Post 01 – 05 (stare)

 

Post nr 5, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 12-4-2010 o godzinie 23:25:36
Poniedziałek – „dzień czystych okien ”

Obudziłam się o odpowiedniej godzinie (czyli jak się wyspałam). Zaraz potem jak się ubrałam zabrałam się za mycie okien. Zaczęłam od okna w kuchni (wszystkich dostępnych powierzchni) wspomagając się przy tym trzema szmatkami, dwoma szprajami (jeden do mycia okien, drugi do mycia ram), papierem t., gąbeczką i wiadrem z wodą. Samo mycie okien nie jest tak uciążliwe jak mycie ram. Później zabrałam się za mycie w pokoju. Po drodze prałam firany i zasłony. Gdy już działania zakończyły się sukcesem (czyli wszystkie ramy i szyby były umyte, wisiały firany i zasłony w kuchni) poszłam do Carrefour kupić kawę. Zasłony z pokoju wisiały w łazience w celu osuszenia się (przynajmniej do stanu „niekapania na podłogę ” aby można było je powiesić bez basenu w dywanie). W Carrefour spotkałam się z Weroniką. Później poszłyśmy do mnie, przekazałam jej pozostałych 26 czekolad i dłuugo poplotkowałyśmy. Gdy zbliżył się czas odprowadziłam ją na AKS na autobus. To był bardzo miły wieczór.

Niedziela

Wczesnym rankiem udałam się do kościoła na mszę o 12:00 (później okazało się że jest ona o 12:15). Prosto z kościoła poszłam odwiedzić Dużą Basię, Sławka oraz Monikę i Ewę. Przyszedł również Rafał. Trochę pobawiliśmy się w chowanego, oglądałyśmy z dziewczynkami baranka Shauna i takie tam. Ponadto poopowiadaliśmy sobie co u nas słychać. Po obiedzie, podwieczorku i kolacji Sławek przywiózł mnie do domu.

Post dodano 10-4-2010 o godzinie 22:36:17
Sobota

Zerwałam się skoro świt już około siódmej i pojechałam na uczelnię. Zaczęło się o 8:15 (tym razem bez opóźnienia). Szczerze mówiąc liczyłam, że zajęcia będą z doktorem Jackiem, ale przyszła jakaś pani. Pomimo, że temat miała ciekawy to chyba coś niezbyt szło jej przekazywanie nam tych informacji. Było nudno (prawie jak na Economics of European Integration). Pod koniec zajęć ktoś z tyłu sali powiedział, że rozbił się samolot z naszym prezydentem i innymi osobami na pokładzie. Po chwili druga osoba potwierdziła tę wiadomość. A potem kolejne i kolejne. W pierwszym momencie myśleliśmy że to żarcik, dla rozbudzenia. Gdy dowiedzieliśmy się, że prezes Skrzypek też był w tym samolocie zaczęliśmy się zastanawiać, kto nam pytania na test ułoży. Jednak po chwili (i potwierdzeniu tej informacji przez kolejne smsy) uświadomiliśmy sobie, że to chyba nie jest żart. Po około 15 minutach przyszła pani z dziekanatu wydziału Ekonomii i powiedziała, że zajęcia zostają odwołane do końca dnia (a było około 11). Troszkę się rozczarowałam. Rozumiem że rozbicie się tego samolotu to tragedia (zwłaszcza dla rodzin pasażerów), ale czy to jest powód żeby odwoływać zajęcia na które jechałam 102 km w jedną stronę? Zupełnie nie widzę powiązania. Cóż pani jednak bardzo nalegała, żebyśmy opuścili salę, więc poszliśmy wraz z Olą, Roksaną, Marzeną i Tomkiem (który na prawdę ma na imię Ryszard) do Arkad. Wypiliśmy herbatę (a niektórzy piwo), poplotkowaliśmy i poszliśmy do domu. Jadąc do Chorzowa postanowiłam wstąpić do tesco, bo potrzebowałam kupić szampon i żel do mycia twarzy. Z tesco zadzwoniłam do Magdy, bo liczyłam że może będzie w okolicy i uda jej się odebrać zamówione czekolady. I faktycznie udało się. Wypiłyśmy koktajl w Silesia i też chwilę poplotkowałyśmy. Później odwiozłam Magdę do domu i pojechałam do Sylwii oddać talerz. Posiedzieliśmy chwilę, wypiliśmy herbatę, trochę poplotkowaliśmy i pojechałam do domu. Później siedziałam sobie w pokoju i słuchałam radiowych doniesień z miejsca tragedii.

Post dodano 9-4-2010 o godzinie 23:48:41
Piątek

Rano obudziłam się o dość przyzwoitej porze, żeby zdążyć na 11:00 na spotkanie w International Office naszej uczelni. Dylemat jaki się zrodził to czy jechać autobusem czy tramwajem. Autobus był o 10:05 więc w centrum byłabym o 10:29. Aby jechać tramwajem (i zdążyć) należy mniej więcej o tej samej porze wyjść z pokoju, ale dalej iść. Wybrałam opcję jazdy tramwajem i się nie spóźniłam. Na miejscu okazało się, że jakaś studentka pisze pracę o studentach zagranicznych i chciała abyśmy wypełnili dla niej ankietę. Może dlatego przyszły tylko trzy osoby. W drodze powrotnej wstąpiłam do Kaufland, ponieważ była AKCIA na czekoladę studentską. Weronika znów sobie kilka zamówiła, więc jej kupiłam. Potem się spakowałam i przyjechałam do Chorzowa. Załączyłam komputer, ale niestety w Chorzowie czeska i słowacka telewizja nie odbiera. Jednakże resztę dnia spędziłam w kuchni i przed komputrem (porobiłam wszystkie niezbędne przelewy). A jutro z rana pędzę na AE (najlepsza uczelnia w tym kraju).

