działały Z, M, 6,8,9 z lewym shiftem, oraz Z,V,B,M,S,D,G,H,;,” z prawym shiftem.
Po kolejnym czyszczeniu i przepinaniu jedynie M z prawym shiftem nie chciał działać, niestety także spacja odmówiła posłuszeństwa jako klawisz, chociaż sama z siebie co jakiś czas się zacinała, tworząc długie ciągi spacji w notatniku albo przewijając stronę internetową w dół (uzupełniałam Kombinatory, pisząc „w ciemno” samymi gumkami; gdzie potrzebował spacji kopiowałam ją z notatnika za pomocą Ctrl+V 😀 ).
Dziś rano po naciśnięcu spacji pojawiała się spacja wraz z b (” b b b”), z N pojawiał się przecinek („n,n,n,n,”)
z G-J,a z K-Y.

Należy zaznaczyć, że generalnie wszystkie klawisze (oprócz spacji na jednym etapie) wysyłały sygnał, więc raczej ścieżek na samej klawiaturze nie uszkodziłam…
Wg interetu podejrzany jest układ KBC lub southbridge, no cóż, odkurzałam płytę główną.

Wkurzyło mnie to podwójne klawiszowanie, dałam laptopowi lekkiego wstrząsa i zaczęłam wystukiwać na blokowanych klawiszach (jak wściekły pianista na pianinie).

I co?
Oczywiście wszystkie klawisze zaczęły ładnie działać, nałożyłam plasticzki z literkami i działa.
Jeszcze tylko nie zrobiłam „wyłącz-włącz” komputera. Na wszelki wypadek, nim nie skończę pisać 😀

A w ogóle, to znowu trochę zmodyfikowałam dodawanie komentarzy. Nie działa jeszcze tak, jak bym chciała, ale to wymaga przepisania sposobu prezentowania i wyświetlania bloga.
Ale można już spamować (tj. pisać komentarze jeden pod drugim), a to jest to o co tacie głównie chodziło.

Przynajmniej u mnie działa, czekam na uwagi…

tata napisał(a) komentarz:
Nie wszystko trzeba umieć, ale wiele można się nauczyć nawet rozbierając klawiaturę.
tata napisał(a) komentarz:
i trenując opcje wpisywania do blogu.
O to chodziło – wpisuje dopisuje się do strony i dalej mogę coś dołożyć.
Dziękuje.

 


 

Post nr 59, ostatnio modyfikowany: 16-03-2014Właśnie oglądałam Wiadomości.
Większość poświęcona sytuacji na Krymie, ale sama końcówka po kanonizacji Jana Pawła II i związanych z tym oczekiwanych do przybycia tłumach.

I taka myśl mnie natchnęła.
Całe oczy zwrócone na Krym, i sytuacja jest napięta. Teraz weźmy pod uwagę tych oczekiwanych 70tyś wiernych w Rzymie. Jak to kontrolować pod względem bezpieczeństwa?
Wystarczy przemyślana prowokacja, by doszło do zamieszek. Albo jak w Niemczech, jedna osoba z plecakiem z materiałami wybuchowymi. A potem oskarżenia, wzajemna nieufność i koniec wspólnej Europy.
Azja zablokowała wywóz polskiej trzody. Oczywiście, w celach bezpieczeństwa. Ale oprócz tego co tracą rolnicy-hodowcy, dochodzą również koszty jakie państwo Polskie poniesie na odszkodowaniach. Czy szpiegostwo/wojna ekonomiczna nie miała w tej zarazie udziału? Czy osłabienie Polski, tego kraju na granicy wpływów rosyjskich i amerykańsko-unijnych nie jest tym pierwszym na rękę..?

Mam nadzieję, że nie będziemy znów tym pokoleniem, które naocznie widzi wojnę…


A żyłam w błogiej nieświadomości…

mamaewa napisał(a) komentarz:
No i tak to wygląda jak się raz na 10 lat obejrzy wiadomości…Ale oglądaj dalej, może natchnienia będzie więcej…;)
A z innej beczki ozy w Korei bywają wampiry?
mamaewa napisał(a) komentarz:
miało być „Czy…” ale nie umiem poprawić
Meg napisał(a) komentarz:
A gdzie nie ma wampirów? Oczywiście i w Korei one są. Najsławniejszym chyba jest Prokurator Wampir, z serialu kryminalnego o tym samym tytule.
A skąd to pytanie?

 


 

Post nr 58, ostatnio modyfikowany: 15-03-2014Dzieci, słoneczka najmilsze…

Przed dzisiejszymi zajęciami rozkładam wszystko na dywanie i czekam. Wpadają chłopcy (wiek 6-8). Jeden z nich zagląda do pokoju i biegnie z powrotem z krzykiem do mamy „A dzisiaj mamy z inną panią!”
Drugi wraca się do rodziców za nim. „Nie, z tą samą!”
I zaczynają się przekrzykiwać, na tyle, by mama też zajrzała do pokoju zajęć. A ja się uśmiecham i ku wyraźnemu zdumieniu chłopców wyjaśniam. „Z tą samą panią, tylko w innym kolorze włosów.”

Nigdy nie sądziłam, że przyciszanie reklam może być tak samo denerwujące jak ich pogłaśnianie.
Postanowiłam pooglądać kilka odcinków Ojca Mateusza w czasie kucharzenia (dostałam wypłatę za kolonie i zaszalałam, kupiłam na obiad krążki tortilli za 4,49 😀 oraz filet z kurczaka).
Oczywiście TV u nas jest możliwe tylko przez internet, a skoro tak, to na oficjalnej stronie vod.tvp.pl.
Oczywiście najpierw jest 124sek reklam (piszą czas na górze 😉 ) i potem dwa bloki reklamowe w trakcie odcinka. Z tym, że te bloki są na chybił trafił, tzn. mogą wypaść w trakcie rozmowy, albo jakiejś sceny.
No i nie wiem, czy to ta strona, czy nadzór głosu w moim komputerze, ale reklamy środku bloku są puszczane z może 1/3 siłą głosu. Innymi słowy lecą szeptem.
I taka nagła przerwa, np. w rozmowie sprawia, że instynktownie się sprawdza czy wszystko w porządku, co więcej, chce się pogłośnić głos, żeby było słychać co mówią.
A to przecież tylko reklamy.

Zawsze myślałam, że jest podgłośnić. Tymczasem mój słownik to podkreśla i proponuje jako poprawne pogłośnić. Hm…

tata napisał(a) komentarz:
Tak to już z tą tV jest.
tata napisał(a) komentarz:
a kolor włosów i w ogóle ich uczesanie lub nie bardzo zmienia człowieka.

 


 

Post nr 57, ostatnio modyfikowany: 28-02-2014Kolejna mała zmiana – możliwość komentowania starszych wpisów.
Walczę jeszcze z przypadkiem, gdy ktoś wpisał błędne dane.
Jak na razie w tym przypadku musi odnaleźć formularz pod właściwym wpisem i go poprawić sam…
A sprawy nie ułatwia fakt, że komentarze informujące o błędzie pojawiają się przy każdej formatce wpisowej…

No nic, wierzę w wasze zdolności. Teraz nie mam więcej czasu…
Do jutra!

Meg napisał(a) komentarz:
Komentarz
Meg napisał(a) komentarz:
Komentarz
tata napisał(a) komentarz:
Pierwsza próba.
tata napisał(a) komentarz:
Druga próba.
tata napisał(a) komentarz:
Dawniej to chyba inaczej działało.

 


 

Post nr 56, ostatnio modyfikowany: 27-02-2014Fryzura:

Blog MEG
Blog MEG

Po trzech godzinach i 100zł:

Blog MEG
Blog MEG

Przed wyjściem na rozmowę (nastepnego dnia, więc już nie tak pięknie; nawet prostownicą trzeba się uczyć posługiwać…):

Blog MEG

A żeby nie było że tylko o mnie:
Najmłodsza przy talarkach rybnych z ryżem:

Blog MEG

I Maniek usiłujący dostać się do torby z lego:

Blog MEG
tata napisał(a) komentarz:
No super, ile to w życiu trzeba poświęceń i wyrzeczeń.
Jak trudno być sobą.

 


 

Post nr 55, ostatnio modyfikowany: 05-02-2014Wczoraj był zaiste pechowy dzień, więc nie będę się nad nim rozwodzić.
Jednym z pozytywnych zaskoczeń było, że wracając z miasta postanowiłam przed skrętem w Krzywą nie stresować eLki, tylko spokojnie poczekać aż przejedzie. Czekam aż dojedzie, patrzę czy coś z boku nie nadjeżdża, a tu kierowca eLki mi macha. To Najmłodsza miała jazdy.

Dziś Najmłodsza zakupiła cienie i pędzelki. Nigdy nie robiłam makijażu (mama mnie nie nauczyła ;^^; ), ale co tam 😀
Oczywiście, w trakcie odkryłyśmy/doszłyśmy do wniosku, że:
tusze są zaschnięte w tubkach, a na rzęsach po zamknięciu oka odbijają się na powiekach;
korektor ma bardzo ciemny odcień;
nie mamy żadnych jasnych cieni do powiek;
fioletowy cień na dolnej powiece tworzy efekt „podbitego oka”;
nie mamy konturówki do ust;
czarna kredka, tak samo jak czarny cień nie nadaje się do malowania brwi.

I co chyba oczywiste, ja nie potrafię malować prostej linii eye-linerem, a równe nakładanie szminki też muszę mocno poćwiczyć…
Oraz że Najmłodsza non-stop mruga, gdy coś się dzieje przy oku, bardziej okiem prawym.

Średnia! Potrzebujemy cię! Ty jedyna z rodziny znasz się na makijażu!

Blog MEG
Blog MEG

Oj, dużo ćwiczeń przed nami 😀

Ach, i oczywiście referencja bez makijażu (dokładniej, po makijaży zrobionym przez Nią samą i zmytym)

Blog MEG
mamaEwa napisał(a) komentarz:
A co, zupa była za słona? A cienie daje się tylko nad okiem /na powiece i do brwi/
tata napisał(a) komentarz:
tak tak wszystkiego uczymy się przez trening i doświadczenie
MEG napisał(a) komentarz:
W filmach instruktażowych na Youtube, które najpierw obejrzeliśmy malowali też dolną powiekę, tylko że jaśniejszymi odcieniami.

 


 

Post nr 54, ostatnio modyfikowany: 25-01-2014Skończył się pierwszy tydzień półkoloni z Kombinatorami. Innymi słowy 2 godziny w każdej z 3 grup codziennego tłumaczenia 5-10 latkom jak się składa Lego Technik i programuje Lego Mindstorms.
Z przerwami na rozniesienie dzieciom talerzyków ze śniadaniem i obiadem. Moje gardło wysiada, niezależnie od tego, że przewiało mnie i jestem chora.

Miał być tylko jeden tydzień, a tu wczoraj p. Ola mówi, że w przyszłym tygodniu powtórka z rozrywki. Z dwóch zgłoszeń zrobiło się ponad 20, a pozostałe dwie opiekunki nie mogą przyjść. Tak więc zostanie się nas dwie ;/

Zajęcia dzieci można pooglądać na Facebooku ( https://www.facebook.com/media/set/?set=a.647991698598371.1073741895.211923768871835&type=1 )

Z innych spraw, jako że zamarzło mi auto (drzwi i klapa przednia) oraz padł akumulator (a niedawno kupowałam… o, to było trzy lata temu, do toyoty :D) więc w końcu udało mi się dodać nowy dział do ośrodkowych tapet, czyli Grzyby.

tata napisał(a) komentarz:
A na zimę trzy letni akumulator bierze się do domu i „konserwuje” prądem do 1 Ampery
A co do zgłoszeń że przybyło, to dobrze bo świadczy że jest wartościowo i ciekawie nie to co nasze zimowisko.
Podana fraza – ( https://www.facebook.com/media/set/?set=a.647991698598371.1073741895 … – nie została odnaleziona po próbie pooglądania / kopiuj – wklej -enter/

 


 

Post nr 53, ostatnio modyfikowany: 22-12-2013Opolski „Michał Anioł”:
Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną.
Niech go Bóg pogromić raczy pokornie o to prosimy.
A Ty, Książę wojska niebieskiego szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą
Mocą Bożą strąć do piekła.

Chorzowski „Michał Anioł”:
Święty Michale Archaniele, broń nas w walce z szatanem.
Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną.
Niego go Bóg poskromi, pokornie prosimy.
A Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy,
które na zgubę dusz krążą po świecie,
Mocą Bożą strąć do piekła.

Wiecie, jak trudno się przestawić!?

ewa napisał(a) komentarz:
Trudno, i tu dotarła demokracja…
Marek napisał(a) komentarz:
ale adresat i zadanie tożsame

 


 

Post nr 52, ostatnio modyfikowany: 18-12-2013Zbliżają się święta, więc pierniczki w Kucobach prawie zjedzone ;P Najmłodsza chciała piernika o postaci Ciastka, które musiały być krojone „z noża”.

Zaprzyjaźnione „Słoninki” wizytowały Kucoby i rozmowa zeszła na pierniki. Okazało się, że właśnie po drodze kupili foremki, między nimi z jest Piernikowy Ludek. Od słowa do słowa, kiedy okazało się, że planujemy piec nową partię ‚u Ignacego’, pożyczyli nam je.
Dziękujemy!

Jako że już od dłuższego czasu chciałam je zrobić na pierwszy ognień poszły pierniczki Domator.
Niestety, mimo licznych prób z grubością ciasta i temperaturą, wszystkie najpierw ładnie rosły, po to by po chwili rozlać się i opaść. Nie znalazłam dotąd przyczyny (może ze względu na użycie sztucznego miodu, bo przepis jest z sodą oczyszczoną?), teraz przypominają trochę skarmelizowany ciastkowy cukier z przyprawami.

Blog MEG

Na szczęście jeszcze zanim zaczęłam piec te pierniczki zaczyniłam ciasto na niezawodne pierniczki z Śląskiej Kucharki, które musi odstać 8-24 godzin przed pieczeniem.
Nawet nasz dziwnie działający piec nie jest w stanie wywinąć tu numeru. Z 1 kg mąki wyszło około 8 blach, które z trudem mieszczą się do jednej formy na ciasto:

Blog MEG

Najmłodsza deklarowała się lukrować, początkowe efekty są całkiem ładne:

Blog MEG

tylko zapału brakło na drugą połowę…

A właśnie, nie kupowałam przyprawy do pierników, tylko zrobiłam z tego, co mamy w szafie. Oficjalny przepis jest taki:
20 p cynamonu,
10 p imbiru,
8 p goździków,
8 p kardamonu,
6 p gałki muszkatołowej,
4 p ziela angielskiego,
2 p pieprzu,
ew. 2p anyżu, 2p kolendry, 2p gorczycy, 2p kminku,

gdzie p oznacza porcję.

Nie mamy kardamonu, ale za to wsypałam kolendrę.
Pieprz, ziele, goździki i gałka świeżo mielone.
Zastanawiałam się, czy nie dodać kakao, ale ostatecznie zrezygnowałam przemysłowego „wypełniacza”, więc pierniczki są ciemniejsze tylko dzięki karmelowi.

Może jeśli zdążę jeszcze zrobić drugą porcję, taką na szybko, bez wykrawania a z krojeniem, to dodam trochę kakao dla smaku…
Ups, znów się zrobiło późno, idę spać…

 


 

Post nr 51, ostatnio modyfikowany: 26-10-2013Ostatnio w drodze z Średnią robiłam komórką zdjęcia.

Blog MEG

Czyż ta chmura nie wygląda jak postać kobiety z dzieckiem na rękach?

gość napisał(a) komentarz:
To jest Znak!

 


 

Post nr 50, ostatnio modyfikowany: 24-08-2013Dziś w drodze z Chorzowa do Kucob nie sposób było nie podziwiać chmur…

Blog MEG

i oczywiście nasz stawek również wygląda malowniczo:

Blog MEG
tata napisał(a) komentarz:
bo lato w ogóle jest piekne

 


 

Post nr 49, ostatnio modyfikowany: 07-08-2013Taki autentyk obozowy:

SPRAGNIONY RODZIC

O godz 22.05 dzwoni telefon. Jako że nikt nie zdąża odebrać załacza sie sekretarka. Nikt się nie nagrywa – głuchy telefon. Gdy po chwili dzwoni ponownie odebiera Najmłodsza – kolejny głuchy telefon.
W końcu o 22.15 telefon udaje się odebrać dh J. i w słuchawce odzywa się głos. Oto dzwoni mama obozowego dziecka, pani G. z wyrzutami, że dlaczego musi teraz wsiadać w auto i przywieźć dziecku dwie zgrdzewki wody, bo te dzwoniło, że nie ma co pić.
Dh J. wysłuchuje 10 minutowej tyrady na ten temat i stara się uspokoić obawy rodzica, m.in. potwierdza u mnie jako magazyniera, że kadra pobierała wodę, a kiedy to nie pomaga, obiecuje że zaraz sama pójdzie do lasu na podobóz, by zbadać sytuację. Pani G. dalej czyni wyrzuty, nie daje jej odejść od telefonu. W końcu udaje się zakończyć rozmowę.