Post dodano 8-4-2010 o godzinie 22:54:18
Czwartek – „sorry o Benfica ”

Jak zwykle w czwartek wstałam bardzo rano, żeby zdążyć na 8:20. Miałam nadzieję, że się nie spóźnię na zajęcia. Niestety dziś tubylczy drogowcy postanowili łatać dziury. Nawet straż miejska postanowiła włączyć się akcje łatania tej jednej dziury która ośmieliła się pojawić na czeskiej drodze. Generalnie droga na wydział zajmuje 24 minuty, a dziś ponad 40 minut. Cóż… trzeba było wybrać tramwaj (26 minut plus dojście do przystanku). Pomimo, że na zajęcia przyszłam spóźniona to jednak byłam pierwsza. Postanowiliśmy poczekać na chłopaków z Francji, jednak oni nie przyszli. Więc zostałam sama. Pani profesor nie chciała jednak mówić po czesku – albo się bała że nie zrozumiem, albo nie umie=) Po zajęciach poszłam do biura Mari zapytać się o wczorajsze zajęcia. Okazało się, że jednak zajęcia się odbyły (pomimo obecności dwóch osób). Maria wyglądała na niezadowoloną z niskiej frekwencji, ale tak to jest jak się ustawia zajęcia w czasie gdy studenci mają inny przedmiot (na którym w dodatku sprawdzają obecność). Do akademika wróciłam autobusem (w drugą stronę nie było korków). Ponieważ jeszcze było wcześnie postanowiłam „coś ” zrobić zamiast siedzieć w pokoju. Otworzyłam mapę google i poszukałam miejscowości do której mogłabym na pół dnia pojechać. Czyli musiała być w miarę blisko i mieć sympatyczną nazwę. Znalazłam miejscowość Baška. Uznałam, że nazwa jest wystarczającym motywem, żeby tę miejscowość zwiedzić. Sprawdziłam pociągi i okazało się że jest to tylko 43 minuty drogi stąd. Perfekt! Pociąg jechał z dworca głównego i bilet w obie strony kosztował 70 kč. Ogólnie albo Baška to wioska z samymi zakładami przemysłowymi albo poszłam w drugą stronę niż centrum. Ale ogólnie byłam na wycieczce i sobie spacerowałam. W poszukiwaniu centrum Baški doszłam do miejscowości o nazwie Staré Město, które jednak nie okazało się takie stare. A ze Starego Miasta było już rzut beretem do Frýdek Místek. Frýdek Místek jest piękny, a burmistrzem jest kobieta (Eva Richtrová). Miasto powstało 1 stycznia 1943 roku z połączenia Frydka, Mistka i innych okolicznych wsi. Niestety dziś zdążyłam zwiedzić tylko Frydek. W centrum znajduje się Frýdecké náměstí i zamek (którego to zamku też nie zwiedziłam od środka). Wróciłam do pokoju jeszcze przed zmierzchem, zabrałam się za projekt na Decision Making, ładowanie baterii do aparatu i oglądanie telewizji. Odkryłam ostatnio kanał CNN news (po angielsku) – świat rozrywki znowu mi się powiększył.

zdjęcia: http://www.facebook.com/album.php?aid=2055398&id=1012248636&l=f20dee9c19

 


 

Post nr 4, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 8-4-2010 o godzinie 1:10:17
Środa

Dziś środa rozpoczęła się nietypowo, bo już o 14 miałam zajęcia. Obyły się pierwsze w sezonie zajęcia z International Monetary Relations. Żeby było śmieszniej w tym samym czasie i miejscu odbywały się trzy przedmioty z tym samym nauczycielem. Okazało się bowiem, że podstawy się pokrywają więc przez jakiś czas zajęcia będą wspólne. Ale za to nasz nauczyciel jest tak piękny, że można siedzieć i przyglądać się mu. A ponadto potrafi bardzo przekonująco opowiada o kursach walutowych, kwotowaniach pośrednich i bezpośrednich… Później prawie że spóźnieni pobiegliśmy na Principles of Marketing. Było nudno, pomimo, że pozwoliliśmy sobie na żarty. Dla przykładu podam, że nauczycielka kazała nam wymienić substytut telefonu komórkowego Nokia. Padały odpowiedzi typu internet (słusznie) ale ktoś pozwolił sobie na żarcik typu urząd pocztowy, a potem jeszcze dalej na gołębia pocztowego. Niestety te żarciki nie podniosły atrakcyjności zajęć. Po zajęciach poszłam na rynek. Pretekstem był zakup jogurtu truskawkowego, ale potrzebowałam trochę pospacerować i odetchnąć powietrzem innym niż te, które mamy w pokoju. Gdy już wróciłam okazało się, że mamy zaproszenie od Andry i Sebastiana na wieczór z rumuńskim jedzeniem. Okazało się że jedzą tam głównie gołąbki (w wersji pomidorowej i bez pomidorów), mamałygę (z mąki kukurydzianej) oraz kotlety mielone (ale bez cebuli w środku). Prawdopodobnie Rumunia nie jest tak daleko od Polski jak mi się zawsze wydawało. Ogólnie wieczór był miły bo spotkaliśmy się po świętach z dziewczynami z Bługarii, z Martą (z Portugali), Sylwestrem (który mieszka z Sebastianem) oraz innymi ciekawymi ludźmi.

Post dodano 6-4-2010 o godzinie 23:47:32
Wtorek po świętach – oczywiście, że będzie dziś wpis

Wstałam niezbyt wcześnie, ale nic mnie nie goniło, więc mogłam się wyspać – jak zwykle we wtorki. Rano wzięłam prysznic, załączyłam telewizję i pooglądałam przygotowania do wizyty Baracka w Pradze. Na lunch zjadłam sałatę warzywną przywiezioną z Polski. Potem pobiegłam na wydział. Dziś zaczynałam zajęcia o 15. Miałam zajęcia z ekonomii integracji europejskiej. Mówiliśmy o polityce rolnej w UE, czyli innymi słowy nudy-na-pudy. Około 15 % polaków pracuje w rolnictwie oraz rybołówstwie, ale rolnictwo i rybołówstwo to jedynie 2,8 % polskiego PKB. Po zajęciach zamierzałam udać się na FILLUP ale okazało się, że Michał jest chory i spotkanie odwołano. Trudno. Wracając do akademika zauważyłam, że są trzy wolne miejsca na parkingu przed budynkiem A&B. Postanowiłam zatem przestawić mój samochód. Pobiegłam na czwarte piętro, zostawiłam torebkę i materiały do nauki, zabrałam kluczyk i dowód rejestracyjny i pobiegłam. Żeby nie biec na deszczu postanowiłam przejść przez korytarz między budynkami. Spotkałam po drodze jednego kolegę z Turcji, który niestety nie wiem jak ma na imię. Zatrzymaliśmy się na ploteczki, ale się spieszył więc nie rozmawialiśmy długo. Gdy już dojechałam samochodem przed budynek A&B okazało się, że miejsce, które sobie upatrzyłam jest zajęte. Całe szczęście zwolniło się inne, więc moja akcja zakończyła się sukcesem (połowicznym, ale jednak sukcesem). Wieczorem odwiedziła nas Yun, która miała pytania związane z Marketing Communication. Tak mija wieczór. A pogoda dziś nie sprzyjała spacerom.

Post dodano 1-4-2010 o godzinie 23:42:27
Czwartek „zielony czwartek ”

Dziś zajęcia miałam o 9:00. Zanim wyszłam na autobus (ten o 8:20) obejrzałam słowackie wiadomości (Správy). Widziałam jak w Bańskiej Bystrzycy kradną bankomat. W biały dzień weszli do hipermarketu z łańcuchem. Obwiązali go dookoła bankomatu, a z drugiej przyczepili do haku holowniczego i odjechali, a bankomat z nimi. Ciekawe ile pieniędzy było w środku. Zajęcia były nudne jak zwykle. Przyszli też Francuzi, więc nie było po czesku. Dostaliśmy pracę domową do zrobienia na przyszły tydzień – popatrzeć na przykład. Po zajęciach przeszłam na rynek, zrobiłam niezbędne zakupy i pojechałam do akademika. Zaczęłam się pakować. Po chwili ze swoich zajęć wróciła Sue i poszłyśmy razem na obiad. Dzisiaj był ryż z sosem i mięsem kurczaczym. Podczas obiadu towarzyszyli nam dwaj koledzy – Czesi z piętra. Niestety nie znamy ich imion. Później sprawdziłyśmy w Facebook i okazało się, że jeden z nich nosi czeską odmianę imienia Radosław – Radim. Drugi dalej pozostaje dla nas zagadką. Po w miarę szybkim obiedzie dokończyłyśmy pakowanie i pojechałyśmy do Polski. Wstąpiłyśmy szybko do Carrefour na zakupy, a potem na Wolności spotkałyśmy się z Magdą oraz Weroniką. Wypiłyśmy kawę, przekazałam Weronice zamówione czekolady i trzy godziny później rozeszłyśmy się do domów. A jutro wybieramy się do Kucob =)

Post dodano 1-4-2010 o godzinie 0:10:33
Środa

Poranek spędziłam na oglądaniu słowackiej wersji „pytanie na śniadanie ” czy też „kawa czy herbata „. Opowiadali o zwyczajach świątecznych w Europie. Powiedzieli na przykład, że w wielki czwartek powinno się jeść szpinak z makaronem =) Później pojechałam do tesco. Kupiłam czekolady, które zamówiła sobie Weronika oraz Lentilki, całe mnóstwo Lentilek. Po powrocie do pokoju powtórzyłam sobie jeszcze podstawowe wiadomości przed testem i już nastał czas zbierania się na zajęcia. Dziś znów miałam na Porubie, więc odbyło się bez półgodzinnej wycieczki tramwajem i dziesięciominutowego spaceru. Test okazał się mniej więcej tym, czego się spodziewałam. Dostaliśmy dwa grafy, do wyznaczenia shortes way oraz minnimal spanning tree, więc to czego się akurat nauczyłam. Dostałam też wiadomość od naszej nauczycielki, które pytania mam opracować na marketing communication. Co prawda spodobało mi się pytanie piąte i szóste, a dostałam tylko szóste. Niektórzy tak mają =) Wieczorem ustaliłyśmy z Sue, że pojedziemy do Polski już w czwartek po zajęciach i zostaniemy jedną noc w Chorzowie. Dobrze, że pościeli ostatnio nie przebrałam. Na czwartkowy wieczór umówiłyśmy się z Weroniką na przekazanie czekolad, więc nie będą leżeć. Sue postanowiła również wstąpić do Carrefour i jeszcze coś polskiego sobie kupić. Do domu przyjedziemy w piątek na obiad. Teraz siedzę w pokoju i oglądam „Zoznámte sa, Joe Black „. Oryginalny tytuł to „Meet Joe Black „, w Polsce film ten leciał chyba pod nazwą „Joe Black „. W każdym bądź razie film oglądam na słowackim kanale telewizyjnym STV1, ale dubbing jest czeski. A zaraz się skończy i pójdę spać.