Dh J. idzie zbadać sytuację, profilaktycznie zabierając baniaczek 5 litrowy z sobą.
Na miejscu dh J. rozmawia z kadrą i idą do namiotu chłopców. Jako że jest 22.25 czyli 25 min. po ciszy nocnej, teoretycznie chłopcy już śpią, ale wiadomo jak to w praktuce wygląda…
Okazuje się że żadnemu chłopcu pić się nie chce, choć w namiocie wody faktycznie nie mają. Dlaczego? Ha, i tu jest sedno całej sprawy.

By chcąc się napić dzieci nie musiały chodzić co chwile do kadrówki, kadra rozdała po baniaczku wody na namiot. Niestety, wodę chłopcom wg ich słów ktoś „świstnął”. A dokładniej, jak wskazuje dalsze dochodzenie, zapomnieli jej wziąść spowrotem po zajęciach do namiotu.
Oczywiście, gdyby chciało im się mocno pić mogliby pójść do kadrówki, lub poprosić tych z namiotu obok. Ale skoro nie mają baniaczka U SIEBIE to nie ma jej wcale, logiczne, czyż nie? 😉

Wracając do opowieści. O 22.35 dh J. dzwoni do pani G. informując ją, że żaden z zasypiających chłopców nie jest spragniony oraz że na wszelki wypadek zostawiła im ten dodatkowy baniaczek. Pani G. nie wierzy w te zapewnienia, nie chce wysłuchać dh J. Upiera się że dziecko chodzi spragnione. Zirytowana dh J. grzecznie pyta: „Czy mam zrobić i przysłać pani zdjęcie (jak dziecko pije) ?” Na to pani G. o 22.40 w końcu się rozłącza.
Teraz czekamy. Naśle na nas kuratorium, by sprawdziło? A może pani G. jednak zaniepokojona przyjedzie osobiście, przywożąć dwie zgrzewki z sobą.

tata napisał(a) komentarz:
A jednak coś w tym jest nie tak.

 


 

Post nr 48, ostatnio modyfikowany: 30-04-2013Dziś Maniuś po raz drugi, tym razem na moich oczach, postanowił sprawdzić powiedzenie, że koty spadają na cztery łapy. Innymi słowy, poszedł na skróty na dwór, ześlizgując się z parapetu na chodnik pod domem.
Nic się tym nie przejmując, gdy poszłam otworzyć mu drzwi domu postanowił zejść jeszcze niżej i zaczaił się przy drzwiach do piwnicy, i musiałam go przynieść do mieszkania na rękach.
Gdzie po chwili wskoczył na parapet…

A teraz ku przypomnieniu, zdjęcia ze spaceru w lutym (po lewej) i kwietniu (po prawej)

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
mama ewa napisał(a) komentarz:
Piękne, może jeszcze dodaj Basię w czerwcu i Basię w kwietniu…
tata napisał(a) komentarz:
Fajne zestawienie, prosimy o dalsze.
A kotek uczy się życia i dla nas nie raz nauka jest bolesna.

 


 

Post nr 47, ostatnio modyfikowany: 16-04-2013Dalszy ciąg prac remontowo-ułatwiających życie.
Tym razem mało pracy – przymocowanie gniazdka do ściany. Wisiało ono na kablu prądowym od czasu zlikwidowania półki (czyli min. 2 lata).
Grzecznie wywierciłam w ścianie dziury, dodałam kołki, skróciłam o ok. 1 metr kabel. Kabel wyszedł troszkę krzywo, ale nic…

Blog MEG

PS. Poprawiłam błąd sortowania rss.

tata napisał(a) komentarz:
Kabelek jest pod napięciem a prąd płynie gdy coś załączysz.
Wisiało to na kabelku zasilającym.
No i teraz jest ładnie.

 


 

Post nr 46, ostatnio modyfikowany: 22-03-2013Na weekend pojechaliśmy do domu, zostawiając Mariana samego. Znowu będziemy mieli szaleńca…
No cóż…

 


 

Post nr 45, ostatnio modyfikowany: 17-03-2013www.osrodek.qcoby.eu

 


 

Post nr 44, ostatnio modyfikowany: 13-03-2013A imię jego 44.
Znęcałam się trochę nad tym wpisem, gdyż „ustawiałam” RRSa.
Kliknij na RRS i zapisz nową zakładkę dynamiczną. Jeden klik i widzisz czy były zmiany na blogu, bez otwierania strony.

tata napisał(a) komentarz:
Kiedy jakoś słoneczka nie zauważałem, faktycznie jest.

 


 

Post nr 43, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Chociaż jeszcze nie wszystko w 100%, to mogę powiedzieć, że wyemigrowaliśmy do HTML5 i CC3.
Mamy więc nową stronę pod starym adresem.
Błędy będę się starała poprawiać na bieżąco, i bardzo dziękuję Gospodarzowi i Żonie za telefony z uwagami.
www.qcoby.eu
I na zakończenie:

Blog MEG

udaje niewiniątko, ale tak jak jego przezwisko wskazuje to maniak (Maniuś).
Stara strona znajduje się pod adresem: www.qcoby.eu/indexS.php Dla każdej podstrony trzeba pamiętać o dodaniu S do index . Jak ta się rozkręci, to starą usunę i zapiszę na DVD.

tata napisał(a) komentarz:
I my dziękujemy tobie.
tata napisał(a) komentarz:
Trochę mi szkoda uśmiechniętego słoneczka z Q
MEGs napisał(a) komentarz:
Przecież jest na stronie ze wstępem, tak samo jak to było w starej stronie..?

 


 

Post nr 42, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013No więc Najmłodszej zdecydowanie przeszedł Marian.
I to wcale nie sprzątanie czy karmienie, ale interakcje.
Artur nauczył go zabaw z ręką (każda strona w necie przed tym przestrzega) i zachęcał go do atakowania („Marian, atak!”).
No i teraz Marian nie daje Najmłodszej spokoju. Czy siedzi przy kompie, czy je śniadanie, czy próbuje przejść z kuchni do pokoju, czy szuka czegoś w szafie scenariusz się powtarza.
Marian się przyczaja, biegnie do niej, atakuje pazurami po czym ucieka i skrada się z powrotem, by całość ewentualnie powtórzyć.

Najmłodsza ma płaczki w oczkach a i mnie te dzikie szarże zaczynają wkurzać.
Zamknięcie go po za pokojem skutkuje dzikim drapaniem w drzwi, woda nie skutkuje, pacnąc go się nie da bo ucieka, a krzyk tylko zachęca.

Mnie chwilowo zostaje w 90% w spokoju (ale i mnie zdarza się mu zaatakować, zwłaszcza gdy nie zauważam go pod stolikiem przy przejściu z kuchni do pokoju), ale jako że miał to nieszczęście na początku, że refleks miałam szybszy niż Najmłodsza i odruchowo (przestraszył mnie) go kopnęłam, to teraz podchodzi do mnie z większą rezerwą (czy też podejrzliwością)…

No i żal, bo Najmłodsza karmi go i sprząta po nim, a ten ją o ataki serca przyprawia…
…bo o fakcie, że Marian rozdrapuje oparcie fotela, łóżko, brzeg dywanu, szafy, pudło maszyny do szycia, chociaż piłeczki, kulki, drapak i inne zabawki plątają się pod nogami nie wspomnę.

 


 

Post nr 41, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Witam ponownie!

Strona

http://www.qcoby.eu/indexD.php

wkrótce zastąpi naszą stronę domową (tj. jak tylko opanuje dodawanie wpisów do blogu, i rozwiąże problem dostępu do plików komentarza).

Oczekuję na informacje, szczególnie dotyczące czytelności strony!

 


 

Post nr 40, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Nowa strona ośrodka, pod adresem www.osrodek.qcoby.eu jest wstępnie gotowa.
Oczekuję uwag i materiałów rozszerzających.
Jest jeszcze kilka rzeczy do dopracowania (grafik, albumy), ale myślę, że nowa szata graficzna jest bardziej przejrzysta, nie mówiąc o tym, że w końcu strona jest kodowana w standardzie HTML5 z CSS3!

 


 

Post nr 39, ostatnio modyfikowany: 12-03-2013Kasia nie może spać.
Marian ją obserwuje.
Więc ona musi obserwować jego 😀

tata napisał(a) komentarz:
Dobrze że tylko się obserwują.