Post dodano 31-3-2010 o godzinie 0:4:34
Wtorek

Nastawiłam sobie budzik na dziewiątą, żeby nie przespać całego dnia. Pierwszą aktywnością jaką podjęłam dziś (oczywiście oprócz wypicia kawy, prysznica i takich tam) była wymiana pościeli. Raz na trzy tygodnie przypada taki czas(výměna prádla), gdy studenci zdejmują poszewki i prześcieradła i udają się z nimi do budynku C, gdzie znajduje się punkt wymiany pościeli. Zawsze przypada to we wtorek i środę. I tak budynek A wymienia razem z budynkiem E, budynek C z D, a budynek B wymienia samodzielnie. Informacja o dniu wymiany pościeli jest uwidoczniona na każdym piętrze odpowiedniego budynku,jednak tylko w czeskiej wersji językowej. Podane są dni, ale niestety nie godziny. Udało mi się spotkać po drodze panią sprzątaczkę, która poszła na dół ze mną, bo moja pościel była w kratkę. Później wytłumaczyła mi, że to była pościel z jakichś tajnych zasobów. Jedno spostrzeżenie: „normalni ” studenci zdejmują pościel z poduszki, kołdry i zwijają ją w kulkę (jak dzieci na koloni). Ja swoją – głównie ze względów transportowych, ale również estetycznych – poskładałam w kostkę. Pani która przyjmowała brudy aż ją obejrzała, czy na pewno była używana. A kolor świeżej pościeli można było sobie samemu wybrać 😉 Wymiana pościeli zakończyła się sukcesem. Założyłam pościel i zabrałam się za kończenie zadania domowego z Principles of Marketing. Potem sobie wyprasowałam kilka ubrań i już był czas na zbieranie się na zajęcia. Dziś miałam w głównym budynku naszej uczelni, więc nie musiałam nigdzie daleko jeździć. Zajęcia nie były jakieś zwłaszcza interesujące. No, może poza momentem, gdy Boris tłumaczył nam dlaczego Czechosłowacja się podzieliła. I teraz wiem, że właściwszym pytaniem jest dlaczego w latach 1918 – 1938 i później po wojnie Czechy i Słowacja tworzyły jedno państwo. Po zajęciach pobiegłam do spożywczaka o uroczej nazwie Hruška i kupiłam mleko. Wieczorem mieliśmy jeszcze spotkanie w ramach FILLUP. Przyszły nowe osoby i nawet było wesoło. Rozmawialiśmy głównie o najpopularniejszych stronach internetowych w naszych krajach. W Polsce rządzi google.pl, nasza-klasa.pl, onet.pl, allegro.pl i youtube.com. Trochę szkoda, że tak rzadko korzystamy z obcojęzycznych stron. A teraz uczę się na Operation Research bo prawdopodobnie mam jutro test. Trzymajcie kciuki.


 

Post nr 3, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 29-3-2010 o godzinie 23:43:24
Poniedziałek „dzień bez tesco ”

Dzisiejszy dzień był nudny jak flaki z olejem. Spędziłam go cały „wewnątrz ” głównie ze względu na pogodę niezachęcającą do spacerów. Nawet obiad ugotowałam samodzielnie w kuchni na piętrze. Był kurczak z warzywami i ryżem. Zaczęłam też robić zadanie z Principles of Marketing. Niestety zadanie nie jest do końca dookreślone więc trudno jednoznacznie stwierdzić ile trzeba tego napisać. Ale co tam… Świat rozrywki znowu mi się powiększył – udało mi się uruchomić czeską i słowacką telewizję w moim komputrze. Wieczorem poszłyśmy z Sue do Mili i Lili na chwilę plotek. A zaraz czas spać.

Post dodano 28-3-2010 o godzinie 22:22:9
Niedziela

Budzik zabudził o dziewiątej (zgodnie z nowym czasem). Z łóżka udało mi się zerwać już za piętnaście dziesiąta, bo o dziesiątej byłyśmy umówione z M&O na kawę u mnie. Wypiłyśmy, troszeczkę oplotkowałyśmy wczorajszy dzień, wycieczkę i noc w akademiku. Później szybko pobiegłam pod prysznic i już koło dwunastej udało nam się opuścić mój pokój. Okazało się jednak, że zapomniałam klucza oraz legitymacji studenckiej, więc musiałyśmy się wrócić. Przypomniało mi się, że mogę zadzwonić do naszego pokoju i poprosić Sue żeby zrzuciła mi klucz i legitymację przez okno. Nieco było śmiechu, na temat „które to nasze okno „, ale misja zakończyła się sukcesem. Dziś postanowiłyśmy zwiedzić Ostravę – Centrum. Właściwie to można by powiedzieć, że zwiedziłyśmy Europę w godzinkę – była wieża Eiffela, Krzywa Wieża w Pizie, grecki Akropol, holenderskie wiatraki, Stary Ratusz z Pragi, Big Ben, Brama Brandenburska z Niemiec, Dworzec Kolejowy z Ostravy Centrum. Z rodzimych ciekawostek Zamek Królewski z Warszawy, Żuraw Gdański oraz… Biblioteka Śląska z Katowic. Niestety (abo -stety) wszysko w miniaturze. Jeśli chodzi o cenę 70 kč to moim prywatnym zdaniem jest „nieco ” zawyżona. Całe szczęście, że jestem studentką i mogłam zapłacić tylko 40 kč (+20 kč za prawo do robienia zdjęć). Potraktujmy biletu wstępu jako datek na rozwój tego miejsca, gdyż jest bardzo sympatyczne. Po opuszczeniu parku miniatur przeszłyśmy na główny rynek Ostravy. Zaczęło padać, więc schroniłyśmy się w McDonald ‚s. Gdy czas był już „najwyższy ” pokazałam jeszcze M&O najsłynniejszą ulicę w Ostravie – Stodolní i wróciłyśmy do akademika (a właściwie do bagażnika Mazdy) po rzeczy. Wraz z Sue (tym razem nie zgubioną) odprowadziłyśmy dziewczyny na dworzec, wsadziłyśmy do pociągu i godnie odmachałyśmy. Korzystając z okazji że jesteśmy na dworcu Sue postanowiła zapytać o cenę biletu do Bratysławy. Podeszła do kasy biletowej na której jest wyraźnie zaznaczone że jest „międzynarodowa ” i zapytała grzecznie (jak na prawdziwą Azjatkę przystało) o cenę. Pani w okienku coś tam wydrukowała, coś dopisała ale niezbyt umiała odpowiedzieć. Sue poprosiła mnie żebym zapytała o dodatkową zniżkę dla posiadaczy karty InKart. Widząc nieporadność tej pani w dziedzinie angielskiego zapytałam po słowacku. Na co ta pani zaczęła na mnie krzyczeć, że skoro potrafię mówić w tym języku to dlaczego nie rozmawiam z nią od początku. Więc ja odpowiedziałam że przecież to kasa międzynarodowa, a ona na mnie z jeszcze większym hałasem, że to, że pracuje w kasie międzynarodowej nie znaczy że musi umieć po angielsku. Tak czy inaczej udało mi się uzyskać niezbędne informacje, więc wyruszyłyśmy w stronę przystanku autobusowego. Po drodze spotkałyśmy chłopaków z Turcji, którzy szli właśnie do tej pani kupić bilet do Brna. Tak, tak, poszłyśmy z nimi =) Złapałyśmy autobus 37 do akademika, ale ja po drodze wysiadłam i poszłam do mojego ulubionego kościoła na mszę. Nie święcili palm, nie mają przysłoniętych krzyży, ale za to czytali opis męki na głosy. Potem wróciłam do akademika.