 


 

Post nr 38, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Ha!
Wczoraj było ciemno, to nie zauważyłam, ale jednak! Przycięli trochę drzewa, tak jak obiecali w listopadzie.

Blog MEG

Jest więc szansa, że na wiosnę w czasie dnia nie będzie trzeba załączać światła, by poczytać w pokoju.
I tylko plac taki ponuro-błotny…

tata napisał(a) komentarz:
Faktycznie i w domowym komputerze się to pojawia, ale ile trzeba było poczekać by wgrało się ostatnie zdjęcie z wpisu nr 30 chyba cztery a potem dokończyło z wpisu nr 38.

 


 

Post nr 37, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013WESOŁYCH ŚWIĄT

A dodatkowo, tata w telewizji:

http://www.tvp.pl/opole/informacja/kurier-opolski/wideo/25-grudnia-2012-r/9513396
(12 minuta)

Zduniol napisał(a) komentarz:
Fajnie, fajnie tylko dlaczego mieszkaniec Borek Wielkich??
tata marek napisał(a) komentarz:
Bo było pytanie czy pan jest tutejszy czy przyjechał z dalsza.
Redaktorka nie wiedziała że tutejsi to borczanie, brończanie, kucobianie i działkowicze.
tata napisał(a) komentarz:
A próby chyba też stanęły…
tata napisał(a) komentarz:
A święta wielkanocne już tuż tuż – dziękujemy za życzenia

 


 

Post nr 36, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Harcerze nie chcieli, to ja zjem.
Bardzo dobre ciasto mamo upiekłaś!

mamaEwa napisał(a) komentarz:
Smacznego! może i chcieli, ale nie wiedzieli i mieli dość innego.

 


 

Post nr 35, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Na prośbę/uwagę taty zmieniłam kawałek menu dodawania i edycji postów.
Dzień spędzony na dworze, m.in. trzymaniem światła, gdy Gospodarz zmieniał szczęki w moim samochodzie 😀

Dziękuję

Edycja:
no, było jeszcze przenoszenie sklepiku i coś tam jeszcze…

tata napisał(a) komentarz:
Niektórzy dzień zamykają w 1.5 godziny. A potem to już tylko noc.

 


 

Post nr 34, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Wczoraj dotarłam do sklepu elektrycznego i nabyła drogą kupna garść rezystorów oraz sześć białych LED. Mając kabelek do pobrania zasilania z USB zaczęłam się bawić, na której to czynności zastał mnie tata.
Od słowa do słowa kazał mi wyciągnąć lutownicę, by pobadać diody. Jak już w końcu pojęłam co i jak, czyli co z napięciem a co z natężeniem, pokazał praktycznie jak to 3 diody 3,6V szeregowo świecić nie chcą, a jak to dolutowując do nóżek diody kolejną i kolejną diodę nawet 6 świeci sobie całkiem jasno (oraz że świecą nawet gdy rezystor ma 100 Ohm, choć wg teorii 12 Ohm powinno być dostateczne) tata sobie pojechał zostawiając mnie z hasłem „możesz sobie zrobić kolejne doświadczenia”.

Tak więc wzięłam się do pracy.
Układ wygląda tak:

Blog MEG

Niebiesko zaznaczyłam „dodatki”.

Aby nie przylutowywać co chwilę kolejnych elementów wykorzystałam piankę oraz mosiężne gwózdki, do których przylutowałam kabelki.
Dzięki temu wbijając w piankę obok wbitego gwoździa LEDa łatwo było go wymienić, a w przypadku rządku LEDów na kabelku wystarczyło tylko wepchać gwozdek w pętelkę kabelka (i do pianki, by nie spadł).
Z nóżek popsutej diody zrobiłam dwie „szpilki” z poziomą spiralką-uszkiem na końcu, tak by wygodnie przekładać rezystory.

Blog MEG

Poniżej widać badanie volt na diodzie, w tle „zwierz” z pianki z posegregowanymi rezystorami.

Blog MEG

W przypadku amper wbiłam szpilki miernika do pianki, dzięki czemu miałam obie ręce wolne, a układ się trzymał.

Blog MEG

Na początku postanowiłam zbadać wszystkie diody jakie mam tu do dyspozycji.
Białe kupiłam wczoraj, wszystkie kwadratowe są wymontowane ze starych obudów komputerów (zasilania, pracy dysku itp.)
Czerwone okrągłe diody kupiłam w jednej partii dwa lata temu. Oprócz wyników jak przedstawiono poniżej z jakiegoś względu działają one „wspak”!

Podłączenie np. białej diody (i wszystkich pozostałych) to podłączenie dłuższej nóżki do plusa, a krótszej do minusa (w plastiku pik do +, blaszka do -), podczas gdy w tych czerwonych jest na opak (pik do -, blaszka do +, i wtedy świeci). Ktoś wie dlaczego?

W układzie użyto rezystor 100 Ohm.

Blog MEG

Jak się pobawiłam diodami wzięłam się za rezystory. Oficjalnie użyte białe LEDy mają 3,6V i 0,02A.

Blog MEG

Pokpiłam trochę sprawę dla amper 1 białej (A!), gdyż zapomniało mi się o nich przy badaniu napięcia i ponownie musiałam montować układ. Dodatkowo, zdaje się że za szybko robiłam pomiar, gdyż w szczególności dla czterech ostatnich wartości było widać na amperomierzu, jak wynik co chwilę jest coraz większy.
Związane jest to pewnie z nagrzewaniem się układu… tja.


Oświetlenie, coś co chciałam zrobić na pierwszym miejscu

Wykorzystując rodzinie znany „makaron” tj. piankę do pływania zmontowałam takie światełka:
Widok w nocy:

Blog MEG

Widok w dzień (który w tym mieszkaniu przeważnie oznacza szarówkę)…

Blog MEG

Oczywiście, chociaż diody są „super jasne” (10 000 mcd – „takie jak w latarkach” powiedział sprzedawca), to jako LEDy są oświetleniem punktowym (bodajże mają kąt 15 stopni), więc do zwykłej żarówki się nie umywają pod względem oświetleniowym. Nie mniej klawiaturę oświetlą, gdzie stoi kubek z herbatą pomogą się zorientować 😀

Lew z elementami 😀

Blog MEG

(coś mi aparat nie ten tegos…) Taki oto mam przegląd rezystorów, LEDów i kabelków 😀

A tak na marginesie, pół godziny z tatą pozwoliło mi zrozumieć istotę podłączania miernika dla mierzenia voltów i amper, coś co przez semestr nie umiało mi się „zajarzyć” na Politechnice.
Jeden semestr, czyli 15 godzin laboratoryjnych + 15 godzin wykładów – tyle dokładnie poświęconych było elektrotechnice na pięcioletnich studiach informatycznych.


Z zupełnie innych spraw: wymienili zamek w drzwiach domofonowych. Co oznacza że czeka mnie (lub Najmłodszą ;P) dorobienie pięciu kluczy dla naszej rodzinki…

tata napisał(a) komentarz:
Jaki sympatyczny wpis. Ile nauki.

 


 

Post nr 33, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Ostatni piątek, poniedziałek i wtorek spędziłam w hufcu, od około 11 do zamknięcia (tj.17 a dziś 19), działając nad komputerem „w kącie” izby instruktorskiej. Na szczęście dzięki druhowi Heniowi znalazł się sprzęt „na zmianę”, który „ostatnie pół roku stał w garażu”.
Po otwarciu obu obudów okazało się że każdy w środku ma minimum pół centymetra kurzu, tak więc pierwszą pracą (cały piątek i trochę w poniedziałek) trwało ogarnięcie co można użyć, rozłączenie wszystkich kabelków, umycie wodą z płynem pustych obudów, przetarcie komponentów, wypędzlowanie i wyszczotkowanie płyt głównych, radiatorów i wiatraczków z kurzu.
Jako że obudowa hufcowa była w lepszym stanie oraz większa, postanowiłam przenieść do niej płytę główną z drugiego komputera, wraz z zasilaczem. Łączy się to też z rozpracowaniem kabelków z przedniej obudowy, w których każda pojedyncza końcówka musi znaleźć się na odpowiednim pinie płyty głównej, a które w różnych płytach znajdują się w różnym miejscu. Jestem dumna, że podłączyłam wszystko dobrze za pierwszym razem, i nawet frontowe USB działają…

Dzisiejszy dzień poświęciłam na instalowanie Windows XP, niestety bez Service Packów, które musiałam pobrać przez internet i zainstalować w odpowiedniej kolejności.
Jako że system jest w wersji Home, nie umożliwia on łatwego zabezpieczenia danych, więc musiałam pokombinować, co z tym fantem zrobić. Kto się uprze i tak namiesza, bo takie zabezpieczenia są tylko przed laikami, co to głównie z przeglądarki korzystają… no cóż, przynajmniej tyle.