Zdjęcia można obejrzeć na http://www.facebook.com/album.php?aid=2054298&id=1012248636&l=8a7b5fe00d

Post dodano 27-3-2010 o godzinie 23:30:13
Sobota – M&O w Ostravie

Po porannej niezbyt wczesnej, ale jednak pobudce szybki spacer na tramwaj i prędziutko do Olomouc. Był taki pomysł na wycieczkę, żeby nie spędzać całego dnia w mieście. Na wycieczkę udały się Ola i Magda, Basia i Sue oraz Grace i jeszcze jedna dziewczyna z Tajwanu (niestety jej imię chyba jeszcze przez jakiś czas pozostanie dla świata zagadką). Bardzo miły pomysł czeskich kolei: przejazd grupowy zaczyna się już od dwóch osób. W takiej sytuacji każdy z podróżujących uzyskuje 25 % zniżki. Jeśli dołączy trzecia i kolejne osoby to mają zniżkę w wysokości 50 %. W ten sposób zamiast zapłacić 198 kč za osobę, zapłaciłyśmy 140 kč – jadąc pociągiem InterCity. Podróż trwała nieco ponad godzinę. Udało nam się załapać na zupełnie pusty sześcioosobowy przedział, co umożliwiło nam dość sprawną komunikację. Podróż minęła dość sprawnie. Po wyjściu z pociągu okazało się, że wcale nie mamy pomysłu na zwiedzanie miasta poza jednym – raczej nie chcemy zwiedzać Muzeum Sztuki. Po zaciągnięciu informacji na dworcu kolejowym przeszłyśmy na ryneczek. Po drodze dużo malutkich domków, wąskich uliczek (brukowanych) i nowoczesnych tramwajów. Na głównym rynku znalazła się informacja turystyczna, w której pan (o dziwo) potrafił mówić po angielsku. Później znalazłyśmy miejsce z gorącą, białą, pitną czekoladą (bo pogoda była zimna). A potem znów chodziłyśmy podziwiając zakątki miasteczka. Olomouc to takie miasto (można by rzec: miasteczko) we wschodniej części Republiki Czeskiej, na Obniżeniu Górnomorawskim, u ujścia Młyńskiego Potoku i Bystrzycy do Morawy. Jest stolicą kraju ołomunieckiego, powiatu Ołomuniec, a także archidiecezji kościoła rzymskokatolickiego i Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego oraz eparchii cerkwi prawosławnej. Stanowi historyczną stolicę Moraw. W 1573 r. powstał tu uniwersytet (drugi w Czechach pod względem starszeństwa). Kres „złotego wieku ” przyniosła wojna trzydziestoletnia – w 1642 r. wojska szwedzkie zajęły i zniszczyły zamienione w twierdzę miasto, które wkrótce utraciło tytuł morawskiej stolicy na rzecz Brna. W XIX wieku dzięki industrializacji i szlakom komunikacyjnym (przede wszystkim linii kolejowej z Pragi na Śląsk) Ołomuniec znowu stał się wielkim ośrodkiem miejskim, nigdy jednak już nie zdołał konkurować z Brnem. Olomuc jest po Pradze drugim najważniejszym i największym miejskim zabytkowym zespołem urbanistycznym. Co zwiedziłyśmy (lub widziałyśmy):
* wysoka na 35 metrów kolumna Trójcy Przenajświętszej z pozłacanymi posągami, zapisana na liście światowego dziedzictwa UNESCO w 2000 r.;
* ratusz z XIII wieku, rozbudowany w XV wieku (w którym obecnie można znaleźć Informację Turystyczną) z socrealistycznym wariantem zegara astronomicznego;
* zamek (Olomoucký hrad) z dawnym pałacem biskupa w którym mieści się Muzeum archidiecezjalne działające od 2006 roku – jednak w muzeum nie byłyśmy (zgodnie z założeniami wycieczki, karetę widziałyśmy przez okno);
* katedra św. Wacława w Ołomuńcu ze 100 m wieżą
* kościół św. Michała
* kościół Marii Panny Śnieżnej.
Ogólnie wycieczka udana, jednak byłaby bardziej gdyby było nieco cieplej (ale nie narzekam). Przed powrotem do Ostravy znaleźliśmy jeszcze restaurację z smażonym serem, frytkami i bardzo miłym kelnerem. Podróż powrotna upłynęła bardzo szybko, jednak w siódemkę w sześcioosobowym przedziale.
W Ostravie poszłyśmy jeszcze do tesco a potem wróciłyśmy do akademika (czyli na koleje). Po krótkiej przerwie pobiegłam do M&O na klachy. A zaraz czas spać.
Jutro zmieniamy czas.
Ważna informacja: tworząc dzisiejszą notkę korzystałam z Wikipedii. Chciałam się dowiedzieć co zwiedziłyśmy 😉