Komputer działa, najpotrzebniejsze programy ma, może tak szybko go nie rozwalą…

tata napisał(a) komentarz:
Dziękuje.
A wpis nie kulinarny ?

 


 

Post nr 32, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Moje wpisy są bardzo kulinarne, zauważyłam.
Tak więc po kolei.
Jeszcze w październiku w Kauflandzie były w ofrecie figi kaktusowe. Zgodnie z moim zamiłowaniem do poznawania egzotycznych owoców, oraz przystępnej cenie nabyliśmy jedną sztukę:

Blog MEG
Blog MEG

Nie zdobyła ona mojego ani Najmłodszej uznania. Pestek ma więcej niż w granacie, praktycznie się z nich składa, i trudno je „wypluć”. Smak ma jakiś cierpko-nijaki. A do tego mini igiełki, którymi jest pokryta wyciągałyśmy z rąk jeszcze przez kilka dni.


Wczoraj przeglądałam szuflady, oficjalnie w poszukiwaniu wałka i ewentualnych foremek do pierniczków. Tych rzeczy nie znalazłam (jak się zresztą spodziewałam), ale przy porządkowaniu wpadły mi w oko dwie łyżki:

Blog MEG
Blog MEG

Pierwsza, była brudna i zanieczyszczona, ale po umyciu cifem niespodziewanie łatwo odzyskała piękny blask. Czyżby była ze srebra?
Druga sama z siebie się przewraca. Najmłodsza twierdzi, że to do sosjerki. Ma rację?


A skoro o pieczeniu mowa. Jak najbliżsi wiedzą, próbuję opanować tutejszy piekarnik, który jest na gaz. Zdjęcie poniżej przedstawia cztery próbki, tj. cztery blachy ciasteczek francuskich, każde pieczone dokładnie 10min.

Blog MEG

Górny lewy róg to najwyższa półka. Spód byłby dobry, ale góra jest totalnie nie ruszona. Górny prawy róg to najniższa półka. Góra jest dopieczona, ale spód tak się spalił, że nawet papier tego nie wytrzymał.
Dolne dwie blachy to środkowa półka, po lewej bez pustej blachy na najniższej półce, prawa – z dodatkową blachą.
Jak widać ostatni wybór najrówniej z zaprezentowanych upiekł ciasteczka.


Jako że nadchodzą święta, a ja ostatnio jestem zafascynowana książką „Śląska kucharka doskonała” opisującą Śląsk od strony kuchni, postanowiłam upiec wg. ichniejszego przepisu pierniczki. Początkowo chciałam zrobić miód z maślanki, ale po przeliczeniu kosztów zdecydowałam się jednak na miód sztuczny.

Blog MEG
Blog MEG

Pierniczki są jasne, bo w przepisie nie ma kakao (co uświadomiłam sobie po wyjęciu 2 z 5 blach). Są też mocno imbirowe, co jest „winą” Kauflandowskiej przyprawy do pierników. Ale są dobre, jak twierdzi Najmłodsza, a to najważniejsze.

mamaEwa napisał(a) komentarz:
Czyli jestem w tym roku zwolniona z robienia pierniczków? 😉
Rodzinny potwór pierniczkowy napisał(a) komentarz:
Nie!!! Mamine pierniczki muszą być!

 


 

Post nr 31, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013U nas:

Blog MEG

😀

tata napisał(a) komentarz:
A i tak na blogu strony cię nie ma, chyba z przemęczenia?

 


 

Post nr 30, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Obliczenia kilometrów:
zakładam, że tankowaliśmy ok 30km przed celem.
Od Chorzowa do stacji paliw w Żabiej Woli = 269km + 30 km, co daje 299 km do lotniska.
Po przyjeździe licznik wskazywał 317km, -30km daje 287km z lotniska do Chorzowa.
W sume 586 km ciągu dziewięciu godzin. Spalanie na poziomie 5,5l / 100 km.
Nie ma tak źle.

No i oczywiście, o 15.00 kolejnych 82km dojazdu do Qcob 😛

tata napisał(a) komentarz:
Oby tak jak najdłużej.

 


 

Post nr 29, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Nocnik podróży;)
21.40 Ola przybywa do Chorzowa. 21.55 ruszamy do Częstochowy. 23.10 dojazd.
Po pożegnaniu się pary 23.23 wyjazd do Warszawy. Na 35km przed celam kwadrans na Shellu – tankowanie auta i ludzi (kawa z automatu).
2.48 opuszczenie auta na parkingu godzinnym Okęcie Port Lotniczy.
Jako że początek odprawy o 4, a odlot o 6.15, decyzja że nie ma co czekać. Po zapłaceniu 8 zł parkingowego o 3.10 opuszczam teren lotniska. Mgła straszna.
W Częstochowie ignoruje nawigację i jadę wg znaków drogowych do Katowic jedynką. O 6.00 wg umowy sms od Średniej że są na pokładzie i czekają na odlot.
O 7.03 jestem z powrotem. Idę spać.
Obliczenia km-owe może poźniej.

 


 

Post nr 28, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013W odpowiedzi na komentarz, tak, prace trwają.
Walczę z CSSem, który jak to ma w zwyczaju zachowuje się dziwnie…
Bieżący efekt prac można oglądać pod http://www.qcoby.eu/index2.php

A dziś w nocy wyprawa do Warszawy… tam a nazot. Na co ja się dałam naciągnąć 😛

 


 

Post nr 27, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Tak więc hip hip hurra, mamy WiFi i więcej nie muszę łączyć się poprzez Najmłodszej komputer. Co więcej, przez ten router można połączyć się z drukarką albo zewnętrznym dyskiem na USB.
Najmłodsza dziś z pięć razy stwierdziła/zapytała „To znaczy, że teraz z kuchni mogę przeglądać internet” „W łóżku oglądać X-Manów”.
Odpowiedź brzmi tak.

Oczywiście, router miał być już w piątek, ale że o godz 15.30 to już weekend, pan wolał wpisać że nie zastał odbiorcy… no cóż, znamy to, już nie pierwszy raz…

tata napisał(a) komentarz:
A na Qcobach coś się dzieje?

 


 

Post nr 26, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Rozmowy
Wczoraj (we wtorek) byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w firmie w Chorzowie. Pierwsza część to był test, nie poszedł mi za dobrze, (bo SQL to miałam tylko jeden semestr na studiach, a się nie spodziewałam go), ale też nie zupełnie najgorzej. Potem była wideo konferencja/rozmowa z głównym szefem.
Chciałabym tam pracować, bo ciekawie się zapowiada. Zobaczymy (są dwa miejsca na ok 10 kandydatów)…

Dzisiaj postanowiłam załatwić internet z Netii, tj. pozbyć się telefonu a zdobyć router WiFi. Aby dowiedzieć się jak to zrobić i ile to będzie kosztować weszłam na tzw. LiveChat (czyli rozmowa przez klawiaturę z konsultantem).
Rozmawiam z nim, tj. piszę, gdy odzywa się mój telefon. Firma zajmująca się pośrednictwem zadzwoniła, że jest oferta pracy w Katowicach. Jednak chcieliby ze mną porozmawiać po angielsku. I tak tu piszę z panem konsultantem, a tu opowiadam o swoim hobby. Skończyłam rozmowę po angielsku, gdy pan mówi – a teraz dam koleżankę by porozmawiać po niemiecku. No więc dalej, tu pisać i odpowiadać na pytania po polsku, a tu opowiadać po sobie po niemiecku. Nie mogłam przecież żadnej ze stron powiedzieć proszę poczekać aż skończę czatować, albo proszę poczekać mam telefon… Suma sumarum, gdy pan konsultant zaczął przygotowywać formularz czat i tak się rozłączył ze względu na brak aktywności… (pan z firmy powiedział, że do dwóch tygodni się odezwie.)

Musiałam połączyć się ponownie, i oczywiście trafiłam na innego człowieka, więc wszystko trzeba było uzgadniać od nowa. No ale, możemy zrezygnować z telefonu, dostaniemy router WiFi, a jeśli nie będzie nam się podobać to możemy wszystko ‚odmówić’.

Okna
Tak po prawdzie, to zaczęło się od mycia okien. W kuchni, a potem w pokoju. Jak zaczęłam myć, to oczywiście też białe ściany dookoła. No i cóż… Gdzie umyłam i wyszorowałam zaczął się pojawiać biały kolor… a pod nim zielony. Jako że nie wyglądało to najpiękniej poszperałam w szafce i znalazłam białą farbę. Pomalowałam więc wnękę okienną oraz górę.