Post dodano 27-3-2010 o godzinie 0:8:6
Piątek – „Laundry day ”

Zaraz jak się obudziłam i ubrałam pobiegłam na dół po klucz do pralni. Wzięłam moje białe rzeczy oraz białe rzeczy Sue i poszłam robić pranie. Niestety praczka na 4 była niedostępna – dostałam klucz do pralni na piętrze 6. Obładowana brudami oraz płynem do prania udałam się dwa piętra wyżej. Powrzucałam rzeczy do pralki i zeszłam na dół. Po dwóch godzinach pobiegłam na 6 sprawdzić czy już się wyprało, ale okazało się, że jeszcze nie. Więc za jakiś czas znów poszłam. Jak mówią – do trzech razy sztuka i faktycznie trzeci spacer na szóste piętro zakończył się sukcesem. Zmieniłam kolor prania na czerwone, aby powtórzyć sytuację. Po pięciu godzinach wszystkie rzeczy były już czyste i mogłam odnieść klucz. Posiedziałam jakiś czas w pokoju i już był czas zbierać się na Svinov-Mosty. Początkowo planowałyśmy z Sue pojechać autobusem. Niestety moja koleżanka nie potrafi się spieszyć, więc akurat w momencie gdy wychodziłyśmy z akademika autobus podjechał na przystanek. Ponieważ i tak by na nas nie poczekał uznałam, że biec na niego nie ma sensu. Więc Sue postanowiła się obrazić. Nie odzywała się całą drogę do tramwaju, w tramwaju również. A potem z niego wyszła i poszła w nie wiadomo jaką stronę – plan był by dojść do dworca kolejowego. Pociągiem o piątej przyjechały Magda i Ola. Z Magdą i Olą przez piętnaście minut czekałyśmy na nią przed dworcem, ale ona się zgubiła. Nie widząc sensu dalszego czekania wsiadłyśmy do autobusu i pojechałyśmy do akademika. Zakwaterowałyśmy dziewczyny i wypiłyśmy kawę. A potem znalazła się Sue. Korzystając z tego że zabłądziła do dworca pojechała do centrum załatwić przelew w banku. Po kawie pojechałyśmy do tesco kupić mleko i coś do jedzenia. Potem już tylko wizyta w Vrtule i czas spać. Mam nadzieję, że z zameldowania M&O w pokoju C649 nie będzie żadnych problemów.


 

Post nr 2, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 25-3-2010 o godzinie 20:53:56
Czwartek – ale ten czas szybko leci…

Obudziłam się wcześnie rano, aby jak w każdy czwartek zdążyć na autobus o 8:20. Udało mi się. Niestety między Zahradky i Svinov-Mosty był wypadek samochodowo – autobusowy i staliśmy w korku. Ogólnie dziś droga na wydział zajęła mi 45 minut. Byłam zatem spóźniona. Okazało się, że zupełnie bezstresowo – byłam jedyną osobą na zajęciach. Umówiłam się z nauczycielką, że jeśli następnym razem też będę sama, to poproszę po czesku. Może w ostateczności będzie śmieszniej. Później pojechałam do tesco. W tesco zawsze leci muzyka i dziś pierwszy raz usłyszałam Zuzanę Smotanovą i zapamiętałam że w Czechach puszczają Słowackie piosenki. Idąc z tramwaju do akademika zauważyłam, że na trawnikach oprócz petów pojawiły się również stokrotki. Gdy wróciłam do akademika Sue zapytała mnie czy pójdę z nią do tesco otworzyć konto w banku. Zgodziłam się, bo cóż innego miałam do roboty. Więc razem z dziewczętami z Tajwanu pojechałyśmy. W banku pani okazała się bardzo miła i odniosłyśmy sukces. Ponadto poprosiłam o aktywowanie dostępu internetowego do konta. Pani z banku się bardzo zdziwiła, że jestem Polką. Właściwie to doszła do tego, dopiero jak zobaczyła w komputerze chorzowski adres=) Zakupy zajęły nam dużo czasu. Po powrocie zadzwoniłam do Andry zapytać o książkę, a ona zapytała czy idziemy z nią do Vrtule, bo jutro wyjeżdża. Zgodziłyśmy się, co prawda Vrtule było zamknięte, siedzieliśmy na dworze i szybko poszliśmy do domu. Wracając zabrałam książkę „Understanding the European Union „. A teraz siedzimy w pokoju i bawimy się na komputerach.
A jutro do Ostravy przybywają: Magda i Ola.