Blog MEG

Nastały zimne noce, i na antresoli zaczęło mi wiać. Stąd więc wybrałam się do OBI, tramwajem. Autem może było by wygodniej (i pewnie taniej), ale tyle mojego że sobie za bilet przez komórkę zapłaciłam 😀 Kupiłam taśmę izolacyjną do okna o przekroju P (ok 12,30m za 2zł/m) i poobklejałam okna (zostało jej mniej niż palec, więc dobrze policzyłam, ha!).
I teraz nie wieje. Zobaczymy co za jakiś czas…

Posiłki
Budżet na ten miesiąc zdaje się już przekroczyliśmy (ale we wrześniu mam zawsze budżet przekroczony, ale za to porządnie się odżywiamy.
Dziś miałyśmy porządny obiad, chociaż w kolorze żółtym. Kasia usmażyła frytki, ja poklepałam filet z kurczaka na mini-talarki z świeżym tymiankiem, a do tego mieliśmy fasolkę szparagową.

Blog MEG
Blog MEG

A na kolację:

Blog MEG

Pojedyncza bułka jest Kasi, kanapeczki moje.

Swoją drogą, w zeszłą środę mieliśmy też wcale nie tak zły obiad: kartofelki z śledziem:

Blog MEG

PS
Albo mój komputer, albo moja komórka odmówiła dalszej współpracy bluetooth przy przesyłaniu zdjęć. Zdjęcia obiadowe przesłały się, a kolacyjne wieczorem już nie chcą… I co? Wysłałam je sobie z komórki jako email na moją pocztę. A najciekawsze z tego, że doszły szybciej niż gdyby udało mi się je przesłać przez bluetootha… brak słów…

tata napisał(a) komentarz:
No na reście nie jestem sam w sieci.
I same dobre wieści.
Prosimy o jeszcze!

 


 

Post nr 25, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Edycja tekstu powinna być teraz łatwiejsza, to jest dla tych korzystających z FireFoxa. Formaty tekstu są dodawanie nie na końcu tekstu jak dotąd, lecz tam gdzie kursor. Zaznacznie tekstu spowoduje dodanie znaczników do okoła niego.
Jak to zrobić dość się naszukałam, nie znalazłam tego nigdzie po polsku. Za to podpowiadacz google podpowiedział mi odpowiednie zapytanie i znalazłam to gdzieś za czwartym razem. Hurra!


Edytowano również dla Internet Exploratora, nie mam jak sprawdzić reszty.

tata napisał(a) komentarz:
Dziękuje za już i proszę o c.d.n.

 


 

Post nr 24, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Spodobał mi się cytat, więc go zapisuję dla pamięci:
„Sometimes you impress me to the point where I over-estimate your intelligence”
czyli
„Czasem imponujesz mi do tego stopnia, że przeceniam twoją inteligencję”

A przy okazji, w maju zmieniła się nasza baza pojazdów.

Blog MEG

Duże to taty, małe moje.

Żeby nie było, autka mają swoje nazwy.
Basi Mazda przezwana jest Biedronką. Ja przezwałam ją początkowo Żuczkiem, ale mama stwierdziła, że kolorystycznie (czerwono-czarna) to to jest Biedronka.

Mój Atos przezwany został Obłoczkiem(edit: było Chmurka ). Poinformowała mnie o tym Kasia, a autorem nazwy jest pani Ola K.

Taty Mercedes to Automatyczny Mustang. Nazwa długa jak auto. Automatyczny, bo z automatyczną skrzynią biegów, Mustang, bo nie tylko zrywny i koloru czarnego, ale głównie bo na tylnej klapie ma naklejkę w formie czarnego konia (prawie jak moja figurka na szafie). Tu pomysłodawcą jestem ja…

Kasia napisał(a) komentarz:
Twoje auto to Obłoczek, a nie chmurka. :))
tata napisał(a) komentarz:
no właśnie!

 


 

Post nr 23, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Od dziś nie ma przeszkód do przeglądania strony przez urządzenia mobilne, które nie obsługują hover.
Jak dotąd w takim wypadku nie pokazywało się podmenu, w związku z czym strony nie można było przeglądać. Od dziś jeśli przeglądarka mobilna używa javy z MIDP menu zostaje podmienione na ‚tradycyjne’. Również szerokość strony i kart zostaje zmniejszona do ok 300px, a więc szerokości dużej części urządzeń.
Menu jest ograniczone do najważniejszych podstron, bez linków do albumów itp (jako że jeszcze nie skonfigurowano opcji skalowania zdjęć, które ‚zżerają’ transfer), ale jest możliwość wczytania ich poprzez linki na mapie strony.
Linki powinny obsługiwać accesskey (dodane polecenie), ale nie było to testowane z braku softwaru.

Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić w biegu grafik ( www.qcoby.eu/grafik)

Basia napisał(a) komentarz:
nie, no… świetnie 🙂 Dziękujemy!! (co prawda niewiele z tego wszystkiego zrozumiałam – chyba tylko urządzenia mobilne – ale super, że to zrobiłaś)

 


 

Post nr 22, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Witam,
ponowne zmiany na naszej stronie.

Dzięki Michałowi, który założył nam bazę danych od dzisiaj każdy chętny może się wpisać w naszej Księdze gości (Wstęp-> Księga gości).

Jako że drugi raz w życiu robię projekt oparty o bazę danych (a tak, prócz zajęć na ‚czystej’ bazie danych w czasie zajęć laboratoryjnych z baz danych nigdy dotąd nie używałam baz), a pierwszy raz w połączeniu z stroną internetową, jestem bardzo ciekawa komentarzy.

Mam nadzieję, że zaraz na początku nikt nie będzie próbować się do włamywać (doprawdy, jak na razie znajduje się w niej jeden rekord, nie opłaca się)!

Kto nie chce komentować bloga, ale mimo to dać znak życia niech wpisuje się do Księgi gości!

 


 

Post nr 21, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013No i proszę. Mamy awarię prądu na Opole. Mają przywrócić około 2 w nocy.
Zaraz lud wyległ na korytarze, i widać kto na UPSach pracuje (jak serwery naszej politechniki ;P)

tatar napisał(a) komentarz:
Dziękuje za kolory.

 


 

Post nr 20, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Oto barkody (lub jak kto woli kody2D), które prowadzą bezpośrednio na stronę www.qcoby.eu

Blog MEG
Blog MEG

Wystarczy aplikacja np. na telefonie, która zrobi zdjęcie i automatycznie odczyta i wyśle do wbudowanej przeglądarki adres.

Zrobiłam to przy okazji poszukiwania takiej aplikacji, bo miałam barkod na gumie do żucia, bez opisu, więc mnie intrygował.
No i znalazłam przy okazji stronę, która tworzy takie barkody…

tata napisał(a) komentarz:
No to czas na praktyczne wykorzystanie. Wizytówka?.

 


 

Post nr 19, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Kanały RSS, czyli dynamiczne zakładki dostępne na naszej stronie.
(Jeśli tylko wszystko dobrze pójdzie…)
(…poszło)

Co to jest dynamiczna zakładka (RSS)?
Najprościej powiedzieć, że jest to zakładka, w której zmienia się treść.
Np. w Firefox domyślnie co godzinę dynamiczna zakładka sprawdza, czy informacje do których prowadzi się zmieniły. Jeśli tak, to aktualizuje linki i opis tak, by odnośniki prowadziły do nowych treści.

Tak więc od dziś każdy chętny może dodać dynamiczną zakładkę (RSS), która zawsze będzie pokazywała numer i datę ostatniego wpisu do blogu każdego członka naszej rodziny.

Powód dodania: Nie chce mi się każdorazowo ładować podstron z blogami, by przekonać się, że jedna siostra jest jeszcze na rybach, a druga się szaja 😀

tata napisał(a) komentarz:
Brawo i dziękujemy.

 


 

Post nr 18, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Hitoria pewnego wkrętaka
Swgo czasu, tj. ponad rok temu dostałam od taty dwie skrzynki. Do jednej skompletowałam apteczkę samochodową, a do drugiej postanowiłam włożyć narzędzia. Nie koniecznie samochodowe, ale i takie które mogą się przydać (np. w akademiku).

Zastanawiając się nad śrubokrętami, w oko wpadł mi wkrętak z wymienialnymi 20 końcówkami, za 24,99zł. Jako że kupowałam wtedy inne rzeczy, zrezygnowałam z niego.
Po jakimś czasie znów wpadł mi w oko, tym razem za 14,99zł. Już prawie miałam go kupić, ale naszły mnie wątpliwości, czy rzeczywiście taka rzecz jest mi do szczęścia potrzebna.

Gdy miesiąc temu kręciłam się po sklepie, zauważyłam że znów są dostępne. Tym razem już za tylko 7,99zł. I może bym go kupiła, gdyby nie fakt, że było towarowanie i towary zastawiały dostęp do półki.

No więc wyobraźcie sobie, że wczoraj wchodzę do sklepu, i jak mam we zwyczaju oglądam półkę z przecenkami (właściwie to obie, żywność i stałe). I co na niej leży? Oczywiście ten wkrętak. Cena po obniżce – 4zł.

Oczywiście, tym razem go kupiłam 😀
Komuś jeszcze kupić?

Basia napisał(a) komentarz:
ale w TESCO?

 


 

Post nr 17, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Modyfikuję sposób wprowadzania komentarzy.
Teraz dodawanie komentarzy nie powinno wpływać na datę utworzenia pliku.

Nie dotyczy to jednak edycji (wtedy data będzie zmieniona).

MadaMag napisał(a) komentarz:
Komentarz, proba 2.
MadaMag napisał(a) komentarz:
Komentarz, próba trzecia.
tata napisał(a) komentarz:
Taki postęp ja pozostawiam bez komentarza.
Marek napisał(a) komentarz:
Acz kol-wiek cieszą mnie działania i te kulinarne z poprzedniego wpisu jak i udoskonalanie strony. Dziekuje.

 


 

Post nr 16, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013Dzisiaj Profesor wypuścił mnie niespodziewanie szybko, więc już o 18.30 byłam w Biedronce, zrobić zapasy na najbliższe dni (w szczególności jajka -w rozsądnej cenie, i mleko).
Jako że zbliża się niedziela, a więc dzień mięsny, rozejrzałam się co by tu wykombinować (czyt. kupić w celu konsumpcji w ciągu najbliższych dni). Jedynym rozsądnym dla samotnika wyjściem był schab bez kości – 360g/5szt za 6,99.
Po powrocie do pokoju zaczęłam zastanawiać się, co z niego wytworzyć. Jako że mam lodówkę 😀 postanowiłam przetworzyć go „z góry”.

Po ostatnich rozważaniach w celu tłuczka użyłam kubka

Blog MEG

Jeden plasterek pocięłam na kawałki, z dwóch kolejnych zrobiłam rolady. Zamiast musztardy (której chwilowo nie mam) użyłam chrzanu z żurawiną…

Blog MEG

a ostatnie dwa zapanierowałam:

Blog MEG

pozostałe warzywa dodałam do schabu w kawałkach, bedzie schab z warzywami na dziś.

Po czym poszłam do kuchni wszystko usmażyć. Jak to tata mówi, podróże kształcą.
W kuchni spotkałam pana, którego hobby to gotowanie. Następną godzinkę spędziłam więc dowiadując się, jak przygotować kaczkę z jabłkami, kaczkę z żurawiną, dziczyznę i faworki. Pan też nadzorował moje gotowanie rolad, święcie oburzony, że nie dodałam do nich czosnku i papryki (którymi to przyprawami zaraz się podzielił, jak i kostką grzybową „dla smaku” – DZIĘKUJĘ).
Tak więc jest nadzieja, że będą po zjadliwej stronie (planuję je jako obiad na niedzielę). Kotlety trochę spróbowałam, na szczęście „zmiękły” odpowiednio.

Blog MEG

Tym razem (podejście nr 2) mój schab z warzywami też wypalił. Co jest nie małym sukcesem, zważywszy że wszystko robiłam na patelni za jednym zamachem, mieszając i ściągając kolejno (oczywiście, rolady zostały się dusić jako ostatnie).

Post 06 – 10 (stare)

Post nr 10, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 31-8-2010 o godz 20:1
Dlaczego łatwiej się obrazić lub mieć „ciche” pretensje niż odpowiedzieć na postawione pytanie.


 

Post nr 9, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 28-8-2010 o godz 10:58
Do kłótni /wadzitwy, przekomażania, podnoszenia głosu/ trzeba dwóch
Refleksja po urlopowym pobycie u mojego brata w Ołpinach.


 

Post nr 8, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 21-8-2010 o godz 10:52
Zlot w 100 rocznicę harcerstwa to spora machina, lecz bezlitośnie obnaża nasze słabości – ludzi i organizacji.Byłem tam i to widziałem osobiście.


 

Post nr 7, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 16-8-2010 o godz 18:10
AKCJA LETNIA 2010 PRZESZŁA DO HISTORII

pozostał niedosyt i zmęczenie.


 

Post nr 6, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 11-8-2010 o godz 13:15
Jak bardzo słabym trzeba być by krzyczeć na słabszego
w celu podporządkowania go sobie. !!!

 

Post 21 – 25 (stare)

Post nr 25, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Dzisiaj o 11.00 byłam już w domu. Matematyka i Polskiego nie było a, że to były cztery ostatnie lekcje były wolne. Po za tym prof. Niewiara pozwoliła tym którzy napisali sprawdzian wyjść po napisaniu, więc jakieś 15 min. po rozpoczęciu lekcji- 10 min czekania na panią prof. i 5 minut pisania. Sprawdzian polegał na dopisaniu witaminy do zdania- trzy bardzo łatwe pytania. Dzięki temu zdążyłam zrobić zadanie, dodać zdjęcia na stronę gromady i poodkurzać :))
Wczoraj na uroczystej zbiórce zuchy zdobyły sprawność Eskimosa, Dawidek został Strażnikiem Totemu, a ja zostałam mianowania na funkcję przybocznej. :))
Na jutro jestem umówiona na gitarę z dh Agatą, w czwartek z dh Kasią na omawianie/realizowanie mojej próby, jest też wtedy Spotkanie Instruktorskie z okazji DMB w sobotę są Imieniny Zucha, w poniedziałek zbiórka-remont harcówki… przynajmniej nie muszę się nudzić w domu :))

mamaEwa napisał(a) komentarz:
Nudzić zdecydowanie nie, odkurzać TAK 😉
tata napisał(a) komentarz:
No i w między czasie udział w kółkach przedmiotowych!!

 

Post nr 24, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Nareszcie w domu!! Po długim tygodniu mogłam wrócić do domu, i to nie sama a z Martyną!! Ciekawe co będziemy robiły…?

mamaEwa napisał(a) komentarz:
Niestety zbyt mało czasu udało się wam poświęcić i skutek był jaki był – siedzenie na internecie i tylko jeden mały bałwanek/ mogłabyś dodać zdjęcie/
Basia napisał(a) komentarz:
ale jak to tylko jeden mały bałwanek… ja myślałam, że dwa i to wcale nie takie małe

 


 

Post nr 23, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Jestem na zimowisku i dzisiaj się nie wyśpię, ponieważ będzie przyrzeczenie mojego kolegi z Zastępu. A moja próba na samarytankę i totem są w trakcie tworzenia.

 


 

Post nr 22, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post nr 22 dodano 24-01-2012 o godz 21:33
Nie ma to jak wieczorem wiedzieć, że jutro lekcje zaczynają się o 10.20, bo profesor matematyk będzie na konferencji…
Jakieś dwie godziny temu pożegnałam Kudzię, z którą siedziałyśmy od ok. 15.30. Niestety od nowego roku szkolnego zamieszka ona z bratem w Anglii, a to strasznie daleko! Nie wiem co będę robić bez naszych wygłupów… Ale zawsze jest internet!

mamaEwa napisał(a) komentarz:
A ciekawa jestem, co było na tej zbiórce? Czy tylko gry, czy majsterka, czy opowiedziałaś gawędę?
A teraz świat zrobił się naprawdę mały, można się kontaktować często nawet z daleka.
Jak tata był w wojsku to często nasze listy się mijały i odpowiedź na pytanie otrzymywałam w trzecim liście, bo listy szły trzy dni!

 

Post nr 21, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post nr 21 dodano 23-01-2012 o godz 18:11
Jej! Właśnie wróciłam z mojej pierwszej samodzielnie prowadzonej zbiórki!
Patryk niestety rozchorował się na dobre (leży w szpitalu), jednak zuszki nadal bawiły się w Eskimosów, nawet mimo niesprzyjającej pogody.
Teraz siedzę, uczę się na biologię i przeglądam internet.

MadaMag napisał(a) komentarz:
Gratulacje przeprowadzonej (mam nadzieję udanej) zbiórki.
Trzymaj się ciepło!
tata napisał(a) komentarz:
Lepiej robić jedno a potem drugie. Efektywniej.