Post dodano 24-3-2010 o godzinie 23:21:35
Środa

Z porannego snu wybudził mnie hałas budzika. Właściwie nie miałam potrzeby porannego wstawania, bo zajęcia zaczynałam o 12:30, ale jednak. Zerwałam się zatem skoro świt o 9:30. Sprawnie się ubrałam i poszłam zapłacić za akademik. Misja zakończyła się sukcesem, jestem uboższa o 2.220 kč. Później pobiegłam na pocztę bo podobno jakaś przesyłka do mnie była. Okazało się, że to kod pin do karty, której nie posiadam i posiadać nie będę. Ale list odebrałam i schowałam w bezpieczne miejsce. Będąc na poczcie wysłałam też do siebie do mBanku pieniądze. Podobno do piątku mają już być na koncie. Na wydział pojechałyśmy wraz z Sue autobusem – wolnych miejsc siedzących brak. Pierwsze zajęcia mieliśmy z Marketing Communication i były nudne jak flaki z olejem. Później miałam dwie godziny przerwy więc poszłyśmy z Seolah Yun, dla przyjaciół Yun pospacerować po Ostravie. Z nowości dowiedziałam się, że jej prywatnym zdaniem powinni się połączyć z North Korea, żeby tym biednym z północnej żyło się lepiej. Ciekawy punkt widzenia. Później pobiegłam na Principles of marketing. W dalszym ciągu nie lubię wszystkiego co ma w nazwie marketing. Później wraz z Sue (która ma ten sam przedmiot) poszłyśmy do tesco przymierzyć ubrania i kupić niezbędne produkty spożywcze. Dla mnie niezbędnym okazało się mleko i czekolada a dla niej cztery paczki ryżu i 8 zupek chińskich z Kwidzynia. Padła propozycja żeby wybrać się wieczorem do Vertule, ale jeszcze trwa jej rozpatrywanie. Ponieważ Vertule jest częścią naszego kampusu można iść i nawet po pięciu minutach wrócić jeśli jest niefajnie.
Pozdrawiam wszystkich czytających.

Post dodano 23-3-2010 o godzinie 23:58:26
Wtorek

Dziś wreszcie miałam okazję odespać poprzedni weekend =) Obudziłam się jak mi się zachciało. Potem posiedziałam trochę przed komputerem, a przy okazji zrobiłam zadanie domowe z Operation Research. Muszę je jeszcze tylko trochę dopracować, wydrukować i będzie pysznie. Później pojechałam na wydział. Mieliśmy zajęcia dotyczące Unii Gospodarczej i Walutowej na które z niecierpliwością czekałam. Dziś na zajęciach byłyśmy tylko we dwie, więc mogłam się wygadać. Wróciłam z Anną Filipą autobusem (a właściwie to dwoma) i spóźniłam się na FILLUP. Gdy weszłam rozmowa toczyła się na temat Unii Europejskiej, ale dość szybko przeszło na temat ekologicznych domów. Temat mnie ledwie średnio zainteresował. Po FILLUPIE poszliśmy z polsko-czeskim towarzystwem do knajpy. Okazało się, że mają tam laną KOFOLĘ =) Było dość śmiesznie, bo rozmawialiśmy sobie po angielsku a jak nam się zachciało to po czesku a nawet po polsku. Ogólnie było wesoło. Ustaliliśmy, że polski prezydent z czeskim prezydentem spotkali się na piwie w irlandzkim pubie i ustalili że nie będą podpisywać tego traktatu z Lizbony. A protem wróciłam do domu i zaraz idę spać bo już prawie północ.


 

Post nr 1, ostatnio modyfikowany: 10-03-2013

Post dodano 22-3-2010 o godzinie 22:47:36
Poniedziałek

Obudziłam się i szybciutko wybrałam do centrum na wydział. Po około półtorej godziny oczekiwania pani Renata przyszła i dała mi wszystkie dokumenty niezbędne do odebrania mojego stypendium. Korzystając z pięknej pogody poszłam na przystanek, a przy okazji zrobiłam zakupy. W Kaufland była dziś promocja na mleko – jedyne 8,90 kč. Kupiłam zatem dwa kartoniki=) Później pobiegłam do rektoratu wymienić papierki na pieniądze. Pierwszy raz w życiu widziałam banknot 2000 kč – i to nie jeden. Po powrocie do akademika próbowałam zapłacić za akademik ale już było zamknięte. Pójdę jutro. Czas do wieczora upłynął w ciszy i spokoju, głównie przed komputerem.

Post dodano 21-3-2010 o godzinie 21:12:49
Niedziela wieczorem.

Właśnie wróciłyśmy z Polski. Piszę wróciłyśmy, bo byłyśmy z Sue (Korea) oraz Milą (Bułgaria). W piątek po przyjeździe poszłyśmy na pierogi, pozwiedzałyśmy nieco Chorzów, a spacer zakończyłyśmy w Carrefour. Mila bardzo polubiła ten sklep więc spędziła w nim pięć godziny. My z Sue postanowiłyśmy po dwóch godzinach, znudzone czekaniem na nią pójść do domu. W domu przygotowałyśmy wszystko do spania, zjadłyśmy kolację. Po powrocie Bułgarki wypiłyśmy jeszcze herbatę i poszłyśmy na wieczorny spacer – Chorzów by night. W sobotę pojechałam na 9:15 na zajęcia na uczelni. Z całym przekonaniem muszę powiedzieć że w trakcie tego weekendu (sobota i niedziela) odbyły się dwa najlepsze wykłady w całym dotychczasowym toku studiów: na temat, przeprowadzone z humorem i pozwalające na wyrażenie swojej opinii. W czasie gdy ja się edukowałam dziewczęta wybrały się na zakupy. Najpierw odwiedziły targ w Koloseum (ul. Wolności). Potem przeszły ulicą Wolności do góry a następnie pojechały tramwajem do Silesia City Center. Gdy ja skończyłam zajęcia (dokładnie o godzinie 15:30 jak nakazuje plan) wsiadłam w samochód i pojechałam spotkać się z nimi przy kasie nr 1 w tesco. Okazało się, że zakupów wciąż było mało, zatem przebiegłyśmy szybko przez Silesię, po drodze jedząc coś na szybko i wymieniając pieniądze. O 19:00 byłyśmy umówione z Magdą i Olą w Arkadach (budynek F mojej ulubionej uczelni). Ponieważ byłyśmy już nieco spóźnione czekała już na nas Magda z Piotrkiem. W Arkadach niestety była impreza zamknięta więc postanowiliśmy pójść do 3poziomy. Bardzo szybko okazało się, że Piotrek rozmawia po rosyjsku więc „znalazł wspólny język ” z Milą. W trzech poziomach dołączyła do nas Ola, która też poznała światełko Erasmusa oraz Marcin, którego już bardzo dawno nie widziałam. Ogólnie wieczór był bardzo ale to bardzo miły. Panowie ze stolika obok życzyli mi nawet Enjoy Poland, na co odpowiedziałam im że dziękuję bardzo, co ich niezmiernie zaskoczyło. W drodze powrotnej przejechałyśmy przez Rondo (bardzo ładnie oświetlona kopułka), widziałyśmy Kościół Mariacki, budynek ING i zabudowania Silesii, które również nieźle się prezentują nocą. Spać poszłyśmy krótko po północy.
Dziś zerwałam się skoro świt, pojechałam do Kościoła, a stamtąd na uczelnię. Jazda samochodem do kościoła (wraz z parkowaniem) zajmuje więcej czasu niż pójście tam piechotą =) Wykład był udany. Z humoru mogę przytoczyć, że… „nam w Polsce to się nawet kryzys nie udał „. Pan, który wykładał jest między innymi autorem książki pt. „Integracja ze strefą euro. Teoretyczne i praktyczne aspekty konwergencji „, ponadto pracował niegdyś w Europejskim Banku Centralnym i NBP i innych takich instytucjach. Po zajęciach przyjechałam do mieszkania, uprzątnęłyśmy spanie i pojechałyśmy do Ostrawy. Trochę zabłądziłyśmy na poboczach, ale ostatecznie znalazłyśmy miejsce parkingowe i jesteśmy.
Jutro idę około dziewiątej odebrać moje dokumenty a potem biegnę po stypendium .