Post 11 – 15 (stare)

 

Post nr 15, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Dokonałam największych zakupów ubraniowych w życiu. A mianowicie kupiłam żakiet za 149 zł i do niego spodnie za 65zł. Jako że spodnie były za długie pan zdecydował się dać mi rabat na skrócenie, stąd za całość zapłaciłam 200zł.
Skoro już dostałam rabat, to jako że w pobliżu znajduje się pasmanteria z profesjonalnymi przeróbkami krawieckimi postanowiłam skorzystać z tych usług.
Skrócenie spodni wynosi 15zł. Tak więc uwzględniając rabat do oryginalnej ceny ubrań musiałam dopłacić 1zł.
Jeszcze tylko muszę dobrać jakąś bluzkę i zestaw gotowy.

Kasia napisał(a) komentarz:
Na jakąż to okazję??
mamaEwa napisał(a) komentarz:
Super! a kapelusz też kupisz nowy?

 

Post nr 14, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Skraszował mi się (prawie sam :P) system. I musiałam kombinować jak go przywrócić do życia. Powoli kończę doprowadzać wszystko do porządku…

Ale nic to, odkryłam, że TVP udostępnia za darmo odcinki „Ojca Mateusza” (jakieś 4-5 lat temu były płatne). Hura!

Przy okazji, tegoroczny Tłusty Czwartek był pierwszym jak pamiętam, w którym nie zjadłam ani jednego pączka. Odrobimy 😀

mamaEwa napisał(a) komentarz:
został tylko jeden dzień! spiesz się! /tłusty wtorek/

 

Post nr 13, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Nie tylko niebieskie kolorki pijam.
Z połączenia niebieskiego CuraCao oraz soku z cytryny mamy ładny zielony:

Blog MEG

A herbata owocowa z sokiem malinowym daje czerwony:

Blog MEG
tata napisał(a) komentarz:
Fajne foty.

 


 

Post nr 12, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 12 dodano 12-01-2012 o godz 19:29
Jak widać strona przeszła niewielkie zmiany. W przysłości zarządzanie kontam, tj. blogiem odbywać się będzie w prawym górnym rogu, tak jak to jest na większości serwerów.
Możliwe, że sama obsługa wpisów też się trochę zmieni (chcę przejść na system bbc, gdzie zaczniki nie wpisuje się jak w html’u, np: > ale bezpieczniej w nawiasach kwadratowych [ ].
Pożyjemy, zobaczymy.
Jak na razie dodałam kilka linków (nikt mi nie zwrócił uwagi, że z opcji dodawania zdjęcia trzeba ponownie się wracać przez główną stronę do dodania wpisu).

Jak by wyszły jakieś problemy dajcie znać.
(Tak, wiemy że chrome dziwnie interpretuje ramki. Teraz są inaczej podane, Siostrzyczki, która ma Chrome, czy on dalej po lewej mamy ramkę a po prawej tekst?)

tata napisał(a) komentarz:
Ocet jaki by nie był też „zmiękcza” mięso. Jaj lepiej widać to na mięsie zajęczym.

Barbara napisał(a) komentarz:
Jedna z sióstr „miłośniczek chrome” powiada: w dziale gospodarz oraz żona wyświetla się cały zapis w ramce zajmującej ok 1/10 całego mojego monitorka (czyli ogólnie rzecz biorąc malutko). Zaraz sprawdzę jak się wyświetla u mnie i Kasi.
Barbara napisał(a) komentarz:
O… widzę pewną poprawę w stosunku do wczoraj. W sensie, że już się dobrze wyświetla.
Dlaczego zmieniłaś sposób organizacji menu? W sensie, że trzeba kliknąć na rodzina, a dopiero potem wybrać osobę? Strasznie dużo klikania teraz jest…
tata napisał(a) komentarz:
A data modyfikacji dalej się łamie i grafik jest chudy.
tata napisał(a) komentarz:

A stronie stuknęło 5 lat

chyba nikt nie zauważył?

 


 

Post nr 11, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 11 dodano 12-01-2012 o godz 19:28
proba

Post 06 – 10 (stare)

Post nr 10, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 10 dodano 11-01-2012 o godz 14:43
Od czasu jak mam lodówkę czuję się czasem jak osiołek ze sławetnego wierszyka.
Dawniej wiadomo było, że na obiad zjem to co tego lub poprzedniego dnia kupiłam, zanim się zepsuje. A teraz…
Jako że nie wiem co z niej wybrać (a mam i kiełbasę, i żółty ser, i biały, ogórki zielony i konserwowe, pomidory, włoszczyznę, sałatę, boczek, jogurt, mleko itd) to czasami wychodzą mi dziwne kombinacje, jak np.:

Blog MEG

czyli jajko z kiełbasą, ogórkiem konserwowym i kapustą pekińska zasmażane na patelni z olejem z ryżu. Z kapką musztardy. Nawet dobre.

Ale tak naprawdę, to cieszę się z mojej lodóweczki.

Blog MEG

Chociaż dziś jest już prawie pusta…

Blog MEG

 

Post nr 9, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 9 dodano 11-01-2012 o godz 14:27
Kto by pomyślał, że ryż zawinięty w liście nori może być tak sycący.

W fazie produkcji:

Blog MEG

A tu mamy shushi w dwóch typach: normalnie, z kiełbasą i żółtym serem; oraz na słodko, z jabłkiem, cynamonem i cukrem waniliowym.

Blog MEG

Pięć takich 1cm kawałków, i człowiek jest syty.
Pierwszą porcję jadłam na kwaśno, z ogórkiem konserwowym i śledziem z koreczków, bardzo dobre, szczególnie przyprawione szczyptę wasabi i w sosie sojowym (ale nie zrobiłam zdjęć ^^;).

Jeśli o sushi mowa. Dołączony do zestawu ocet sojowy wykorzystałam jako zaprawę do filetów z kurczaka. A mianowicie, filet pokroiłam na paski, dałam do pudełka i zalałam octem sojowym. Wymieszałam i włożyłam do zamrażarki. Następnego dnia okazało się, że zamrażarka zdołała całość zamrozić. Po rozmrożeniu i podsmażeniu na patelni wyszło naprawdę smaczne mięsko.
Sądzę, że zamrożenie sprawiło, że lód który powstał naruszył trochę strukturę filetu (tak jak tłuczenie kotletów schabowych) i w te miejsca przyprawa mogła łatwiej wchłonąć.
Ale nawet jeśli to nie to, to i tak mięsko (z ćwiartkami ziemniaka i surówką marchewkowo-petruszkowo-selerową) było pyszne.

 


 

Post nr 8, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 8 dodano 01-01-2012 o godz 21:16
Kupiłam sobie Cura-Cao, sok barmański.
Bardzo spodobał mi się kolor:

Blog MEG
Blog MEG

Oczywiście, na zdjęciach jest już rozcieńczony.

tata napisał(a) komentarz:
i zdjęcia całkiem sobie
mamaEwa napisał(a) komentarz:
A czy smakuje równie dobrze jak wygląda?

 

Post nr 7, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 7 dodano 21-12-2011 o godz 10:08
Takie ładne czcionki zimowe. Aż nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam przywieszki.
Prawda, że ciekawe?

 


 

Post nr 6, ostatnio modyfikowany: 09-03-2013

Post nr 6 dodano 12-12-2011 o godz 23:41
Sprawa intrygowała mnie już dłuższy czas, i w końcu znalazłam przepis w necie
Ciasto z mikrofalówki

Przepis z angielskiej stronki jest prosty:
potrzeba: kubek (ok. 400ml), duża łyżka

Zmieszać razem:
4 łyżki mąki (w miarę płaskie)
4 łyżki cukru + 2 łyżki kakao =lub= 6 łyżek „Puchatka”
3 łyżki mleka
3 łyżki oleju
2 łyżki rozbełtanego jajka (moje M miało ok 3,5 łyżki)

ew. wiórki czekoladowe
przyprawy: cukier waniliowy, cynamon

Wstawić do mikrofalówki.
Przepis podaje 2:30 min dla 1000W,
ja mam max. 800W i wyszło w 2:40 (wyłączyłam przed czasem).

Po pikaniu zostawić na ok 2-3 min bez otwierania drzwiczek („by doszło”).

Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG
Blog MEG

Pachnie w całym pokoju (cynamon) i smakuje całkiem nieźle, jak na pierwszy raz.

Marek napisał(a) komentarz:
No to w domu możesz poćwiczyć. Byśmy sprawdzili w realu efekt.