Post dodano 18-3-2010 o godzinie 20:58:9
Rano musiałam wcześnie wstać, bo zajęcia zaczynały się o 9:00 a jeszcze trzeba dojechać na wydział. Doświadczenie mówi, że we wcześniejszym autobusie jest mniej ludzi, więc na ten zdążyłam. Teoretycznie odjazd o 8:20 ale dziś na przykład ruszył o 8:18. Zajęcia z logistyki nie były zbytnio pociągające. Bawiliśmy się w rysowanie wykresów w excelu. Jakieś 10 minut rysowania wykresów, a potem żeby się czymś zająć zmieniałam słupki, kolory, opisy na osiach i tak minęło 90 minut. Ponieważ dziś była bardzo słoneczna pogoda troszkę się przespacerowałam po mieście i po drodze kupiłam nowe spodnie (299 kč). W tramwaju spotkałam dziewczyny i razem pojechałyśmy do akademika. Trochę posiedziałam przed komputerem, porozwiązywałam przykłady z Operation Research, obejrzałam jeden odcinek serialu i tak powoli upływa dzień. Zaraz zabieram się za prasowanie rzeczy z ostatniego prania.

Post dodano 17-3-2010 o godzinie 11:28:27
Po obiedzie poszłam na uczelnię. Zajęcia z ekonomii integracji europejskiej jak zwykle ciekawe, gdyby nie to, że ten nauczyciel ma tak nużący głos. Ale zapowiedział na przyszły tydzień Unię Gospodarczą i Walutową – już się cieszę. Po zajęciach poszłam spotkać panią z podstaw marketingu – dała mi materiały z zajęć które opuściłam w zeszłym tygodniu z powodu wyjazdu do Polski. Puściła drukowanie z jednego pokoju i zanim przeszłyśmy do pokoju z drukarką materiały już na nas czekały. I nawet wydrukowane z obu stron papieru =) Niestety bilet miesięczny został w kurtce, która wisi w szafie w przedpokoju w Chorzowie, więc musiałam zainwestować w bilety jednorazowe. Trudno. Przy okazji kupiłam też nową odżywkę do włosów, która bardzo spodobała się Sue – jednak nie udało się nam wydedukować dlaczego akurat jej nazwa to „ASIA ” a na opakowaniu chiński znaczek siły. A swoją drogą myślałam, że znaki na opakowaniach tego typu produktu tylko ładnie wyglądają, a tu się okazuje że również coś znaczą. Po powrocie do akademika odwiedziłam Andrę i Martę, chwilę poplotkowałyśmy, potem odwiedziłam Rafaela, Francuzów (miałam dla nich materiały na Decision Making) i Milę. W pokoju rozmawiałyśmy sobie z Sue o Korei Północnej i Południowej i dlaczego z jej kraju nie da się pojechać do innego kraju samochodem. I tak upłynął wieczór.

Post dodano 16-3-2010 o godzinie 10:26:2
Wróciłam do Ostravy. Co prawda strasznie zabłądziłam w Gliwicach i gdy dojechałam do Ujazdu zdałam sobie sprawę, że jednak nie jestem na właściwej drodze i zawróciłam. No i jak zwykle nieco zabłądziłam w Ostrawie. Dlaczego nie mogą przygotować drogowskazu na Poruba? Chyba że taki stoi a ja go po prostu nie zauważyłam. Przed powrotem wstąpiłam jeszcze do tesco kupić kawę i chustki higieniczne. Była promocja na herbatę więc kupiłam jabłkowo-cynamonową i morelową (meruňka). W akademiku okazało się że Sue pokłóciła się z Wietnamką o sprzątanie. Sue uznała, że każdy ma sprzątać, a ona powiedziała, że jest na ostatnim roku studiów i ją sprzątanie nieobowiązuje. Trudno, będziemy sobie sprzątać same. Później jeszcze trochę poggadałam z Magdą P i z Wadsonem i poszłam spać.
Dziś o 14 mam zajęcia, a o 17:30 FILLUP. A zaraz idziemy z Sue na śniadanio-obiad.